W zakładce
bohaterowie pozmieniałam parę zdjęć
----------------------------------------------------------------------------------------
POKAZ MODY DLA TRANSWESTYTÓW
Z
każdą upływającą sekundą coraz bardziej się denerwowałam. A co jeśli wynik jest
pozytywny? Zamknęłam oczy i opuściłam
głowę. Wokół mnie panuje nieprzenikniona cisza, słychać niespokojne tempo bicia
mojego serca. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na test. Wynik negatywny, nie
jestem w ciąży. Do oczu napłynęły mi łzy szczęścia i odetchnęłam z ulgą. Mam
ochotę skakać z radości, ale moja kostka. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i
zadzwoniłam do Kevina, odebrał za czwartym sygnałem.
- Co jest?
- Mógłbyś przyjść do mnie? - zapytałam cały czas
wyszczerzona.
- Trochę nie za bardzo, a co jest?
- Nie chciałabym mówić ci tego przez telefon - mój entuzjazm
lekko przygasł.
- Ech, dobra. Będę za dziesięć minut.
- Czekam - rozłączyłam się.
Przeniosłam się na kanapę
w salonie i zaczęłam głaskać Darkena. Smok (tatuaż na brzuchu) może być
spokojny, tak samo ja. Co takiego zjadłam, że wymiotowałam? Podeszłam do wieży
i włączyłam muzykę. Od kluczyłam drzwi, usiadłam na oparciu kanapy i
wsłuchiwałam się w tekst piosenki. Otworzyły się drzwi i pojawił się Kev.
- Nie jestem w ciąży - szybko pod
kuśtykałam do niego.
Skoczyłam na niego,
nogami oplotłam go w pasie i przytuliłam się.
- Nie jesteś? - zapytał ucieszony.
- Nie - uśmiechnęłam się.
Odwróciliśmy twarze w tym
samym kierunku i nasze usta się złączyły. Trwaliśmy tak klika sekund i chyba
żadne z nas nie kwapiło się żeby przestać.
- No, siema - powiedział skonsternowany
Edd.
Przerwaliśmy pocałunek,
zeszłam z Kevina i zawstydzona spojrzałam na bruneta.
- Siema - mruknęłam zmieszana.
- Nie powiedziałem, że Edek też wpadnie
- chrząknął brązowooki. Zazwyczaj osoby z rudymi włosami są mądre.
- O co chodzi z tą ciążą? - zapytał Edd
i zaczęli zdejmować kurtki.
- Kevin wczoraj u mnie nocował -
usiadłam na kanapie.
- Zrobiłem śniadanie i zaczęła
wymiotować - usiadł obok mnie.
- Aż tak źle gotujesz? - zapytał
złośliwie Edek i usiadł po drugiej stronie.
- Było podejrzenie, że jestem w ciąży z
Natanem.
- Przez nią prawie, że w więzieniu nie
wylądowałem - wtrącił się poszkodowany.
- Czemu? - zapytał zdziwiony chłopak z
piwnymi oczami.
- Zagroziłam mu, że jak zacznie mnie
łaskotać to wylecę na podwórko z wrzaskiem, że chce mnie zgwałcić.
- Nie żartowała - mruknął.
- Ktoś zadzwonił na policję i nas
przesłuchiwali. W ostatniej chwili zmieniłam zeznania.
- Mogłem siedzieć jedenaście lat.
- Ja cię tylko namawiam żebyś nie
zrobił czegoś niezgodnego z prawem - skrzywiłam się, bo przeszył mnie ostry ból
dochodzący z kostki - Zaraz wracam, jak chcecie to włączcie sobie telewizor,
ale najpierw wyłączcie wieżę.
Podniosłam się z kanapy
razem z brunetem i poszłam do kuchni. Znalazłam tabletki przypisane przez lekarza,
z szafki wyciągnęłam małą szklankę, napełniłam wodą i popiłam lekarstwo.
Wróciłam do chłopaków.
- Co oglądacie? - zapytał i
podchodziłam do kanapy.
- Porę na przygodę - powiedział
ucieszony Kevin.
- Ja mam dosyć, on się już znęca. Cały
czas tylko Pora na przygodę - burczał obrażony Edzio.
- Pora na przygodę jest fajna -
usiadłam między nimi.
- I ty Brutusie?
- Przegłosowany - wtrącił Kev.
- Czemu kulejesz? - zapytał mnie Edek.
- Wczoraj Leo powiedział, że jutro mam
wolne. Dzisiaj poszłam na lodowisko i taki jeden Kentin się ze mną zderzył,
przez niego mam nadwyrężoną kostkę.
- Kto to Leo?
- Mój szef.
- Czy ty masz jakieś przyjaciółki? Cały
czas spędzasz z chłopakami - zaśmiałam się z reakcji chłopaka.
- Jak za dużo czasu spędzam z
chłopakami, to wynocha stąd - palcem wskazałam w kierunku drzwi.
- My jesteśmy ci fajny i nigdzie nie
idziemy - obruszył się.
- Zamkniecie się w końcu? - zapytał
lekko podenerwowany rudzielec.
Zamilkliśmy i patrzyliśmy na
niego z wyczekiwaniem.
- Dziękuję - znowu gapił się w
telewizor.
Poczułam jak Edd mną potrząsa i
robi minę jakby zobaczył najsłodsze zwierzątko na świecie. Podniosłam jedną
brew w geście zapytania. Wskazał na Darkena, który leżał na plecach i poruszał
łapką w powietrzu. Rozczuliłam się nad tym widokiem.
- Weź go - wyszeptałam.
- Ale wszystko zepsuję.
- Uwierz mi, że nie.
Pokręcił głową i przyniósł królika. Obudził się,
ale wydawał się, że w połowie jest w Królestwie Snów. Przednie łapki oparł o
mój biust i styknęliśmy się nosami.
- Złącz nogi - rozkazałam Edkowi.
- Po co? - zapytał podejrzliwie.
- Zaufaj mi - mruknęłam.
Złączył nogi i śpiącego Darkena
położyłam w rowku przy złączeniu ud. Zwierzęciu było obojętnie, byleby tylko
zasnąć. Przewróciłam go na plecy i zaczęłam głaskać.
- Głaskaj go - szepnęłam brunetowi do
ucha.
Znowu mnie posłuchał i
wspólnymi siłami uśpiliśmy Darke. Teraz leży rozciągnięty po całej długości i
razem z chłopakiem rozczulamy się na ten widok.
Kevin w całości wciągnął się
w oglądanie ulubionego serialu, do spodni ma przypięty łańcuch. Odwróciłam głowę
do Edda, przyłożyłam palec wskazujący do ust i tym gestem nakazałam mu milczeć.
Z powrotem odwróciłam się do Kevina, jak odpinałam mu łańcuch nawet się nie
orientował, że to robię. Końce łańcucha owinęłam na nadgarstkach, spojrzałam na
nieosłoniętą szyję rudzielca i przystąpiłam do ataku. Dodatek nałożyłam na jego
kark i szarpnęłam do siebie. Na reakcję nie musiałam długo czekać.
- Co ty robisz?! Najpierw chciałaś
wrzucić mnie do więzienia, a teraz chcesz mnie zabić - wydusił i próbował się
wyswobodzić.
Przestałam i puściłam go po
pięciu sekundach.
- Mogłeś mi pomóc, a nie gapić się na
królika - zbulwersowany zwrócił się do Edka.
- O, sorry. Wiedziałem, że nic ci nie
zrobi.
Brązowooki posłał nam wrogie spojrzenie.
Łańcuch przypięłam do jego spodni, chyba jest na mnie zły, bo nie odzywa się do
mnie.
- Jak jesteś na mnie zły, to z łazienki
przynieś mi bandaż i maść, a jak nie jesteś, to przynieś mi maść bandaż i maść.
Usłyszałam ciche parsknięcie po lewej stronie.
- No Kevin, przepraszam - wymruczałam.
Odwrócił głowę w przeciwnym
kierunku. Wdrapałam się na jego kolana i przytuliłam w szyję.
- Kevin, nie obrażaj się na mnie -
powiedziałam smutna.
- Focha strzelił - mruknął Edd.
- No weź, bo ja się obrażę i ty
będziesz musiał przepraszać a nie ja.
Cisza, nawet na mnie nie spojrzy.
Staje się psychopatką.
- Kevin, spójrz na mnie - dźgałam go w
żebra.
Po jakimś czasie dźgania chwycił
moją dłoń i trzymał w szczelnym uścisku.
- Wścieknij się na mnie, nawrzeszcz,
cokolwiek, tylko odzywaj się do mnie - z pięści walnęłam go pod obojczyk.
Teraz druga dłoń jest
unieruchomiona. Zaraz zacznę nosem go smyrać.
- Uspokój się, robi to specjalnie. Nasz
rudzielec potrzebuje trochę uwagi, zwłaszcza twojej - powiedział Edzio patrząc
na nas niezrozumiałym wzrokiem.
Mocnej ścisną moje dłonie i
nastroszył się.
- Kevin - jęczałam.
- Och, Kevin, głębiej, o tak, o tak,
Kevin dawaj - sparodiował mnie brunet, ale jakbym miała orgazm.
- Słyszę, że masz doświadczenie w
takich sprawach - uśmiechnęłam się złośliwie. Poczułam, jak Kev się trzęsie ze
śmiechu.
- Pocisk - oznajmił rozbawiony.
- Odezwał się - powiedziałam z Edkiem
udawanym zdziwieniem.
- Jesteś na mnie zły? - zapytałam ostrożnie.
- Od początku nie byłem - uśmiechnął
się łagodnie.
- Osz ty dziadzie, chyba zaraz cię
uduszę tym łańcuchem - zaczęłam się szarpać, żeby wydostać ręce.
- No już dobrze - puścił moje ręce i
szybko oraz mocno mnie przytulił.
- Wkurzyłeś mnie - mruknęłam obrażonym
tonem.
- No wiem, ale ty nie byłaś lepsza -
powiedział z małym poczuciem winy.
- Wiecie, co zrobić, żebym poczuł się
nieswojo - burknął Edd - Weźcie, bo zaraz na serio będzie: Och, Kevin, głębiej
- zaśmiał się.
- Zamknij się - razem popchnęliśmy
zboka.
Oderwaliśmy się od siebie i
usiadłam pomiędzy nich. Darken nadal śpi a Edek uśmiecha się.
- Jak wszystko jest już w porządku, to
zapierdalaj do łazienki do maść i bandaż dla mnie - z uśmiechem niewiniątka
zwróciłam się do ryżego.
- Myślałem, że żartowałaś.
- A to ci dopiero, nie żartowałam -
mruknęłam sarkastycznie - Ale serio idź, bo muszę kostkę posmarować.
Leniwie podniósł się z kanapy i
wrócił po jakimś czasie. Posmarowałam kostkę i zawinęłam ją bandażem. Przez następne
dwie godziny siedzieliśmy w salonie i się wygłupialiśmy. Chłopaki we dwójkę
zanieśli mnie do mojego pokoju i ułożyli na łóżku. Naturalnie ja po środku,
Edzio po mojej lewej a Kevin po prawej.
- Z prochu powstałeś, w proch się
obrócisz - rzekł w pewnym momencie brunet.
- Ale my z plemnika jesteśmy - zauważył
rudy i zaśmiałam się z jego uwagi.
- Z plemnika powstałeś, w plemnik się
obrócisz - dokończyłam i razem wybuchneliśmy śmiechem.
- Ciekawe czy jesteśmy wpadką, czy
chcieli nas - zastanowił się Edd.
- Do dzisiaj nie wiem, gdzie mnie
rodzice zrobili - oznajmił Kevin, zaśmialiśmy się - Pewnie u babci w
mieszkaniu.
- Na pralce - dodał chłopak.
- To wiesz jak powstałem? - zapytał
zdziwiony, mnie już bolał brzuch.
- Wolałbym nie, ale pewnie na pralce.
- W Toi-toi-u - dodałam uszczypliwie.
- Urodzili - dokończył piwnooki.
- Dlatego rude włosy - pokładaliśmy się
ze śmiechu, a Kevin, no raczej nie.
- To wiecie więcej, o tym jak mnie
zrobili, niż ja.
- A jestem od was młodsza o rok, jak
żyliście to mnie na tym świecie nie było.
- O, to w kwietniu taką osiemnastkę ci
urządzimy - oznajmił rozradowany Kev.
- A Kevin będzie striptizerem -
powiedział Edd. Złapałam się za głowę.
- Nie, nic nie mów - przestraszona
zatkałam mu usta - Mam bardzo bujną wyobraźnie i jak coś mówisz, to od razu
wyobrażam to sobie - czuję się jak po traumie, a oni się śmieją.
-
Jak chcesz zostać striptizerem to zaczynaj brzuch sobie wyrabiać - powiedział,
gdy zabrałam rękę z jego ust.
- To, że ty masz, to nie znaczy, że ja
mam mieć - burknął.
- Masz kaloryfer? - chyba zaświeciły mi
się oczy.
Rzuciłam się, żeby zobaczyć
jego umięśnienie. Chciałam podwinąć mu koszulkę, ale on ją ściągał w dół.
- Ona mnie rozbiera, Kevin ratuj -
krzyczał głosem wyższym o tonację.
- Ale jak? - zapytał się rudowłosy.
- Nie wiem, też ją rozbieraj -
zaśmiałam się z naszej scenki.
Z płaskiej ręki walnęłam go w
dłoń, usłyszeliśmy takie plaśnięcie. Kev zaczął się do mnie dobierać i chciał
zdjąć mi koszulkę.
- Uhuhuhu, zaraz mnie zgwałci -
początek był bardzo wysoko - Kevin, zróbże coś.
- Właśnie robię, nie widzisz? -
broniłam się i jednocześnie próbowałam zobaczyć umięśnienie u Edka.
- Nie, ja tu się bronię przed nią.
Jakaś niewyżyta jest - płakałam ze śmiechu.
Udało mu się podwinąć mi
bluzkę za pępek i widać mój tatuaż.
- U, tatuaż masz - zauważył chłopak.
- Gdzie mi się gapisz? - zapytałam.
- O to samo mogę zapytać - nadal
szamoczemy się we dwóch.
- Chcę tylko zobaczyć twoje mięśnie -
usprawiedliwiałam się.
Rudy zaraz za wysoko
podwinie mi bluzkę, zdrową nogą zaczęłam go odpychać.
- Uhuh, ja się tak nie bawię -
wypiszczał i natychmiast mnie puścił - Chyba nie będę miał dzieci.
Oparłam głowę o brzuch
Edzia i trzęsłam się ze śmiechu. Usłyszeliśmy dźwięk spadającego ciała i jęk.
- Ty to masz szczęście - powiedział
Edd.
Poczułam rękę na mojej
łydce i Kevin ściągał mnie na dół.
- Edd, ratuj mnie - złapałam go za
rękę.
Próbował mnie wciągać,
jeden za nogę, drugi za rękę, potem będę jakaś nieproporcjonalna. Gdy prawie
spadałam, on bezczelnie mnie puścił i spadłam na Keva.
- Jezusu, zejdź ze mnie - wyjęczał.
- Całe łóżko dla mnie - oznajmił Edek.
Podniosłam się z brązowookiego i
z góry napadłam na rozciągniętego bruneta.
- Mamo - jęknął - Mam zmiażdżone
wszystkie organy wewnętrzne.
- Nie jestem taka ciężka - obruszyłam
się i przeturlałam obok.
- Masz wystające kości.
- Potwierdzam - powiedział słabo Kevin.
- Jak już jesteś na podłodze, to
przynieś nam laptopa - zwrócił się do niego kolorowo włosy.
- Yhym - to chyba znaczy tak - Ale
jeszcze trochę tu poleżę.
- Gdyby nie ta kostka, to sama bym
poszła - oznajmiłam zirytowana.
- Chyba sam pójdę - oznajmił Edd i
podniósł się.
- Aght - jęk bólu, gdy wstaje Edek -
Dzięki bracie.
- Jak leżysz na podłodze przy łóżku, to
się dziwisz?
Zbolały rudzielec wdrapał się na
łóżko i zajął miejsce po prawej stronie.
- Co cię boli? - zapytałam go.
- Wszystko! Włącznie z nerkami -
wyjęczał.
- O już dobrze, dobrze - przytuliłam mu
głowę.
- Co oglądamy? - zapytał chłopak z
piwnymi oczami, gdy położył się po lewej stronie.
- Nie wiem - powiedziałam przy
ziewaniu.
- Wybierz coś - mruknął brązowooki.
- Mi się spać chce - oznajmiłam.
- To śpij, oglądniemy we dwójkę.
- Nie wiem jak to zrobicie, ale ja się
nie ruszam stąd.
Zamknęłam oczy i poczułam jak komputer ląduje
mi na nogach. Chłopaki wtulili się we mnie, zrobiło się tak ciepło. Czułam ich
miarowe oddychanie, zrobiło się za spokojnie. Żaden się nie wiercił, chyba
zasnęli. Odwróciłam głowę do Edka, śpi. Kevin zauważył, że jeszcze walczę z
sennością.
- Spać mi się chcę - wyszeptał mi do
ucha.
- Odłożysz laptopa?
- Na biurko?
- Nie, na szafkę.
- Dobra.
Spauzowałam film i wprawiłam laptop w stan
uśpienia. Chłopak zabrał komputer z moich nóg i odłożył go na szafkę. Szybko
razem zasnęliśmy.
Jestem wtulona w Keva, tak jak on we mnie.
Edzio z moich piersi zrobił sobie poduszkę i śpi szczęśliwy wtulony we mnie i
moje krągłości. Chyba jedyna nie śpię, mam ochotę wrzasnąć ,,Wstawać tępe
chuje!” , ale się powstrzymałam. Wydostałam swoją kostkę i leżałam wciśnięta
między chłopakami. O ludu, jak tu gorąco. Wyciągnęłam rękę i zabrałam laptopa z
szafki. Położyłam go w odpowiedniej odległości, zalogowałam się na Skypa i
odebrałam połączenie od Emily.
- Ann, miss… - palec wskazujący
przyłożyłam do ust, zrozumiała - You - dodała cicho.
Pisałyśmy, ale nie rozmawiałyśmy, bo nie
chciałam obudzić chłopaków. W pewnym momencie Em napisała taki suchar, że cała
się trzęsłam ze śmiechu. Obudziłam Edka, nieprzytomny podniósł głowę i spojrzał
na mnie.
- Sorki, z Emi piszę i rozśmieszyła
mnie - wyjaśniłam szeptem.
Spojrzał na mnie miną typu ,,O
czym ty kobieto do mnie mówisz? Jaka Emi?”. Palcem wskazałam na monitor,
dziewczyna patrzyła na nas kompletnie nie rozumiejąc, o czym mówimy. Edzio
obrócił głowę w kierunku komputera.
- Nawet ładna - mruknął i położył głowę
powrotem położył na moich piersiach - Pośpię jeszcze trochę.
- Goodnight - powiedziałam cicho i zaczęłam
głaskać go po włosach.
- Nie przestawaj.
Przekazałam dla Emily
wiadomość od Edda i zaczęła od razu wypytywać się o szczegóły. Pół godziny
później obudził się Kevin i podejrzewam, że na dobre.
- Przez niego wszystko mi zdrętwiało,
nawet cycki. Chyba spłaszczył mi je o miseczkę - szeptem wyżaliłam się dla
rudego.
Pożegnałam, się z Emily i
spojrzałam na czas w laptopie. Dochodzi dwudziesta, długo się zdrzemnęliśmy. Po
chwili obudził się piwnooki.
- Czemu zawsze zasypiamy na tym łóżku?
- zapytał po przebudzeniu.
- Może jeszcze poduszki były niewygodne?
- zapytałam sarkastycznie.
- One były idealne - uśmiechnął się z
miną niewiniątka.
- Musimy się zbierać - oznajmił Kev.
- Odprowadziłabym was do drzwi, ale
wiecie, kostka.
- To siema - pożegnał się Edd.
- Siema - mruknęłam.
- Do następnego - powiedział Kevin.
Zwlekliśmy się z łóżka, chłopaki poszli na
dół a ja do garderoby po bieliznę i koszulę nocną dla siebie, bo chcę się
wykąpać. Wzięłam dla siebie niebieski komplet bielizny i ciemno czerwoną lekko
przykrótką koszulę. Pokuśtykałam do łazienki na dole, napuściłam gorącej wody i
zaczęłam się kąpać.
Po umyciu się, wysuszeniu, nałożyłam
ubrania i patrzyłam na swoje tatuaże. Po krótkim czasie przestałam i zabrałam
się za układanie oraz suszenie włosów. Zadowolona z efektu wyszłam z łazienki i
kierowałam się do salonu na kanapę. Gdy wychodziłam z kuchni ktoś zadzwonił do
drzwi. Kogo niesie po takiej porze?
Otworzyłam drzwi a tam czwórka wyszczerzonych chłopaków.
- Co wykombinowaliście? - zapytałam i
wpuściłam ich do domu.
- Piżama party - wykrzyknął radosny
Edzio.
- Co on ćpał? - zapytałam Kevina.
- Sam chcę wiedzieć - mruknął.
- Mamy żarełko - oznajmił David.
- I śpiwory - dołączył Ashton.
- Czyli nocujecie u mnie - mruknęłam.
- Nie cieszysz się? - zapytał smutny
Edd, mocno mnie przytulił - No nie smutaj się.
- Człowieku, co ty ćpałeś? - zapytałam
skonsternowana.
- Napalił się na nocowanie - powiedział
rudy.
- Nie wiem czy akurat na nocowanie się
napalił - rzekł Ashton i spojrzał na mnie.
- Nieźle wyglądasz - komplementował
mnie Dav.
- Dzięki - zmieszałam się - Trzeba
przydzielić wam pokoje. Są trzy wolne łóżka, więc albo ktoś śpi podwójnie, albo
w śpiworze.
- Ja śpię z Ann - podniósł się
jednakowy krzyk - Nieprawda, bo ja.
Patrzyłam na ich krzyki i
usiadałam na oparcie kanapy. Zażenowana nie wiedziałam, co mam zrobić.
- Załatwmy to po męsku - powiedział
David i chwila ciszy - Kamień, papier, nożyce.
Parsknęłam śmiechem, Kevin na
Ashtona a David na Edka. Kev z Ashem cały czas remisowali. W pewnym momencie
brunet przyłożył poduszką dla wyszczerzonego Vida, aż się zatoczył. Blondyn
wziął poduszkę i oddał dla Edda po drodze uderzając Ashtona. Kevin też dostał i
powstała wielka bitwa na poduszki. Wystarczy przykrótka koszula nocna, żeby
obudzić dzikusów. Chwila! Stop! To moim przyjaciele i zaraz pozabijają się
poduszkami.
- Stop - rozdarłam się. Zatrzymali się
w pół ruchu i patrzyli na mnie zdziwieni - Odłóżcie poduszki - położyli je z
powrotem na miejsce - Ustawcie się w równym rzędzie przede mną - spełnili moje
polecenie - Jedzenie zostawcie w kuchni, zastanowię się, co z wami zrobić
Po co zakładałam tą koszulę? Dobra, trzeba
coś z nimi zrobić. Nie zdążyłam się namyślić, bo zaraz przyszli i patrzyli na
mnie wyczekująco.
- Wszyscy chcecie ze mną spać, Jezu,
jak to zabrzmiało. Na moim łóżku zmieszczą się góra trzy osoby, możemy przenieść
materace i będziemy spać w moim pokoju. Dobra, ze mną śpi Ashton i Kevin -
dwójka wymienionych chłopaków uśmiechnęli się tryumfalnie, Edd mało, co się nie
popłakał - A ty - zwróciłam się do niego - I tak miałeś, aż za dobrze.
- Idziemy na górę? - zapytał blondyn.
- Materace trzeba zanieść.
- Gdzie one są?
- Zaprowadzę was - wstałam i zaczęłam
kuleć w kierunku pokoju gówniarza.
David pomógł mi iść,
zatrzymałam się w progu, nie chciałam dalej wchodzić, bo jadowity róż na
ścianach mocno mnie odrzucał a chłopaki się skrzywili.
- Zabierzcie materac z łóżka, za ścianą
jest drugie łóżko z materacem. Zanieście je na górę - Kevin i Edd poszli do
drugiego pokoju.
Jakoś się przemogłam i
weszłam do środka. Ashton z Davidem zaczęli szamotać się z łóżkiem a ja
zdejmowałam pościel z kołdry i poduszek. Chłopaki po jakimś czasie skończyli i
zostałam sama. Po jakimś czasie skończyłam, wzięłam kołdrę oraz poduszki i
szłam w kierunku otwartych drzwi.
- Dżeronimooo - usłyszałam, kiedy
szłam.
Gdy byłam w drzwiach
widziałam jak na materacu pokonują ostatnie stopni i rozpędzeni jechali na
segment. Skończyło się na huknięciu i roześmianych chłopakach.
- Warto było - oznajmił Ash.
- Ja chcę jeszcze raz - powiedział Kev.
Tak, to normalne.
Wzruszyłam ramionami i poszłam do drugiego pokoju. Wlekli materac na szczyt
schodów i posyłali mi miny niewiniątka.
- Chodź z nami - zaproponował Edek.
- Jak skończę.
- To skończymy zjeżdżać.
- Na trzeci zjazd się załapię.
- Edek, chodź - ktoś go zawołał.
- Idę - odkrzyknął - Jak nie, to siłą
cię zawlekę.
- Dobra, dobra, idź.
Krzyk ,,Yolo” i zjazd po
schodach, któremu towarzyszą dzikie krzyki i śmiech. Uwielbiam ich za takie
akcje. Skończyłam szybciej i obładowana szłam na górę. Rzuciłam wszystko przy
łóżku i wróciłam na szczyt schodów.
- To nasz ostatni zjazd, bo dupa już
mnie boli - oznajmił Dav.
- Ann na początek - rzucił Kevin.
- Chyba za mocno przydzwoniłeś w
segment - władowałam się na koniec.
- Drugi raz był w ścianę - powiedział
Ashton dumny z siebie.
Edek z Ashem na początek a
za nimi rudy z blondynem, ja byłam na końcu.
- Co krzyczymy?
- Za Polskę? - zaproponował Dav.
- Za Polskę - pokiwaliśmy głowami.
- Za Polskę - wspólny wrzask i jazda w
dół.
Czułam każdy stopnień, wydawaliśmy
z siebie dzikie okrzyki. Zjazd skończył się na stłuczce z kwiatkiem.
- Moje gratulacje, miałam tylko jeden
kwiatek, który mi nie usechł, ale pobiliście go - powiedziałam ironicznie.
- Zaraz posprzątamy - powiedział
zasypany ziemią Edd.
- Spróbujcie nie - mruknęłam i
podniosłam się z materacu.
- Gdzie jest miotła? - zapytał Kev.
- W schodach jest schowek, powinniście
znaleźć.
Brunet wstał i pochylił głowę
i zaczął targać swoje włosy. Z głowy sypał się brunatny pył, gdy skończył miał
napuszone włosy, śmieliśmy się z jego nowej ,,fryzury’’.
- Czyli mi nie do twarzy - spochmurniał.
- Chodź ze mną - powstrzymywałam się od
śmiechu.
Ciągnęłam go za rękę i
chichrałam się po drodze.
- Gorzko, gorzko, gorzko - skandowali z
głupimi uśmiechami.
Nie odwracając się do nich
pokazałam im skrócony ,,gest Kozakiewicza’’ ( czyli, spierdalaj).
- Za sprzątanie się bierzcie -
krzyknęłam, gdy wchodziłam do łazienki - Trzeba ci włosy umyć.
- Ale błoto będę miał - złapał się za
głowę.
- Jak ja się za to zabiorę, to nie -
powiedziałam rozdrażniona.
- Masz męski szampon?
- Nie, ściągaj koszulkę - ustawiałam
odpowiednią temperaturę wody.
- Co? - zapytał szukając drogi
ucieczki.
- Chcesz mieć mokrą koszulkę?
- A, nie, już ściągam.
Jakie on ma mięśnie na
brzuchu. Zawsze będę miała słabość do dobrze umięśnionych brzuchów. Podchodził
do mnie lekko zmieszany.
- A widzisz, udało mi się zobaczyć twój
brzuch - dźgnęłam go, na co zareagował uśmiechem. - Włosy muszę ci rozczesać.
- Czemu?
- Bo masz poplątane, chyba logiczne?
Rozczesałam i dokładnie
umyłam oraz spłukałam mu włosy. Dałam mu ręcznik i poszłam na górę. Chłopaki
siedzieli już w piżamach i rozmawiali.
- Dam wam pościel i nawleczecie je na
kołdrę i poduszki - powiedziałam do nich.
Pokuśtykałam do garderoby i
wzięłam z niej dwa zestawy. Jeden w szare kamienie a drugi w ciemny las, oba
zestawy mają nadruk 3D.
Wróciłam do łazienki, Edd
nakładał górę od piżamy. Ułożyłam mu włosy i wysuszyłam. Gdy wychodziliśmy
przeszył mnie ostry ból dochodzący z kostki, usiadłam na pufie, skrzywiłam się
i złapałam za kostkę.
- Co jest? - zapytał przestraszony
Edek.
- Miałam oszczędzać kostkę, teraz mnie
boli - wyjaśniłam.
Pochylił się nade mną, lewą
rękę położył w zgięciu moich kolan a prawą na moich plecach i uniósł mnie.
Złapałam go za szyję i położyłam głowę na jego prawym ramieniu.
- Dziękuję, że mi robisz to dla mnie -
powiedziałam poważnym tonem.
- Niby, za co mi dziękujesz?
- Za to, że mi pomagasz.
Zatrzymał się w połowie
schodów, postawił mnie, położył mi dłonie na biodrach i przytrzymał, żebym się
nie wyrwała. Spojrzał mi w oczy dokładnie badając ich barwę.
- Od kiedy dziękujesz za takie
drobnostki? - wzruszyłam ramionami - Zawsze będę ci pomagał i cię pocieszać. -
mówił poważnie i pocałował mnie w czoło - Wiem, że podobasz się Kevinowi.
- Co? - zapytałam zdziwiona. Szybko
mnie chwycił i gnał na górę pokonując po dwa stopnie.
- Przecież nic nie mówiłem -
wyszczerzył się.
Cicho weszliśmy do pokoju i
brunet odstawił mnie na ziemię. Nie wiem czy to jest normalny widok. Trzy
ganiające się poszwy na kołdrę, które groziły sobie nawzajem.
- Chyba pomyliliśmy domy - powiedział
mi do ucha.
- Nie, przecież to Ash, Dav i Kevin.
Takich akcji bardziej się po tobie spodziewałam - powiedziałam cicho.
I właśnie osoba, która nałożyła
poszwę w las wbiegła w ścianę.
- O kurwa, ała, ała - słyszeliśmy
przytłumiony głos.
Razem z Edkiem bezgłośnie
wyliśmy ze śmiechu, na migi pokazałam Eddowi, żeby szedł za mną, w rękę wzięłam
poduszkę a brunet drugą.
- Gdzie Ann z Eddem? - zapytała kamienna
pościel.
- Pewnie biorą długą kąpiel razem -
odpowiedziała moja czarna pościel z motywem dużego smoka.
- Co jest, kurwa? - zapytała zdziwiona.
- Edd plecy jej myje - wtrąciła poszwa
w las.
Chłopak bezszelestnie znalazł
się przy niej i zaatakował na głowę. Poszwa znowu spotkała się ze ścianą.
- Po cholerę ta ściana - powiedziała
rozdrażniona i zbierała się z niej.
- Lepiej nie wiedzieć, co oni tam robią,
chociaż mamy powyżej osiemnastki - oznajmiła kamienna pościel.
Znalazła się najbliżej mnie, uderzyłam w
głowę, a kiedy leciała do przodu podstawiłam jej nogę i przywitała się z
podłogą. Stanęłam na plecach jakiegoś chłopaka.
- Jeszcze jakieś teorie macie? -
zapytałam głośniej.
Ktoś pode mną zesztywniał, pozostała dwójka
raptownie się zatrzymała przy Edku, który znokautował ich poduszką.
- Mamy mocno przesrane? - padło pytanie
pode mną.
- Dostaliście poduszkami.
- To były poduszki? - zdziwiły się
pościele.
- Dobra, wyłaźcie z pościeli. Mieliście
nałożyć je na kołdrę a nie na siebie.
- Mogłabyś ze mnie zejść?
Zeszłam i usiadłam na łóżko. Na
pierwszy ogień poszła pościel z motywem lasu, pod którą był Ashton i usiadł na
materac.
- Wejście smoka - krzyknął radosny Dav i zdjął pościel
w smoki.
- Raczej wyjście - poprawił rozczochrany Kevin, który
przed chwilą wyszedł.
- Dupą - mruknął Ashton.
Chłopaki w końcu nawlekli
poszewki, złączyli materace i urządzili między sobą zawody, kto głośniej
beknie, co skomentowałam, że są obleśni. Potem zarządziliśmy grę w butelkę.
- A co jeśli ktoś nie
wykona poleceń? - zapytał Vid.
- To tej osobie
unieruchomimy ręce i nogi i będzie musiała słuchać i oglądać Bibera - powiedziałam.
- Ale to i my będziemy
cierpieć - wtrącił Edd.
- Przez słuchawki będzie
słuchać - wyjaśniłam.
- Jesteś okrutna - jęknął
Kevin.
- Dobra, gramy.
Nie chciałam żadnych zadań,
więc zawsze brałam pytania. W pewnym momencie gry Edzio zadał mi takie pytanie:
- Chcesz wrócić do Londynu?
Na stałe.
- Tak, jak skończę szkołę
to chcę się przeprowadzić - wyznałam szczerze.
- Co? Chłopaki,
przeprowadzamy się do Ann - powiedział blondyn.
- Zgadzam się - poparł go
Ashton.
- Ja też - wtrącił Kev.
- To mieszkamy u Ann -
ucieszył się Edd.
Patrzyłam na nich zszokowana,
oni są skarbem. Uśmiechnęłam się lekko.
- Przecież nie starczy
pokoi, ktoś będzie musiał mieć różowy pokój, ktoś jeszcze inny spać w salonie,
no i, w jednym łóżku będą musiały spać dwie osoby - podsumowałam.
- Jutro pomyślimy nad
szczegółami - uciął David.
Pierwszą ofiarą był Kev, bo miał za zadanie
zjeść łyżkę cynamonu. Szamotał się i ciężko było go unieruchomić. Po skończeniu
tortur wziął mnie na kolana, wtulił się we mnie i kołysał się do przodu.
Zażenowana patrzyłam na chłopaków, Ashton chrząknął i zakręcił butelką, gwint
pokazywał na moje nogi.
- Pytanie?
- Zaskoczę cię, wyzwanie -
zmieszał się lekko, ale zaraz uśmiechnął się chytrze.
- Zgódź się na bycie naszą
szefową - patrzyli na mnie z wyczekiwaniem.
- Dobrze - westchnęłam i
powstał dziki krzyk radości.
Po skończeniu ich wybuchu
radości zakręciłam butelką i wypadło na Vida.
-
Wyzwanie - oznajmił zanim zdążyłam się odezwać.
- O, już wiem. Bibułą
pofarbuj swoje końcówki.
- Nie umiem.
- Ja ci zrobię i zlituje
się nad tobą, bo to będą czarne końcówki a nie pedalsko różowe. Potrzebna mi
jest suszarka z łazienki, która jest na dole.
Ashton się podniósł i poszedł
na dół. Wysupłałam się z uścisku Kevina i podeszłam do biurka, wzięłam czarną
bibułę i nożyczki. Wraz z blondynem weszliśmy do WC, w którym jest umywalka.
Pocięłam bibułę i wzięłam się do roboty. Na przemian suszyłam mu włosy,
moczyłam bibułę i farbowałam. Po czterdziestu pięciu minutach skończyłam i
chłopak ma czarne końcówki. Chłopaków gdzieś wywiało, razem z Davidem wyszliśmy
z pokoju i znaleźliśmy zguby. Cała moja bibuła była puszczana ze schodów.
- Posprzątajcie to -
rzekłam stanowczo z lekką domieszką gniewu.
- O, Ann. Niezła robota -
chciał się podlizać Edek.
- Sprzątaj to -
powiedziałam twardo.
Wróciliśmy do pokoju,
skończyli po kwadransie i patrzyli na mnie przepraszająco.
Dav, zakręcił butelką i
padło na Edzia. Kazano mu umalować się i wbić w moje ciuchy. Nałożył moją
spódnicę w szkocką kratkę i artystycznie poszarpaną bluzkę, do tego jeszcze
pełno dodatków, buty na obcasie i w całości jest umalowany. Przeszedł między
nami kilka razy, nagrywałam wszystko i padaliśmy ze śmiechu.
- Czuję się obdarty ze
swojej męskiej godności - skomentował.
Płakałam ze śmiechu a
chłopakom bolały brzuchy. Po skończonym pokazie mody dla transwestytów
szczęśliwy był z swojej piżamie i bez tapety na twarzy. Graliśmy do pierwszej
nocy, potem opowiadaliśmy sobie straszne historie i gadaliśmy na różne tematy.
Koło czwartej zasnęliśmy, Kevin z Ashtonem oraz ze mną na moim łóżku, a Edd i
Vid na materacach, które zostały złączone, gdy rozmawialiśmy.
Przecknęłam się, Kev przytula mnie z tyłu
a Ashton z przodu. Jest mi stanowczo za gorąco, cała zdrętwiałam i nawet nie
mam jak się przewrócić na drugi bok. Cudem nie budząc chłopaków wydostałam się
i padłam na pierwszy, lepszy materac. Od razu zostałam przytulona, jak mniemam,
przez Davida, ponieważ jest on najbardziej umięśniony z nich wszystkich. Chyba
jestem jakąś przytulanką, cały czas mnie przytulają. Zasnęłam po dwóch
minutach.
Gdy się obudziłam nikogo
nie było w pokoju. Ziewnęłam, przeciągnęłam się i z niechęcią wstałam. Zeszłam
na dół a chłopaki siedzą w kuchni i coś robią. David przy kuchence, Ashton
szuka czegoś po szafkach, Kevin miesza w misce a Edd grzebie w lodówce. Rudy
podał miskę dla blondyna, który zaczął robić naleśniki.
- O, naleśniki robicie.
Jesteście słodcy - powiedziałam i każdego pocałowałam w policzek.
Brunet z szatynem przygotowali
stół w jadalni i przyszli do mnie.
- Chcesz zobaczyć pewne
zdjęcie? - zapytał mnie kolorowo włosy.
- Dawaj je - uśmiechnęłam
się.
Kev z Ashem posyłali mu
zabójcze spojrzenia a Dav uśmiechał się pod nosem pilnując naleśników. Piwnooki
podał mi telefon ze zdjęciem, na którym widać jak rudy obejmuje się z szatynem.
Wybuchnęłam śmiechem a przytulająca się dwójka stała zażenowana, wszyscy są
potargani i w piżamach. Do nóg podbiegł do mnie czarny królik, wzięłam go na
ręce.
- Darken, wczoraj to nie
widziałam cię prawie cały dzień, a teraz to łasisz się do mnie? - pogłaskałam
go, a Edd podrapał królika za oklapniętymi uszkami.
Chłopaki na zmianę smażyli i
oglądali telewizję ze mną. Każdy z nas był głodny i czekał tylko na jedzenie,
więc nie sililiśmy się na powtórne smażenie i stos pustych placków zajął
honorowe miejsce na stole. Bita śmietana, dżem truskawkowy, polewa czekoladowa,
jako dodatki, a do picia zimne kakao. Zjadłam z siedem i najedzona rozłożyłam
się na krześle. Po ogromnym stosie naleśników został jedynie pusty talerz,
naczynia wstawiliśmy do zmywarki i włączyłam odpowiedni program myjący. Po
kolei braliśmy prysznic, umyci znaleźliśmy się w salonie.
- Jak macie się wszyscy do
mnie przeprowadzić, to trzeba przydzielić wam łóżka. Kto chce spać podwójnie?
- Ja - rozległ się
jednakowy wrzask.
- Z kim - zapytałam Edda.
- Z tobą.
- A ty? - skierowałam się
do Ashtona.
- Z tobą.
Zawsze padała ta sama
odpowiedź, a na koniec chłopaki zaczęli krzyczeć na siebie.
- Bosch - skomentowałam
cicho do siebie, następnie rozdarłam się - Cisza!
Zamilkli i patrzyli na
mnie. Wzięłam głębszy oddech.
- Co tydzień będzie zmiana,
do końca tego tygodnia ze mną śpi Edek. W sypialni David, w różowym pokoju
Kevin - skrzywił się - a w salonie Ashton.
- Bliżej lodówki -
skomentował ucieszony.
- Co ci nie pasuje? - zapytałam
rudego.
- Różowy pokój.
- Zawsze możesz spać w
piwnicy albo na wycieraczce. W różowym pokoju będzie spała osoba, która skończyła
tydzień ze mną. Będziecie zmieniać się pokojami.
- A co z moimi rzeczami? -
zapytał szatyn.
- Ciuchy mogę wziąć do
swojej garderoby, a z resztą rzeczy to dogaduj się z nimi.
- A moje się zmieszczą? -
zapytał mnie brunet.
- Mam parę pustych drągów i
puste szafki, powinniśmy się zmieścić.
- Jak wszystko ustalone, to
idę po swoje rzeczy - wtrącił David.
- To do zobaczenia - powiedzieli
i poszli się ubierać.
- Cześć - mruknęłam.
Poczułam wibrację w kieszeni,
dostałam esa od Leona.
Muszę wykorzystać swoje
wolne dni, więc do końca roku butik jest zamknięty. Ty też masz wolne :)
Mógłbyś wpaść do mnie na
chwilę?
Jestem niedaleko, za pięć
minut postaram się być
Chłopaki wyszli i mogłam
pocieszyć się ostatni chwilami spokoju i ciszy. Zaczęłam myśleć o Rozalii.
Nagle wydała mi się… taka… pusta. Każdy jej temat rozmów zaczynał i kończył się
o ciuchach, wyprzedażach, butach, kosmetykach, fryzurach, chłopakach i o Leo.
Często narzekała, że nie ma, w co się ubrać, że jest za gruba. Mało, co w
depresję nie wpadła, że ma małego pryszcza przykrytego grzywką. Cały wolny czas
spędzała na zakupach. O matko, ona jest pusta jak mało, kto. Ta informacja
zadziałała lepiej niż wiadro lodowatej wody.
Usłyszałam pukanie do drzwi,
pewnie Lenny już jest.
- Otwarte - rozdarłam się
na cały regulator.
Do środka wszedł właściciel
butiku i posłał mi uśmiech. Przyszedł do kanapy i pochylił się żeby mnie
pocałować, ale położyłam ręce na jego barki i lekko odsunęłam.
- Chciałabym właśnie
porozmawiać z tobą o… tym.
Usiadł obok oraz patrzył
na mnie wyczekująco.
- Ja nie mogę tak. Źle się
z tym czuję, nie jestem taka - mówiłam chaotycznie.
- Uspokój się i wtedy mów -
wzięłam głębszy oddech.
- Zerwałeś z Rozalią i
teraz próbujesz ze mną. A ja tak nie mogę, co z tego, że to moja była
przyjaciółka. Nie jestem z takich. Nie chcę żeby to wpłynęło na naszą relację.
Może i jestem wredna i mam w dupie to, co myślą inni na mój temat, ale nigdy
nie będę bezduszną suką.
-Dobrze, zrozumiałem - słyszałam
malutką nutkę goryczy - Jesteś inna.
- E, ogólnie czy od kogoś?
- I to i to -
uśmiechnęliśmy się zdawkowanie, do Leonarda przyszedł esemes.
Zmarszczył brwi, schował
telefon do kieszeni i podniósł się z kanapy.
- Muszę już iść - oznajmił.
- To cześć - pożegnałam się
z nim.
:~:~:
Chłopaki poszli na zakupy
i dorobić klucze, więc wrócą za jakieś dwie godziny. Kostka coraz lepiej się
sprawuje i jutro już nie powinna boleć. Znalazłam wygodną pozycję na kanapie,
przykryłam się kocem, zaczęłam czytać i powoli się relaksowałam. Raptownie
otworzyły się drzwi.
- Ann - słychać płaczliwy
wrzask od progu.
Odwróciłam głowę i
zobaczyłam zapłakanego Alexego. No kurwa, w tym domu nie mam ani
chwili dla siebie.
- Zdejmij buty i kurtkę i przyjdź, powiedz, co się stało i przytul do
cioci Ann - spróbowałam zażartować.
Położył się na kanapie a jego głowa spoczęła na moich kolanach.
- Armin wstydzi się mnie - wychlipał, zaczęłam głaskać go po włosach.
- Co, czemu? - zdziwiłam się.
- Bo jestem gejem. Nie
rozmawiamy od dwóch dni - spojrzał na zegarek - Siedemnastu godzin, trzynastu
minut i trzydziestu sekund. Ann, ja chcę się zmienić - spojrzał na mnie miną
uderzonego szczeniaczka - Chce być hetero, albo chociaż Bi.
- Czemu przyszedłeś z tym
do mnie? - ponownie się zdziwiłam.
- Bo wiem, że tylko ty mi
pomożesz.
- Alex, bycie gejem nie
jest chorobą. Chodź do mojego pokoju - wstaliśmy i na jego plecy narzuciłam
koc.
- Ale chcę być hetero -
powiedział smutno.
- Tak właściwie to czemu
zostałeś gejem? - wchodziliśmy po schodach.
- Nie miałem powodzenia u
dziewczyn.
- Oszalałeś? Wiesz ile
dziewczyn się w tobie buja?
Alexy jest załamany kłótnią
z bliźniakiem. Usiedliśmy na moim łóżku i niebiesko włosy przytulił się do
mnie.
- Pomóż
mi - wyszeptał błagalnie.
-
Najpierw się uspokój, bo wychodzi, że ty jesteś babą
-
Postaram się.
Dopiero po kwadransie w
pełni się uspokoił. Lekko musnęłam go w usta, ciężko mi jest całować się na
siłę. W Londynie wszystko było łatwiejsze.
- To mój pierwszy pocałunek
z dziewczyną - przyznał zakłopotany.
- Musisz chcieć tego, a nie
zmuszać się. Możesz robić ze mną co tylko zechcesz - położyłam się na łóżko.
Zakłopotany zawisł nade
mną i niezdarnie zaczął całować mnie po szyi.
- Śmielej - podniosłam się
do pozycji siedzącej.
Ujęłam jego twarz w
dłonie i patrzyłam mu w oczy. Powoli zbliżał się do mnie, aż nasze usta
złączyły się w niepewny pocałunek. Oddawałam każdy jego pocałunek i starałam
się wzbudzić między nami namiętność. Gdy go objęłam cały się spiął i zamarł.
- Nic ci nie zrobię -
wyszeptałam mu do ucha i lekko przygryzłam płatek ucha.
Wsadziłam rękę w jego
włosy i wpiłam się w jego usta.
- Rozluźnij się -
powiedziałam w krótkiej przerwie między pocałunkami.
Po krótkim czasie
uzyskałam odpowiedni efekt, rozluźnił się i przestał być niepewny. Stał się
zachłanny i odważny. Kiedy lekko rozchyliłam wargi natychmiast do buzi wsunął
mi swój język i odbyła się walka o dominację.
- Nie dam rady - przerwał
gwałtownie - Ja nie potrafię.
- Wiem, że dasz radę-
wsunęłam mu rękę pod koszulkę i zaczęłam jeździć po jego umięśnionym brzuchu.
- C-co ty robisz?- odsunął
się trochę.
- Odpręż się i pozwól mi działać- zdjęłam z niego koszulkę i popchnęłam go lekko.
Pocałowałam go, ale nadal był spięty, odpuściłam. Zrezygnowany z powrotem nałożył pstrokatą koszulkę.
- Odpręż się i pozwól mi działać- zdjęłam z niego koszulkę i popchnęłam go lekko.
Pocałowałam go, ale nadal był spięty, odpuściłam. Zrezygnowany z powrotem nałożył pstrokatą koszulkę.
- Przepraszam, źle się za
to zabrałam - powiedziałam lekko spięta i patrzyłam na fałdy w pościeli.
- To nie
twoja wina.
- Inaczej - westchnęłam i usiadłam po turecku, niebiesko włosy zrobił to samo - Co takiego jest w facetach, czego nie mają dziewczyny. No po za oczywistym - mruknęłam.
- Inaczej - westchnęłam i usiadłam po turecku, niebiesko włosy zrobił to samo - Co takiego jest w facetach, czego nie mają dziewczyny. No po za oczywistym - mruknęłam.
- No, są umięśnieni.
- Dziewczyny też mogą. Może mniej, ale zawsze.
- Nie są puści i zagadkowi.
- Czy ja jestem pusta? Albo Violka? Iris?
- No nie- przyznał speszony- Ale wymagacie się wszystkiego domyślać.
- Nie wszystkie. Zazwyczaj to faceci są takimi idiotami, że nie domyślają się oczywistych rzeczy.
- Może rzeczywiście…
- Powiem ci więcej. Chłopaki nie cierpią chodzić na zakupy i nie interesują się modą, a większość dziewczyn tak. Dziewczyny są czułe w przeciwieństwie, do niektórych mężczyzn. Oczywiście zdarzają się wyjątki, jak ja albo ty.
- Nie pomyślałem o tym - popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
- No to w czym problem?
- Ja… sam nie wiem. Nie umiem tego wytłumaczyć - chwilę zastanawiałam się nad kolejnym ruchem.
- Zastanów się i spróbuj mi powiedzieć co mogłoby ci się we mnie spodobać.
- Ale ja…
- Powiedziałam zastanów się. Na początek coś co może ci się podobać w facecie - przyglądał mi się kilka minut.
- Masz śliczne oczy, mają kolor szmaragdów.
- Dobrze. Co dalej?
- Uwielbiam jak się uśmiechasz, chociaż rzadko to robisz.
- Dzięki - mruknęłam odrobinę zawstydzona - Spróbuj porównać różne dziewczyny. - No, ja…- uśmiechnęłam się delikatnie - Dużo lepsze są dziewczyny, które nie malują się jak Amber.
- Amber to klaun, a nie dziewczyna - powiedziałam złośliwie.
- Dziewczyny też mogą. Może mniej, ale zawsze.
- Nie są puści i zagadkowi.
- Czy ja jestem pusta? Albo Violka? Iris?
- No nie- przyznał speszony- Ale wymagacie się wszystkiego domyślać.
- Nie wszystkie. Zazwyczaj to faceci są takimi idiotami, że nie domyślają się oczywistych rzeczy.
- Może rzeczywiście…
- Powiem ci więcej. Chłopaki nie cierpią chodzić na zakupy i nie interesują się modą, a większość dziewczyn tak. Dziewczyny są czułe w przeciwieństwie, do niektórych mężczyzn. Oczywiście zdarzają się wyjątki, jak ja albo ty.
- Nie pomyślałem o tym - popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
- No to w czym problem?
- Ja… sam nie wiem. Nie umiem tego wytłumaczyć - chwilę zastanawiałam się nad kolejnym ruchem.
- Zastanów się i spróbuj mi powiedzieć co mogłoby ci się we mnie spodobać.
- Ale ja…
- Powiedziałam zastanów się. Na początek coś co może ci się podobać w facecie - przyglądał mi się kilka minut.
- Masz śliczne oczy, mają kolor szmaragdów.
- Dobrze. Co dalej?
- Uwielbiam jak się uśmiechasz, chociaż rzadko to robisz.
- Dzięki - mruknęłam odrobinę zawstydzona - Spróbuj porównać różne dziewczyny. - No, ja…- uśmiechnęłam się delikatnie - Dużo lepsze są dziewczyny, które nie malują się jak Amber.
- Amber to klaun, a nie dziewczyna - powiedziałam złośliwie.
- Czasami rozśmieszają mnie
wasze złośliwości - powiedział z leciutkim uśmieszkiem.
- Zwróciłeś kiedyś uwagę na
figurę? Kobiece kształty mają cię kusić a nie męskie.
- Na pewno nie powinny być kościotrupami - speszył się.
- Coś jeszcze? - zbliżyłam się powoli do niego.
- R-raczej n-nie - zaczął przyglądać się mojemu tatuażowi.
- Na pewno? Nic więcej?- mruknęłam uwodzicielsko.
- Ekm… Twój tatuaż…- powiedział niepewnie.
- Tak?
- J-jest bardzo ciekawy.
- Mam jeszcze jeden, chcesz zobaczyć?
- Na pewno nie powinny być kościotrupami - speszył się.
- Coś jeszcze? - zbliżyłam się powoli do niego.
- R-raczej n-nie - zaczął przyglądać się mojemu tatuażowi.
- Na pewno? Nic więcej?- mruknęłam uwodzicielsko.
- Ekm… Twój tatuaż…- powiedział niepewnie.
- Tak?
- J-jest bardzo ciekawy.
- Mam jeszcze jeden, chcesz zobaczyć?
- N-nie koniecznie-
zarumienił się odrobinę.
Przysunęłam się do niego,
opuszkami palców dotknęłam jego dłoni. Ponownie się uśmiechnął, trzymaliśmy się
za ręce. Drugą ręką wędrowałam na jego szyję, patrzyliśmy sobie w oczy i
stykaliśmy się nosami. Nawet nie drgnęłam w jego kierunku, sam niech zacznie.
Odgarnął mi włosy z twarzy i lekko musnął moje usta. Jest duża możliwość, że
zostanie hetero. Pocałunki stawały się namiętniejsze, chciałam zobaczyć jak
zareaguje i zaczęłam podwijać oraz zdejmować jego koszulkę. On się za to zabrał
za moją.
Usłyszałam trzaśnięcie drzwi
i natychmiast oderwałam się od Lexego.
- Ann,
jesteśmy - usłyszałam przytłumiony wrzask Ashtona.
- Szybko,
nakładaj bluzkę - rzuciłam jego ubranie i szybko nałożyłam górne odzienie.
Sekundę po ubraniu się otworzyły się drzwi i
wpadła do nas chmara chłopaków. Posyłali nam ciekawskie spojrzenia.
- Cześć?
- zapytał skrępowany różowooki.
- Co tu
się stało? - zapytał ozięble Ash.
- Nic -
burknęłam.
- To ja
może już pójdę - powiedział cicho Alexy i wstał z łóżka.
- Było by
najlepiej - powiedział chłodno Edd.
- Jak
trafiłeś do jej pokoju, to do wyjścia też trafisz - rzekł oschle Kevin.
- O,
patrzcie. Mamy przerośniętego smerfa - powiedział David.
- Papę
smerfa zgubiłeś? - zapytał z jadem szatyn.
- Odprowadzę
cię - powiedziałam do Alexa i również wstałam z łóżka.
Ignorując spojrzenia chłopaków
zeszłam na dół i pożegnałam się z załamanym bliźniakiem.
- Głupio
wyszło, masz spore szanse na zmianę orientacji. Przepraszam cię za nich -
pocieszyłam go i zamknęłam za nim drzwi.
Wściekła pognałam na górę i
weszłam do swojego pokoju.
- Co to
miało być do cholery?! - naskoczyłam na nich, nie dałam im wtrącić ani słowa -
Po pierwsze, to jest mój dom. Po drugie, mogę robić co chcę i z kim chcę. Po
trzecie Alexy był moim gościem. Po czwarte, Alexy jest gejem!
Zmieszali się i zrobiło im
się głupio.
- Kretyni
- skomentowałam oburzona, otworzyłam drzwi na oścież - Wynocha - warknęłam i rzucałam
im wściekłe spojrzenia.
- Ann,
przepraszam - wyjęczał Edd.
-
Wynoście się - krzyknęłam wściekła.
Trzasnęłam za nimi
drzwiami i zamknęłam na klucz.
~*~
Jestem sama w domu, ponieważ
chłopaki wyszli wcześniej na swoje imprezy i właśnie szykuję się do jakiegoś
klubu, żeby świętować nowy rok. Kostka przeszła mi całkowicie a z chłopakami
pogodziłam się jeszcze tego samego dnia. Nałożyłam cholernie wysokie szpilki,
obcisła spódnicę do jednej trzeciej ud a zamiast bluzki obcisłą kamizelką przed
pępek. Usta pomalowałam szminką, którą łaskawie przyjęłam od Kastiela w Wigilię
klasową. Oczy podkreśliłam czarną kredką oraz szarym cieniem. Włosy napuszyłam
i jakoś ułożyłam. Nie mam żadnych kieszeni, więc jestem zmuszona chować telefon
do biustonosza a klucze schowam pod wycieraczką, albo gdzieś indziej.
Nałożyłam długi płaszcz,
zamknęłam dom i zamówiłam taksówkę. Kierowca zawiózł mnie pod podany przeze
mnie adres i teraz stoję przy schodach prowadzących do klubu Maska. Zeszłam na
dół, oddałam płaszcz do szatni i dostałam numer wieszaka 666. Słychać przytłumioną muzykę, przeszłam się
przez korytarz, przy jednych z drzwi stoi ochroniarz a reszta drzwi jest bez
obstawy. Jakoś nie mam ochoty tańczyć a do toalety nie mam potrzeby, więc
weszłam w trzecie drzwi. Okazało się, że trafiłam do przytulnego pubu,
przy barze było pełno chłopaków a zza ścian dobiera tłumiona muzyka. Są też
stoliki z krzesłami, zauważyłam parę kanap, na których liżą się pary, bo
całowaniem się tego nie nazwie. Kątem oka zauważyłam stoły bilardowe.
Zobaczyłam znajome kudły za barem.
- Ruchałbym - usłyszałam
uwagę skierowaną na moją osobę, przez jakiegoś odpychającego chłopaka.
- Chyba kozę - powiedziałam
do niego i szłam dalej. Jego kumple zaczęli rechotać.
Barman na chwilę odwrócił
twarz w moim kierunku, ale zaraz znowu pokazał się tyłem. Stanęłam naprzeciw
chłopaka, to David. Dorabia jako barman? Nic nam o tym nie mówił.
- David?
- zapytałam zdziwiona.
- Ann? - o
mało nie opuścił szejkera.
- Co ty
tutaj robisz? - zapytałam mało inteligentnie.
-
Niemożliwe, ale pracuję tutaj.
Usiadłam na wolny stołek a
chłopak nalał drinka.
- Nic nie
mówiłeś, że masz pracę - zauważyłam.
- Tak
jakoś wyszło - mruknął - Na początku cię nie poznałem.
- Bo taka
pusta?
- Inaczej
wyglądasz.
- Za ile
kończysz?
- Za jakieś
półtorej godziny, w domu będę późno - zrobił mi lekkiego drinka - Na mój koszt.
- Dzięki
- uśmiechnęłam się.
- Spoko.
- Długo
tu już pracujesz?
- Z dwa
tygodnie - zastanowił się.
- Barman
- ktoś go wołał.
- Idę -
krzyknął.
- Nie
będę ci przeszkadzać - pożegnałam się z nim.
Wzięłam drinka ze sobą i
poszłam w kierunki stołów. Przy jednym stole grała dwójka chłopaków i
przyglądała im się czerwono włosa dziewczynka, która czasami rzucała jakieś
uwagi. Oparłam się obok dziewczyny i patrzyłam jak białowłosy chłopak wbija
zieloną bilę do łuzy.
- Jestem
Jenny Wayne - bezuczuciowo przedstawiła się i posłała mi krótkie spojrzenie.
- Ann,
jedyne co musisz wiedzieć - powiedziałam trzymając dystans.
Brunet grający z
białowłosym chłopakiem patrzył na mnie zagadkowym wzrokiem. Łypnęłam na niego
zielonymi ślepiami i uśmiechnęłam się do niego odważnie oraz z małą domieszką
szatańskiego uśmiechu.
- Jestem
Matt - powiedział mi cicho do ucha, osaczając mnie i niebezpiecznie blisko
mojej twarzy trzymał swoją.
- Dick -
oznajmił ciemnowłosy i odciągnął ode mnie Matta.
- Poradziłabym
sobie - zwróciłam się do Dicka.
- Matt
teraz nie da ci spokoju - znudzonym głosem powiedziała do mnie Jen.
- Bo? Typ
podrywacza? - skinęła głową.
Ma na
sobie czarną, obcisłą sukienkę a długie włosy podpięła dość duża spinką, która
jest w kształcie sześciokąta a w środku ma gwiazdę sześciu ramienną przeciętą
na pół pionową kreską. Białowłosy jest ubrany w czarne spodnie i szary T-shirt
a na szyi połyskuje mu biały wisiorek w takim samym kształcie jak spinka Jenny.
U Dicka natomiast ten sam kształt znajduje się na czarnych trampkach.
Zmarszczyłam brwi, to wszystko jest podejrzane.
- Zagramy
we dwie? - odezwała się do mnie.
- Dawno
nie grałam, ale mogę spróbować - mruknęłam.
- Mogę
cię nauczyć grać - podłapał naszą rozmowę Matt, który wyciągał się do białej
bili i posłał mi uwodzicielski uśmiech.
,,Pierdol się’’ - cisnęło mi się na język, ale
powstrzymałam się.
- Zajmij się grą, bo Dick
cię ogrywa - warknęłam do niego.
W Jen zauważyłam swój charakter, złośliwa i
wredna dla innych, często rzuca sarkastyczne uwagi, inne osoby (nie licząc
mnie, Dicka i Matta) obdarowuje pogardliwym spojrzeniem. Tylko jest bardziej
wybuchowa niż ja. Nieźle opieprzyła chłopaków, którzy przeszkadzali jej, gdy
starała się skupić przy wbijaniu bili do łuzy i przez nich nie trafiła. Spora
liczba chłopaków, głownie chłopaków, przyglądała się naszej grze. W pewnym
momencie gry poczułam czyjąś rękę na moim udzie, która przesuwała się ku górze.
- Spieprzaj z tą łapą, albo
wyrwę ci ją i dam się nimi pobawić - warknęłam ostrzegawczo i spojrzałam w
czerwone tęczówki Matta.
- Potem z tobą zagram, jak
wygram to będziesz moja - uśmiechnął się podstępnie.
- Jak ja wygram, to nie
zbliżaj się do mnie, albo zrobię z ciebie ludzkiego szaszłyka. Domyśl się gdzie
wsadzę ci kij.
Wściekła odwróciłam się do
Jenny i uderzyłam w najbliższą bilę.
- Wygrasz, bo ten kretyn
wkurwił mnie - powiedziałam do niej ponuro - Przeleciałby wszystko co się rusza
- parsknęła śmiechem.
- A żebyś wiedziała - teraz
to ja parsknęłam.
Przez swoją złość na
białowłosego przegrałam o dwie bile.
- Mówiłam, że wygrasz -
mruknęłam niezadowolona z siebie.
- Zwykły fart - powiedziała
do mnie.
- Dobra, chodź zagrać -
burknęłam do Matta.
- Świetna gra, chcesz coś
do picia? - zapytał mnie przystojny
brunet - Jestem Julian - przedstawił się i posłał mi uroczy i przepraszający
uśmiech.
- Król Julian? - zapytałam
rozbawiona - Ann.
- Dla ciebie mogę być
królem - o, ma dołeczki jak się uśmiecha.
Następnie powiedział
głosem zbliżonym do głosu Juliana w Pingwinach z Madagaskaru.
- Onga, bonga. Laski lubią
pstrąga - zakołysał biodrami.
Roześmiałam się z niego.
- Dobra Julka, idź po coś
mi do picia - popchnęłam go w kierunku baru, za którego bacznie obserwuje mnie
David.
Przeniosłam wzrok na
Matta i zrzedła mi mina.
- Rozbijaj - powiedziałam
do niego.
- Razem z Dickiem idę
usiąść - oznajmiła nam Jen.
Po dwóch minutach
przyszedł do mnie Julian z kolorowymi drinkami w dłoni. Coś mi nie pasuje w
naszej rozgrywce. Matt chyba przestawia bile, robi to wtedy, gdy rozmawiam z
brunetem. Zawsze, gdy mam uderzać badawczym wzrokiem obrzucam białowłosego,
często mnie szturcha żebym tylko trafiła i wbiła jego całe bile. Nachyliłam się
i czekałam, aż podejdzie do mnie, żeby mnie szturchać. Kiedy był wystarczająco
blisko odsunęłam nogę do tyłu i cały ciężar ciała umieściłam na obcasie, który
wbiłam w biały nos jego trampków.
- O kurwa, zejdź mi z buta
- wył w agonii.
- Więcej mnie nie szturchaj
- warczałam i mocniej wbiłam cienki obcas.
- Dobra, zejdź - o mało nie
piszczał.
Łaskawie zabrałam swoją nogę
i wbiłam trzy swoje połówki pod rząd. Z Julem bardzo dobra się dogaduje,
wymieniliśmy swoje numery. W tym momencie dostałam esa, wyciągnęłam telefon ze
stanika.
- Kasę też tam trzymasz? -
zapytał rozbawiony. Lekko odchyliłam stanik i sprawdziłam, czy mam kasę.
- Tak, tylko mi nie
sprawdzaj - przycisnęłam ręce do biustu.
- Może kiedyś - mruknął,
przeczytałam esa od Davida.
On oszukuje, przestawia bile jak nie widzisz.
- Sugerujesz mi coś? -
zapytałam z śmiałym uśmiechem.
Kapnęłam się, ale i tak dzięki. Nie powinieneś
pracować, a nie gapić się na mnie? ;P
- Niewykluczone -
spojrzałam na Davida, który posyła mi minę niewiniątka.
Poczułam usta Juliana,
odwzajemniłam pocałunek. Trzymałam go za głowę a on ułożył swoje ręce na moich
biodrach.
- Twoja kolej - burknął do
mnie Matt, brutalnie przerywając nam nasz moment.
Brunet dostał esemes,
z którego się skrzywił niezadowolony trochę wściekły.
- Kurwa - mruknął zły.
- Co jest? - zapytałam z
uniesioną brwią.
- Muszę iść - odparł.
- To cześć Julka -
powiedziałam złośliwie.
Chciałam odbiec od
niego, ale złapał mnie w talii i pocałował w policzek.
- Pa, mam twój numer.
Umówimy się kiedyś - pocałował mnie i poszedł w kierunku wyjścia.
Znowu bile są
poprzestawiane, kretyn. Na spokojnie uderzyłam w bilę, która miała wlecieć do
łuzy, ale coś ją zblokowało i nie wpadła. Co jest kurwa?
- Oszukujesz - wysyczałam w
furii.
Podeszłam do niego,
spojrzał na mnie zdziwiony i lekko przestraszony.
- Ty tępa dziwko! Widziałam
jak przestawiasz bile - uderzyłam go z liścia - Ale dla mnie to nie sprawiało
problemów. Wiedziałam, że jesteś pojebany, ale do tego stopnia? - z kolanka
kopnęłam go w brzuch - Następnym razem odechce ci się oszukiwać - dostał w
splot słoneczny - Jeszcze kiedyś mi, kurwa, spróbuj zrobić taką akcję, to cię
tępym nożem wykastruję!
Tak się wkurzyłam, że
Dick zaczął mnie odciągać od Matta. Kątem oka zauważyłam czerwono włosego
chłopaka, który na zmianę całował się z blondynkami. To chyba Kastiel. Dick
patrzył na Matta rozbawiony a Jenny uśmiechała się okrutnie.
- No to my przypieprzyłaś.
Nawet ja się na niego tak nie wściekłam, a znam go znacznie dłużej -
powiedziała do mnie Jenny.
- Wkurzył mnie -
powiedziałam tonem obrażonego dziecka. - Z tobą nie gram, masz się do mnie nie
zbliżać - zła warknęłam do Matta.
- Zagramy teraz uczciwie? -
zapytał szczerze.
- Spieprzaj - burknęłam.
Dick parsknął śmiechem,
ale zamilkł pod wzrokiem Jen.
- Cholera, musimy się
zbierać - oznajmił brunet.
- Ile jeszcze? - zapytał
Matt.
- Dwie minuty.
- Ann, my będziemy się
zbierać - powiedziała Jenny.
- To siemka, miło było -
pożegnałam się.
Gdy dokańczałam drinka
przyszedł do mnie Kastiel. Jezu, jeszcze jego tu brakowało.
- Miło było z blondynami? -
zapytałam sarkastycznie. Zignorował mnie i zadał własne pytanie:
- Który drink?
- Szczerze? - kiwnął głową
- Drugi.
- Nie dociągniesz do końca
piątego najmocniejszego drinka - parsknął.
- Zobaczymy - mruknęłam.
- No to chodź - szedł do
baru.
Usiadłam na wysiedzianym
stołku plecami opierając się o ścianę i odważnie patrzyłam na zadowolonego
Kasa.
- Pięć najmocniejszych -
rzucił do Dava, który dziwnie na mnie spojrzał. - Schlasz się kompletnie -
zwrócił się do mnie.
Parsknęłam ironicznym
śmiechem. W piciu nie mogłam pokonać Kougami i Wallego, więc piątka drinków nic
mi nie zrobi.
- Nie jestem tobą -
odgryzłam się.
- To ty tak się darłaś? -
zaczynam pić drugiego drinka.
- Taa, wkurwił mnie dziad
jeden - mruknęłam.
- Po tej serii przekleństw
wiedziałem, że to ty - uśmiechnął się złośliwie.
- Kastiel - wyjęczała jakaś
blondynka.
Wywróciłam oczami,
odwróciłam się plecami do niej i patrzyłam na kolorowe drinki kończąc pić
drugiego. Gdy ponownie spojrzałam na blondynkę zobaczyłam dwie tak samo ubrane.
Ze zmarszczonymi brwiami patrzyłam to na drinki, to na dziewczyny. Kast
wyraźnie rozbawiony patrzył na moją reakcję.
- Kurwa, przecież nie
wypiłam tyle, żeby widzieć podwójnie. Chyba aż tak się nie osłabiłam - po
angielsku mamrotałam do siebie i podejrzliwie patrzyłam na drinki. W pewnym
momencie Kas wybuchnął śmiechem. - Nie śmiej się kretynie, ja tu mam problem.
Widzę podwójnie - warknęłam do niego a ten o mało nie spadł z stołka.
- Ann, to bliźniaczki - do
ucha powiedział mi blondyn za barem.
- Kurwa - oparłam czoło o
swoją dłoń a rękę na blat i zaczęłam się bezgłośnie śmiać - Sorry Kas.
- Ja chcę jeszcze -
mruczała jedna z bliźniaczek.
- Idźcie sobie - warknął do
nich.
Sącząc trzeciego drinka
patrzyłam na zirytowanego Kastiela i błagające bliźniaczki.
- Ale dacie mi spokój?
- Tak - powiedziały razem.
- Ann, wybacz. Obowiązki
wzywają - zwrócił się do mnie i wstał z stołka.
- Obowiązki żigolaka? -
zapytałam złośliwie.
Posłał mi dziwne spojrzenie i poszedł z bliźniaczkami.
- Ale żeś walnęła scenkę z bliźniaczkami - powiedział
David i śmiał się ze mnie.
- Też byś tak zrobił na moim miejscu - mruknęłam
urażona.
- Chyba nie.
- Dobra, klientami się zajmij. - skończyłam pić
trzeciego drinka i zaczęłam pić czwartego. Jeszcze ten i następny i skończę.
- Nikodem może się zająć tą garstką a ja mogę zagrać z
tobą w bilard - uśmiechnął się.
- Możemy - powiedziałam.
- Tylko nie załatw mnie jak tamtego chłopaka.
- A będziesz oszukiwać? Czekaj, obserwujesz mnie? - obrzuciłam
go badawczym spojrzeniem.
- Nie i może - zmieszał się.
- Długo mam na ciebie czekać? - wstałam ze stołka.
- Już. Nikodem! - zwrócił się do drugiego barmana.
- Co? - zapytał szatyn.
- Zajmiesz się barem? Zagram rundkę i wracam - Nik
przeniósł na mnie wzrok.
- Spoko - mruknął.
Szłam do wolnego stołu z drinkiem w ręce a przy mnie Dav również z
drinkiem w ręce, ale moim.
- Serio tyle wypijesz? - zapytał się mnie patrząc w
ciecz.
- Bez problemu, tylko później będę latać do łazienki
co pięć minut - powiedziałam biorąc kij i końcówkę nacierałam kredą.
Jak skończyliśmy nacierać swoje kije David ustawiał bile w trójkącie a
ja szybkimi haustami wypijałam pozostałe drinki. Rozbiłam bile i czekałam na
swój ruch kończąc przy tym ostatniego drinka, a Kasta nadal nie ma. Po jakimś
czasie gry Dav zaczął mnie szturchać i łaskotać tylko po to, żeby mnie
zdenerwować.
- Nie wkurwiaj - mruczałam rozdrażniona, gdy
próbowałam skupić się na trafieniu w swoją bilę.
Nie podziałało, nadal mnie zaczepiał. Ale zaraz go kijem zdzielę.
Odwróciłam się i czubkiem kija odsuwałam blondyna.
- Nie łaskocz mnie, bo Kevin przez to mało co w
więzieniu nie skończył - wybałuszył na mnie oczy.
- Jak to? - zapytał zdziwiony.
Odwróciłam się od niego i uderzyłam w swoją bilę, którą wbiłam.
- Nocował u mnie, rano chciał mnie łaskotać - szłam do
innej bili - Zagroziłam mu, że jak zacznie mnie łaskotać to wylecę na podwórko
z wrzaskiem, że on chce mnie zgwałcić - nie trafiłam do łuzy, parę centymetrów.
Dav podszedł do stołu i patrzył gdzie może uderzyć - Nie żartowałam,
przesłuchiwali nas i rudy o mało co nie trafił na jedenaście lat. A, po
komisariacie chodził w samych bokserkach - zaśmiałam się.
- Jesteś niemożliwa - uśmiechnął się.
Gdy uderzał dźgnęłam go w bok przez
co nie trafił.
- Ale zaraz cię dźgnę - podchodził do mnie z
psychopatycznym uśmiechem.
- Dav, nie rób głupot, bo skończysz tak jak Kevin -
zagroziłam.
- Nik załatwi mi alibi, po za tym jesteś pijana, nikt
ci nie uwierzy - powiedział bardzo pewny siebie.
- Nie jestem pijana. To chyba normalne, że piję w
klubie.
- Nie, jeśli nie masz osiemnastu lat.
- Kurwa, rzeczywiście. Sprzedałaś mi alkohol bez
prośby o dowód - wytknęłam.
- Nic ci nie sprzedałem. Pierwszy drink był na mój
koszt, mogłem go dać każdej dziewczynie. A tamte pięć kupił czerwony idiota.
- Mogę cię oskarżyć o upicie nieletniej - uśmiechnęłam
się pewna siebie.
- Nic mi nie zrobią, a ty tylko narobisz sobie
problemów - ponownie zaczął zbliżać się do mnie.
Ma rację, jestem na straconej pozycji. Muszę szybko coś wymyślić.
- David przestań…
- A co mi zrobisz? - patrzył na mnie z lekkim
zaciekawieniem.
- Pozbawię cię możliwości bycia ojcem - zaśmiał się.
Trafiłam na opór jakim jest stół, chłopak szedł ciesząc się, że nie mam
drogi ucieczki. Odchylałam się do tyłu, aż leżałam na stole. Blondyn niebezpiecznie
blisko pochylał się nade mną.
- C-co ty robisz? - byłam zszokowana jego zachowaniem.
Pocałował mnie w szyję, czym kompletnie mnie zaskoczył. Z szyi przenosił
się w kierunku ust. Kiedy pocałował mnie w usta lekko nimi drgnęłam, powtórzył
i podniósł się po czym uśmiechnął się szelmowsko.
- Jesteś czerwona - zaśmiał się - I chyba zrobiłem ci
malinkę.
- Pieprz się - mruknęłam trochę zła odzyskując rezon.
- Z tobą? - zapytał i uśmiechnął się zboczono.
- Jebany debil.
Zrobiłam naburmuszoną minę.
- Nie bocz się - uszczypnął przez podskoczyłam -
Gramy?
- Dobra - mruknęłam i poszłam do naszego stołu.
~D~
Co jakiś czas pochodziłem do Ann,
przytulałem ją i całowałem w szyję.
- Będziesz grać, czy kleić się do mnie? - zapytała
lekko poirytowana.
- Wolę kleić się do ciebie - wymruczałem jej do ucha.
- Jak nie grasz to idź pracować - odłożyła kije.
Chciała coś powiedzieć,
ale pocałunkiem zamknąłem jej usta.
- Idź pracować - powiedziała w krótkiej przerwie. -
Spadaj - lekko odepchnęła mnie z uśmiechem. Zaśmiałem się.
- Po pracy idę na inną imprezę, więc będę koło szóstej
nad ranem - oznajmiłem.
- Wiem, mówiłeś.
- Idę.
Wróciłem za bar i od
razu zagadał mnie Nikodem.
- Ma wzięcie, co? - chyba mówi o Ann.
- Nawet, zdziwię cię. Na razie nie ma chłopaka -
nalałem komuś piwa.
- Ledwo weszła i od razu kręcą się przy niej.
- Najbardziej wkurwił mnie ten czarny - powiedziałem
do niego.
- Julian?
- Skąd go znasz? - zapytałem podejrzliwie.
- To mój młodszy brat - wybałuszyłem oczy na niego.
- Sorki - powiedziałem zmieszany.
- Spoko, też go nie lubię - zaśmieliśmy się.
Do Ann przyszedł ten przerośnięty muchomor.
- Ale ty wiesz, że skończyłeś już pracę?
- Serio? - zdziwiłem się.
- Tak, jutro na osiemnastą masz. Chyba dasz radę
wyleczyć kaca.
- Zobaczymy - nałożyłem kurtkę - Siema.
- Siema.
Poszedłem do Ann, która drwiła
z czerwono włosego.
- Skończyłem pracę, do zobaczenia o szóstej - krótko
pocałowałem ją w usta i posłałem wrogie spojrzenie jej koledze, który od razu
je podłapał.
- Siema - mruknęła - Jutro będę specjalnie głośno
mówiła - uśmiechnęła się psychopatycznie.
- Nie bądź okrutna - jęknąłem.
- Taka już jestem, sam chciałeś ze mną mieszkać -
tamten chłopak od razu zabiłby mnie na miejscu.
- I chyba zacznę tego żałować, lecę.
~A~
- Przyjemnie było? - niespodziewanie zapytał mnie
Kastiel. O mało nie podskoczyłam.
- Mogę o to samo zapytać.
- Strasznie śliniły - skrzywił się.
- O jejku, tak mi przykro, że aż wcale - powiedziałam z
udawanym współczuciem.
- Pewnie nie dałaś rady wypić drinków - uśmiechnął się
zwycięsko.
- Wypiłam - mruknęłam.
- Co? I nie jesteś pijana? - zdziwił się.
- Nie, a to ci dopiero. Nie tańczę kankana na stole i
nie zachowuję się jak ty - ostatnie dodałam złośliwie.
- Ale i tak nie wygrasz za mną - podrzucał czarną
ósemkę.
- A tu się zdziwisz.
Poczułam czyjąś dłoń na talii.
- Skończyłem pracę, do zobaczenia o szóstej - oznajmił
David i krótko pocałował mnie w usta. Poczułam się niezręcznie.
- Siema - mruknęłam - Jutro będę specjalnie głośno
mówiła - uśmiechnęłam się psychopatycznie.
- Nie bądź okrutna - jęknął.
- Taka już jestem, sam chciałeś ze mną mieszkać - z
miną niewiniątka wzruszyłam ramionami.
- I chyba zacznę tego żałować, lecę.
Kastiel oczywiście naburmuszył się. Co takiego Amber w nim widzi?
Mniejsza z tym.
- Grasz? - zapytałam go. Spojrzał na mnie spod byka.
- Dobra - burknął.
- Ogarnij się, za pięć minut wracam. Masz byś w miarę
normalny - zostawiłam go samego i poszłam do łazienki.
Jak się staje jeszcze gorszą babą w ciąży jest nie do wytrzymania. W
łazience znajduję się sama. Zmazali mi całą szminkę, z prawej miseczki
wyciągnęłam szminkę i pomalowałam usta. Głębiej przyjrzałam się swojemu
odbiciu. Wyglądam jak pusta lalka, która daje każdemu. Spuściłam głowę i
patrzyłam w biel umywalki. Otworzyły się drzwi i słychać stukot obcasów.
- Amber, jesteś pewna, że tutaj nikogo nie ma? -
zapytał męski głos.
- Tak, chodź już.
Bezszelestnie odsunęłam się w kąt łazienki bacznie obserwując odbicie w
lustrze. Mignęła mi natapirowana fryzura blond dziewczyny i twarz Amber. W
sumie, to, czego ja się po niej spodziewałam?
- Nawet nie sprawdziłaś.
- Avan, do cholery, uspokój się i chodź.
W lustrze zobaczyłam twarz Avana, tak, tego Avana. Kumpla Dajana. Oczy o
mało nie wypadły mi z orbit i potoczyły się po kafelkach. Trzask zamykanych
drzwi od kabiny wyrwał mnie ze stanu szoku. Zrobić ośmieszające zdjęcie Amber,
czy też nie? Pochyliłam się do przodu. Z drugiej strony, to, co tam zobaczę
może wywołać u mnie tramę do końca życia.
- Ssij mocniej - to przeważyło.
Chodząc palcach weszłam do kabiny nich. Wzięłam cichy, ale głęboki
oddech. Z lewej miseczki stanika wyciągnęłam telefon. Weszłam na klapę od
sedesu, włączyłam aparat i zamarłam, bo usłyszałam jęk rozkoszy. Teraz albo
nigdy, wystawiłam trochę telefon i uchwyciłam moment, gdy Amber robi laskę.
Schowałam telefon i usiadałam na klapę. Jestem okropna, żeby posuwać się do
tego stopnia? Drugie zdjęcie zrobiłam, gdy ona miała orgazm. Kiedy wychodziłam
zaśmiałam się okrutnie.
- Trochę cię nie było - zauważył Kastiel, kiedy stałam
przy nim.
- Miałam niezłą akcję w łazience - uśmiechnęłam się
szatańsko.
Znalazłam zdjęcia Amber i pokazałam je Kastowi.
- O kurwa - wyrwało mu się.
- No nie wiedziałam - powiedziałam sarkastycznie.
Oba zdjęcia znalazły się w MMS z dopiską ,,Ciekawe ile mu zapłaciła?
Praca po godzinach. Ach, przepraszam. Czynne całą dobę. PS Podaj dalej :)”.
Wysłałam to do każdej osoby ze szkoły, oprócz Avana, a do Amber nie mam numeru.
Czerwono włosy dostał SMS, skrzywił się a potem zaśmiał.
- Jesteś okrutna - powiedział do mnie.
- Powiesz mi coś, czego nie wiem? - spojrzałam na
niego i się uśmiechnęłam, tak… naturalnie.
Obrzucił mnie dziwnym wzrokiem.
- Nie jesteś taka brzydka.
- Dzięki, to chyba najmilsza rzecz, jaką mi
powiedziałeś na temat mojego wyglądu.
- Gramy? - zmienił temat.
- Spoko - mruknęłam i wzięłam kij do ręki. Na końcówce
zaczęłam kruszyć kredę.
- Na zakład - wypalił z szatańskim uśmiechem.
- Przekonałeś mnie, mów dalej - uśmiechnęłam się
odważnie.
- Jak ja wygram, to przeprowadzasz się do mnie na
miesiąc - wciągnęłam powietrze do płuc i po sekundzie wypuściłam je.
- A jak ja wygram, to przez miesiąc będziesz miły dla
Nataniela i grzecznie podpisywał usprawiedliwienia - posłałam mu okrutny
uśmiech.
- Zgoda - podaliśmy sobie dłonie.
Ustawiałam bile w
trójkącie, gdy odezwał się do mnie Kastiel.
- To już pakuj walizki - uśmiechnął się szelmowsko i
odłożył kredę.
- Zobaczymy, jak przegram to wymyślę jeszcze gorszy
zakład - wzruszyłam ramionami.
Ostrożnie i przemyślanie robiliśmy swoje ruchy. Ja miałam całe a Kast
połówki, wyprzedzałam go o trzy bile. W pewnym momencie o mało nie dostałam
zawału, kiedy moja czerwona bila uderzyła w czarną, która zatrzymała się na
krawędzi. Kastiel patrzył wyczekująco a ja za wcześnie odetchnęłam z ulgą.
Czarna ósemka wpadł do łuzy. Przegrałam. Chłopak uśmiechnął się tryumfalnie.
Stoję jak zamurowana i tępym wzrokiem patrzę się w jeden, nieruchomy punkt nad
głową czerwono włosego.
- Fuck - powiedziałam bezgłośnie.
- Mówiłem, że wygram - uśmiechnął się bezczelnie.
- Ostatnia gra i ostatni zakład - gorzko spojrzałam w
jego czekoladowe oczy.
- Mało się ośmieszyłaś? - zapytał kpiąco.
- Ostatnia gra i ostatni zakład - powtórzyłam wolno i
z naciskiem na słowa ,,ostatnia’’ i ,,ostatni”.
- I tak wygram, ale okej.
- Jeżeli ja wygram to będziesz musiał mi gotować, codziennie sprzątać dom -
uśmiechnęłam się szatańsko - I będziesz musiał rozjaśnić włosy na blond, przez
cały miesiąc chodzić z Amber i będziesz musiał ubierać się na różowo.
Spojrzał na mnie
z odrazą. Jestem wredna.
- Zgoda - uśmiechnął się tajemniczo - Jeżeli ja wygram to ty będziesz
musiała dla mnie gotować, sprzątać, rozjaśnić włosy, chodzić na różowo i
przyjaźnić się z Amber.
- Nie mam różowych ubrań - mruknęłam.
- Kupię ci - oznajmił.
- Nie chcę być zależna od twoich pieniędzy.
- Potraktuj to, jako pożyczkę bezzwrotną
O matko, to jest
zakład, od którego zależy moje przyszłe życie. Wyciągnęłam telefon ze stanika.
- Jakbyś potrzebowała pomocy przy wsadzaniu go z powrotem. Do usług.
- Nie ma takiej potrzeby - mruknęłam i włączyłam dyktafon - Powtórz nasz
zakład.
Podetknęłam telefon
bliżej jego twarzy.
- Jeżeli przegram to będę musiał gotować dla ciebie, sprzątać dom,
przefarbować się na blond, ubierać się cały na różowo i przez cały miesiąc
chodzić z Amber, ale tak się nie stanie - dodał z wrednym uśmiechem.
Teraz muszę przypomnieć sobie jego słabe punkty. Zawsze trochę mu nie
szło jak przy mnie kręcił się jakiś chłopak. A więc, bingo! Wystarczy, że będę
wkurwiać Kastiela. Przez całą grę flirtowałam z takim jednym Emilem. Dla Kasta
gra szła o wiele gorzej, więc wygrywałam. Swój sukces zwieńczyłam prawidłowym
wbiciem czarnej ósemki.
- Ha! Wygrałam! - ucieszyłam się.
Ten tylko burczał coś tam pod nosem. Zbyłam Emila i nabijałam się z
Kastiela.
- Zaraz przyjdę, drinki - oznajmiłam i kierowałam się
w kierunku łazienki.
Na bladoróżowych kafelkach w łazience zobaczyłam ślady krwi. Szłam za
śladem, który doprowadził mnie do jednej z kabin. Drzwi były niedomknięte,
powoli je otworzy i słyszałam charakterystyczne skrzypienie. Zamarłam w
bezruchu, gdy zobaczyłam wnętrze kabiny.
Krew. Pełno krwi. Zwłoki dziecka.
Poćwiartowanego niemowlaka. Na spłuczce głowa. Wokół sedesu porozrzucane
kończyny. Na klapie tułów. Dookoła wnętrzności. Na ścianach kabiny rysunki
wykonane krwią. Tuż przy moich butach, gałki oczne?! Wyciągnęłam telefon i
drżącymi rękoma zadzwoniłam pod numer 112. Skamieniała zgłosiłam znalezienie
poćwiartowanego niemowlaka.
Wysłałam esa do Kastiela.
Proszę. Przyjdź do damskiej łazienki. Szybko!!!
Zamknęłam drzwi od kabiny i oparłam się o kabinę obok. Patrzyłam na
drzwi, zza których ma być Kast.
- Otwórz te drzwi - powiedziałam do niego jak
przyszedł i wskazałam na drzwi po lewej stronie.
- Ja pierdole - wydukał z siebie.- To ty?
- Pojebało cię?! Ja to znalazłam! Muszę wyjść -
oznajmiłam.
- Ja też. Sorry - wyszedł za mną. - Zgłosiłaś to?
- Tak.
Oparłam się o ścianę i ciężko oddychałam. Za wszelką cenę chcę się
pozbyć tego widoku. Nadeszły na mnie lekkie mdłości. Nie odzywaliśmy się do
siebie. Czekamy aż przyjedzie policja.
- Możemy panią dzisiaj przesłuchać? - zapytała
funkcjonariuszka a reszta zabezpieczała miejsce.
- Mogę jutro się do was zgłosić? Nie jestem w stanie
racjonalnie myśleć. Muszę to uporządkować.
- Dobrze, a pan? - zwróciła się do Kastiela.
- Ja tak samo.
- Puszczam was wolno. Jutro macie się zgłosić na
komisariat.
Pokiwałam głową i szłam w kierunku szatni. Obok mnie był czerwono włosy chłopak.
Przygotowałam numer wieszaka i ubrałam płaszcz.
- Odwieziesz mnie do domu? - zapytałam i odetchnęłam
zimnym powietrzem na zewnątrz.
- Piłem, nie mogę.
Zamówił taksówkę i wracaliśmy w kompletnej ciszy.
Około pierwszej byłam w
domu, zdjęłam niewygodne szpilki i poszłam na górę. Trochę zmęczona położyłam
się na łóżko i bez celu gapiłam się w sufit.
Od jutra przeprowadzam się do
Kastiela i muszę mieszkać z nim przez cały miesiąc. Może nie będzie tak źle?
Odwdzięczyłam się dla niego. Za przegrany zakład musi mi usługiwać, rozjaśnić
włosy na blond, zmienić styl na bardzo pedalski i chodzić z Amber przez
miesiąc. Jak nie da rady, to wracam do siebie, a chłopak rzuca palenie. Oj tak,
jestem okrutna. Niech wie, że ze mną się nie zadziera, W sumie, to on wyszedł
gorzej ode mnie.
Podniosłam się i patrzyłam na
perkusję. Ni stąd, ni zowąd, pojawiła się moja Babcia w białych ciuchach.
- Babcia? - zapytałam
zdezorientowana - Co tutaj robisz? Znowu nie żyję?
- Tak, to ja. Żyjesz, nic ci się nie
stało - podeszła do mnie.
- To, co się dzieje? - wstałam i ze
zdziwieniem przytuliłam się do niej.
- Raz na rok, wszystkie nieżyjące dusze
mogą zejść na ziemię i przybrać ludzką postać - wyjaśniła mi i z wrażenia
usiadłam na łóżko.
- Coś jeszcze?
- Będziesz mnie widziała tylko przez
dwie godziny.
- Powiedziałaś, że wszystkie nieżyjące
dusze wstępują w ludzką postać, błąkające się też mogą?
- Oni też, tylko, że mają inne
godziny.
- Kiedy?
- Po nas, czyli ze niecałe dwie
godziny. Można sobie wybrać, kiedy chce się wstąpić. Czy dzisiaj albo wczoraj.
- Ale czemu tak się dzieje? - jestem
niezmiernie dociekliwa.
- Kojarzysz bajki z Nowym i Starym
Rokiem? - pokiwałam głową - To jednak prawda. W ciągu Sylwestra umiera Stary
Rok, Nowy jeszcze się nie narodził. W tym czasie jest tak silne natężenie
energii, że my możemy zejść na Ziemię w swoich ludzkich postaciach.
Słuchałam jej z szybko
bijącym sercem. To wszystko brzmi jak w filmie fantasy.
- Ale to zazwyczaj w Halloween ukazują się duchy - zmarszczyłam brwi.
- Bujdy, to w Sylwester i Nowy Rok
pokazują się dusze. Proszę, mów dusze a nie duchy.
- Dobrze Babciu, czemu nie byłaś w
zeszłym roku? - zapytałam z deka zawiedziona.
- Byłam sądzona i nie mogłam, jest
mi przykro z tego powodu.
- Wybaczam, ale obiecujesz, że
będziesz odwiedzać mnie, co rok?
- Obiecuję - uśmiechnęła się ciepło
do mnie.
- Tak bardzo mi ciebie brakuje -
przytuliłam się do niej i wąchałam kwiecistą woń pochodzącą z jej ubrań.
- Świetnie sobie radzisz.
- Przecież chciałam się zabić -
oderwaliśmy się od siebie.
- Chwila zwątpienia w siebie.
- Mogła kosztować mnie życiem.
- Ale wróciłaś.
- Tak szczerze, to czasem
zastanawiam się czy nie wrócić tam - przyznałam z wyrazem upokorzenia i
spuściłam głowę.
- Jeszcze nie czas.
Opowiedziałyśmy, co u nas słychać,
powspominałyśmy dawne czasy i dopytywałam się na temat życia po śmierci. Przy
niej zapomniałam o swoim życiu, mogłam czuć się jak dawniej, otoczona ciepłem
oraz troską.
- Zostały mi dwie minuty. Muszę się
zbierać - oznajmiła smutna.
- Skąd to wiesz? Nie masz zegarka.
- Czuję to.
- Kocham cię - oznajmiłam i
przytuliłam się do niej.
- Ja ciebie też - trwaliśmy w
uścisku - Żegnaj moje dziecię, do zobaczenia za rok.
- Będę tęsknić - to były moje
ostatnie słowa do Babci zanim rozpłynęła się w powietrzu.
Uroniłam łzę, pokój
stracił swój blask i stał się zimny. Ze ściany przy perkusji ,,wyszedł’’
Michael.
- Michael? - zapytałam nie wierząc
własnym oczom.
- Ann - podszedł do mnie.
Wstałam i wpadłam mu
ramiona.
- Możesz tylko na dwie godziny? -
zapytałam przytulona.
- Na godzinę, wczoraj straciłem
godzinę na szukanie ciebie - oznajmił i oderwaliśmy się od siebie.
Teraz mu się bliżej przyjrzałam.
Jest ubrany w kolorach czarno-szarych. Czarne trampki, spodnie, szaro-czarna
chustka przywiązana do szlufki w spodniach, szara koszula i na ręce ma chyba
rzemyk.
- Tak wyglądałeś jak umarłeś, czy
dlatego, że błąkasz się po ziemi? - usiedliśmy na łóżku.
- To drugie - na rzemyku ma dość
dużą zawieszkę.
- Odpowiedz mi na jedno pytanie -
zaczęłam poważnie, zbłąkana dusza przeniosła na mnie wzrok - Czemu chciałeś mi
to zrobić?
Z poczucia winy spuścił głowę
i patrzył na białe nosy w trampkach.
- Nie wiem, trochę wypiłem. Musiałem
się wyżyć. Sam nie wiem, czemu tak się stało, nie wiedziałem, że to ty.
- Muszę się wyżyć, idę kogoś
zgwałcić - uśmiechnęliśmy się zdawkowanie.
- Źle to zabrzmiało.
- Do dzisiaj męczą mnie wyrzuty
sumienia, dlatego, że zabiłam cię.
- Nie potrzebnie, mnie dręczą, bo
chciałem cię zgwałcić.
- Nadal nie rozumiem, czemu chciałeś
to zrobić. Gdybyś się tylko trochę postarał, to od razu miałbyś dziewczynę,
moglibyście robić swoje najdziksze fantazje - przygryzłam dolną wargę i
puściłam mu oczko.
- Bo się zarumienię - uśmiechnął się
tak jak dawniej.
- Trudno, stało się - mruknęłam.
- Chcę żebyś mi wybaczyła -
powiedział skruszony.
- To ja powinnam błagać o
wybaczenie. Przecież to przeze mnie nie żyjesz.
- Należało mi się. Przeze mnie Natan
musiał się przeprowadzić - poczułam ukłucie w sercu.
- Natan, wiesz, co u niego? -
ogarnął mnie smutek oraz tęsknota.
- Mogę ci nawet pokazać. Jedna z
dwóch zalet z błąkania się.
Wstał i podszedł na środek
pokoju, dołączyłam do niego. Przed nami ukazała się tafla o nieregularnych
kształtach.
Mój ukochany chłopak
wypił wódkę i z kieszeni wyciągnął żyletki.
- Staczacie się bez siebie -
powiedział Mich w pewnym momencie.
- On zaraz się potnie -
spanikowałam.
- Często tak robi, ale się nie
potnie. Jedynie Kastiel cię uratował.
- Obserwujesz nas? - zapytałam
zdziwiona.
Ogarnęła mnie fala tęsknoty, goryczy, smutku,
strachu i bólu.
- Tak, kurwa, przeze mnie się
rozstaliście.
Natan poszedł do łazienki i
nachylał się nad umywalką. Żyletki leżą przy kranie.
- Zaraz się rozmyśli i położy się -
powiedział tonem wypranym z emocji.
- Nie reagujesz? - patrzyłam w plecy
bruneta i przypomniały mi się nasze wspólne momenty.
- A co mam zrobić? Kibicować mu? Nie
mogę nic zrobić.
- Mich! - krzyknęłam, gdy
niebieskooki żyletką przeciął sobie skórę.
Mam ochotę tam skoczyć i go
powstrzymać.
- Spadacie na dół - powiedział
smutny i opuścił głowę.
Kolor umywalki zamieniał się w
czerwony. Skoczyłam w taflę, stoję obok Natana. Jak to kurwa możliwe?
- Przestań - powiedziałam i
dotknęłam jego dłoni.
- Ann? - zapytał mnie.
- Tak - wzięłam od niego żyletkę i
rozcięłam sobie skórę.
- Chyba za dużo wypiłem - moje
krople krwi mieszały się z jego.
- Nie powinieneś pić i się ciąć.
Podsadziłam rękę pod jego i tym
razem to jego krew spływała do mojej.
- Jak ja nie mogę bez ciebie - twarz
wtulił w moje włosy - Żyć - dokończył.
- Ann, do cholery, co ty robisz? -
zapytał wściekły szatyn.
Brunet zachowuje się jakby
go nie zauważył. Spojrzałam w lazurowe oczy, w których zakochałam się na zabój.
- Nadal cię kocham - oznajmił
szczęśliwy z mojej obecności.
- Ja ciebie też - wzruszyłam się.
Szybko pokonaliśmy odległość
między naszymi ustami. Poczułam dreszcze pożądania i całowaliśmy się
zachłanniej, namiętniej. Jesteśmy pełni wzajemnego pożądania i pragniemy swojej
bliskości. Z niechęcią oderwaliśmy się od siebie.
- Nie wierzę, że jesteś obok -
wyszeptał.
- Ja też - uśmiechnęłam się.
- Pewnie za bardzo się upiłem.
- To zrób mi zdjęcie, jak nie
wierzysz.
- Dobry pomysł.
Wyciągnął telefon, żeby
bardziej w to uwierzył pokazałam zakrwawiony nadgarstek. Drugie zdjęcie zrobił
nam jak się przytulaliśmy.
- Za pięć minut znikam - oznajmił
zniecierpliwiony Michael.
- Muszę już iść - powiedziałam z
wielkim smutkiem.
- Zostań - zatrzymał mnie za
nadgarstek.
- Bardzo bym chciała, ale nie mogę -
w jego oczach maluje się wielki smutek oraz łzy - Zawsze będę cię kochać.
- Tak jak ja - pocałowaliśmy się
ostatni raz i wymieszaliśmy swoje łzy.
- Żegnaj - wskoczyłam w taflę.
- Co ja najlepszego narobiłem? -
siedział na moim łóżku i machnięciem ręki zniszczył tafle.
Dotknęłam jego ramion, drgnął
niespokojny.
- Dziękuję ci, za to, że mogłam
spotkać się z Natanem. Wybaczam ci, nie mam do ciebie żalu.
Spojrzał na mnie oczami pełnymi
smutku.
- Naprawdę? - zapytał
niedowierzając.
- Tak, wpadnij do mnie za rok.
- Jak nie będę sądzony. Czas na
mnie.
Przytuliliśmy się i już go nie
było. Padłam na łóżko i wybuchnęłam gwałtownym płaczem. Tak bardzo go kocham.
Rana, która lekko się zasklepiła pękła i bolała z dwojoną siłą.
- Dlaczego to tak bardzo boli? -
zaszlochałam.
Na ręce paznokciem
wyryłam taki sam znak, który oznacza błąkające się dusze. Jutro będzie on na
tle perkusji. Płakałam, umysł wspominał mi nasze chwile. Wymęczona zasnęłam
płytkim snem.
_____
Matko Boska, w końcu skończyłam :D
Proszę bez komentarzy typu ,,krótki rozdział’’ ponieważ w Wordzie mam 33
strony.
Przepraszam, za taką przerwę ;_; Mam nadzieję, że warto było tyle czekać :)
Dziękuje za gościnny udział postaci Jenny xD
Wolicie stary czy nowy obrazek z maską? I czy podoba wam się obecne tło?
Z OKAZJI PONAD 20000 WYŚWIETLEŃ ROBIĘ TYDZIEŃ SZCZEROŚCINA CZYM POLEGA TYDZIEŃ SZCZEROŚCI?Pod tym rozdziale zadajecie mi pytania na każdy temat. Muszę szczerze na nie odpowiedzieć. Możecie pytać mnie o wszystko, nawet o akcje w blogu. Pytania mogą być osobiste. Nikomu nie skłamię ani nie odmówię odpowiedzi.NIKOGO NIE ZMUSZAM. KTO CHCE, TO NIECH BIERZE W TYM UDZIAŁ
INFORMACJA DOTYCZĄCA ZLOTU
Na Google Plus mamy grupowego Hangout’a , na
którym chcę omówić sprawę kolonii. Ale najpierw trzeba zaplanować, kiedy będziemy na nim pisać.
Ave \m/




zajebisty rozdział
OdpowiedzUsuńnie wiem co napisać! kurde był taki długi, że myślałam, że nie doczytam do końca, ale to dobrze, że jest długi bardzo dobrze, bardzo właśnie tak Cię uczyłam XD
akcja z Amber rozpierdoliła mnie!
niemowlak?! serio?! pogrzało Cię?! *=*
ona musi wrócić do Natana! jak nie to powyrywam Ci nóżki z dupki i tak cię nimi walnę, że odbije Ci się oranżadka, którą piłaś na komunii! rozumiemy się?! no jak tak to dobrze
Armin nie przyznajesz się do brachola? o nieee mój drogi tak być nie będzie!
co do pytania... muszę się zastanowić błahahahhahahaha
czekam na next :D
Cieszę się, że rozdział długi i w ogóle zajebisty itp itd
OdpowiedzUsuńPo tym spotkaniu to Ann ma deprechę murowaną.
O niemowlaku się nie wypowiadam. Wiesz co sądzę.
No a poza tym to akcja z chłopakami, Amber i kilka innych to zajebiste. Ze śmiechu się tarzałam xD
I serio dziewczyno naucz się cierpliwości trochę, bo ci kiedyś jebnę* xD
Coś- tak jak obiecałam xD
No i wiadomo, pisz szybko nexta, bo musisz się zrehabilitować :P
*Nie dotyczy następnych rozdziałów, które mają powstawać jak najszybciej xP
Nareszcie! Tak tęskniłam za tym blogiem! Rozdział świetny! Z Amber dojebałaś na prawdę niezłe xD. A niemowlak?! Dobry Boże, czego w tym rozdziale nie ma! Okej, z tygodniem szczerości to mam pytania: Co sądzisz o polityce i o Trynkiewiczu ( musiałam, wybacz xD )? I tak kurczaki, chcę założyć bloga. Jedną z moich ukrytych *cough* intencji, jest to, że w cholerę chcę ciebię i inne osoby które w złocie uczestniczą, w cholerę poznać, więc, zdraź mi swój przepis na sukces! XD.
OdpowiedzUsuń. Nie Ogarniam
Żeś dojebała xD
UsuńHm, polityka:
Mogę odpowiedzieć co sądzę o politykach. Rozjebią każdy kraj, mogą legalnie kraść. I takie pytanie retoryczne: Po kiego im jest immunitet?!
Jakbym się lekko zbulwersowała xD
Trynkiewicz:
No, ostatnio głośno się o nim zrobiło. Ale nie martw się xD Moja klasa robi makietę więzienia dla niego, taką pułapkę xD (Na technice robimy makietę placu zabaw. Jeden kolega skomentował taki jeden projekt ,,Robicie więzienie dla Trynkiewicza" xD)
Co do sukcesu.
Musisz mi wyjaśnić xD Chodziło Ci jak osiągnąć mój sukces w prowadzeniu bloga, czy chodziło o poznanie w zlocie?
W pewnym sensie to jest logiczne :D
I to i to xD. Sory, ale po drodze miałam problemy z wejściem na tą stronę, nie wiem, czy to bloger wariuje, czy mój laptop .
UsuńNie Ogarniam
Ok. Co do zlotu to ja nie mogę tak, siedzieć to może byś mogła mnie powiadomić co, gdzie i jak, jak się umówicie? Jeszcze będę próbowała się z wami skontaktować (za wszystkimi) na Hang'aucie , ale raczej na najbliższy czas nie będę miała dostępu do laptopa.... Więc z góry proszę o świerze informacja
OdpowiedzUsuń_________________________
Kurwa. z tym rozdziałem to dojebałaś! Zwłoki niemowlaka? Serio?! Dostałam drgawek... Kastiel jako Nataniel w różowych ciuszkach. OMG!! Najlesze. A i duchu everywhere!! Matko, świetny kawałek z Natan'em!
Długo ale ciekawie :D
OdpowiedzUsuńMartwiłam się co nie piszesz ale już jak widzę jest ok :P
Pytanie? hmmm. Czy rysujesz? JAKA JA KREATYWNA!
co do HO to nwm. mg się wpasować
Czasami rysuję, chyba najlepiej mi wychodzą oczy xD Ale takie mangowe, duże.
UsuńSorki, że komentarz tak późno, ale ten rozdział jest tak długi, że nigdy się wyrobić nie mogłam. Sorki :p
OdpowiedzUsuńA rozdział wyszedł przecudowny. Z tym dzieckiem, to jednak było straszne. Ja bym się od razu załamała. No i twoje opowiadanie chyba powoli zamienia się w fantasy.
Czekam na next xD
Mam pytanie. Masz chłopaka?
UsuńSorki, ale każdemu zadaję to pytanie xD
Hahahaha, nie xD Trochę szkoda :(
UsuńWiem, długo czytałam za co przepraszam ;c
OdpowiedzUsuńRozdział świetny ;3
I ja zwykle nie wiem co jeszcze napisać xd
Pytań nie mam, ale co do spotkania... Jestem za godziną 15:30, bo wtedy zawsze mam dostęp do kompa :P
Tak, możesz mnie zadźgać, zabić, powiesić i wszystko inne. Przeczytałam całkiem dawno, ale taki leń mnie złapał, że nie mogłam się zmusić do napisania komentarza. Przepraszam... :c
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału, to absolutnie świetny, tu nie ma nawet mowy. Tyle się działo, Amber z chłopakiem, zwłoki noworodka, Ann co rusz z innym chłopakiem, aż nie potrafiłam się połapać xD
Czekam na next :D
Jebać Nata!
OdpowiedzUsuńNiech ann zakocha się w kimś lub niech Nat jak będzie jechał di njej to się zabije a ona to zobaczy będzie chciała się zabić i w tym kiims zakocha się na za bój bo będzie jesj przypominał Nata a tym kimś będzie Kas lub Kentin bo ja ich KoCHAM! :*