13 lut 2014

Informacje i jest mi przykro

Na początek:
Przepraszam, że nie było rozdziału przez tyle czasu.
Informacje:
Z powodu, że miałam bałagan w pokoju przez cztery dni zabrano mi komputer i odzyskam go w środę.
Na Walentynki chciałam wstawić rozdział, więc wkleję wam różne akcje z rozdziału, które dałam jako spoilery. Jak odzyskam laptopa, to wstawię rozdział jak tylko go napisze. No więc, zaczynamy.
~°~
Z każda upływającą sekunda coraz bardziej się denerwowałam. A co jeśli wynik jest pozytywny? Zamknęłam O czy i opuściłam głowę. Wokół mnie panuje nieprzenikniona cisza, słuchać niespokojne tempo bicia mojego serca. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na test. Wynik negatywny, nie jestem w ciąży. Do oczu napłynęły mi łzy szczęścia i odetchnęlam z ulgą. Mam ochotę skakać z radości, ale moja kostka. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zadzwoniłam do Kevina, odebrał za czwartym sygnałem.
- Co jest?
- Mógłbyś przyjść do mnie? - zapytałam cały czas wyszczerzona.
- Trochę nie za bardzo, a co jest?
- Nie chciałabym mówić Ci tego przez telefon - mój entuzjazm lekko przygasl.
- Ech, dobra. Będę za dziesięć minut.
- Czekam - rozlaczylam się.
Przeniosłam się na kanapę w salonie i zaczęłam głaskać Darkena. Smok (tatuaż na brzuchu) może być spokojny, tak samo ja. Co ja takiego zjadłam, że wymiotowałam? Podeszłam do wieży i włączyłam muZykę. Od kluczylam drzwi, usiadłam na oparciu kanapy i wsluchiwalam się w tekst piosenki. Otworzyły się drzwi i pojawił się Kev.
- Nie jestem w ciąży - szybko pod kustykalam do niego.
Skoczyłam na niego, nogami oplotlam to w pasie i przytulilam się.
- Nie jesteś? - zapytał ucieszony.
- Nie - uśmiechnęłam się.
Odwrocilismy twarze w tym samym kierunku i nasze usta zostały złączone. Trwalismy tak kilka sekund i chyba żadne z nas nie kwapilo się żeby przestać.
- No, siema - powiedział skonsternowany Edd.

                         ~°~
- Czy ty masz jakieś przyjaciółki? Cały czas spędzasz z chłopakami - zaśmiałam się z reakcji chłopaka. (Edd )
- Jak za dużo czasu spędzam z chłopakami, to wynocha stąd - palcem wskazałam w kierunku drzwi.
- My jesteśmy ci fajni i nigdzie nie idziemy - obruszył się.
                 
    ~*~

Przez następne dwie godziny siedzieliśmy w salonie i się wygłupialiśmy. Chłopaki we dwójkę zanieśli mnie do mojego pokoju i ułożyli na łóżku. Naturalnie ja po środku, Edzio po mojej lewej a Kevin po prawej.
- Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz - rzekł w pewnym momencie brunet.
- Ale my z plemnika jesteśmy - zauważył rudy i zaśmiałam się z jego uwagi.
- Z plemnika powstałeś, w plemnik się obrócisz - dokończyłam i razem wybuchneliśmy śmiechem.
- Ciekawe czy jesteśmy wpadką, czy chcieli nas - zastanowił się Edd.
- Do dzisiaj nie wiem, gdzie mnie rodzice zrobili - oznajmił Kevin, zaśmialiśmy się - Pewnie u babci w mieszkaniu.
- Na pralce - dodał chłopak.
- To wiesz jak powstałem? - zapytał zdziwiony, mnie już bolał brzuch.
- Wolałbym nie, ale pewnie na pralce.
- W Toi-toi-u - dodałam uszczypliwie.
- Urodzili - dokończył piwnooki.
- Dlatego rude włosy - pokładaliśmy się ze śmiechu, a Kevin no raczej nie.
- To wiecie więcej, o tym jak mnie zrobili, niż ja.
- A jestem od was młodsza o rok, jak żyliście to mnie na tym świecie nie było.
- O, to w kwietniu taką osiemnastkę ci urządzimy - oznajmił rozradowany Kev.
- A Kevin będzie striptizerem - powiedział Edd. Złapałam się za głowę.
- Nie, nic nie mów - przestraszona zatkałam mu usta - Mam bardzo bujną wyobraźnie i jak coś mówisz, to od razu wyobrażam to sobie - czuję się jak po traumie, a oni się śmieją.
 - Jak chcesz zostać striptizerem to zaczynaj brzuch sobie wyrabiać - powiedział, gdy zabrałam rękę z jego ust.
- To, że ty masz, to nie znaczy, że ja mam mieć - burknął.
- Masz kaloryfer? - chyba zaświeciły mi się oczy.
                   Rzuciłam się, żeby zobaczyć jego umięśnienie. Chciałam podwinąć mu koszulkę, ale on ją ściągał w dół.
- Ona mnie rozbiera, Kevin ratuj - krzyczał głosem wyższym o tonację.
- Ale jak? - zapytał się rudowłosy.
- Nie wiem, też ją rozbieraj - zaśmiałam się z naszej scenki.
                 Z płaskiej ręki walnęłam go w dłoń, usłyszeliśmy takie plaśnięcie. Kev zaczął się do mnie dobierać i chciał zdjąć mi koszulkę.
- Uhuhuhu, zaraz mnie zgwałci - początek był bardzo wysoko - Kevin, zróbże coś.
- Właśnie robię, nie widzisz? - broniłam się i jednocześnie próbowałam zobaczyć umięśnienie u Edka.
- Nie, ja tu się bronię przed nią. Jakaś niewyżyta jest - płakałam ze śmiechu.
                  Udało mu się podwinąć mi bluzkę za pępek i widać mój tatuaż.
- U, tatuaż masz - zauważył chłopak.
- Gdzie mi się gapisz? - zapytałam.
- O to samo mogę zapytać - nadal szamoczemy się we dwóch.
- Chcę tylko zobaczyć twoje mięśnie - usprawiedliwiałam się.
                     Rudy zaraz za wysoko podwinie mi bluzkę, zdrową nogą zaczęłam go odpychać.
- Uhuh, ja się tak nie bawię - wypiszczał i natychmiast mnie puścił - Chyba nie będę miał dzieci.
                      Oparłam głowę o brzuch Edzia i trzęsłam się ze śmiechu. Usłyszeliśmy dźwięk spadającego ciała i jęk.
- Ty to masz szczęście - powiedział Edd.
                     Poczułam rękę na mojej łydce i Kevin ściągał mnie na dół.
- Edd, ratuj mnie - złapałam go za rękę.
                         Próbował mnie wciągać, jeden za nogę, drugi za rękę, potem będę jakaś nieproporcjonalna. Gdy prawie spadałam, on bezczelnie mnie puścił i spadłam na Keva.
- Jezusu, zejdź ze mnie - wyjęczał.
- Całe łóżko dla mnie - oznajmił Edek.
               Podniosłam się z brązowookiego i z góry napadłam na rozciągniętego bruneta.
- Mamo -jęknął - Mam zmiażdżone wszystkie organy wewnętrzne.
- Nie jestem taka ciężka - obruszyłam się i przeturlałam obok.
- Masz wystające kości.
- Potwierdzam - powiedział słabo Kevin.
- Jak już jesteś na podłodze, to przynieś nam laptopa - zwrócił się do niego kolorowo włosy.
- Yhym - to chyba znaczy tak - Ale jeszcze trochę tu poleżę.
- Gdyby nie ta kostka, to sama bym poszła - oznajmiłam zirytowana.
- Chyba sam pójdę - oznajmił Edd i podniósł się.
- Aght - jęk bólu, gdy wstaje Edek - Dzięki bracie.
- Jak leżysz na podłodze przy łóżku, to się dziwisz?
               Zbolały rudzielec wdrapał się na łóżko i zajął miejsce po prawej stronie.
- Co cię boli? - zapytałam go.
- Wszystko! Włącznie z nerkami - wyjęczał.
~°~
Kogo niesie po takiej porze?  Otworzyłam drzwi a tam czwórka wyszczerzonych chłopaków.
- Co wykombinowaliście? - zapytałam i wpuściłam ich do domu.
- Piżama party - wykrzyknął radosny Edzio.
- Co on ćpał? - zapytałam Kevina.
- Sam chcę wiedzieć - mruknął.
- Mamy żarełko - oznajmił David.
- I śpiwory - dołączył Ashton.
- Czyli nocujecie u mnie - mruknęłam.
- Nie cieszysz się? - zapytał smutny Edd, mocno mnie przytulił - No nie smutaj się.
- Człowieku, co ty ćpałeś? - zapytałam skonsternowana.
- Napalił się na nocowanie - powiedział rudy.
- Nie wiem czy akurat na nocowanie się napalił - rzekł Ashton i spojrzał na mnie.
- Nieźle wyglądasz - komplementował mnie Dav.
- Dzięki - zmieszałam się - Trzeba przydzielić wam pokoje. Są trzy wolne łóżka, więc albo ktoś śpi podwójnie, albo w śpiworze.
- Ja śpię z Ann - podniósł się jednakowy krzyk - Nieprawda, bo ja.
               Patrzyłam na ich krzyki i usiadałam na oparcie kanapy. Zażenowana nie wiedziałam, co mam zrobić.
- Załatwmy to po męsku - powiedział David i chwila ciszy - Kamień, papier, nożyce.
              Parsknęłam śmiechem, Kevin na Ashtona a David na Edka. Kev z Ashem cały czas remisowali. W pewnym momencie brunet przyłożył poduszką dla wyszczerzonego Vida, aż się zatoczył. Blondyn wziął poduszkę i oddał dla Edda po drodze uderzając Ashtona. Kevin też dostał i powstała wielka bitwa na poduszki. Wystarczy przykrótka koszula nocna żeby obudzić dzikusów. Chwila! Stop! To moim przyjaciele i zaraz pozabijają się poduszkami.
- Stop - rozdarłam się. Zatrzymali się w pół ruchu i patrzyli na mnie zdziwieni - Odłóżcie poduszki - położyli je z powrotem na miejsce - Ustawcie się w równym rzędzie przede mną - spełnili moje polecenie - Jedzenie zostawcie w kuchni, zastanowię się, co z wami zrobić
               Po co zakładałam tą koszulę? Dobra, trzeba coś z nimi zrobić. Nie zdążyłam się namyślić, bo zaraz przyszli i patrzyli na mnie wyczekująco.
- Wszyscy chcecie ze mną spać, Jezu, jak to zabrzmiało. Na moim łóżku zmieszczą się góra trzy osoby, możemy przenieść materace i będziemy spać w moim pokoju. Dobra, ze mną śpi Ashton i Kevin - dwójka wymienionych chłopaków uśmiechnęli się tryumfalnie, Edd mało, co się nie popłakał - A ty - zwróciłam się do niego - I tak miałeś, aż za dobrze.
- Idziemy na górę? - zapytał blondyn.
- Materace trzeba zanieść.
- Gdzie one są?
- Zaprowadzę was - wstałam i zaczęłam kuleć w kierunku pokoju gówniarza.
               David pomógł mi iść, zatrzymałam się w progu, nie chciałam dalej wchodzić, bo jadowity róż na ścianach mocno mnie odrzucał a chłopaki się skrzywili.
- Zabierzcie materac z łóżka, za ścianą jest drugie łóżko z materacem. Zanieście je na górę - Kevin i Edd poszli do drugiego pokoju.
               Jakoś się przemogłam i weszłam do środka. Ashton z Davidem zaczęli szamotać się z łóżkiem a ja zdejmowałam pościel z kołdry i poduszek. Chłopaki po jakimś czasie skończyli i zostałam sama. Po jakimś czasie skończyłam, wzięłam kołdrę oraz poduszki i szłam w kierunku otwartych drzwi.

- Dżeronimooo - usłyszałam, kiedy szłam.
                       Gdy byłam w drzwiach widziałam jak na materacu pokonują ostatnie stopni i rozpędzeni jechali na segment. Skończyło się na huknięciu i roześmianych chłopakach.
- Warto było - oznajmił Ash.
- Ja chcę jeszcze raz - powiedział Kev.
                     Tak, to normalne. Wzruszyłam ramionami i poszłam do drugiego pokoju. Wlekli materac na szczyt schodów i posyłali mi miny niewiniątka.
- Chodź z nami - zaproponował Edek.
- Jak skończę.
- To skończymy zjeżdżać.
- Na trzeci zjazd się załapię.
- Edek, chodź - ktoś go zawołał.
- Idę - odkrzyknął - Jak nie, to siłą cię zawlekę.
- Dobra, dobra, idź.
                      Krzyk ,,Yolo” i zjazd po schodach, któremu towarzyszą dzikie krzyki i śmiech. Uwielbiam ich za takie akcje. Skończyłam szybciej i obładowana szłam na górę. Rzuciłam wszystko przy łóżku i wróciłam na szczyt schodów.
- To nasz ostatni zjazd, bo dupa już mnie boli - oznajmił Dav.
- Ann na początek - rzucił Kevin.
- Chyba za mocno przydzwoniłeś w segment - władowałam się na koniec.
- Drugi raz był w ścianę - powiedział Ashton dumny z siebie.
                    Edek z Ashem na początek a za nimi rudy z blondynem, ja byłam na końcu.
- Co krzyczymy?
- Za Polskę? - zaproponował Dav.
- Za Polskę - pokiwaliśmy głowami.
- Za Polskę - wspólny wrzask i jazda w dół.
                    Czułam każdy stopnień, wydawaliśmy z siebie dzikie okrzyki. Zjazd skończył się na stłuczce z kwiatkiem.
- Moje gratulacje, miałam tylko jeden kwiatek, który mi nie usechł, ale pobiliście go - powiedziałam ironicznie.
- Zaraz posprzątamy - powiedział zasypany ziemią Edd.
- Spróbujcie nie - mruknęłam i podniosłam się z materacu.
- Gdzie jest miotła? - zapytał Kev.
- W schodach jest schowek, powinniście znaleźć.
                    Brunet wstał i pochylił głowę i zaczął targać swoje włosy. Z głowy sypał się brunatny pył, gdy skończył miał napuszone włosy, śmieliśmy się z jego nowej ,,fryzury’’.
- Czyli mi nie do twarzy - spochmurniał.
- Chodź ze mną - powstrzymywałam się od śmiechu.
                 Ciągnęłam go za rękę i chichrałam się po drodze.
- Gorzko, gorzko, gorzko - skandowali z głupimi uśmiechami.
                    Nie odwracając się do nich pokazałam im skrócony ,,gest Kozakiewicza’’ ( czyli, spierdalaj).
- Za sprzątanie się bierzcie - krzyknęłam, gdy wchodziłam do łazienki - Trzeba ci włosy umyć.
- Ale błoto będę miał - złapał się za głowę.
- Jak ja się za to zabiorę, to nie - powiedziałam rozdrażniona.
- Masz męski szampon?
- Nie, ściągaj koszulkę - ustawiałam odpowiednią temperaturę wody.
- Co? - zapytał szukając drogi ucieczki.
- Chcesz mieć mokrą koszulkę?
- A, nie, już ściągam.
                   Jakie on ma mięśnie na brzuchu. Zawsze będę miała słabość do dobrze umięśnionych brzuchów. Podchodził do mnie lekko zmieszany.
- A widzisz, udało mi się zobaczyć twój brzuch - dźgnęłam go, na co zareagował uśmiechem. - Włosy muszę ci rozczesać.
- Czemu?
- Bo masz poplątane, chyba logiczne?
                   Rozczesałam i dokładnie umyłam oraz spłukałam mu włosy. Dałam mu ręcznik i poszłam na górę. Chłopaki siedzieli już w piżamach i rozmawiali.
- Dam wam pościel i nawleczecie je na kołdrę i poduszki - powiedziałam do nich.
                Pokuśtykałam do garderoby i wzięłam z niej dwa zestawy. Jeden w szare kamienie a drugi w ciemny las, oba zestawy mają nadruk 3D.
                 Wróciłam do łazienki, Edd nakładał górę od piżamy. Ułożyłam mu włosy i wysuszyłam. Gdy wychodziliśmy przeszył mnie ostry ból dochodzący z kostki, usiadłam na pufie, skrzywiłam się i złapałam za kostkę.
- Co jest? - zapytał przestraszony Edek.
- Miałam oszczędzać kostkę, teraz mnie boli - wyjaśniłam.
                 Pochylił się nade mną, lewą rękę położył w zgięciu moich kolan a prawą na moich plecach i uniósł mnie. Złapałam go za szyję i położyłam głowę na jego prawym ramieniu.
- Dziękuję, że mi robisz to dla mnie - powiedziałam poważnym tonem.
- Niby, za co mi dziękujesz?
- Za to, że mi pomagasz.
                  Zatrzymał się w połowie schodów, postawił mnie, położył mi dłonie na biodrach i przytrzymał, żebym się nie wyrwała. Spojrzał mi w oczy dokładnie badając ich barwę.
- Od kiedy dziękujesz za takie drobnostki? - wzruszyłam ramionami - Zawsze będę ci pomagał i cię pocieszać. - mówił poważnie i pocałował mnie w czoło - Wiem, że podobasz się Kevinowi.
- Co? - zapytałam zdziwiona. Szybko mnie chwycił i gnał na górę pokonując po dwa stopnie.
- Przecież nic nie mówiłem - wyszczerzył się.
                Cicho weszliśmy do pokoju i brunet odstawił mnie na ziemię. Nie wiem czy to jest normalny widok. Trzy ganiające się poszwy na kołdrę, które groziły sobie nawzajem.
- Chyba pomyliliśmy domy - powiedział mi do ucha.
- Nie, przecież to Ash, Dav i Kevin. Takich akcji bardziej się po tobie spodziewałam - powiedziałam cicho.
                I właśnie osoba, która nałożyła poszwę w las wbiegła w ścianę.
- O kurwa, ała, ała - słyszeliśmy przytłumiony głos.
               Razem z Edkiem bezgłośnie wyliśmy ze śmiechu, na migi pokazałam Eddowi, żeby szedł za mną, w rękę wzięłam poduszkę a brunet drugą.
- Gdzie Ann z Eddem? - zapytała kamienna pościel.
- Pewnie biorą długą kąpiel razem - odpowiedziała moja czarna pościel z motywem dużego smoka.
- Co jest, kurwa? - zapytała zdziwiona.
- Edd plecy jej myje - wtrąciła poszwa w las.
                 Chłopak bezszelestnie znalazł się przy niej i zaatakował na głowę. Poszwa znowu spotkała się ze ścianą.
- Po cholerę ta ściana - powiedziała rozdrażniona i zbierała się z niej.
- Lepiej nie wiedzieć, co oni tam robią, chociaż mamy powyżej osiemnastki - oznajmiła kamienna pościel.
              Znalazła się najbliżej mnie, uderzyłam w głowę, a kiedy leciała do przodu podstawiłam jej nogę i przywitała się z podłogą. Stanęłam na plecach jakiegoś chłopaka.
- Jeszcze jakieś teorie macie? - zapytałam głośniej.
              Ktoś pode mną zesztywniał, pozostała dwójka raptownie się zatrzymała przy Edku, który znokautował ich poduszką.
- Mamy mocno przesrane? - padło pytanie pode mną.
- Dostaliście poduszkami.
- To były poduszki? - zdziwiły się pościele.
- Dobra, wyłaźcie z pościeli. Mieliście nałożyć je na kołdrę a nie na siebie.
- Mogłabyś ze mnie zejść?
             Zeszłam i usiadłam na łóżko. Na pierwszy ogień poszła pościel z motywem lasu, pod którą był Ashton i usiadł na materac.
- Wejście smoka - krzyknął radosny Dav i zdjął pościel w smoki.
- Raczej wyjście - poprawił rozczochrany Kevin, który przed chwilą wyszedł.
- Dupą - mruknął Ashton.
~o~
                Nie chciałam żadnych zadań, więc zawsze brałam pytania. W pewnym momencie gry Edzio zadał mi takie pytanie:
- Chcesz wrócić do Londynu? Na stałe.
- Tak, jak skończę szkołę to chcę się przeprowadzić - wyznałam szczerze.
- Co? Chłopaki, przeprowadzamy się do Ann - powiedział blondyn.
- Zgadzam się - poparł go Ashton.
- Ja też - wtrącił Kev.
- To mieszkamy u Ann - ucieszył się Edd.
                Patrzyłam na nich zszokowana, oni są skarbem. Uśmiechnęłam się lekko.
- Przecież nie starczy pokoi, ktoś będzie musiał mieć różowy pokój, ktoś jeszcze inny spać w salonie, no i, w jednym łóżku będą musiały spać dwie osoby - podsumowałam.
- Jutro pomyślimy nad szczegółami - uciął David.
                  Pierwszą ofiarą był Kev, bo miał za zadanie zjeść łyżkę cynamonu. Szamotał się i ciężko było go unieruchomić. Po skończeniu tortur wziął mnie na kolana, wtulił się we mnie i kołysał się do przodu. Zażenowana patrzyłam na chłopaków, Ashton chrząknął i zakręcił butelką, gwint pokazywał na moje nogi.
- Pytanie?
- Zaskoczę cię, wyzwanie - zmieszał się lekko, ale zaraz uśmiechnął się chytrze.
- Zgódź się na bycie naszą szefową - patrzyli na mnie z wyczekiwaniem.
- Dobrze - westchnęłam i powstał dziki krzyk radości.
                  Po skończeniu ich wybuchu radości zakręciłam butelką i wypadło na Vida.
~o~
                     Dav, zakręcił butelką i padło na Edzia. Kazano mu umalować się i wbić w moje ciuchy. Nałożył moją spódnicę w szkocką kratkę i artystycznie poszarpaną bluzkę, do tego jeszcze pełno dodatków, buty na obcasie i w całości jest umalowany. Przeszedł między nami kilka razy, nagrywałam wszystko i padaliśmy ze śmiechu.
- Czuję się obdarty ze swojej męskiej godności - skomentował.
                    Płakałam ze śmiechu a chłopakom bolały brzuchy. Po skończonym pokazie mody dla transwestytów szczęśliwy był z swojej piżamie i bez tapety na twarzy. Graliśmy do pierwszej nocy, potem opowiadaliśmy sobie straszne historie i gadaliśmy na różne tematy. Koło czwartej zasnęliśmy, Kevin z Ashtonem oraz ze mną na moim łóżku, a Edd i Vid na materacach, które zostały złączone, gdy rozmawialiśmy.
~o~
                   Chłopaki wyszli i mogłam pocieszyć się ostatni chwilami spokoju i ciszy. Zaczęłam myśleć o Rozalii. Nagle wydała mi się… taka… pusta. Każdy jej temat rozmów zaczynał i kończył się o ciuchach, wyprzedażach, butach, kosmetykach, fryzurach, chłopakach i o Leo. Często narzekała, że nie ma, w co się ubrać, że jest za gruba. Mało, co w depresję nie wpadła, że ma małego pryszcza przykrytego grzywką. Cały wolny czas spędzała na zakupach. O matko, ona jest pusta jak mało, kto. Ta informacja zadziałała lepiej niż wiadro lodowatej wody.
                  Usłyszałam pukanie do drzwi, pewnie Lenny już jest.
- Otwarte - rozdarłam się na cały regulator.
                   Do środka wszedł właściciel butiku i posłał mi uśmiech. Przyszedł do kanapy i pochylił się żeby mnie pocałować, ale położyłam ręce na jego barki i lekko odsunęłam.
- Chciałabym właśnie porozmawiać z tobą o… tym.
                     Usiadł obok oraz patrzył na mnie wyczekująco.
- Ja nie mogę tak. Źle się z tym czuję, nie jestem taka - mówiłam chaotycznie.
- Uspokój się i wtedy mów - wzięłam głębszy oddech.
- Zerwałeś z Rozalią i teraz próbujesz ze mną. A ja tak nie mogę, co z tego, że to moja była przyjaciółka. Nie jestem z takich. Nie chcę żeby to wpłynęło na naszą relację. Może i jestem wredna i mam w dupie to, co myślą inni na mój temat, ale nigdy nie będę bezduszną suką.
-Dobrze, zrozumiałem.
~o~
Kostka coraz lepiej się sprawuje i jutro już nie powinna boleć. Znalazłam wygodną pozycję na kanapie, przykryłam się kocem, zaczęłam czytać i powoli się relaksowałam. Raptownie otworzyły się drzwi.
- Ann - słychać płaczliwy wrzask od progu.
                         Odwróciłam głowę i zobaczyłam zapłakanego Alexego. No kurwa, w tym domu nie mam ani chwili dla siebie.
- Zdejmij buty i kurtkę i przyjdź, powiedz, co się stało i przytul do cioci Ann - spróbowałam zażartować.
                             Położył się na kanapie a jego głowa spoczęła na moich kolanach.
- Armin wstydzi się mnie - wychlipał, zaczęłam głaskać go po włosach.
- Co, czemu? - zdziwiłam się.
- Bo jestem gejem. Nie rozmawiamy od dwóch dni - spojrzał na zegarek - Siedemnastu godzin, trzynastu minut i trzydziestu sekund. Ann, ja chcę się zmienić - spojrzał na mnie miną uderzonego szczeniaczka - Chce być hetero, albo chociaż Bi.
- Czemu przyszedłeś z tym do mnie? - ponownie się zdziwiłam.
- Bo wiem, że tylko ty mi pomożesz.
- Alex, bycie gejem nie jest chorobą. Chodź do mojego pokoju - wstaliśmy i na jego plecy narzuciłam koc.
- Ale chcę być hetero - powiedział smutno.
- Tak właściwie to czemu zostałeś gejem? - wchodziliśmy po schodach.
- Nie miałem powodzenia u dziewczyn.
- Oszalałeś? Wiesz ile dziewczyn się w tobie buja?
                    Alexy jest załamany kłótnią z bliźniakiem. Usiedliśmy na moim łóżku i niebiesko włosy przytulił się do mnie.
- Pomóż mi - wyszeptał błagalnie.
- Najpierw się uspokój, bo wychodzi, że ty jesteś babą
- Postaram się.
                    Dopiero po kwadransie w pełni się uspokoił. Lekko musnęłam go w usta, ciężko mi jest całować na siłę. W Londynie wszystko było łatwiejsze.
- To mój pierwszy pocałunek z dziewczyną - przyznał zakłopotany.
- Musisz chcieć tego, a nie zmuszać się. Możesz robić ze mną co tylko zechcesz - położyłam się na łóżko.
                      Zakłopotany zawisł nade mną i niezdarnie zaczął całować mnie po szyi.
- Śmielej - podniosłam się do pozycji siedzącej.
                       Ujęłam jego twarz w dłonie i patrzyłam mu w oczy. Powoli zbliżał się do mnie, aż nasze usta złączyły się w niepewny pocałunek. Oddawałam każdy jego pocałunek i starałam się wzbudzić między nami namiętność. Gdy go objęłam cały się spiął i zamarł.
- Nic ci nie zrobię - wyszeptałam mu do ucha i lekko przygryzłam płatek ucha.
                         Wsadziłam rękę w jego włosy i wpiłam się w jego usta.
- Rozluźnij się - powiedziałam w krótkiej przerwie między pocałunkami.
                         Po krótkim czasie uzyskałam odpowiedni efekt, rozluźnił się i przestał być niepewny. Stał się zachłanny i odważny. Kiedy lekko rozchyliłam wargi natychmiast do buzi wsunął mi swój język i odbyła się walka o dominację.
- Nie dam rady - przerwał gwałtownie - Ja nie potrafię.
- Wiem, że dasz radę- wsunęłam mu rękę pod koszulkę i zaczęłam jeździć po jego umięśnionym brzuchu.
- C-co ty robisz?- odsunął się trochę.
- Odpręż się i pozwól mi działać- zdjęłam z niego koszulkę i popchnęłam go lekko.
                       Pocałowałam go, ale nadal był spięty, odpuściłam. Zrezygnowany z powrotem nałożył pstrokatą koszulkę.
- Przepraszam, źle się za to zabrałam - powiedziałam lekko spięta i patrzyłam na fałdy w pościeli.
- To nie twoja wina.
- Inaczej - westchnęłam i usiadłam po turecku, niebiesko włosy zrobił to samo - Co takiego jest w facetach, czego nie mają dziewczyny. No po za oczywistym - mruknęłam.
- No, są umięśnieni.
- Dziewczyny też mogą. Może mniej, ale zawsze.
- Nie są puści i zagadkowi.
- Czy ja jestem pusta? Albo Violka? Iris?
- No nie- przyznał speszony- Ale wymagacie się wszystkiego domyślać.
- Nie wszystkie. Zazwyczaj to faceci są takimi idiotami, że nie domyślają się oczywistych rzeczy.
- Może rzeczywiście…
- Powiem ci więcej. Chłopaki nie cierpią chodzić na zakupy i nie interesują się modą, a większość dziewczyn tak. Dziewczyny są czułe w przeciwieństwie, do niektórych mężczyzn. Oczywiście zdarzają się wyjątki, jak ja albo ty.
- Nie pomyślałem o tym - popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
- No to w czym problem?
- Ja… sam nie wiem. Nie umiem tego wytłumaczyć - chwilę zastanawiałam się nad kolejnym ruchem.
- Zastanów się i spróbuj mi powiedzieć co mogłoby ci się we mnie spodobać.
- Ale ja…
- Powiedziałam zastanów się. Na początek coś co może ci się podobać w facecie - przyglądał mi się kilka minut.
- Masz śliczne oczy, mają kolor szmaragdów.
- Dobrze. Co dalej?
- Uwielbiam jak się uśmiechasz, chociaż rzadko to robisz.
- Dzięki - mruknęłam odrobinę zawstydzona - Spróbuj porównać różne dziewczyny. - No, ja…- uśmiechnęłam się delikatnie 

- Dużo lepsze są dziewczyny, które nie malują się jak Amber.
- Amber to klaun, a nie dziewczyna - powiedziałam złośliwie.
- Czasami rozśmieszają mnie wasze złośliwości - powiedział z leciutkim uśmieszkiem.
- Zwróciłeś kiedyś uwagę na figurę? Kobiece kształty mają cię kusić a nie męskie.
- Na pewno nie powinny być kościotrupami - speszył się.
- Coś jeszcze? - zbliżyłam się powoli do niego.
- R-raczej n-nie - zaczął przyglądać się mojemu tatuażowi.
- Na pewno? Nic więcej?- mruknęłam uwodzicielsko.
- Ekm… Twój tatuaż…- powiedział niepewnie.
- Tak?
- J-jest bardzo ciekawy.
- Mam jeszcze jeden, chcesz zobaczyć?
- N-nie koniecznie- zarumienił się odrobinę.
                   Przysunęłam się do niego, opuszkami palców dotknęłam jego dłoni. Ponownie się uśmiechnął, trzymaliśmy się za ręce. Drugą ręką wędrowałam na jego szyję, patrzyliśmy sobie w oczy i stykaliśmy się nosami. Nawet nie drgnęłam w jego kierunku, sam niech zacznie. Odgarnął mi włosy z twarzy i lekko musnął moje usta. Jest duża możliwość, że zostanie hetero. Pocałunki stawały się namiętniejsze, chciałam zobaczyć jak zareaguje i zaczęłam podwijać oraz zdejmować jego koszulkę. On się za to zabrał za moją.
                   Usłyszałam trzaśnięcie drzwi i natychmiast oderwałam się od Lexego.
- Ann, jesteśmy - usłyszałam przytłumiony wrzask Ashtona.
- Szybko, nakładaj bluzkę - rzuciłam jego ubranie i szybko nałożyłam górne odzienie.
                  Sekundę po ubraniu się otworzyły się drzwi i wpadła do nas chmara chłopaków. Posyłali nam ciekawskie spojrzenia.
~o~
                Ignorując spojrzenia chłopaków zeszłam na dół i pożegnałam się z załamanym bliźniakiem.
- Głupio wyszło, masz spore szanse na zmianę orientacji. Przepraszam cię za nich - pocieszyłam go i zamknęłam za nim drzwi.
                 Wściekła pognałam na górę i weszłam do swojego pokoju.
- Co to miało być do cholery?! - naskoczyłam na nich, nie dałam im wtrącić ani słowa - Po pierwsze, to jest mój dom. Po drugie, mogę robić co chcę i z kim chcę. Po trzecie Alexy był moim gościem. Po czwarte, Alexy jest gejem!
                     Zmieszali się i zrobiło im się głupio.
- Kretyni - skomentowałam oburzona, otworzyłam drzwi na oścież - Wynocha - warknęłam i rzucałam im wściekłe spojrzenia.
- Ann, przepraszam - wyjęczał Edd.
- Wynoście się - krzyknęłam wściekła.
                     Trzasnęłam za nimi drzwiami i zamknęłam na klucz.
~o~
Okazało się, że trafiłam do przytulnego pubu, przy barze było pełno chłopaków a zza ścian dobiera tłumiona muzyka. Są też stoliki z krzesłami, zauważyłam parę kanap, na których liżą się pary, bo całowaniem się tego nie nazwie. Kątem oka zauważyłam stoły bilardowe. Zobaczyłam znajome kudły za barem.
- Ruchałbym - usłyszałam uwagę skierowaną na moją osobę, przez jakiegoś odpychającego chłopaka.
- Chyba kozę - powiedziałam do niego i szłam dalej. Jego kumple zaczęli rechotać.
~*~
      Około pierwszej byłam w domu, zdjęłam niewygodne szpilki i poszłam na górę Trochę zmęczona położyłam się na łóżko i bez celu gapiłam się w sufit
                 Podniosłam się i patrzyłam na perkusję. Ni stąd, ni zowąd, pojawiła się moja Babcia w białych ciuchach.
- Babcia? - zapytałam zdezorientowana - Co tutaj robisz? Znowu nie żyję?
- Tak, to ja. Żyjesz, nic ci się nie stało - podeszła do mnie.
- To, co się dzieje? - wstałam i ze zdziwieniem przytuliłam się do niej.
- Raz na rok, wszystkie nieżyjące dusze mogą zejść na ziemię i przybrać ludzką postać - wyjaśniła mi i z wrażenia usiadłam na łóżko.
- Coś jeszcze?
- Będziesz mnie widziała tylko przez dwie godziny.
- Powiedziałaś, że wszystkie nieżyjące dusze wstępują w ludzką postać, błąkające się też mogą?
- Oni też, tylko, że mają inne godziny.
- Kiedy?
- Po nas, czyli ze niecałe dwie godziny. Można sobie wybrać, kiedy chce się wstąpić. Czy dzisiaj albo wczoraj.
- Ale czemu tak się dzieje? - jestem niezmiernie dociekliwa.
- Kojarzysz bajki z Nowym i Starym Rokiem? - pokiwałam głową - To jednak prawda. W ciągu Sylwestra umiera Stary Rok, Nowy jeszcze się nie narodził. W tym czasie jest tak silne natężenie energii, że my możemy zejść na Ziemię w swoich ludzkich postaciach.
                     Słuchałam jej z szybko bijącym sercem. To wszystko brzmi jak w filmie fantasy.
- Ale to zazwyczaj w Halloween ukazują się duchy - zmarszczyłam brwi.
- Bujdy, to w Sylwester i Nowy Rok pokazują się dusze. Proszę, mów dusze a nie duchy.
- Dobrze Babciu, czemu nie byłaś w zeszłym roku? - zapytałam z deka zawiedziona.
- Byłam sądzona i nie mogłam, jest mi przykro z tego powodu.
- Wybaczam, ale obiecujesz, że będziesz odwiedzać mnie, co rok?
- Obiecuję - uśmiechnęła się ciepło do mnie.
- Tak bardzo mi ciebie brakuje - przytuliłam się do niej i wąchałam kwiecistą woń pochodzącą z jej ubrań.
- Świetnie sobie radzisz.
- Przecież chciałam się zabić - oderwaliśmy się od siebie.
- Chwila zwątpienia w siebie.
- Mogła kosztować mnie życiem.
- Ale wróciłaś.
- Tak szczerze, to czasem zastanawiam się czy nie wrócić tam - przyznałam z wyrazem upokorzenia i spuściłam głowę.
- Jeszcze nie czas.
             Opowiedziałyśmy, co u nas słychać, powspominałyśmy dawne czasy i dopytywałam się na temat życia po śmierci. Przy niej zapomniałam o swoim życiu, mogłam czuć się jak dawniej, otoczona ciepłem oraz troską.
- Zostały mi dwie minuty. Muszę się zbierać - oznajmiła smutna.
- Skąd to wiesz? Nie masz zegarka.
- Czuję to.
- Kocham cię - oznajmiłam i przytuliłam się do niej.
- Ja ciebie też - trwaliśmy w uścisku - Żegnaj moje dziecię, do zobaczenia za rok.
- Będę tęsknić - to były moje ostatnie słowa do Babci zanim rozpłynęła się w powietrzu.
                     Uroniłam łzę, pokój stracił swój blask i stał się zimny. Ze ściany przy perkusji ,,wyszedł’’ Michael.
- Michael? - zapytałam nie wierząc własnym oczom.
- Ann - podszedł do mnie.
                     Wstałam i wpadłam mu ramiona.
- Możesz tylko na dwie godziny? - zapytałam przytulona.
- Na godzinę, wczoraj straciłem godzinę na szukanie ciebie - oznajmił i oderwaliśmy się od siebie.
               Teraz mu się bliżej przyjrzałam. Jest ubrany w kolorach czarno-szarych. Czarne trampki, spodnie, szaro-czarna chustka przywiązana do szlufki w spodniach, szara koszula i na ręce ma chyba rzemyk.
- Tak wyglądałeś jak umarłeś, czy dlatego, że błąkasz się po ziemi? - usiedliśmy na łóżku.
- To drugie - na rzemyku ma dość dużą zawieszkę.
                  Przedstawia ona gwiazdę sześcioramienną przekreśloną na pół i jest w środku sześciokąta. Dosyć często widziałam taki znak, na trampkach, koszulce, jako wisiorek, kolczyk, na Bandamie. Na pentagram, zawsze widziałam go w Sylwka albo na Nowy Rok, dzisiaj, to znaczy wczoraj też.
- Odpowiedz mi na jedno pytanie - zaczęłam poważnie, zbłąkana dusza przeniosła na mnie wzrok - Czemu chciałeś mi to zrobić?
                  Z poczucia winy spuścił głowę i patrzył na białe nosy w trampkach.
- Nie wiem, trochę wypiłem. Musiałem się wyżyć. Sam nie wiem, czemu tak się stało, nie wiedziałem, że to ty.
- Muszę się wyżyć, idę kogoś zgwałcić - uśmiechnęliśmy się zdawkowanie.
- Źle to zabrzmiało.
- Do dzisiaj męczą mnie wyrzuty sumienia, dlatego, że zabiłam cię.
- Nie potrzebnie, mnie dręczą, bo chciałem cię zgwałcić.
- Nadal nie rozumiem, czemu chciałeś to zrobić. Gdybyś się tylko trochę postarał, to od razu miałbyś dziewczynę, moglibyście robić swoje najdziksze fantazje - przygryzłam dolną wargę i puściłam mu oczko.
- Bo się zarumienię - uśmiechnął się tak jak dawniej.
- Trudno, stało się - mruknęłam.                                                               
- Chcę żebyś mi wybaczyła - powiedział skruszony.
- To ja powinnam błagać o wybaczenie. Przecież to przeze mnie nie żyjesz.
- Należało mi się. Przeze mnie Natan musiał się przeprowadzić - poczułam ukłucie w sercu.
- Natan, wiesz, co u niego? - ogarnął mnie smutek oraz tęsknota.
- Mogę ci nawet pokazać. Jedna z dwóch zalet z błąkania się.
                     Wstał i podszedł na środek pokoju, dołączyłam do niego. Przed nami ukazała się tafla o nieregularnych kształtach.
                      Mój ukochany chłopak wypił wódkę i z kieszeni wyciągnął żyletki.
- Staczacie się bez siebie - powiedział Mich w pewnym momencie.
- On zaraz się potnie - spanikowałam.
- Często tak robi, ale się nie potnie. Jedynie Kastiel cię uratował.
- Obserwujesz nas? - zapytałam zdziwiona.
                 Ogarnęła mnie fala tęsknoty, goryczy, smutku, strachu i bólu.
- Tak, kurwa przeze mnie się rozstaliście.
                 Natan poszedł do łazienki i nachylał się nad umywalką. Żyletki leżą przy kranie.
- Zaraz się rozmyśli i położy się - powiedział tonem wypranym z emocji.
- Nie reagujesz? - patrzyłam w plecy bruneta i przypomniały mi się nasze wspólne momenty.
- A co mam zrobić? Kibicować mu? Nie mogę nic zrobić.
- Mich! - krzyknęłam, gdy niebieskooki żyletką przeciął sobie skórę.
                Mam ochotę tam skoczyć i go powstrzymać.
- Spadacie na dół - powiedział smutny i opuścił głowę.
                Kolor umywalki zamieniał się w czerwony. Skoczyłam w taflę, stoję obok Natana. Jak to kurwa możliwe?
- Przestań - powiedziałam i dotknęłam jego dłoni.
- Ann? - zapytał mnie.
- Tak - wzięłam od niego żyletkę i rozcięłam sobie skórę.
- Chyba za dużo wypiłem - moje krople krwi mieszały się z jego.
- Nie powinieneś pić i się ciąć.
                Podsadziłam rękę pod jego i tym razem to jego krew spływała do mojej.
- Jak ja nie mogę bez ciebie - twarz wtulił w moje włosy - Żyć - dokończył.
- Ann, do cholery, co ty robisz? - zapytał wściekły szatyn.
                    Brunet zachowuje się jakby go nie zauważył. Spojrzałam w lazurowe oczy, w których zakochałam się na zabój.
- Nadal cię kocham - oznajmił szczęśliwy z mojej obecności.
- Ja ciebie też - wzruszyłam się.
                 Szybko pokonaliśmy odległość między naszymi ustami. Poczułam dreszcze pożądania i całowaliśmy się zachłanniej, namiętniej. Jesteśmy pełni wzajemnego pożądania i pragniemy swojej bliskości. Z niechęcią oderwaliśmy się od siebie.
- Nie wierzę, że jesteś obok - wyszeptał.
- Ja też - uśmiechnęłam się.
- Pewnie za bardzo się upiłem.
- To zrób mi zdjęcie, jak nie wierzysz.
- Dobry pomysł.
                   Wyciągnął telefon, żeby bardziej w to uwierzył pokazałam zakrwawiony nadgarstek. Drugie zdjęcie zrobił nam jak się przytulaliśmy.
- Za pięć minut znikam - oznajmił zniecierpliwiony Michael.
- Muszę już iść - powiedziałam z wielkim smutkiem.
- Zostań - zatrzymał mnie za nadgarstek.
- Bardzo bym chciała, ale nie mogę - w jego oczach maluje się wielki smutek oraz łzy - Zawsze będę cię kochać.
- Tak jak ja - pocałowaliśmy się ostatni raz i wymieszaliśmy swoje łzy.
- Żegnaj - wskoczyłam w taflę.
- Co ja najlepszego narobiłem? - siedział na moim łóżku i machnięciem ręki zniszczył tafle.
                Dotknęłam jego ramion, drgnął niespokojny.
- Dziękuję ci, za to, że mogłam spotkać się z Natanem. Wybaczam ci, nie mam do ciebie żalu.
              Spojrzał na mnie oczami pełnymi smutku.
- Naprawdę? - zapytał niedowierzając.
- Tak, wpadnij do mnie za rok.
- Jak nie będę sądzony. Czas na mnie.
                 Przytuliliśmy się i już go nie było. Padłam na łóżko i wybuchnęłam gwałtownym płaczem. Tak bardzo go kocham. Rana, która lekko się zasklepiła pękła i bolała z dwojoną siłą.
- Dlaczego to tak bardzo boli? - zaszlochałam.
                 Na ręce paznokciem wyryłam taki sam znak, który oznacza błąkające się dusze. Jutro będzie on na tle perkusji. Płakałam, umysł wspominał mi nasze chwile. Wymęczona zasnęłam płytkim snem.
~~~~~~~~~~~~~~~
    Wygląda na to, że dałam wam prawie cały rozdział xD 
Przepraszam, że tak brzydko wyszło, ale mam nie wiele czasu, więc nawet nie zdążyłam poprawić :(

5 komentarzy:

  1. jeju to było wzruszające! prawie się popłakałam pod koniec!
    nie mogę się doczekać następnej części
    ps. Twój blog został nominowany do Liebster Blog Award ;)
    więcej informacji na moim blogu :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Należało się ! Taki zajebisty blog powinien od razu wygrać ! A na rozdział czekam z niecierpliwością :3.


    . Nie Ogarniam

    OdpowiedzUsuń
  3. Płacze ;(((
    P.S. Jesteś nominowana na moim blogu na LBA!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam cię do "Liebster Blog Award"
    Więcej informacji, na mim blogu:
    http://milosc-od-pierwszego-wejrzenia-sf.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne! Już się nie mogę doczekać reszty ;)
    P.S. Zostałaś przeze mnie nominowana do LBA :D
    Więcej informacji i pytania na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń