5 mar 2014

Rozdział XXXI info+niespodzianka

W zakładce bohaterowie pozmieniałam parę zdjęć
----------------------------------------------------------------------------------------

POKAZ MODY DLA TRANSWESTYTÓW

                   Z każdą upływającą sekundą coraz bardziej się denerwowałam. A co jeśli wynik jest pozytywny?  Zamknęłam oczy i opuściłam głowę. Wokół mnie panuje nieprzenikniona cisza, słychać niespokojne tempo bicia mojego serca. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na test. Wynik negatywny, nie jestem w ciąży. Do oczu napłynęły mi łzy szczęścia i odetchnęłam z ulgą. Mam ochotę skakać z radości, ale moja kostka. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zadzwoniłam do Kevina, odebrał za czwartym sygnałem.
- Co jest?
- Mógłbyś przyjść do mnie? - zapytałam cały czas wyszczerzona.
- Trochę nie za bardzo, a co jest?
- Nie chciałabym mówić ci tego przez telefon - mój entuzjazm lekko przygasł.
- Ech, dobra. Będę za dziesięć minut.
- Czekam - rozłączyłam się.
                      Przeniosłam się na kanapę w salonie i zaczęłam głaskać Darkena. Smok (tatuaż na brzuchu) może być spokojny, tak samo ja. Co takiego zjadłam, że wymiotowałam? Podeszłam do wieży i włączyłam muzykę. Od kluczyłam drzwi, usiadłam na oparciu kanapy i wsłuchiwałam się w tekst piosenki. Otworzyły się drzwi i pojawił się Kev.
- Nie jestem w ciąży - szybko pod kuśtykałam do niego.
                       Skoczyłam na niego, nogami oplotłam go w pasie i przytuliłam się.
- Nie jesteś? - zapytał ucieszony.
- Nie - uśmiechnęłam się.
                      Odwróciliśmy twarze w tym samym kierunku i nasze usta się złączyły. Trwaliśmy tak klika sekund i chyba żadne z nas nie kwapiło się żeby przestać.
- No, siema - powiedział skonsternowany Edd.
                    Przerwaliśmy pocałunek, zeszłam z Kevina i zawstydzona spojrzałam na bruneta.
- Siema - mruknęłam zmieszana.
- Nie powiedziałem, że Edek też wpadnie - chrząknął brązowooki. Zazwyczaj osoby z rudymi włosami są mądre.
- O co chodzi z tą ciążą? - zapytał Edd i zaczęli zdejmować kurtki.
- Kevin wczoraj u mnie nocował - usiadłam na kanapie.
- Zrobiłem śniadanie i zaczęła wymiotować - usiadł obok mnie.
- Aż tak źle gotujesz? - zapytał złośliwie Edek i usiadł po drugiej stronie.
- Było podejrzenie, że jestem w ciąży z Natanem.
- Przez nią prawie, że w więzieniu nie wylądowałem - wtrącił się poszkodowany.
- Czemu? - zapytał zdziwiony chłopak z piwnymi oczami.
- Zagroziłam mu, że jak zacznie mnie łaskotać to wylecę na podwórko z wrzaskiem, że chce mnie zgwałcić.
- Nie żartowała - mruknął.
- Ktoś zadzwonił na policję i nas przesłuchiwali. W ostatniej chwili zmieniłam zeznania.
- Mogłem siedzieć jedenaście lat.
- Ja cię tylko namawiam żebyś nie zrobił czegoś niezgodnego z prawem - skrzywiłam się, bo przeszył mnie ostry ból dochodzący z kostki - Zaraz wracam, jak chcecie to włączcie sobie telewizor, ale najpierw wyłączcie wieżę.
                     Podniosłam się z kanapy razem z brunetem i poszłam do kuchni. Znalazłam tabletki przypisane przez lekarza, z szafki wyciągnęłam małą szklankę, napełniłam wodą i popiłam lekarstwo. Wróciłam do chłopaków.
- Co oglądacie? - zapytał i podchodziłam do kanapy.
- Porę na przygodę - powiedział ucieszony Kevin.
- Ja mam dosyć, on się już znęca. Cały czas tylko Pora na przygodę - burczał obrażony Edzio.
- Pora na przygodę jest fajna - usiadłam między nimi.
- I ty Brutusie?
- Przegłosowany - wtrącił Kev.
- Czemu kulejesz? - zapytał mnie Edek.
- Wczoraj Leo powiedział, że jutro mam wolne. Dzisiaj poszłam na lodowisko i taki jeden Kentin się ze mną zderzył, przez niego mam nadwyrężoną kostkę.
- Kto to Leo?
- Mój szef.
- Czy ty masz jakieś przyjaciółki? Cały czas spędzasz z chłopakami - zaśmiałam się z reakcji chłopaka.
- Jak za dużo czasu spędzam z chłopakami, to wynocha stąd - palcem wskazałam w kierunku drzwi.
- My jesteśmy ci fajny i nigdzie nie idziemy - obruszył się.
- Zamkniecie się w końcu? - zapytał lekko podenerwowany rudzielec.
                Zamilkliśmy i patrzyliśmy na niego z wyczekiwaniem.
- Dziękuję - znowu gapił się w telewizor.
                Poczułam jak Edd mną potrząsa i robi minę jakby zobaczył najsłodsze zwierzątko na świecie. Podniosłam jedną brew w geście zapytania. Wskazał na Darkena, który leżał na plecach i poruszał łapką w powietrzu. Rozczuliłam się nad tym widokiem.
- Weź go - wyszeptałam.
- Ale wszystko zepsuję.
- Uwierz mi, że nie.
                  Pokręcił głową i przyniósł królika. Obudził się, ale wydawał się, że w połowie jest w Królestwie Snów. Przednie łapki oparł o mój biust i styknęliśmy się nosami.
- Złącz nogi - rozkazałam Edkowi.
- Po co? - zapytał podejrzliwie.
- Zaufaj mi - mruknęłam.
                Złączył nogi i śpiącego Darkena położyłam w rowku przy złączeniu ud. Zwierzęciu było obojętnie, byleby tylko zasnąć. Przewróciłam go na plecy i zaczęłam głaskać.
- Głaskaj go - szepnęłam brunetowi do ucha.
                 Znowu mnie posłuchał i wspólnymi siłami uśpiliśmy Darke. Teraz leży rozciągnięty po całej długości i razem z chłopakiem rozczulamy się na ten widok.
                   Kevin w całości wciągnął się w oglądanie ulubionego serialu, do spodni ma przypięty łańcuch. Odwróciłam głowę do Edda, przyłożyłam palec wskazujący do ust i tym gestem nakazałam mu milczeć. Z powrotem odwróciłam się do Kevina, jak odpinałam mu łańcuch nawet się nie orientował, że to robię. Końce łańcucha owinęłam na nadgarstkach, spojrzałam na nieosłoniętą szyję rudzielca i przystąpiłam do ataku. Dodatek nałożyłam na jego kark i szarpnęłam do siebie. Na reakcję nie musiałam długo czekać.
- Co ty robisz?! Najpierw chciałaś wrzucić mnie do więzienia, a teraz chcesz mnie zabić - wydusił i próbował się wyswobodzić.
                Przestałam i puściłam go po pięciu sekundach.
- Mogłeś mi pomóc, a nie gapić się na królika - zbulwersowany zwrócił się do Edka.
- O, sorry. Wiedziałem, że nic ci nie zrobi.
               Brązowooki posłał nam wrogie spojrzenie. Łańcuch przypięłam do jego spodni, chyba jest na mnie zły, bo nie odzywa się do mnie.
- Jak jesteś na mnie zły, to z łazienki przynieś mi bandaż i maść, a jak nie jesteś, to przynieś mi maść bandaż i maść.
              Usłyszałam ciche parsknięcie po lewej stronie.
- No Kevin, przepraszam - wymruczałam.
              Odwrócił głowę w przeciwnym kierunku. Wdrapałam się na jego kolana i przytuliłam w szyję.
- Kevin, nie obrażaj się na mnie - powiedziałam smutna.
- Focha strzelił - mruknął Edd.
- No weź, bo ja się obrażę i ty będziesz musiał przepraszać a nie ja.
            Cisza, nawet na mnie nie spojrzy. Staje się psychopatką.
- Kevin, spójrz na mnie - dźgałam go w żebra.
              Po jakimś czasie dźgania chwycił moją dłoń i trzymał w szczelnym uścisku.
- Wścieknij się na mnie, nawrzeszcz, cokolwiek, tylko odzywaj się do mnie - z pięści walnęłam go pod obojczyk.
             Teraz druga dłoń jest unieruchomiona. Zaraz zacznę nosem go smyrać.
- Uspokój się, robi to specjalnie. Nasz rudzielec potrzebuje trochę uwagi, zwłaszcza twojej - powiedział Edzio patrząc na nas niezrozumiałym wzrokiem.
            Mocnej ścisną moje dłonie i nastroszył się.
- Kevin - jęczałam.
- Och, Kevin, głębiej, o tak, o tak, Kevin dawaj - sparodiował mnie brunet, ale jakbym miała orgazm.
- Słyszę, że masz doświadczenie w takich sprawach - uśmiechnęłam się złośliwie. Poczułam, jak Kev się trzęsie ze śmiechu.
- Pocisk - oznajmił rozbawiony.
- Odezwał się - powiedziałam z Edkiem udawanym zdziwieniem.
- Jesteś na mnie zły? - zapytałam ostrożnie.
- Od początku nie byłem - uśmiechnął się łagodnie.
- Osz ty dziadzie, chyba zaraz cię uduszę tym łańcuchem - zaczęłam się szarpać, żeby wydostać ręce.
- No już dobrze - puścił moje ręce i szybko oraz mocno mnie przytulił.
- Wkurzyłeś mnie - mruknęłam obrażonym tonem.
- No wiem, ale ty nie byłaś lepsza - powiedział z małym poczuciem winy.
- Wiecie, co zrobić, żebym poczuł się nieswojo - burknął Edd - Weźcie, bo zaraz na serio będzie: Och, Kevin, głębiej - zaśmiał się.
- Zamknij się - razem popchnęliśmy zboka.
              Oderwaliśmy się od siebie i usiadłam pomiędzy nich. Darken nadal śpi a Edek uśmiecha się.
- Jak wszystko jest już w porządku, to zapierdalaj do łazienki do maść i bandaż dla mnie - z uśmiechem niewiniątka zwróciłam się do ryżego.
- Myślałem, że żartowałaś.
- A to ci dopiero, nie żartowałam - mruknęłam sarkastycznie - Ale serio idź, bo muszę kostkę posmarować.
                Leniwie podniósł się z kanapy i wrócił po jakimś czasie. Posmarowałam kostkę i zawinęłam ją bandażem. Przez następne dwie godziny siedzieliśmy w salonie i się wygłupialiśmy. Chłopaki we dwójkę zanieśli mnie do mojego pokoju i ułożyli na łóżku. Naturalnie ja po środku, Edzio po mojej lewej a Kevin po prawej.
- Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz - rzekł w pewnym momencie brunet.
- Ale my z plemnika jesteśmy - zauważył rudy i zaśmiałam się z jego uwagi.
- Z plemnika powstałeś, w plemnik się obrócisz - dokończyłam i razem wybuchneliśmy śmiechem.
- Ciekawe czy jesteśmy wpadką, czy chcieli nas - zastanowił się Edd.
- Do dzisiaj nie wiem, gdzie mnie rodzice zrobili - oznajmił Kevin, zaśmialiśmy się - Pewnie u babci w mieszkaniu.
- Na pralce - dodał chłopak.
- To wiesz jak powstałem? - zapytał zdziwiony, mnie już bolał brzuch.
- Wolałbym nie, ale pewnie na pralce.
- W Toi-toi-u - dodałam uszczypliwie.
- Urodzili - dokończył piwnooki.
- Dlatego rude włosy - pokładaliśmy się ze śmiechu, a Kevin, no raczej nie.
- To wiecie więcej, o tym jak mnie zrobili, niż ja.
- A jestem od was młodsza o rok, jak żyliście to mnie na tym świecie nie było.
- O, to w kwietniu taką osiemnastkę ci urządzimy - oznajmił rozradowany Kev.
- A Kevin będzie striptizerem - powiedział Edd. Złapałam się za głowę.
- Nie, nic nie mów - przestraszona zatkałam mu usta - Mam bardzo bujną wyobraźnie i jak coś mówisz, to od razu wyobrażam to sobie - czuję się jak po traumie, a oni się śmieją.
 - Jak chcesz zostać striptizerem to zaczynaj brzuch sobie wyrabiać - powiedział, gdy zabrałam rękę z jego ust.
- To, że ty masz, to nie znaczy, że ja mam mieć - burknął.
- Masz kaloryfer? - chyba zaświeciły mi się oczy.
                   Rzuciłam się, żeby zobaczyć jego umięśnienie. Chciałam podwinąć mu koszulkę, ale on ją ściągał w dół.
- Ona mnie rozbiera, Kevin ratuj - krzyczał głosem wyższym o tonację.
- Ale jak? - zapytał się rudowłosy.
- Nie wiem, też ją rozbieraj - zaśmiałam się z naszej scenki.
                 Z płaskiej ręki walnęłam go w dłoń, usłyszeliśmy takie plaśnięcie. Kev zaczął się do mnie dobierać i chciał zdjąć mi koszulkę.
- Uhuhuhu, zaraz mnie zgwałci - początek był bardzo wysoko - Kevin, zróbże coś.
- Właśnie robię, nie widzisz? - broniłam się i jednocześnie próbowałam zobaczyć umięśnienie u Edka.
- Nie, ja tu się bronię przed nią. Jakaś niewyżyta jest - płakałam ze śmiechu.
                  Udało mu się podwinąć mi bluzkę za pępek i widać mój tatuaż.
- U, tatuaż masz - zauważył chłopak.
- Gdzie mi się gapisz? - zapytałam.
- O to samo mogę zapytać - nadal szamoczemy się we dwóch.
- Chcę tylko zobaczyć twoje mięśnie - usprawiedliwiałam się.
                     Rudy zaraz za wysoko podwinie mi bluzkę, zdrową nogą zaczęłam go odpychać.
- Uhuh, ja się tak nie bawię - wypiszczał i natychmiast mnie puścił - Chyba nie będę miał dzieci.
                      Oparłam głowę o brzuch Edzia i trzęsłam się ze śmiechu. Usłyszeliśmy dźwięk spadającego ciała i jęk.
- Ty to masz szczęście - powiedział Edd.
                        Poczułam rękę na mojej łydce i Kevin ściągał mnie na dół.
- Edd, ratuj mnie - złapałam go za rękę.
                         Próbował mnie wciągać, jeden za nogę, drugi za rękę, potem będę jakaś nieproporcjonalna. Gdy prawie spadałam, on bezczelnie mnie puścił i spadłam na Keva.
- Jezusu, zejdź ze mnie - wyjęczał.
- Całe łóżko dla mnie - oznajmił Edek.
               Podniosłam się z brązowookiego i z góry napadłam na rozciągniętego bruneta.
- Mamo - jęknął - Mam zmiażdżone wszystkie organy wewnętrzne.
- Nie jestem taka ciężka - obruszyłam się i przeturlałam obok.
- Masz wystające kości.
- Potwierdzam - powiedział słabo Kevin.
- Jak już jesteś na podłodze, to przynieś nam laptopa - zwrócił się do niego kolorowo włosy.
- Yhym - to chyba znaczy tak - Ale jeszcze trochę tu poleżę.
- Gdyby nie ta kostka, to sama bym poszła - oznajmiłam zirytowana.
- Chyba sam pójdę - oznajmił Edd i podniósł się.
- Aght - jęk bólu, gdy wstaje Edek - Dzięki bracie.
- Jak leżysz na podłodze przy łóżku, to się dziwisz?
               Zbolały rudzielec wdrapał się na łóżko i zajął miejsce po prawej stronie.
- Co cię boli? - zapytałam go.
- Wszystko! Włącznie z nerkami - wyjęczał.
- O już dobrze, dobrze - przytuliłam mu głowę.
- Co oglądamy? - zapytał chłopak z piwnymi oczami, gdy położył się po lewej stronie.
- Nie wiem - powiedziałam przy ziewaniu.
- Wybierz coś - mruknął brązowooki.
- Mi się spać chce - oznajmiłam.
- To śpij, oglądniemy we dwójkę.
- Nie wiem jak to zrobicie, ale ja się nie ruszam stąd.
                Zamknęłam oczy i poczułam jak komputer ląduje mi na nogach. Chłopaki wtulili się we mnie, zrobiło się tak ciepło. Czułam ich miarowe oddychanie, zrobiło się za spokojnie. Żaden się nie wiercił, chyba zasnęli. Odwróciłam głowę do Edka, śpi. Kevin zauważył, że jeszcze walczę z sennością.
- Spać mi się chcę - wyszeptał mi do ucha.
- Odłożysz laptopa?
- Na biurko?
- Nie, na szafkę.
- Dobra.
                Spauzowałam film i wprawiłam laptop w stan uśpienia. Chłopak zabrał komputer z moich nóg i odłożył go na szafkę. Szybko razem zasnęliśmy.
                Jestem wtulona w Keva, tak jak on we mnie. Edzio z moich piersi zrobił sobie poduszkę i śpi szczęśliwy wtulony we mnie i moje krągłości. Chyba jedyna nie śpię, mam ochotę wrzasnąć ,,Wstawać tępe chuje!” , ale się powstrzymałam. Wydostałam swoją kostkę i leżałam wciśnięta między chłopakami. O ludu, jak tu gorąco. Wyciągnęłam rękę i zabrałam laptopa z szafki. Położyłam go w odpowiedniej odległości, zalogowałam się na Skypa i odebrałam połączenie od Emily.
- Ann, miss… - palec wskazujący przyłożyłam do ust, zrozumiała - You - dodała cicho.
                Pisałyśmy, ale nie rozmawiałyśmy, bo nie chciałam obudzić chłopaków. W pewnym momencie Em napisała taki suchar, że cała się trzęsłam ze śmiechu. Obudziłam Edka, nieprzytomny podniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Sorki, z Emi piszę i rozśmieszyła mnie - wyjaśniłam szeptem.
                 Spojrzał na mnie miną typu ,,O czym ty kobieto do mnie mówisz? Jaka Emi?”. Palcem wskazałam na monitor, dziewczyna patrzyła na nas kompletnie nie rozumiejąc, o czym mówimy. Edzio obrócił głowę w kierunku komputera.
- Nawet ładna - mruknął i położył głowę powrotem położył na moich piersiach - Pośpię jeszcze trochę.
- Goodnight - powiedziałam cicho i zaczęłam głaskać go po włosach.
- Nie przestawaj.
                    Przekazałam dla Emily wiadomość od Edda i zaczęła od razu wypytywać się o szczegóły. Pół godziny później obudził się Kevin i podejrzewam, że na dobre.
- Przez niego wszystko mi zdrętwiało, nawet cycki. Chyba spłaszczył mi je o miseczkę - szeptem wyżaliłam się dla rudego.
                    Pożegnałam, się z Emily i spojrzałam na czas w laptopie. Dochodzi dwudziesta, długo się zdrzemnęliśmy. Po chwili obudził się piwnooki.
- Czemu zawsze zasypiamy na tym łóżku? - zapytał po przebudzeniu.
- Może jeszcze poduszki były niewygodne? - zapytałam sarkastycznie.
- One były idealne - uśmiechnął się z miną niewiniątka.
- Musimy się zbierać - oznajmił Kev.
- Odprowadziłabym was do drzwi, ale wiecie, kostka.
- To siema - pożegnał się Edd.
- Siema - mruknęłam.
- Do następnego - powiedział Kevin.
                  Zwlekliśmy się z łóżka, chłopaki poszli na dół a ja do garderoby po bieliznę i koszulę nocną dla siebie, bo chcę się wykąpać. Wzięłam dla siebie niebieski komplet bielizny i ciemno czerwoną lekko przykrótką koszulę. Pokuśtykałam do łazienki na dole, napuściłam gorącej wody i zaczęłam się kąpać.
                   Po umyciu się, wysuszeniu, nałożyłam ubrania i patrzyłam na swoje tatuaże. Po krótkim czasie przestałam i zabrałam się za układanie oraz suszenie włosów. Zadowolona z efektu wyszłam z łazienki i kierowałam się do salonu na kanapę. Gdy wychodziłam z kuchni ktoś zadzwonił do drzwi. Kogo niesie po takiej porze?  Otworzyłam drzwi a tam czwórka wyszczerzonych chłopaków.
- Co wykombinowaliście? - zapytałam i wpuściłam ich do domu.
- Piżama party - wykrzyknął radosny Edzio.
- Co on ćpał? - zapytałam Kevina.
- Sam chcę wiedzieć - mruknął.
- Mamy żarełko - oznajmił David.
- I śpiwory - dołączył Ashton.
- Czyli nocujecie u mnie - mruknęłam.
- Nie cieszysz się? - zapytał smutny Edd, mocno mnie przytulił - No nie smutaj się.
- Człowieku, co ty ćpałeś? - zapytałam skonsternowana.
- Napalił się na nocowanie - powiedział rudy.
- Nie wiem czy akurat na nocowanie się napalił - rzekł Ashton i spojrzał na mnie.
- Nieźle wyglądasz - komplementował mnie Dav.
- Dzięki - zmieszałam się - Trzeba przydzielić wam pokoje. Są trzy wolne łóżka, więc albo ktoś śpi podwójnie, albo w śpiworze.
- Ja śpię z Ann - podniósł się jednakowy krzyk - Nieprawda, bo ja.
               Patrzyłam na ich krzyki i usiadałam na oparcie kanapy. Zażenowana nie wiedziałam, co mam zrobić.
- Załatwmy to po męsku - powiedział David i chwila ciszy - Kamień, papier, nożyce.
              Parsknęłam śmiechem, Kevin na Ashtona a David na Edka. Kev z Ashem cały czas remisowali. W pewnym momencie brunet przyłożył poduszką dla wyszczerzonego Vida, aż się zatoczył. Blondyn wziął poduszkę i oddał dla Edda po drodze uderzając Ashtona. Kevin też dostał i powstała wielka bitwa na poduszki. Wystarczy przykrótka koszula nocna, żeby obudzić dzikusów. Chwila! Stop! To moim przyjaciele i zaraz pozabijają się poduszkami.
- Stop - rozdarłam się. Zatrzymali się w pół ruchu i patrzyli na mnie zdziwieni - Odłóżcie poduszki - położyli je z powrotem na miejsce - Ustawcie się w równym rzędzie przede mną - spełnili moje polecenie - Jedzenie zostawcie w kuchni, zastanowię się, co z wami zrobić
               Po co zakładałam tą koszulę? Dobra, trzeba coś z nimi zrobić. Nie zdążyłam się namyślić, bo zaraz przyszli i patrzyli na mnie wyczekująco.
- Wszyscy chcecie ze mną spać, Jezu, jak to zabrzmiało. Na moim łóżku zmieszczą się góra trzy osoby, możemy przenieść materace i będziemy spać w moim pokoju. Dobra, ze mną śpi Ashton i Kevin - dwójka wymienionych chłopaków uśmiechnęli się tryumfalnie, Edd mało, co się nie popłakał - A ty - zwróciłam się do niego - I tak miałeś, aż za dobrze.
- Idziemy na górę? - zapytał blondyn.
- Materace trzeba zanieść.
- Gdzie one są?
- Zaprowadzę was - wstałam i zaczęłam kuleć w kierunku pokoju gówniarza.
                    David pomógł mi iść, zatrzymałam się w progu, nie chciałam dalej wchodzić, bo jadowity róż na ścianach mocno mnie odrzucał a chłopaki się skrzywili.
- Zabierzcie materac z łóżka, za ścianą jest drugie łóżko z materacem. Zanieście je na górę - Kevin i Edd poszli do drugiego pokoju.
                       Jakoś się przemogłam i weszłam do środka. Ashton z Davidem zaczęli szamotać się z łóżkiem a ja zdejmowałam pościel z kołdry i poduszek. Chłopaki po jakimś czasie skończyli i zostałam sama. Po jakimś czasie skończyłam, wzięłam kołdrę oraz poduszki i szłam w kierunku otwartych drzwi.
- Dżeronimooo - usłyszałam, kiedy szłam.
                       Gdy byłam w drzwiach widziałam jak na materacu pokonują ostatnie stopni i rozpędzeni jechali na segment. Skończyło się na huknięciu i roześmianych chłopakach.
- Warto było - oznajmił Ash.
- Ja chcę jeszcze raz - powiedział Kev.
                     Tak, to normalne. Wzruszyłam ramionami i poszłam do drugiego pokoju. Wlekli materac na szczyt schodów i posyłali mi miny niewiniątka.
- Chodź z nami - zaproponował Edek.
- Jak skończę.
- To skończymy zjeżdżać.
- Na trzeci zjazd się załapię.
- Edek, chodź - ktoś go zawołał.
- Idę - odkrzyknął - Jak nie, to siłą cię zawlekę.
- Dobra, dobra, idź.
                      Krzyk ,,Yolo” i zjazd po schodach, któremu towarzyszą dzikie krzyki i śmiech. Uwielbiam ich za takie akcje. Skończyłam szybciej i obładowana szłam na górę. Rzuciłam wszystko przy łóżku i wróciłam na szczyt schodów.
- To nasz ostatni zjazd, bo dupa już mnie boli - oznajmił Dav.
- Ann na początek - rzucił Kevin.
- Chyba za mocno przydzwoniłeś w segment - władowałam się na koniec.
- Drugi raz był w ścianę - powiedział Ashton dumny z siebie.
                    Edek z Ashem na początek a za nimi rudy z blondynem, ja byłam na końcu.
- Co krzyczymy?
- Za Polskę? - zaproponował Dav.
- Za Polskę - pokiwaliśmy głowami.
- Za Polskę - wspólny wrzask i jazda w dół.
                    Czułam każdy stopnień, wydawaliśmy z siebie dzikie okrzyki. Zjazd skończył się na stłuczce z kwiatkiem.
- Moje gratulacje, miałam tylko jeden kwiatek, który mi nie usechł, ale pobiliście go - powiedziałam ironicznie.
- Zaraz posprzątamy - powiedział zasypany ziemią Edd.
- Spróbujcie nie - mruknęłam i podniosłam się z materacu.
- Gdzie jest miotła? - zapytał Kev.
- W schodach jest schowek, powinniście znaleźć.
                    Brunet wstał i pochylił głowę i zaczął targać swoje włosy. Z głowy sypał się brunatny pył, gdy skończył miał napuszone włosy, śmieliśmy się z jego nowej ,,fryzury’’.
- Czyli mi nie do twarzy - spochmurniał.
- Chodź ze mną - powstrzymywałam się od śmiechu.
                 Ciągnęłam go za rękę i chichrałam się po drodze.
- Gorzko, gorzko, gorzko - skandowali z głupimi uśmiechami.
                    Nie odwracając się do nich pokazałam im skrócony ,,gest Kozakiewicza’’ ( czyli, spierdalaj).
- Za sprzątanie się bierzcie - krzyknęłam, gdy wchodziłam do łazienki - Trzeba ci włosy umyć.
- Ale błoto będę miał - złapał się za głowę.
- Jak ja się za to zabiorę, to nie - powiedziałam rozdrażniona.
- Masz męski szampon?
- Nie, ściągaj koszulkę - ustawiałam odpowiednią temperaturę wody.
- Co? - zapytał szukając drogi ucieczki.
- Chcesz mieć mokrą koszulkę?
- A, nie, już ściągam.
                   Jakie on ma mięśnie na brzuchu. Zawsze będę miała słabość do dobrze umięśnionych brzuchów. Podchodził do mnie lekko zmieszany.
- A widzisz, udało mi się zobaczyć twój brzuch - dźgnęłam go, na co zareagował uśmiechem. - Włosy muszę ci rozczesać.
- Czemu?
- Bo masz poplątane, chyba logiczne?
                   Rozczesałam i dokładnie umyłam oraz spłukałam mu włosy. Dałam mu ręcznik i poszłam na górę. Chłopaki siedzieli już w piżamach i rozmawiali.
- Dam wam pościel i nawleczecie je na kołdrę i poduszki - powiedziałam do nich.
                Pokuśtykałam do garderoby i wzięłam z niej dwa zestawy. Jeden w szare kamienie a drugi w ciemny las, oba zestawy mają nadruk 3D.
                 Wróciłam do łazienki, Edd nakładał górę od piżamy. Ułożyłam mu włosy i wysuszyłam. Gdy wychodziliśmy przeszył mnie ostry ból dochodzący z kostki, usiadłam na pufie, skrzywiłam się i złapałam za kostkę.
- Co jest? - zapytał przestraszony Edek.
- Miałam oszczędzać kostkę, teraz mnie boli - wyjaśniłam.
                 Pochylił się nade mną, lewą rękę położył w zgięciu moich kolan a prawą na moich plecach i uniósł mnie. Złapałam go za szyję i położyłam głowę na jego prawym ramieniu.
- Dziękuję, że mi robisz to dla mnie - powiedziałam poważnym tonem.
- Niby, za co mi dziękujesz?
- Za to, że mi pomagasz.
                  Zatrzymał się w połowie schodów, postawił mnie, położył mi dłonie na biodrach i przytrzymał, żebym się nie wyrwała. Spojrzał mi w oczy dokładnie badając ich barwę.
- Od kiedy dziękujesz za takie drobnostki? - wzruszyłam ramionami - Zawsze będę ci pomagał i cię pocieszać. - mówił poważnie i pocałował mnie w czoło - Wiem, że podobasz się Kevinowi.
- Co? - zapytałam zdziwiona. Szybko mnie chwycił i gnał na górę pokonując po dwa stopnie.
- Przecież nic nie mówiłem - wyszczerzył się.
                Cicho weszliśmy do pokoju i brunet odstawił mnie na ziemię. Nie wiem czy to jest normalny widok. Trzy ganiające się poszwy na kołdrę, które groziły sobie nawzajem.
- Chyba pomyliliśmy domy - powiedział mi do ucha.
- Nie, przecież to Ash, Dav i Kevin. Takich akcji bardziej się po tobie spodziewałam - powiedziałam cicho.
                I właśnie osoba, która nałożyła poszwę w las wbiegła w ścianę.
- O kurwa, ała, ała - słyszeliśmy przytłumiony głos.
               Razem z Edkiem bezgłośnie wyliśmy ze śmiechu, na migi pokazałam Eddowi, żeby szedł za mną, w rękę wzięłam poduszkę a brunet drugą.
- Gdzie Ann z Eddem? - zapytała kamienna pościel.
- Pewnie biorą długą kąpiel razem - odpowiedziała moja czarna pościel z motywem dużego smoka.
             Była przy perkusji, szybko znalazłam się przy niej i zdzieliłam poduszką.
- Co jest, kurwa? - zapytała zdziwiona.
- Edd plecy jej myje - wtrąciła poszwa w las.
                 Chłopak bezszelestnie znalazł się przy niej i zaatakował na głowę. Poszwa znowu spotkała się ze ścianą.
- Po cholerę ta ściana - powiedziała rozdrażniona i zbierała się z niej.
- Lepiej nie wiedzieć, co oni tam robią, chociaż mamy powyżej osiemnastki - oznajmiła kamienna pościel.
              Znalazła się najbliżej mnie, uderzyłam w głowę, a kiedy leciała do przodu podstawiłam jej nogę i przywitała się z podłogą. Stanęłam na plecach jakiegoś chłopaka.
- Jeszcze jakieś teorie macie? - zapytałam głośniej.
              Ktoś pode mną zesztywniał, pozostała dwójka raptownie się zatrzymała przy Edku, który znokautował ich poduszką.
- Mamy mocno przesrane? - padło pytanie pode mną.
- Dostaliście poduszkami.
- To były poduszki? - zdziwiły się pościele.
- Dobra, wyłaźcie z pościeli. Mieliście nałożyć je na kołdrę a nie na siebie.
- Mogłabyś ze mnie zejść?
             Zeszłam i usiadłam na łóżko. Na pierwszy ogień poszła pościel z motywem lasu, pod którą był Ashton i usiadł na materac.
- Wejście smoka - krzyknął radosny Dav i zdjął pościel w smoki.
- Raczej wyjście - poprawił rozczochrany Kevin, który przed chwilą wyszedł.
- Dupą - mruknął Ashton.
               Chłopaki w końcu nawlekli poszewki, złączyli materace i urządzili między sobą zawody, kto głośniej beknie, co skomentowałam, że są obleśni. Potem zarządziliśmy grę w butelkę.
- A co jeśli ktoś nie wykona poleceń? - zapytał Vid.
- To tej osobie unieruchomimy ręce i nogi i będzie musiała słuchać i oglądać Bibera - powiedziałam.
- Ale to i my będziemy cierpieć - wtrącił Edd.
- Przez słuchawki będzie słuchać - wyjaśniłam.
- Jesteś okrutna - jęknął Kevin.
- Dobra, gramy.
                Nie chciałam żadnych zadań, więc zawsze brałam pytania. W pewnym momencie gry Edzio zadał mi takie pytanie:
- Chcesz wrócić do Londynu? Na stałe.
- Tak, jak skończę szkołę to chcę się przeprowadzić - wyznałam szczerze.
- Co? Chłopaki, przeprowadzamy się do Ann - powiedział blondyn.
- Zgadzam się - poparł go Ashton.
- Ja też - wtrącił Kev.
- To mieszkamy u Ann - ucieszył się Edd.
                Patrzyłam na nich zszokowana, oni są skarbem. Uśmiechnęłam się lekko.
- Przecież nie starczy pokoi, ktoś będzie musiał mieć różowy pokój, ktoś jeszcze inny spać w salonie, no i, w jednym łóżku będą musiały spać dwie osoby - podsumowałam.
- Jutro pomyślimy nad szczegółami - uciął David.
                  Pierwszą ofiarą był Kev, bo miał za zadanie zjeść łyżkę cynamonu. Szamotał się i ciężko było go unieruchomić. Po skończeniu tortur wziął mnie na kolana, wtulił się we mnie i kołysał się do przodu. Zażenowana patrzyłam na chłopaków, Ashton chrząknął i zakręcił butelką, gwint pokazywał na moje nogi.
- Pytanie?
- Zaskoczę cię, wyzwanie - zmieszał się lekko, ale zaraz uśmiechnął się chytrze.
- Zgódź się na bycie naszą szefową - patrzyli na mnie z wyczekiwaniem.
- Dobrze - westchnęłam i powstał dziki krzyk radości.
                  Po skończeniu ich wybuchu radości zakręciłam butelką i wypadło na Vida.
- Wyzwanie - oznajmił zanim zdążyłam się odezwać.      
- O, już wiem. Bibułą pofarbuj swoje końcówki.
- Nie umiem.
- Ja ci zrobię i zlituje się nad tobą, bo to będą czarne końcówki a nie pedalsko różowe. Potrzebna mi jest suszarka z łazienki, która jest na dole.
                    Ashton się podniósł i poszedł na dół. Wysupłałam się z uścisku Kevina i podeszłam do biurka, wzięłam czarną bibułę i nożyczki. Wraz z blondynem weszliśmy do WC, w którym jest umywalka. Pocięłam bibułę i wzięłam się do roboty. Na przemian suszyłam mu włosy, moczyłam bibułę i farbowałam. Po czterdziestu pięciu minutach skończyłam i chłopak ma czarne końcówki. Chłopaków gdzieś wywiało, razem z Davidem wyszliśmy z pokoju i znaleźliśmy zguby. Cała moja bibuła była puszczana ze schodów.
- Posprzątajcie to - rzekłam stanowczo z lekką domieszką gniewu.
- O, Ann. Niezła robota - chciał się podlizać Edek.
- Sprzątaj to - powiedziałam twardo.
                    Wróciliśmy do pokoju, skończyli po kwadransie i patrzyli na mnie przepraszająco.
                     Dav, zakręcił butelką i padło na Edzia. Kazano mu umalować się i wbić w moje ciuchy. Nałożył moją spódnicę w szkocką kratkę i artystycznie poszarpaną bluzkę, do tego jeszcze pełno dodatków, buty na obcasie i w całości jest umalowany. Przeszedł między nami kilka razy, nagrywałam wszystko i padaliśmy ze śmiechu.
- Czuję się obdarty ze swojej męskiej godności - skomentował.
                    Płakałam ze śmiechu a chłopakom bolały brzuchy. Po skończonym pokazie mody dla transwestytów szczęśliwy był z swojej piżamie i bez tapety na twarzy. Graliśmy do pierwszej nocy, potem opowiadaliśmy sobie straszne historie i gadaliśmy na różne tematy. Koło czwartej zasnęliśmy, Kevin z Ashtonem oraz ze mną na moim łóżku, a Edd i Vid na materacach, które zostały złączone, gdy rozmawialiśmy.
                     Przecknęłam się, Kev przytula mnie z tyłu a Ashton z przodu. Jest mi stanowczo za gorąco, cała zdrętwiałam i nawet nie mam jak się przewrócić na drugi bok. Cudem nie budząc chłopaków wydostałam się i padłam na pierwszy, lepszy materac. Od razu zostałam przytulona, jak mniemam, przez Davida, ponieważ jest on najbardziej umięśniony z nich wszystkich. Chyba jestem jakąś przytulanką, cały czas mnie przytulają. Zasnęłam po dwóch minutach.
                     Gdy się obudziłam nikogo nie było w pokoju. Ziewnęłam, przeciągnęłam się i z niechęcią wstałam. Zeszłam na dół a chłopaki siedzą w kuchni i coś robią. David przy kuchence, Ashton szuka czegoś po szafkach, Kevin miesza w misce a Edd grzebie w lodówce. Rudy podał miskę dla blondyna, który zaczął robić naleśniki.
- O, naleśniki robicie. Jesteście słodcy - powiedziałam i każdego pocałowałam w policzek.
                 Brunet z szatynem przygotowali stół w jadalni i przyszli do mnie.
- Chcesz zobaczyć pewne zdjęcie? - zapytał mnie kolorowo włosy.
- Dawaj je - uśmiechnęłam się.
                 Kev z Ashem posyłali mu zabójcze spojrzenia a Dav uśmiechał się pod nosem pilnując naleśników. Piwnooki podał mi telefon ze zdjęciem, na którym widać jak rudy obejmuje się z szatynem. Wybuchnęłam śmiechem a przytulająca się dwójka stała zażenowana, wszyscy są potargani i w piżamach. Do nóg podbiegł do mnie czarny królik, wzięłam go na ręce.
- Darken, wczoraj to nie widziałam cię prawie cały dzień, a teraz to łasisz się do mnie? - pogłaskałam go, a Edd podrapał królika za oklapniętymi uszkami.
                  Chłopaki na zmianę smażyli i oglądali telewizję ze mną. Każdy z nas był głodny i czekał tylko na jedzenie, więc nie sililiśmy się na powtórne smażenie i stos pustych placków zajął honorowe miejsce na stole. Bita śmietana, dżem truskawkowy, polewa czekoladowa, jako dodatki, a do picia zimne kakao. Zjadłam z siedem i najedzona rozłożyłam się na krześle. Po ogromnym stosie naleśników został jedynie pusty talerz, naczynia wstawiliśmy do zmywarki i włączyłam odpowiedni program myjący. Po kolei braliśmy prysznic, umyci znaleźliśmy się w salonie.
- Jak macie się wszyscy do mnie przeprowadzić, to trzeba przydzielić wam łóżka. Kto chce spać podwójnie?
- Ja - rozległ się jednakowy wrzask.
- Z kim - zapytałam Edda.
- Z tobą.
- A ty? - skierowałam się do Ashtona.
- Z tobą.
                   Zawsze padała ta sama odpowiedź, a na koniec chłopaki zaczęli krzyczeć na siebie.
- Bosch - skomentowałam cicho do siebie, następnie rozdarłam się - Cisza!
                    Zamilkli i patrzyli na mnie. Wzięłam głębszy oddech.
- Co tydzień będzie zmiana, do końca tego tygodnia ze mną śpi Edek. W sypialni David, w różowym pokoju Kevin - skrzywił się - a w salonie Ashton.
- Bliżej lodówki - skomentował ucieszony.
- Co ci nie pasuje? - zapytałam rudego.
- Różowy pokój.
- Zawsze możesz spać w piwnicy albo na wycieraczce. W różowym pokoju będzie spała osoba, która skończyła tydzień ze mną. Będziecie zmieniać się pokojami.
- A co z moimi rzeczami? - zapytał szatyn.
- Ciuchy mogę wziąć do swojej garderoby, a z resztą rzeczy to dogaduj się z nimi.
- A moje się zmieszczą? - zapytał mnie brunet.
- Mam parę pustych drągów i puste szafki, powinniśmy się zmieścić.
- Jak wszystko ustalone, to idę po swoje rzeczy - wtrącił David.
- To do zobaczenia - powiedzieli i poszli się ubierać.
- Cześć - mruknęłam.
                 Poczułam wibrację w kieszeni, dostałam esa od Leona.
Muszę wykorzystać swoje wolne dni, więc do końca roku butik jest zamknięty. Ty też masz wolne :)
Mógłbyś wpaść do mnie na chwilę?
Jestem niedaleko, za pięć minut postaram się być
                   Chłopaki wyszli i mogłam pocieszyć się ostatni chwilami spokoju i ciszy. Zaczęłam myśleć o Rozalii. Nagle wydała mi się… taka… pusta. Każdy jej temat rozmów zaczynał i kończył się o ciuchach, wyprzedażach, butach, kosmetykach, fryzurach, chłopakach i o Leo. Często narzekała, że nie ma, w co się ubrać, że jest za gruba. Mało, co w depresję nie wpadła, że ma małego pryszcza przykrytego grzywką. Cały wolny czas spędzała na zakupach. O matko, ona jest pusta jak mało, kto. Ta informacja zadziałała lepiej niż wiadro lodowatej wody.
                  Usłyszałam pukanie do drzwi, pewnie Lenny już jest.
- Otwarte - rozdarłam się na cały regulator.
                   Do środka wszedł właściciel butiku i posłał mi uśmiech. Przyszedł do kanapy i pochylił się żeby mnie pocałować, ale położyłam ręce na jego barki i lekko odsunęłam.
- Chciałabym właśnie porozmawiać z tobą o… tym.
                     Usiadł obok oraz patrzył na mnie wyczekująco.
- Ja nie mogę tak. Źle się z tym czuję, nie jestem taka - mówiłam chaotycznie.
- Uspokój się i wtedy mów - wzięłam głębszy oddech.
- Zerwałeś z Rozalią i teraz próbujesz ze mną. A ja tak nie mogę, co z tego, że to moja była przyjaciółka. Nie jestem z takich. Nie chcę żeby to wpłynęło na naszą relację. Może i jestem wredna i mam w dupie to, co myślą inni na mój temat, ale nigdy nie będę bezduszną suką.
-Dobrze, zrozumiałem - słyszałam malutką nutkę goryczy - Jesteś inna.
- E, ogólnie czy od kogoś?
- I to i to - uśmiechnęliśmy się zdawkowanie, do Leonarda przyszedł esemes.
                    Zmarszczył brwi, schował telefon do kieszeni i podniósł się z kanapy.
- Muszę już iść - oznajmił.
- To cześć - pożegnałam się z nim.
:~:~:
                      Chłopaki poszli na zakupy i dorobić klucze, więc wrócą za jakieś dwie godziny. Kostka coraz lepiej się sprawuje i jutro już nie powinna boleć. Znalazłam wygodną pozycję na kanapie, przykryłam się kocem, zaczęłam czytać i powoli się relaksowałam. Raptownie otworzyły się drzwi.
- Ann - słychać płaczliwy wrzask od progu.
                         Odwróciłam głowę i zobaczyłam zapłakanego Alexego. No kurwa, w tym domu nie mam ani chwili dla siebie.
- Zdejmij buty i kurtkę i przyjdź, powiedz, co się stało i przytul do cioci Ann - spróbowałam zażartować.
                             Położył się na kanapie a jego głowa spoczęła na moich kolanach.
- Armin wstydzi się mnie - wychlipał, zaczęłam głaskać go po włosach.
- Co, czemu? - zdziwiłam się.
- Bo jestem gejem. Nie rozmawiamy od dwóch dni - spojrzał na zegarek - Siedemnastu godzin, trzynastu minut i trzydziestu sekund. Ann, ja chcę się zmienić - spojrzał na mnie miną uderzonego szczeniaczka - Chce być hetero, albo chociaż Bi.
- Czemu przyszedłeś z tym do mnie? - ponownie się zdziwiłam.
- Bo wiem, że tylko ty mi pomożesz.
- Alex, bycie gejem nie jest chorobą. Chodź do mojego pokoju - wstaliśmy i na jego plecy narzuciłam koc.
- Ale chcę być hetero - powiedział smutno.
- Tak właściwie to czemu zostałeś gejem? - wchodziliśmy po schodach.
- Nie miałem powodzenia u dziewczyn.
- Oszalałeś? Wiesz ile dziewczyn się w tobie buja?
                    Alexy jest załamany kłótnią z bliźniakiem. Usiedliśmy na moim łóżku i niebiesko włosy przytulił się do mnie.
- Pomóż mi - wyszeptał błagalnie.
- Najpierw się uspokój, bo wychodzi, że ty jesteś babą
- Postaram się.
                    Dopiero po kwadransie w pełni się uspokoił. Lekko musnęłam go w usta, ciężko mi jest całować się na siłę. W Londynie wszystko było łatwiejsze.
- To mój pierwszy pocałunek z dziewczyną - przyznał zakłopotany.
- Musisz chcieć tego, a nie zmuszać się. Możesz robić ze mną co tylko zechcesz - położyłam się na łóżko.
                      Zakłopotany zawisł nade mną i niezdarnie zaczął całować mnie po szyi.
- Śmielej - podniosłam się do pozycji siedzącej.
                       Ujęłam jego twarz w dłonie i patrzyłam mu w oczy. Powoli zbliżał się do mnie, aż nasze usta złączyły się w niepewny pocałunek. Oddawałam każdy jego pocałunek i starałam się wzbudzić między nami namiętność. Gdy go objęłam cały się spiął i zamarł.
- Nic ci nie zrobię - wyszeptałam mu do ucha i lekko przygryzłam płatek ucha.
                         Wsadziłam rękę w jego włosy i wpiłam się w jego usta.
- Rozluźnij się - powiedziałam w krótkiej przerwie między pocałunkami.
                         Po krótkim czasie uzyskałam odpowiedni efekt, rozluźnił się i przestał być niepewny. Stał się zachłanny i odważny. Kiedy lekko rozchyliłam wargi natychmiast do buzi wsunął mi swój język i odbyła się walka o dominację.
- Nie dam rady - przerwał gwałtownie - Ja nie potrafię.
- Wiem, że dasz radę- wsunęłam mu rękę pod koszulkę i zaczęłam jeździć po jego umięśnionym brzuchu.
- C-co ty robisz?- odsunął się trochę.
- Odpręż się i pozwól mi działać- zdjęłam z niego koszulkę i popchnęłam go lekko.
                       Pocałowałam go, ale nadal był spięty, odpuściłam. Zrezygnowany z powrotem nałożył pstrokatą koszulkę.
- Przepraszam, źle się za to zabrałam - powiedziałam lekko spięta i patrzyłam na fałdy w pościeli.
- To nie twoja wina.
- Inaczej - westchnęłam i usiadłam po turecku, niebiesko włosy zrobił to samo - Co takiego jest w 
facetach, czego nie mają dziewczyny. No po za oczywistym - mruknęłam.
- No, są umięśnieni.
- Dziewczyny też mogą. Może mniej, ale zawsze.
- Nie są puści i zagadkowi.
- Czy ja jestem pusta? Albo Violka? Iris?
- No nie- przyznał speszony- Ale wymagacie się wszystkiego domyślać.
- Nie wszystkie. Zazwyczaj to faceci są takimi idiotami, że nie domyślają się oczywistych rzeczy.
- Może rzeczywiście…
- Powiem ci więcej. Chłopaki nie cierpią chodzić na zakupy i nie interesują się modą, a większość dziewczyn tak. Dziewczyny są czułe w przeciwieństwie, do niektórych mężczyzn. Oczywiście zdarzają się wyjątki, jak ja albo ty.
- Nie pomyślałem o tym - popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
- No to w czym problem?
- Ja… sam nie wiem. Nie umiem tego wytłumaczyć - chwilę zastanawiałam się nad kolejnym ruchem.
- Zastanów się i spróbuj mi powiedzieć co mogłoby ci się we mnie spodobać.
- Ale ja…
- Powiedziałam zastanów się. Na początek coś co może ci się podobać w facecie - przyglądał mi się kilka minut.
- Masz śliczne oczy, mają kolor szmaragdów.
- Dobrze. Co dalej?
- Uwielbiam jak się uśmiechasz, chociaż rzadko to robisz.
- Dzięki - mruknęłam odrobinę zawstydzona - Spróbuj porównać różne dziewczyny. - No, ja…- uśmiechnęłam się delikatnie - Dużo lepsze są dziewczyny, które nie malują się jak Amber.
- Amber to klaun, a nie dziewczyna - powiedziałam złośliwie.
- Czasami rozśmieszają mnie wasze złośliwości - powiedział z leciutkim uśmieszkiem.
- Zwróciłeś kiedyś uwagę na figurę? Kobiece kształty mają cię kusić a nie męskie.
- Na pewno nie powinny być kościotrupami - speszył się.
- Coś jeszcze? - zbliżyłam się powoli do niego.
- R-raczej n-nie - zaczął przyglądać się mojemu tatuażowi.
- Na pewno? Nic więcej?- mruknęłam uwodzicielsko.
- Ekm… Twój tatuaż…- powiedział niepewnie.
- Tak?
- J-jest bardzo ciekawy.
- Mam jeszcze jeden, chcesz zobaczyć?
- N-nie koniecznie- zarumienił się odrobinę.
                   Przysunęłam się do niego, opuszkami palców dotknęłam jego dłoni. Ponownie się uśmiechnął, trzymaliśmy się za ręce. Drugą ręką wędrowałam na jego szyję, patrzyliśmy sobie w oczy i stykaliśmy się nosami. Nawet nie drgnęłam w jego kierunku, sam niech zacznie. Odgarnął mi włosy z twarzy i lekko musnął moje usta. Jest duża możliwość, że zostanie hetero. Pocałunki stawały się namiętniejsze, chciałam zobaczyć jak zareaguje i zaczęłam podwijać oraz zdejmować jego koszulkę. On się za to zabrał za moją.
                   Usłyszałam trzaśnięcie drzwi i natychmiast oderwałam się od Lexego.
- Ann, jesteśmy - usłyszałam przytłumiony wrzask Ashtona.
- Szybko, nakładaj bluzkę - rzuciłam jego ubranie i szybko nałożyłam górne odzienie.
                  Sekundę po ubraniu się otworzyły się drzwi i wpadła do nas chmara chłopaków. Posyłali nam ciekawskie spojrzenia.
- Cześć? - zapytał skrępowany różowooki.
- Co tu się stało? - zapytał ozięble Ash.
- Nic - burknęłam.
- To ja może już pójdę - powiedział cicho Alexy i wstał z łóżka.
- Było by najlepiej - powiedział chłodno Edd.
- Jak trafiłeś do jej pokoju, to do wyjścia też trafisz - rzekł oschle Kevin.
- O, patrzcie. Mamy przerośniętego smerfa - powiedział David.
- Papę smerfa zgubiłeś? - zapytał z jadem szatyn.
- Odprowadzę cię - powiedziałam do Alexa i również wstałam z łóżka.
                Ignorując spojrzenia chłopaków zeszłam na dół i pożegnałam się z załamanym bliźniakiem.
- Głupio wyszło, masz spore szanse na zmianę orientacji. Przepraszam cię za nich - pocieszyłam go i zamknęłam za nim drzwi.
                 Wściekła pognałam na górę i weszłam do swojego pokoju.
- Co to miało być do cholery?! - naskoczyłam na nich, nie dałam im wtrącić ani słowa - Po pierwsze, to jest mój dom. Po drugie, mogę robić co chcę i z kim chcę. Po trzecie Alexy był moim gościem. Po czwarte, Alexy jest gejem!
                     Zmieszali się i zrobiło im się głupio.
- Kretyni - skomentowałam oburzona, otworzyłam drzwi na oścież - Wynocha - warknęłam i rzucałam im wściekłe spojrzenia.
- Ann, przepraszam - wyjęczał Edd.
- Wynoście się - krzyknęłam wściekła.
                     Trzasnęłam za nimi drzwiami i zamknęłam na klucz.
~*~
                      Jestem sama w domu, ponieważ chłopaki wyszli wcześniej na swoje imprezy i właśnie szykuję się do jakiegoś klubu, żeby świętować nowy rok. Kostka przeszła mi całkowicie a z chłopakami pogodziłam się jeszcze tego samego dnia. Nałożyłam cholernie wysokie szpilki, obcisła spódnicę do jednej trzeciej ud a zamiast bluzki obcisłą kamizelką przed pępek. Usta pomalowałam szminką, którą łaskawie przyjęłam od Kastiela w Wigilię klasową. Oczy podkreśliłam czarną kredką oraz szarym cieniem. Włosy napuszyłam i jakoś ułożyłam. Nie mam żadnych kieszeni, więc jestem zmuszona chować telefon do biustonosza a klucze schowam pod wycieraczką, albo gdzieś indziej.
                  Nałożyłam długi płaszcz, zamknęłam dom i zamówiłam taksówkę. Kierowca zawiózł mnie pod podany przeze mnie adres i teraz stoję przy schodach prowadzących do klubu Maska. Zeszłam na dół, oddałam płaszcz do szatni i dostałam numer wieszaka 666.  Słychać przytłumioną muzykę, przeszłam się przez korytarz, przy jednych z drzwi stoi ochroniarz a reszta drzwi jest bez obstawy. Jakoś nie mam ochoty tańczyć a do toalety nie mam potrzeby, więc weszłam w trzecie drzwi. Okazało się, że trafiłam do przytulnego pubu, przy barze było pełno chłopaków a zza ścian dobiera tłumiona muzyka. Są też stoliki z krzesłami, zauważyłam parę kanap, na których liżą się pary, bo całowaniem się tego nie nazwie. Kątem oka zauważyłam stoły bilardowe. Zobaczyłam znajome kudły za barem.
- Ruchałbym - usłyszałam uwagę skierowaną na moją osobę, przez jakiegoś odpychającego chłopaka.
- Chyba kozę - powiedziałam do niego i szłam dalej. Jego kumple zaczęli rechotać.
                   Barman na chwilę odwrócił twarz w moim kierunku, ale zaraz znowu pokazał się tyłem. Stanęłam naprzeciw chłopaka, to David. Dorabia jako barman? Nic nam o tym nie mówił.
- David? - zapytałam zdziwiona.
- Ann? - o mało nie opuścił szejkera.
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam mało inteligentnie.
- Niemożliwe, ale pracuję tutaj.
                  Usiadłam na wolny stołek a chłopak nalał drinka.
- Nic nie mówiłeś, że masz pracę - zauważyłam.
- Tak jakoś wyszło - mruknął - Na początku cię nie poznałem.
- Bo taka pusta?
- Inaczej wyglądasz.
- Za ile kończysz?
- Za jakieś półtorej godziny, w domu będę późno - zrobił mi lekkiego drinka - Na mój koszt.
- Dzięki - uśmiechnęłam się.
- Spoko.
- Długo tu już pracujesz?
- Z dwa tygodnie - zastanowił się.
- Barman - ktoś go wołał.
- Idę - krzyknął.
- Nie będę ci przeszkadzać - pożegnałam się z nim.
                      Wzięłam drinka ze sobą i poszłam w kierunki stołów. Przy jednym stole grała dwójka chłopaków i przyglądała im się czerwono włosa dziewczynka, która czasami rzucała jakieś uwagi. Oparłam się obok dziewczyny i patrzyłam jak białowłosy chłopak wbija zieloną bilę do łuzy.
- Jestem Jenny Wayne - bezuczuciowo przedstawiła się i posłała mi krótkie spojrzenie.
- Ann, jedyne co musisz wiedzieć - powiedziałam trzymając dystans.
                     Brunet grający z białowłosym chłopakiem patrzył na mnie zagadkowym wzrokiem. Łypnęłam na niego zielonymi ślepiami i uśmiechnęłam się do niego odważnie oraz z małą domieszką szatańskiego uśmiechu.
- Jestem Matt - powiedział mi cicho do ucha, osaczając mnie i niebezpiecznie blisko mojej twarzy trzymał swoją.
- Dick - oznajmił ciemnowłosy i odciągnął ode mnie Matta.
- Poradziłabym sobie - zwróciłam się do Dicka.
- Matt teraz nie da ci spokoju - znudzonym głosem powiedziała do mnie Jen.
- Bo? Typ podrywacza? - skinęła głową.
          Ma na sobie czarną, obcisłą sukienkę a długie włosy podpięła dość duża spinką, która jest w kształcie sześciokąta a w środku ma gwiazdę sześciu ramienną przeciętą na pół pionową kreską. Białowłosy jest ubrany w czarne spodnie i szary T-shirt a na szyi połyskuje mu biały wisiorek w takim samym kształcie jak spinka Jenny. U Dicka natomiast ten sam kształt znajduje się na czarnych trampkach. Zmarszczyłam brwi, to wszystko jest podejrzane.
- Zagramy we dwie? - odezwała się do mnie.
- Dawno nie grałam, ale mogę spróbować - mruknęłam.
- Mogę cię nauczyć grać - podłapał naszą rozmowę Matt, który wyciągał się do białej bili i posłał mi uwodzicielski uśmiech.
                     ,,Pierdol się’’ - cisnęło mi się na język, ale powstrzymałam się.
- Zajmij się grą, bo Dick cię ogrywa - warknęłam do niego.
                     W Jen zauważyłam swój charakter, złośliwa i wredna dla innych, często rzuca sarkastyczne uwagi, inne osoby (nie licząc mnie, Dicka i Matta) obdarowuje pogardliwym spojrzeniem. Tylko jest bardziej wybuchowa niż ja. Nieźle opieprzyła chłopaków, którzy przeszkadzali jej, gdy starała się skupić przy wbijaniu bili do łuzy i przez nich nie trafiła. Spora liczba chłopaków, głownie chłopaków, przyglądała się naszej grze. W pewnym momencie gry poczułam czyjąś rękę na moim udzie, która przesuwała się ku górze.
- Spieprzaj z tą łapą, albo wyrwę ci ją i dam się nimi pobawić - warknęłam ostrzegawczo i spojrzałam w czerwone tęczówki Matta.
- Potem z tobą zagram, jak wygram to będziesz moja - uśmiechnął się podstępnie.
- Jak ja wygram, to nie zbliżaj się do mnie, albo zrobię z ciebie ludzkiego szaszłyka. Domyśl się gdzie wsadzę ci kij.
                     Wściekła odwróciłam się do Jenny i uderzyłam w najbliższą bilę.
- Wygrasz, bo ten kretyn wkurwił mnie - powiedziałam do niej ponuro - Przeleciałby wszystko co się rusza - parsknęła śmiechem.
- A żebyś wiedziała - teraz to ja parsknęłam.
                       Przez swoją złość na białowłosego przegrałam o dwie bile.
- Mówiłam, że wygrasz - mruknęłam niezadowolona z siebie.
- Zwykły fart - powiedziała do mnie.
- Dobra, chodź zagrać - burknęłam do Matta.
- Świetna gra, chcesz coś do picia?  - zapytał mnie przystojny brunet - Jestem Julian - przedstawił się i posłał mi uroczy i przepraszający uśmiech.
- Król Julian? - zapytałam rozbawiona - Ann.
- Dla ciebie mogę być królem - o, ma dołeczki jak się uśmiecha.
                      Następnie powiedział głosem zbliżonym do głosu Juliana w Pingwinach z Madagaskaru.
- Onga, bonga. Laski lubią pstrąga - zakołysał biodrami.
                       Roześmiałam się z niego.
- Dobra Julka, idź po coś mi do picia - popchnęłam go w kierunku baru, za którego bacznie obserwuje mnie David.
                       Przeniosłam wzrok na Matta i zrzedła mi mina.
- Rozbijaj - powiedziałam do niego.
- Razem z Dickiem idę usiąść - oznajmiła nam Jen.
                        Po dwóch minutach przyszedł do mnie Julian z kolorowymi drinkami w dłoni. Coś mi nie pasuje w naszej rozgrywce. Matt chyba przestawia bile, robi to wtedy, gdy rozmawiam z brunetem. Zawsze, gdy mam uderzać badawczym wzrokiem obrzucam białowłosego, często mnie szturcha żebym tylko trafiła i wbiła jego całe bile. Nachyliłam się i czekałam, aż podejdzie do mnie, żeby mnie szturchać. Kiedy był wystarczająco blisko odsunęłam nogę do tyłu i cały ciężar ciała umieściłam na obcasie, który wbiłam w biały nos jego trampków.
- O kurwa, zejdź mi z buta - wył w agonii.
- Więcej mnie nie szturchaj - warczałam i mocniej wbiłam cienki obcas.
- Dobra, zejdź - o mało nie piszczał.
                      Łaskawie zabrałam swoją nogę i wbiłam trzy swoje połówki pod rząd. Z Julem bardzo dobra się dogaduje, wymieniliśmy swoje numery. W tym momencie dostałam esa, wyciągnęłam telefon ze stanika.
- Kasę też tam trzymasz? - zapytał rozbawiony. Lekko odchyliłam stanik i sprawdziłam, czy mam kasę.
- Tak, tylko mi nie sprawdzaj - przycisnęłam ręce do biustu.
- Może kiedyś - mruknął, przeczytałam esa od Davida.
On oszukuje, przestawia bile jak nie widzisz.
- Sugerujesz mi coś? - zapytałam z śmiałym uśmiechem.
Kapnęłam się, ale i tak dzięki. Nie powinieneś pracować, a nie gapić się na mnie? ;P
- Niewykluczone - spojrzałam na Davida, który posyła mi minę niewiniątka.
                       Poczułam usta Juliana, odwzajemniłam pocałunek. Trzymałam go za głowę a on ułożył swoje ręce na moich biodrach.
- Twoja kolej - burknął do mnie Matt, brutalnie przerywając nam nasz moment.
                         Brunet dostał esemes, z którego się skrzywił niezadowolony trochę wściekły.
- Kurwa - mruknął zły.
- Co jest? - zapytałam z uniesioną brwią.
- Muszę iść - odparł.
- To cześć Julka - powiedziałam złośliwie.
                        Chciałam odbiec od niego, ale złapał mnie w talii i pocałował w policzek.
- Pa, mam twój numer. Umówimy się kiedyś - pocałował mnie i poszedł w kierunku wyjścia.
                          Znowu bile są poprzestawiane, kretyn. Na spokojnie uderzyłam w bilę, która miała wlecieć do łuzy, ale coś ją zblokowało i nie wpadła. Co jest kurwa?
- Oszukujesz - wysyczałam w furii.
                        Podeszłam do niego, spojrzał na mnie zdziwiony i lekko przestraszony.
- Ty tępa dziwko! Widziałam jak przestawiasz bile - uderzyłam go z liścia - Ale dla mnie to nie sprawiało problemów. Wiedziałam, że jesteś pojebany, ale do tego stopnia? - z kolanka kopnęłam go w brzuch - Następnym razem odechce ci się oszukiwać - dostał w splot słoneczny - Jeszcze kiedyś mi, kurwa, spróbuj zrobić taką akcję, to cię tępym nożem wykastruję!
                         Tak się wkurzyłam, że Dick zaczął mnie odciągać od Matta. Kątem oka zauważyłam czerwono włosego chłopaka, który na zmianę całował się z blondynkami. To chyba Kastiel. Dick patrzył na Matta rozbawiony a Jenny uśmiechała się okrutnie.
- No to my przypieprzyłaś. Nawet ja się na niego tak nie wściekłam, a znam go znacznie dłużej - powiedziała do mnie Jenny.
- Wkurzył mnie - powiedziałam tonem obrażonego dziecka. - Z tobą nie gram, masz się do mnie nie zbliżać - zła warknęłam do Matta.
- Zagramy teraz uczciwie? - zapytał szczerze.
- Spieprzaj - burknęłam.
                       Dick parsknął śmiechem, ale zamilkł pod wzrokiem Jen.
- Cholera, musimy się zbierać - oznajmił brunet.
- Ile jeszcze? - zapytał Matt.
- Dwie minuty.
- Ann, my będziemy się zbierać - powiedziała Jenny.
- To siemka, miło było - pożegnałam się.
                      Gdy dokańczałam drinka przyszedł do mnie Kastiel. Jezu, jeszcze jego tu brakowało.
- Miło było z blondynami? - zapytałam sarkastycznie. Zignorował mnie i zadał własne pytanie:
- Który drink?
- Szczerze? - kiwnął głową - Drugi.
- Nie dociągniesz do końca piątego najmocniejszego drinka - parsknął.
- Zobaczymy - mruknęłam.
- No to chodź - szedł do baru.
                      Usiadłam na wysiedzianym stołku plecami opierając się o ścianę i odważnie patrzyłam na zadowolonego Kasa.
- Pięć najmocniejszych - rzucił do Dava, który dziwnie na mnie spojrzał. - Schlasz się kompletnie - zwrócił się do mnie.
                     Parsknęłam ironicznym śmiechem. W piciu nie mogłam pokonać Kougami i Wallego, więc piątka drinków nic mi nie zrobi.
- Nie jestem tobą - odgryzłam się.
- To ty tak się darłaś? - zaczynam pić drugiego drinka.
- Taa, wkurwił mnie dziad jeden - mruknęłam.
- Po tej serii przekleństw wiedziałem, że to ty - uśmiechnął się złośliwie.
- Kastiel - wyjęczała jakaś blondynka.
                   Wywróciłam oczami, odwróciłam się plecami do niej i patrzyłam na kolorowe drinki kończąc pić drugiego. Gdy ponownie spojrzałam na blondynkę zobaczyłam dwie tak samo ubrane. Ze zmarszczonymi brwiami patrzyłam to na drinki, to na dziewczyny. Kast wyraźnie rozbawiony patrzył na moją reakcję.
- Kurwa, przecież nie wypiłam tyle, żeby widzieć podwójnie. Chyba aż tak się nie osłabiłam - po angielsku mamrotałam do siebie i podejrzliwie patrzyłam na drinki. W pewnym momencie Kas wybuchnął śmiechem. - Nie śmiej się kretynie, ja tu mam problem. Widzę podwójnie - warknęłam do niego a ten o mało nie spadł z stołka.
- Ann, to bliźniaczki - do ucha powiedział mi blondyn za barem.
- Kurwa - oparłam czoło o swoją dłoń a rękę na blat i zaczęłam się bezgłośnie śmiać - Sorry Kas.
- Ja chcę jeszcze - mruczała jedna z bliźniaczek.
- Idźcie sobie - warknął do nich.
                      Sącząc trzeciego drinka patrzyłam na zirytowanego Kastiela i błagające bliźniaczki.
- Ale dacie mi spokój?
- Tak - powiedziały razem.
- Ann, wybacz. Obowiązki wzywają - zwrócił się do mnie i wstał z stołka.
- Obowiązki żigolaka? - zapytałam złośliwie.
                       Posłał mi dziwne spojrzenie i poszedł z bliźniaczkami.
- Ale żeś walnęła scenkę z bliźniaczkami - powiedział David i śmiał się ze mnie.
- Też byś tak zrobił na moim miejscu - mruknęłam urażona.
- Chyba nie.
- Dobra, klientami się zajmij. - skończyłam pić trzeciego drinka i zaczęłam pić czwartego. Jeszcze ten i następny i skończę.
- Nikodem może się zająć tą garstką a ja mogę zagrać z tobą w bilard - uśmiechnął się.
- Możemy - powiedziałam.
- Tylko nie załatw mnie jak tamtego chłopaka.
- A będziesz oszukiwać? Czekaj, obserwujesz mnie? - obrzuciłam go badawczym spojrzeniem.
- Nie i może - zmieszał się.
- Długo mam na ciebie czekać? - wstałam ze stołka.
- Już. Nikodem! - zwrócił się do drugiego barmana.
- Co? - zapytał szatyn.
- Zajmiesz się barem? Zagram rundkę i wracam - Nik przeniósł na mnie wzrok.
- Spoko - mruknął.
                        Szłam do wolnego stołu z drinkiem w ręce a przy mnie Dav również z drinkiem w ręce, ale moim.
- Serio tyle wypijesz? - zapytał się mnie patrząc w ciecz.
- Bez problemu, tylko później będę latać do łazienki co pięć minut - powiedziałam biorąc kij i końcówkę nacierałam kredą.
                 Jak skończyliśmy nacierać swoje kije David ustawiał bile w trójkącie a ja szybkimi haustami wypijałam pozostałe drinki. Rozbiłam bile i czekałam na swój ruch kończąc przy tym ostatniego drinka, a Kasta nadal nie ma. Po jakimś czasie gry Dav zaczął mnie szturchać i łaskotać tylko po to, żeby mnie zdenerwować.
- Nie wkurwiaj - mruczałam rozdrażniona, gdy próbowałam skupić się na trafieniu w swoją bilę.
                  Nie podziałało, nadal mnie zaczepiał. Ale zaraz go kijem zdzielę. Odwróciłam się i czubkiem kija odsuwałam blondyna.
- Nie łaskocz mnie, bo Kevin przez to mało co w więzieniu nie skończył - wybałuszył na mnie oczy.
- Jak to? - zapytał zdziwiony.
                   Odwróciłam się od niego i uderzyłam w swoją bilę, którą wbiłam.
- Nocował u mnie, rano chciał mnie łaskotać - szłam do innej bili - Zagroziłam mu, że jak zacznie mnie łaskotać to wylecę na podwórko z wrzaskiem, że on chce mnie zgwałcić - nie trafiłam do łuzy, parę centymetrów. Dav podszedł do stołu i patrzył gdzie może uderzyć - Nie żartowałam, przesłuchiwali nas i rudy o mało co nie trafił na jedenaście lat. A, po komisariacie chodził w samych bokserkach - zaśmiałam się.
- Jesteś niemożliwa - uśmiechnął się.
                      Gdy uderzał dźgnęłam go w bok przez co nie trafił.
- Ale zaraz cię dźgnę - podchodził do mnie z psychopatycznym uśmiechem.
- Dav, nie rób głupot, bo skończysz tak jak Kevin - zagroziłam.
- Nik załatwi mi alibi, po za tym jesteś pijana, nikt ci nie uwierzy - powiedział bardzo pewny siebie.
- Nie jestem pijana. To chyba normalne, że piję w klubie.
- Nie, jeśli nie masz osiemnastu lat.
- Kurwa, rzeczywiście. Sprzedałaś mi alkohol bez prośby o dowód - wytknęłam.
- Nic ci nie sprzedałem. Pierwszy drink był na mój koszt, mogłem go dać każdej dziewczynie. A tamte pięć kupił czerwony idiota.
- Mogę cię oskarżyć o upicie nieletniej - uśmiechnęłam się pewna siebie.
- Nic mi nie zrobią, a ty tylko narobisz sobie problemów - ponownie zaczął zbliżać się do mnie.
                        Ma rację, jestem na straconej pozycji. Muszę szybko coś wymyślić.
- David przestań…
- A co mi zrobisz? - patrzył na mnie z lekkim zaciekawieniem.
- Pozbawię cię możliwości bycia ojcem - zaśmiał się.
                       Trafiłam na opór jakim jest stół, chłopak szedł ciesząc się, że nie mam drogi ucieczki. Odchylałam się do tyłu, aż leżałam na stole. Blondyn niebezpiecznie blisko pochylał się nade mną.
- C-co ty robisz? - byłam zszokowana jego zachowaniem.
                       Pocałował mnie w szyję, czym kompletnie mnie zaskoczył. Z szyi przenosił się w kierunku ust. Kiedy pocałował mnie w usta lekko nimi drgnęłam, powtórzył i podniósł się po czym uśmiechnął się szelmowsko.
- Jesteś czerwona - zaśmiał się - I chyba zrobiłem ci malinkę.
- Pieprz się - mruknęłam trochę zła odzyskując rezon.
- Z tobą? - zapytał i uśmiechnął się zboczono.
- Jebany debil.
                      Zrobiłam naburmuszoną minę.
- Nie bocz się - uszczypnął przez podskoczyłam - Gramy?
- Dobra - mruknęłam i poszłam do naszego stołu.
~D~
                        Co jakiś czas pochodziłem do Ann, przytulałem ją i całowałem w szyję.
- Będziesz grać, czy kleić się do mnie? - zapytała lekko poirytowana.
- Wolę kleić się do ciebie - wymruczałem jej do ucha.
- Jak nie grasz to idź pracować - odłożyła kije.
                      Chciała coś powiedzieć, ale pocałunkiem zamknąłem jej usta.
- Idź pracować - powiedziała w krótkiej przerwie. - Spadaj - lekko odepchnęła mnie z uśmiechem. Zaśmiałem się.
- Po pracy idę na inną imprezę, więc będę koło szóstej nad ranem - oznajmiłem.
- Wiem, mówiłeś.
- Idę.
                         Wróciłem za bar i od razu zagadał mnie Nikodem.
- Ma wzięcie, co? - chyba mówi o Ann.
- Nawet, zdziwię cię. Na razie nie ma chłopaka - nalałem komuś piwa.
- Ledwo weszła i od razu kręcą się przy niej.
- Najbardziej wkurwił mnie ten czarny - powiedziałem do niego.
- Julian?
- Skąd go znasz? - zapytałem podejrzliwie.
- To mój młodszy brat - wybałuszyłem oczy na niego.
- Sorki - powiedziałem zmieszany.
- Spoko, też go nie lubię - zaśmieliśmy się.
                        Do Ann przyszedł ten przerośnięty muchomor.
- Ale ty wiesz, że skończyłeś już pracę?
- Serio? - zdziwiłem się.
- Tak, jutro na osiemnastą masz. Chyba dasz radę wyleczyć kaca.
- Zobaczymy - nałożyłem kurtkę - Siema.
- Siema.
                         Poszedłem do Ann, która drwiła z czerwono włosego.
- Skończyłem pracę, do zobaczenia o szóstej - krótko pocałowałem ją w usta i posłałem wrogie spojrzenie jej koledze, który od razu je podłapał.
- Siema - mruknęła - Jutro będę specjalnie głośno mówiła - uśmiechnęła się psychopatycznie.
- Nie bądź okrutna - jęknąłem.
- Taka już jestem, sam chciałeś ze mną mieszkać - tamten chłopak od razu zabiłby mnie na miejscu.
- I chyba zacznę tego żałować, lecę.
~A~
- Przyjemnie było? - niespodziewanie zapytał mnie Kastiel. O mało nie podskoczyłam.
- Mogę o to samo zapytać.
- Strasznie śliniły - skrzywił się.
- O jejku, tak mi przykro, że aż wcale - powiedziałam z udawanym współczuciem.
- Pewnie nie dałaś rady wypić drinków - uśmiechnął się zwycięsko.
- Wypiłam - mruknęłam.
- Co? I nie jesteś pijana? - zdziwił się.
- Nie, a to ci dopiero. Nie tańczę kankana na stole i nie zachowuję się jak ty - ostatnie dodałam złośliwie.
- Ale i tak nie wygrasz za mną - podrzucał czarną ósemkę.
- A tu się zdziwisz.
                       Poczułam czyjąś dłoń na talii.
- Skończyłem pracę, do zobaczenia o szóstej - oznajmił David i krótko pocałował mnie w usta. Poczułam się niezręcznie.
- Siema - mruknęłam - Jutro będę specjalnie głośno mówiła - uśmiechnęłam się psychopatycznie.
- Nie bądź okrutna - jęknął.
- Taka już jestem, sam chciałeś ze mną mieszkać - z miną niewiniątka wzruszyłam ramionami.
- I chyba zacznę tego żałować, lecę.
                  Kastiel oczywiście naburmuszył się. Co takiego Amber w nim widzi? Mniejsza z tym.
- Grasz? - zapytałam go. Spojrzał na mnie spod byka.
- Dobra - burknął.
- Ogarnij się, za pięć minut wracam. Masz byś w miarę normalny - zostawiłam go samego i poszłam do łazienki.
                     Jak się staje jeszcze gorszą babą w ciąży jest nie do wytrzymania. W łazience znajduję się sama. Zmazali mi całą szminkę, z prawej miseczki wyciągnęłam szminkę i pomalowałam usta. Głębiej przyjrzałam się swojemu odbiciu. Wyglądam jak pusta lalka, która daje każdemu. Spuściłam głowę i patrzyłam w biel umywalki. Otworzyły się drzwi i słychać stukot obcasów.
- Amber, jesteś pewna, że tutaj nikogo nie ma? - zapytał męski głos.
- Tak, chodź już.
                      Bezszelestnie odsunęłam się w kąt łazienki bacznie obserwując odbicie w lustrze. Mignęła mi natapirowana fryzura blond dziewczyny i twarz Amber. W sumie, to, czego ja się po niej spodziewałam?
- Nawet nie sprawdziłaś.
- Avan, do cholery, uspokój się i chodź.
                      W lustrze zobaczyłam twarz Avana, tak, tego Avana. Kumpla Dajana. Oczy o mało nie wypadły mi z orbit i potoczyły się po kafelkach. Trzask zamykanych drzwi od kabiny wyrwał mnie ze stanu szoku. Zrobić ośmieszające zdjęcie Amber, czy też nie? Pochyliłam się do przodu. Z drugiej strony, to, co tam zobaczę może wywołać u mnie tramę do końca życia.
- Ssij mocniej - to przeważyło.
                       Chodząc palcach weszłam do kabiny nich. Wzięłam cichy, ale głęboki oddech. Z lewej miseczki stanika wyciągnęłam telefon. Weszłam na klapę od sedesu, włączyłam aparat i zamarłam, bo usłyszałam jęk rozkoszy. Teraz albo nigdy, wystawiłam trochę telefon i uchwyciłam moment, gdy Amber robi laskę. Schowałam telefon i usiadałam na klapę. Jestem okropna, żeby posuwać się do tego stopnia? Drugie zdjęcie zrobiłam, gdy ona miała orgazm. Kiedy wychodziłam zaśmiałam się okrutnie.
- Trochę cię nie było - zauważył Kastiel, kiedy stałam przy nim.
- Miałam niezłą akcję w łazience - uśmiechnęłam się szatańsko.
                       Znalazłam zdjęcia Amber i pokazałam je Kastowi.
- O kurwa - wyrwało mu się.
- No nie wiedziałam - powiedziałam sarkastycznie.
                        Oba zdjęcia znalazły się w MMS z dopiską ,,Ciekawe ile mu zapłaciła? Praca po godzinach. Ach, przepraszam. Czynne całą dobę. PS Podaj dalej :)”. Wysłałam to do każdej osoby ze szkoły, oprócz Avana, a do Amber nie mam numeru.
                     Czerwono włosy dostał SMS, skrzywił się a potem zaśmiał.
- Jesteś okrutna - powiedział do mnie.
- Powiesz mi coś, czego nie wiem? - spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam, tak… naturalnie.
                       Obrzucił mnie dziwnym wzrokiem.
- Nie jesteś taka brzydka.
- Dzięki, to chyba najmilsza rzecz, jaką mi powiedziałeś na temat mojego wyglądu.
- Gramy? - zmienił temat.
- Spoko - mruknęłam i wzięłam kij do ręki. Na końcówce zaczęłam kruszyć kredę.
- Na zakład - wypalił z szatańskim uśmiechem.
- Przekonałeś mnie, mów dalej - uśmiechnęłam się odważnie.
- Jak ja wygram, to przeprowadzasz się do mnie na miesiąc - wciągnęłam powietrze do płuc i po sekundzie wypuściłam je.
- A jak ja wygram, to przez miesiąc będziesz miły dla Nataniela i grzecznie podpisywał usprawiedliwienia - posłałam mu okrutny uśmiech.
- Zgoda - podaliśmy sobie dłonie.
                             Ustawiałam bile w trójkącie, gdy odezwał się do mnie Kastiel.
- To już pakuj walizki - uśmiechnął się szelmowsko i odłożył kredę.
- Zobaczymy, jak przegram to wymyślę jeszcze gorszy zakład - wzruszyłam ramionami.
                     Ostrożnie i przemyślanie robiliśmy swoje ruchy. Ja miałam całe a Kast połówki, wyprzedzałam go o trzy bile. W pewnym momencie o mało nie dostałam zawału, kiedy moja czerwona bila uderzyła w czarną, która zatrzymała się na krawędzi. Kastiel patrzył wyczekująco a ja za wcześnie odetchnęłam z ulgą. Czarna ósemka wpadł do łuzy. Przegrałam. Chłopak uśmiechnął się tryumfalnie. Stoję jak zamurowana i tępym wzrokiem patrzę się w jeden, nieruchomy punkt nad głową czerwono włosego.
- Fuck - powiedziałam bezgłośnie.
- Mówiłem, że wygram - uśmiechnął się bezczelnie.
- Ostatnia gra i ostatni zakład - gorzko spojrzałam w jego czekoladowe oczy.
- Mało się ośmieszyłaś? - zapytał kpiąco.
- Ostatnia gra i ostatni zakład - powtórzyłam wolno i z naciskiem na słowa ,,ostatnia’’ i ,,ostatni”.
- I tak wygram, ale okej.
- Jeżeli ja wygram to będziesz musiał mi gotować, codziennie sprzątać dom - uśmiechnęłam się szatańsko - I będziesz musiał rozjaśnić włosy na blond, przez cały miesiąc chodzić z Amber i będziesz musiał ubierać się na różowo.
                    Spojrzał na mnie z odrazą. Jestem wredna.
- Zgoda - uśmiechnął się tajemniczo - Jeżeli ja wygram to ty będziesz musiała dla mnie gotować, sprzątać, rozjaśnić włosy, chodzić na różowo i przyjaźnić się z Amber.
- Nie mam różowych ubrań - mruknęłam.
- Kupię ci - oznajmił.
- Nie chcę być zależna od twoich pieniędzy.
- Potraktuj to, jako pożyczkę bezzwrotną
                  O matko, to jest zakład, od którego zależy moje przyszłe życie. Wyciągnęłam telefon ze stanika.
- Jakbyś potrzebowała pomocy przy wsadzaniu go z powrotem. Do usług.
- Nie ma takiej potrzeby - mruknęłam i włączyłam dyktafon - Powtórz nasz zakład.
                Podetknęłam telefon bliżej jego twarzy.
- Jeżeli przegram to będę musiał gotować dla ciebie, sprzątać dom, przefarbować się na blond, ubierać się cały na różowo i przez cały miesiąc chodzić z Amber, ale tak się nie stanie - dodał z wrednym uśmiechem.
                 Teraz muszę przypomnieć sobie jego słabe punkty. Zawsze trochę mu nie szło jak przy mnie kręcił się jakiś chłopak. A więc, bingo! Wystarczy, że będę wkurwiać Kastiela. Przez całą grę flirtowałam z takim jednym Emilem. Dla Kasta gra szła o wiele gorzej, więc wygrywałam. Swój sukces zwieńczyłam prawidłowym wbiciem czarnej ósemki.
- Ha! Wygrałam! - ucieszyłam się.
                    Ten tylko burczał coś tam pod nosem. Zbyłam Emila i nabijałam się z Kastiela.
- Zaraz przyjdę, drinki - oznajmiłam i kierowałam się w kierunku łazienki.
                    Na bladoróżowych kafelkach w łazience zobaczyłam ślady krwi. Szłam za śladem, który doprowadził mnie do jednej z kabin. Drzwi były niedomknięte, powoli je otworzy i słyszałam charakterystyczne skrzypienie. Zamarłam w bezruchu, gdy zobaczyłam wnętrze kabiny.
                   Krew. Pełno krwi. Zwłoki dziecka. Poćwiartowanego niemowlaka. Na spłuczce głowa. Wokół sedesu porozrzucane kończyny. Na klapie tułów. Dookoła wnętrzności. Na ścianach kabiny rysunki wykonane krwią. Tuż przy moich butach, gałki oczne?! Wyciągnęłam telefon i drżącymi rękoma zadzwoniłam pod numer 112. Skamieniała zgłosiłam znalezienie poćwiartowanego niemowlaka.
                   Wysłałam esa do Kastiela.
Proszę. Przyjdź do damskiej łazienki. Szybko!!!
                    Zamknęłam drzwi od kabiny i oparłam się o kabinę obok. Patrzyłam na drzwi, zza których ma być Kast.
- Otwórz te drzwi - powiedziałam do niego jak przyszedł i wskazałam na drzwi po lewej stronie.
- Ja pierdole - wydukał z siebie.- To ty?
- Pojebało cię?! Ja to znalazłam! Muszę wyjść - oznajmiłam.
- Ja też. Sorry - wyszedł za mną. - Zgłosiłaś to?
- Tak.
                    Oparłam się o ścianę i ciężko oddychałam. Za wszelką cenę chcę się pozbyć tego widoku. Nadeszły na mnie lekkie mdłości. Nie odzywaliśmy się do siebie. Czekamy aż przyjedzie policja.
- Możemy panią dzisiaj przesłuchać? - zapytała funkcjonariuszka a reszta zabezpieczała miejsce.
- Mogę jutro się do was zgłosić? Nie jestem w stanie racjonalnie myśleć. Muszę to uporządkować.
- Dobrze, a pan? - zwróciła się do Kastiela.
- Ja tak samo.
- Puszczam was wolno. Jutro macie się zgłosić na komisariat.
                    Pokiwałam głową i szłam w kierunku szatni. Obok mnie był czerwono włosy chłopak. Przygotowałam numer wieszaka i ubrałam płaszcz.
- Odwieziesz mnie do domu? - zapytałam i odetchnęłam zimnym powietrzem na zewnątrz.
- Piłem, nie mogę.
                    Zamówił taksówkę i wracaliśmy w kompletnej ciszy.
                Około pierwszej byłam w domu, zdjęłam niewygodne szpilki i poszłam na górę. Trochę zmęczona położyłam się na łóżko i bez celu gapiłam się w sufit.
              Od jutra przeprowadzam się do Kastiela i muszę mieszkać z nim przez cały miesiąc. Może nie będzie tak źle? Odwdzięczyłam się dla niego. Za przegrany zakład musi mi usługiwać, rozjaśnić włosy na blond, zmienić styl na bardzo pedalski i chodzić z Amber przez miesiąc. Jak nie da rady, to wracam do siebie, a chłopak rzuca palenie. Oj tak, jestem okrutna. Niech wie, że ze mną się nie zadziera, W sumie, to on wyszedł gorzej ode mnie.
                 Podniosłam się i patrzyłam na perkusję. Ni stąd, ni zowąd, pojawiła się moja Babcia w białych ciuchach.
- Babcia? - zapytałam zdezorientowana - Co tutaj robisz? Znowu nie żyję?
- Tak, to ja. Żyjesz, nic ci się nie stało - podeszła do mnie.
- To, co się dzieje? - wstałam i ze zdziwieniem przytuliłam się do niej.
- Raz na rok, wszystkie nieżyjące dusze mogą zejść na ziemię i przybrać ludzką postać - wyjaśniła mi i z wrażenia usiadłam na łóżko.
- Coś jeszcze?
- Będziesz mnie widziała tylko przez dwie godziny.
- Powiedziałaś, że wszystkie nieżyjące dusze wstępują w ludzką postać, błąkające się też mogą?
- Oni też, tylko, że mają inne godziny.
- Kiedy?
- Po nas, czyli ze niecałe dwie godziny. Można sobie wybrać, kiedy chce się wstąpić. Czy dzisiaj albo wczoraj.
- Ale czemu tak się dzieje? - jestem niezmiernie dociekliwa.
- Kojarzysz bajki z Nowym i Starym Rokiem? - pokiwałam głową - To jednak prawda. W ciągu Sylwestra umiera Stary Rok, Nowy jeszcze się nie narodził. W tym czasie jest tak silne natężenie energii, że my możemy zejść na Ziemię w swoich ludzkich postaciach.
                     Słuchałam jej z szybko bijącym sercem. To wszystko brzmi jak w filmie fantasy.
- Ale to zazwyczaj w Halloween ukazują się duchy - zmarszczyłam brwi.
- Bujdy, to w Sylwester i Nowy Rok pokazują się dusze. Proszę, mów dusze a nie duchy.
- Dobrze Babciu, czemu nie byłaś w zeszłym roku? - zapytałam z deka zawiedziona.
- Byłam sądzona i nie mogłam, jest mi przykro z tego powodu.
- Wybaczam, ale obiecujesz, że będziesz odwiedzać mnie, co rok?
- Obiecuję - uśmiechnęła się ciepło do mnie.
- Tak bardzo mi ciebie brakuje - przytuliłam się do niej i wąchałam kwiecistą woń pochodzącą z jej ubrań.
- Świetnie sobie radzisz.
- Przecież chciałam się zabić - oderwaliśmy się od siebie.
- Chwila zwątpienia w siebie.
- Mogła kosztować mnie życiem.
- Ale wróciłaś.
- Tak szczerze, to czasem zastanawiam się czy nie wrócić tam - przyznałam z wyrazem upokorzenia i spuściłam głowę.
- Jeszcze nie czas.
             Opowiedziałyśmy, co u nas słychać, powspominałyśmy dawne czasy i dopytywałam się na temat życia po śmierci. Przy niej zapomniałam o swoim życiu, mogłam czuć się jak dawniej, otoczona ciepłem oraz troską.
- Zostały mi dwie minuty. Muszę się zbierać - oznajmiła smutna.
- Skąd to wiesz? Nie masz zegarka.
- Czuję to.
- Kocham cię - oznajmiłam i przytuliłam się do niej.
- Ja ciebie też - trwaliśmy w uścisku - Żegnaj moje dziecię, do zobaczenia za rok.
- Będę tęsknić - to były moje ostatnie słowa do Babci zanim rozpłynęła się w powietrzu.
                     Uroniłam łzę, pokój stracił swój blask i stał się zimny. Ze ściany przy perkusji ,,wyszedł’’ Michael.
- Michael? - zapytałam nie wierząc własnym oczom.
- Ann - podszedł do mnie.
                     Wstałam i wpadłam mu ramiona.
- Możesz tylko na dwie godziny? - zapytałam przytulona.
- Na godzinę, wczoraj straciłem godzinę na szukanie ciebie - oznajmił i oderwaliśmy się od siebie.
               Teraz mu się bliżej przyjrzałam. Jest ubrany w kolorach czarno-szarych. Czarne trampki, spodnie, szaro-czarna chustka przywiązana do szlufki w spodniach, szara koszula i na ręce ma chyba rzemyk.
- Tak wyglądałeś jak umarłeś, czy dlatego, że błąkasz się po ziemi? - usiedliśmy na łóżku.
- To drugie - na rzemyku ma dość dużą zawieszkę.


                  Przedstawia ona gwiazdę sześcioramienną przekreśloną na pół i jest w środku sześciokąta. Dosyć często widziałam taki znak, na trampkach, koszulce, jako wisiorek, kolczyk, na Bandamie. Na pentagram, zawsze widziałam go w Sylwka albo na Nowy Rok, dzisiaj, to znaczy wczoraj też.
- Odpowiedz mi na jedno pytanie - zaczęłam poważnie, zbłąkana dusza przeniosła na mnie wzrok - Czemu chciałeś mi to zrobić?
                  Z poczucia winy spuścił głowę i patrzył na białe nosy w trampkach.
- Nie wiem, trochę wypiłem. Musiałem się wyżyć. Sam nie wiem, czemu tak się stało, nie wiedziałem, że to ty.
- Muszę się wyżyć, idę kogoś zgwałcić - uśmiechnęliśmy się zdawkowanie.
- Źle to zabrzmiało.
- Do dzisiaj męczą mnie wyrzuty sumienia, dlatego, że zabiłam cię.
- Nie potrzebnie, mnie dręczą, bo chciałem cię zgwałcić.
- Nadal nie rozumiem, czemu chciałeś to zrobić. Gdybyś się tylko trochę postarał, to od razu miałbyś dziewczynę, moglibyście robić swoje najdziksze fantazje - przygryzłam dolną wargę i puściłam mu oczko.
- Bo się zarumienię - uśmiechnął się tak jak dawniej.
- Trudno, stało się - mruknęłam.
- Chcę żebyś mi wybaczyła - powiedział skruszony.
- To ja powinnam błagać o wybaczenie. Przecież to przeze mnie nie żyjesz.
- Należało mi się. Przeze mnie Natan musiał się przeprowadzić - poczułam ukłucie w sercu.
- Natan, wiesz, co u niego? - ogarnął mnie smutek oraz tęsknota.
- Mogę ci nawet pokazać. Jedna z dwóch zalet z błąkania się.
                     Wstał i podszedł na środek pokoju, dołączyłam do niego. Przed nami ukazała się tafla o nieregularnych kształtach.
                      Mój ukochany chłopak wypił wódkę i z kieszeni wyciągnął żyletki.
- Staczacie się bez siebie - powiedział Mich w pewnym momencie.
- On zaraz się potnie - spanikowałam.
- Często tak robi, ale się nie potnie. Jedynie Kastiel cię uratował.
- Obserwujesz nas? - zapytałam zdziwiona.
                 Ogarnęła mnie fala tęsknoty, goryczy, smutku, strachu i bólu.
- Tak, kurwa, przeze mnie się rozstaliście.
                 Natan poszedł do łazienki i nachylał się nad umywalką. Żyletki leżą przy kranie.
- Zaraz się rozmyśli i położy się - powiedział tonem wypranym z emocji.
- Nie reagujesz? - patrzyłam w plecy bruneta i przypomniały mi się nasze wspólne momenty.
- A co mam zrobić? Kibicować mu? Nie mogę nic zrobić.
- Mich! - krzyknęłam, gdy niebieskooki żyletką przeciął sobie skórę.
                Mam ochotę tam skoczyć i go powstrzymać.
- Spadacie na dół - powiedział smutny i opuścił głowę.
                Kolor umywalki zamieniał się w czerwony. Skoczyłam w taflę, stoję obok Natana. Jak to kurwa możliwe?
- Przestań - powiedziałam i dotknęłam jego dłoni.
- Ann? - zapytał mnie.
- Tak - wzięłam od niego żyletkę i rozcięłam sobie skórę.
- Chyba za dużo wypiłem - moje krople krwi mieszały się z jego.
- Nie powinieneś pić i się ciąć.
                Podsadziłam rękę pod jego i tym razem to jego krew spływała do mojej.
- Jak ja nie mogę bez ciebie - twarz wtulił w moje włosy - Żyć - dokończył.
- Ann, do cholery, co ty robisz? - zapytał wściekły szatyn.
                    Brunet zachowuje się jakby go nie zauważył. Spojrzałam w lazurowe oczy, w których zakochałam się na zabój.
- Nadal cię kocham - oznajmił szczęśliwy z mojej obecności.
- Ja ciebie też - wzruszyłam się.
                 Szybko pokonaliśmy odległość między naszymi ustami. Poczułam dreszcze pożądania i całowaliśmy się zachłanniej, namiętniej. Jesteśmy pełni wzajemnego pożądania i pragniemy swojej bliskości. Z niechęcią oderwaliśmy się od siebie.
- Nie wierzę, że jesteś obok - wyszeptał.
- Ja też - uśmiechnęłam się.
- Pewnie za bardzo się upiłem.
- To zrób mi zdjęcie, jak nie wierzysz.
- Dobry pomysł.
                   Wyciągnął telefon, żeby bardziej w to uwierzył pokazałam zakrwawiony nadgarstek. Drugie zdjęcie zrobił nam jak się przytulaliśmy.
- Za pięć minut znikam - oznajmił zniecierpliwiony Michael.
- Muszę już iść - powiedziałam z wielkim smutkiem.
- Zostań - zatrzymał mnie za nadgarstek.
- Bardzo bym chciała, ale nie mogę - w jego oczach maluje się wielki smutek oraz łzy - Zawsze będę cię kochać.
- Tak jak ja - pocałowaliśmy się ostatni raz i wymieszaliśmy swoje łzy.
- Żegnaj - wskoczyłam w taflę.
- Co ja najlepszego narobiłem? - siedział na moim łóżku i machnięciem ręki zniszczył tafle.
                Dotknęłam jego ramion, drgnął niespokojny.
- Dziękuję ci, za to, że mogłam spotkać się z Natanem. Wybaczam ci, nie mam do ciebie żalu.
              Spojrzał na mnie oczami pełnymi smutku.
- Naprawdę? - zapytał niedowierzając.
- Tak, wpadnij do mnie za rok.
- Jak nie będę sądzony. Czas na mnie.
                 Przytuliliśmy się i już go nie było. Padłam na łóżko i wybuchnęłam gwałtownym płaczem. Tak bardzo go kocham. Rana, która lekko się zasklepiła pękła i bolała z dwojoną siłą.
- Dlaczego to tak bardzo boli? - zaszlochałam.
                 Na ręce paznokciem wyryłam taki sam znak, który oznacza błąkające się dusze. Jutro będzie on na tle perkusji. Płakałam, umysł wspominał mi nasze chwile. Wymęczona zasnęłam płytkim snem.


Julian

Nikodem

_____
Matko Boska, w końcu skończyłam :D
Proszę bez komentarzy typu ,,krótki rozdział’’ ponieważ w Wordzie mam 33 strony.
Przepraszam, za taką przerwę ;_; Mam nadzieję, że warto było tyle czekać :)
Dziękuje za gościnny udział postaci Jenny xD
Wolicie stary czy nowy obrazek z maską? I czy podoba wam się obecne tło?

Z OKAZJI PONAD 20000 WYŚWIETLEŃ ROBIĘ TYDZIEŃ SZCZEROŚCINA CZYM POLEGA TYDZIEŃ SZCZEROŚCI?Pod tym rozdziale zadajecie mi pytania na każdy temat. Muszę szczerze na nie odpowiedzieć. Możecie pytać mnie o wszystko, nawet o akcje w blogu. Pytania mogą być osobiste. Nikomu nie skłamię ani nie odmówię odpowiedzi.NIKOGO NIE ZMUSZAM. KTO CHCE, TO NIECH BIERZE W TYM UDZIAŁ

INFORMACJA DOTYCZĄCA ZLOTU
Na Google Plus mamy grupowego Hangout’a , na którym chcę omówić sprawę kolonii. Ale najpierw trzeba zaplanować, kiedy będziemy na nim pisać.
Ave \m/

14 komentarzy:

  1. zajebisty rozdział
    nie wiem co napisać! kurde był taki długi, że myślałam, że nie doczytam do końca, ale to dobrze, że jest długi bardzo dobrze, bardzo właśnie tak Cię uczyłam XD
    akcja z Amber rozpierdoliła mnie!
    niemowlak?! serio?! pogrzało Cię?! *=*
    ona musi wrócić do Natana! jak nie to powyrywam Ci nóżki z dupki i tak cię nimi walnę, że odbije Ci się oranżadka, którą piłaś na komunii! rozumiemy się?! no jak tak to dobrze
    Armin nie przyznajesz się do brachola? o nieee mój drogi tak być nie będzie!
    co do pytania... muszę się zastanowić błahahahhahahaha
    czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że rozdział długi i w ogóle zajebisty itp itd
    Po tym spotkaniu to Ann ma deprechę murowaną.
    O niemowlaku się nie wypowiadam. Wiesz co sądzę.
    No a poza tym to akcja z chłopakami, Amber i kilka innych to zajebiste. Ze śmiechu się tarzałam xD
    I serio dziewczyno naucz się cierpliwości trochę, bo ci kiedyś jebnę* xD
    Coś- tak jak obiecałam xD
    No i wiadomo, pisz szybko nexta, bo musisz się zrehabilitować :P
    *Nie dotyczy następnych rozdziałów, które mają powstawać jak najszybciej xP

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie! Tak tęskniłam za tym blogiem! Rozdział świetny! Z Amber dojebałaś na prawdę niezłe xD. A niemowlak?! Dobry Boże, czego w tym rozdziale nie ma! Okej, z tygodniem szczerości to mam pytania: Co sądzisz o polityce i o Trynkiewiczu ( musiałam, wybacz xD )? I tak kurczaki, chcę założyć bloga. Jedną z moich ukrytych *cough* intencji, jest to, że w cholerę chcę ciebię i inne osoby które w złocie uczestniczą, w cholerę poznać, więc, zdraź mi swój przepis na sukces! XD.

    . Nie Ogarniam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeś dojebała xD
      Hm, polityka:
      Mogę odpowiedzieć co sądzę o politykach. Rozjebią każdy kraj, mogą legalnie kraść. I takie pytanie retoryczne: Po kiego im jest immunitet?!
      Jakbym się lekko zbulwersowała xD
      Trynkiewicz:
      No, ostatnio głośno się o nim zrobiło. Ale nie martw się xD Moja klasa robi makietę więzienia dla niego, taką pułapkę xD (Na technice robimy makietę placu zabaw. Jeden kolega skomentował taki jeden projekt ,,Robicie więzienie dla Trynkiewicza" xD)
      Co do sukcesu.
      Musisz mi wyjaśnić xD Chodziło Ci jak osiągnąć mój sukces w prowadzeniu bloga, czy chodziło o poznanie w zlocie?
      W pewnym sensie to jest logiczne :D

      Usuń
    2. I to i to xD. Sory, ale po drodze miałam problemy z wejściem na tą stronę, nie wiem, czy to bloger wariuje, czy mój laptop .
      Nie Ogarniam

      Usuń
  4. Ok. Co do zlotu to ja nie mogę tak, siedzieć to może byś mogła mnie powiadomić co, gdzie i jak, jak się umówicie? Jeszcze będę próbowała się z wami skontaktować (za wszystkimi) na Hang'aucie , ale raczej na najbliższy czas nie będę miała dostępu do laptopa.... Więc z góry proszę o świerze informacja
    _________________________

    Kurwa. z tym rozdziałem to dojebałaś! Zwłoki niemowlaka? Serio?! Dostałam drgawek... Kastiel jako Nataniel w różowych ciuszkach. OMG!! Najlesze. A i duchu everywhere!! Matko, świetny kawałek z Natan'em!

    OdpowiedzUsuń
  5. Długo ale ciekawie :D
    Martwiłam się co nie piszesz ale już jak widzę jest ok :P
    Pytanie? hmmm. Czy rysujesz? JAKA JA KREATYWNA!
    co do HO to nwm. mg się wpasować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami rysuję, chyba najlepiej mi wychodzą oczy xD Ale takie mangowe, duże.

      Usuń
  6. Sorki, że komentarz tak późno, ale ten rozdział jest tak długi, że nigdy się wyrobić nie mogłam. Sorki :p
    A rozdział wyszedł przecudowny. Z tym dzieckiem, to jednak było straszne. Ja bym się od razu załamała. No i twoje opowiadanie chyba powoli zamienia się w fantasy.
    Czekam na next xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam pytanie. Masz chłopaka?
      Sorki, ale każdemu zadaję to pytanie xD

      Usuń
    2. Hahahaha, nie xD Trochę szkoda :(

      Usuń
  7. Wiem, długo czytałam za co przepraszam ;c
    Rozdział świetny ;3
    I ja zwykle nie wiem co jeszcze napisać xd
    Pytań nie mam, ale co do spotkania... Jestem za godziną 15:30, bo wtedy zawsze mam dostęp do kompa :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, możesz mnie zadźgać, zabić, powiesić i wszystko inne. Przeczytałam całkiem dawno, ale taki leń mnie złapał, że nie mogłam się zmusić do napisania komentarza. Przepraszam... :c
    Co do rozdziału, to absolutnie świetny, tu nie ma nawet mowy. Tyle się działo, Amber z chłopakiem, zwłoki noworodka, Ann co rusz z innym chłopakiem, aż nie potrafiłam się połapać xD
    Czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jebać Nata!
    Niech ann zakocha się w kimś lub niech Nat jak będzie jechał di njej to się zabije a ona to zobaczy będzie chciała się zabić i w tym kiims zakocha się na za bój bo będzie jesj przypominał Nata a tym kimś będzie Kas lub Kentin bo ja ich KoCHAM! :*

    OdpowiedzUsuń