25 sty 2014

Rozdział XXX

                    Obsłużyłam klientkę i wróciłam do Leona.
- Kurwa, nienawidzę prasować - mruknął zły. Prychnęłam rozbawiona.
- Dwieście złoty jest już w kasie - oznajmiłam zadowolona z siebie.
- Sprzedałaś? - zapytał zdziwiony i zaczął prasować drugą stronę bluzki.
- No, studniówka się zbliża i teraz jest szał na sukienki.
                     Uprasowane ubrania wieszałam na wieszaki i porządkowałam rozmiarem, kolorem i nadrukiem. Rozmawialiśmy na luźne tematy, Lenny częściej narzekał jak on nie lubi prasować. Skończyło się na tym, że ostatnią dziesiątkę to ja prasowałam, a on wieszał, porządkował oraz obsługiwał klientki.
- Jeszcze powiesić i będzie koniec - powiedział ucieszony.
- Koniec pracy? - zdziwiłam się, wzięliśmy część wieszaków i wyszliśmy z zaplecza.
- Tak, osiemnasta dochodzi.
- Osiemnasta?! - zapytałam zdziwiona.
- Sklep dzisiaj do piętnastej a jutro jest zamknięte - wieszaliśmy tam gdzie się nam podobało.
- Cholera, nie wiem czy mam jeszcze autobus - mruknęłam.
- Odwiozę cię - zaoferował.
- Tak? Dzięki, musiałabym pewnie z buta wracać.
- Muszę dbać o swojego drugiego najlepszego pracownika - skończyliśmy wieszać.
- Przecież jest nas dwóch, chyba, że o czymś nie wiem - zastanowiłam się.
- Jest nas dwóch, a ty jesteś drugim najlepszym pracownikiem.
- Snob - powiedziałam cicho.
           Krytycznym wzrokiem rozejrzałam się po podłodze w sklepie. Wszędzie pełno brudnego i roztopionego śniegu.
- Na zapleczu jest wiadro z mopem? - zapytałam szefa.
- Jest, płyn do podłóg też powinien być.
          Poszliśmy do schowka na zapleczu i wyciągnęliśmy wiadro, mop oraz płyn do podłóg. Leo poszedł napełnić wiadro wodą a ja sobie usiadłam na kanapie, przyszedł, gdy znalazłam wygodną pozycję.
- No, szoruj - powiedział ze złośliwym uśmieszkiem przy wręczaniu mi przedmiotów.
            Bez słowa wyszłam i pochylona zmywałam podłogę. Po dwóch minutach przyszedł do mnie Lenny i położył mi się na plecach.
- Masz kanapę, a wykładasz się na mnie - zamarudziłam.
- Kanapa jest zimna - mruknął.
- To idź ją zagrzać, a teraz zejdź ze mnie - coraz bardziej mi ciążył.
- Nie, ty jesteś cały czas gorąca - odciążył mi plecy i przytulił się do mnie. Zesztywniałam, po chwili się ocknęłam i dalej myłam podłogę.
- Spać mi się chce - oznajmił cicho.
- To połóż się - powiedziałam szeptem.
          Skończyłam robotę i razem z Leonardem wlokłam się na zaplecze. Wiadro postawiłam przy ścianie i razem z mężczyzną położyłam się na kanapie. Leżeliśmy na boku a brunet nadal jest wtulony we mnie. Butik jest zamknięty od środka, chyba zostawię go śpiącego i przejdę się na piechotę do domu. Przez te ciepło robię się śpiąca oraz leniwa, oczy mi się zamykają.
          Obudziły mnie przyjemne pocałunki, parę z nich oddałam.
- Natan? - zapytałam nie otwierając oczu. Pocałunki stały się głębsze.
- Nie - gwałtownie otworzyłam oczy. Nade mną pochyla się Leo, zmieszałam się.
- To ja może już pójdę do domu - niezdarnie wychodziłam spod niego.
- Miałem cię odwieźć - podeszłam do wieszaka z naszymi ciuchami.
- Zapomniałam, ale nie musisz - zawinęłam się szalikiem.
- Ale chce - pomógł mi nałożyć płaszczyk.
- Serio mogę się przejść - patrzyłam jak się ubiera.
- Jest po dwudziestej pierwszej - oznajmił motając się z szalikiem.
- Jak szybko ten czas leci - mruknęłam.
           Jechaliśmy pogrążeni w ciszy, gdybym szła piechotą to może znalazłabym jakąś otwartą aptekę i kupiła test ciążowy. Zawsze jak jestem podenerwowana zębami skubię dolną wargę, działa do dziś.
- Stało się coś? - zapytał w pewnym momencie.
- Nie. To znaczy tak. To osobiste - powiedziałam zrezygnowana.
- Na pewno nie chcesz o tym porozmawiać? - zatrzymał się na czerwonym świetle.
- Na pewno - zapewniłam go i przestałam skubać wargę.
           Przecież nie powiem mu, że być może jestem w ciąży. Przez te myśli moje samopoczucie jest na minusowym poziomie. Dalsza podróż odbyła się na według mnie sztucznych rozmowach.
- Jutro masz wolne - powiedział jak się zatrzymaliśmy pod moim domem.
- Wiem, dzięki za podwózkę. Cześć - pożegnałam się i weszłam do domu.
          Zdjęłam płaszcz, szalik oraz rękawiczki i zamknęłam dom od środka. Wzięłam Darkena, położyłam się na kanapie i zaczęłam oglądać jakimś film. Jego fabuła mnie znudziła do tego stopnia, że zachciało mi się spać. Jak Jade zabierze mi królika to chyba się załamię, tak bardzo się do niego przywiązałam. Zwierzątko wtuliło się w mój brzuch i zasnęło. Wyłączyłam telewizor, ostrożnie się podnosiłam, żeby nie obudzić czarnej kulki.
         Poszłam do łazienki i wzięłam długą kąpiel. Cały czas przyglądałam się mojemu brzuchowi. Przecież mam tatuaż, ja pierdolę, potem będę miała jedną, wielką plamę. Opatuliłam się szlafrokiem i poszłam na górę po pidżamę. Darken już leżał na moim łóżku, potargałam go przy uszach i szłam dalej. Z odpowiednimi ciuchami zeszłam na dół.
         Ubrałam się, ułożyłam oraz wysuszyłam włosy. Muszę trochę podciąć grzywkę, bo jest stanowczo za długa i robi się z niej pukiel. Wróciłam do swojego pokoju, z blatu biurka zgarnęłam laptopa i przeniosłam się z nim pod kołdrę. Zalogowałam się na Skypa, wyżaliłam się dla Erzy, pocieszyła mnie i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i niczym. Zasnęłam z lepszym samopoczuciem.
~Jakiś czas później~
         Jest dopiero parę minut po dziesiątej a ja nie mam pomysłu, co mam zrobić ze swoim życiem. Zjadłam śniadanie, przebrałam się, dałam jedzenie dla Darkena i teraz nie mam, co robić. Zaraz, przecież chciałam iść na lodowisko. Poszłam do garderoby i odszukałam swoje czarne łyżwy figurowe. Wyciągnęłam też torbę, w której zawsze je nosiłam. Znalazłam legitymację szkolną, wzięłam trochę kasy, telefon i zeszłam na dół. Ubrałam się, pożegnałam z królikiem, zamknęłam dom i poszłam na przystanek. Do następnego kursu autobusu mam godzinę, a do ulubionego lodowiska półgodziny drogi. Postanowione, przejdę się.
         Szłam w miarę szybko, po drodze mijałam wiele aptek. Jak będę wracała to kupię sobie test.
~Kev~
          Siedzę w swoim pokoju i bezczynnie gapie się w ścianę. Cały czas moją głowę zaprzątają myśli dotyczące Ann i jej niepewnej ciąży. Natan, coś ty mogłeś najlepszego narobić. Jaka załamana była w łazience, przed oczami w kółko krąży ten sam obraz, a w głowie słychać naszą rozmowę. Jakbym miał włączony guzik replay i nie mogę go wyłączyć.
        Zbliża studniówka i nie zaprosiłem jeszcze nikogo. Jak ją spotkam to wybiorę odpowiedni moment, i się zapytam. Od niedawna zrozumiałem, że zakochałem się w Ann. Ale ona pewnie nadal go kocha, jakie to jest wszystko popierdolone, pierwszy raz się zakochałem, i co? Dupa! Do chrzanu to, ale zaryzykuję. Chociaż spróbuję. Do drzwi usłyszałem pukanie i odwróciłem głowę w kierunku dźwięku.
- Co? - warknąłem.
- Masz gościa - do pokoju wszedł Edd.
~A~
         Teraz jest godzina, w której osoby, co mają własne łyżwy nie płacą za wejście. Nie jeździłam od jakiś dwóch lat, ciekawe ile gleb zaliczę. Założyłam łyżwy i weszłam na lodowisko. Jeszcze nie pewnie jechałam, ale z każdym odepchnięciem czułam się pewniej i nabierałam prędkości. Jak na każdym lodowisku musi być puszczana muzyka, i właśnie na tym jest.
        Zatrzymałam się przy bandzie i patrzyłam na ludzi. Banda nastolatków, chłopak zabrał dziewczynie czapkę i ucieka jak szalony, a ona go goni. Pary, które uczą jeździć partnera, lub całują się na zakręcie. Glebowcy, czyli ci, co przewracają się po przejechanym metrze, albo małe dzieci, które są uczone jazdy przez swojego rodzica. No i wyścigowcy, ścigają się z każdą osobą, co z tego, że się nie znają. Ważne, iż są szybsi.
        Jade jak była uprawia łyżwiarstwo figurowe, jeździła na zawody. Zajęła drugie miejsce na zawodach międzynarodowych, zrezygnowała, bo nie zniosła presji, jaką nałożyli na dziesięciolatkę. Kiedyś nauczyła mnie kilku figur, przydałoby się je przypomnieć. Zapomniałam ich nazw, dlatego nazywam je po swojemu.
        Odjechałam od bandy i znalazłam się na środku lodowiska. Rozpędziłam się i zrobiłam piruet w powietrzu. Miałam nieczyste lądowanie, ale jak na pierwszy raz było całkiem nieźle. Trzymałam równowagę na jednej nodze i pochyliłam się tak, że kąt między tułowiem a nogą wynosi dziewięćdziesiąt stopni. Kręciłam się powoli, ale kiedy wyprostowałam się natychmiast nabrałam prędkości. Odchyliłam się lekko do tyłu i zrobiłam pozę baletnicy. Usiadłam na jednej nodze a drugą wyprostowałam do przodu i nachyliłam się w jej kierunku. Powoli się podnosiłam do góry, trochę ludzi się patrzyło na mój pokaz, zdecydowałam, że skończę go piruetem w powietrzu.
      Gdy byłam w powietrzu i przygotowywałam się do lądowania ktoś się ze mną zderzył. Wylądowałam na lewej nodze, traciłam równowagę, kostka niebezpiecznie zachybotała się i zaliczyłam bolesny upadek jadąc na plecach z półtorej metra. Niedaleko mnie leżał jakiś chłopak, chyba on się ze mną zderzył. Wokół mnie zebrało kilka osób i patrzyli na mnie przestraszeni. Moja kostka, podciągnęłam lewą nogę pod brodę i złapałam się za bolącą kostkę. Usiadłam i nadal trzymałam się za bolące miejsce. Mam nadzieję, że nie jest zwichnięta. Chłopak, który prawdopodobnie na mnie wpadł przyszedł do mnie.
- Wszystko w porządku? - zapytał zmartwiony - Przepraszam, wpadłem na ciebie - posłałam mu wściekłe spojrzenie.
- Lepiej patrz jak jeździsz - powiedziałam chłodno i podniosłam się z trudem.
- No przepraszam - wyjęczał, jechałam w kierunku wyjścia. Cały czas był przy mnie.
       Nie wymieniłam jeszcze zderzaków - to osoby, które wpadają na innych. Im nic się nie dzieje, gorzej z tymi drugimi. Często są potłuczeni, bo padają na tyłek, niektórzy mają szczęście, ponieważ są lekko potłuczeni albo obolali.
- Najważniejsze, że nie załamałeś mi nogi - mruknęłam.
          Usiadłam na ławce i zaczęłam zdejmować łyżwy.
- Przykro mi jest za ten wypadek, w ramach zadośćuczynienia pójdziesz ze mną do kawiarni na ciepłą czekoladę? Ja stawiam.
          Jest mi zimno w całą twarz i jeszcze trochę ciągam nosem.
- Dobra, po lodowisku miałam się przejść - powiedziałam łaskawie.
- To idę nałożyć buty i wrócę do ciebie - ucieszył się i poszedł w innym kierunku.
         Lekko rozmasowałam sobie kostkę i delikatnie nałożyłam but. Spakowałam łyżwy do torby i siedziałam lekko skulona na ławce.
- Idziemy? - zapytał stojąc nade mną.
         Pokiwałam głową i wstałam.
- Seryjnie jest mi przykro za tą glebę.
- Dobra - ucięłam i lekko kulałam przy nim.
- Jestem Kentin, a ty?
- Ann - mruknęłam. I to ponoć baby tak dużo gadają, poznajcie Kentina.
- Boli?
- Nie, łaskocze - powiedziałam oschle. Zatrzymaliśmy się przy przejściu i czekaliśmy na zielone światło.
- Jak trudno jest z tobą rozmawiać - mruknął nie wystarczająco cicho.
- Wiem o tym, szczęście mają ci, co są moimi przyjaciółmi, albo ich toleruję - intensywnie patrzyłam się w czerwone światło - Ale dla ciebie postaram się być odrobinę milsza.
- W sumie to zasłużyłem - dostał wyrzutów sumienia.
- To patrz jak jeździsz - mruknęłam i weszliśmy do przytulnej kafejki.
- Co chcesz do picia? - zapytał jak znaleźliśmy miejsce.
- Kakao - popatrzyłam na ciasta obok kasy.
- A do jedzenia?
- Weź mi jakąś babeczkę z toffi - powiedziałam.
          Rozebrałam się, szalik i rękawiczki wsadziłam do rękawa w płaszczu, następnie powiesiłam go na oparciu krzesła.
- Zaraz zamówię - oznajmił i poszedł w moje ślady.
          Pod czapką u niego skryły się brązowe włosy, nie jest brzydki. Czarny i obcisły podkoszulek oraz biała koszula eksponowały mięśnie. Nałożył jeszcze spodnie w moro i glany. Wrócił po trzech minutach z babeczką dla mnie i ciastem czekoladowym dla siebie.
- Potem doniosą picie - oznajmił i postawił talerzyk przede mną.
- Dzięki.
- Do jakiej szkoły chodzisz? - zapytał, żeby stłumić ciszę narastającą między nami.
- Do liceum Słodki Amoris - odpowiedziałam.
- Co za zbieg okoliczności, niedawno się przepisałem tam i po wolnym zaczynam - uśmiechnął się.
          Znudzona kelnerka podała nam kubki z parującą cieczą. Powąchałam zawartość swojego kubka.
- Zamawiałeś czekoladę? - zapytałam studiując zapach.
- Skąd wiedziałaś? - zdziwił się.
- Bo pewnie masz moje kakao, to pachnie inaczej.
         Wymieniliśmy się kubkami i dla pewności powąchałam zawartość. Tak, to moje kakałko, wzięłam malutkiego łyczka.
- Do jakiej klasy chodzisz?
- Druga A, a ty?
- Druga C, chyba będziemy mieć ze sobą parę lekcji.
- Możliwe - mruknęłam i zjadałam słodką babeczkę.
- Powiesz coś o sobie? - zapytał mnie, zastygłam w pół ruchu. Chrząknęłam.
- Powiem ci tylko, że jak miałam dziesięć lat to wyjechałam do Londynu na sześć. Półtora roku temu wróciłam.
- Ojciec wysłał mnie na rok do szkoły wojskowej. Wcześniej miałem garnek na głowie, przez swój wzrost ludzie brali mnie za pięcioklasistę, a okulary zajmowały mi połowę twarzy. Koszmar. A teraz jestem jak nowy człowiek.
- Nosisz soczewki?
- Czasami, mam niewielką wadę i nie muszę.
- Chyba lubisz czekoladę - powiedziałam.
- Mocno widać?
- Zamówiłeś sobie czekoladę i ciasto czekoladowe.
- Właśnie kończę pić, a ty?
- Jeszcze trochę, dwa łyki.
- Idę zapłacić.
- Dobra - mruknęłam.
           Odstawiłam pusty kubek i zaczęłam się powoli ubierać. Po kilku sekundach dołączył do mnie Kentin. Ubraliśmy się w tym samym czasie. Zrobiłam krok do przodu.
- Cholera, moja kostka - oparłam się o krzesło.
- Zabieram cię do lekarza - oznajmił stanowczo.
- Jest niedziela.
- To na pogotowie.
- Ale czym?
- Zadzwonię po tatę, zawiezie nas - wyszłam wsparta na jego ramieniu.
           Cały ciężar ciała trzymałam na prawej nodze, a szatyn dzwonił.
- Musimy się trochę przejść - schował telefon do kieszeni.
- Daleko? - zapytałam skrzywiona.
- Trochę.
- Cholera - mruknęłam.
- Wezmę cię na barana.
- Nie przesadzasz?
- Nie - nachylił się naprzeciw mnie.
         Niezbyt zadowolona weszłam na jego grzbiet, ludzie rzucali nam zaciekawione spojrzenia. Rozmawialiśmy na neutralne tematy, a chłopak trochę pytał o Sucrette. Miałam problem z przypomnieniem jej sobie, ale zapadła mi w pamięci, jako najgłupsza dziewczyna. Dziesięć minut później czekał na nas samochód terenowy.
         Jego ojciec chciał wiedzieć najwięcej, podejrzewam, że to on szkolił Kentina. Sposób bycia mężczyzny o tym świadczy.
         Na pogotowiu dowiedziałam się, że mam nadwyrężoną kostkę. Dostałam jakąś tabletkę przeciwbólową, lekarz przypisał mi maść na stłuczenia. Mam jak najmniej chodzić, do sylwestra powinno mi przejść.
         Kentowi zrobiło się przykro, zawieźli mnie do apteki. Cudem mi się udało namówić chłopaka, żeby został w samochodzie.
         Weszłam do apteki i po wykupieniu recepty zestresowana poprosiłam o test ciążowy, aptekarka rzuciła mi znudzone spojrzenie i bez żadnych zbędnych pytań dała mi test. Zapłaciłam i wróciłam do samochodu.
         Wysadzili mnie pod domem, podziękowałam i weszłam do domu. Rozebrałam się, tabletka zaczęła działać i ból w kostce malał. Poszłam do łazienki i zrobiłam test. Teraz zostało mi tylko czekać. Usiadłam na sedesie i odliczałam sekundy pozostałe do uzyskania wyniku. Od tego wyniku zależy moje przyszłe życie. Czas minął i spojrzałam na test.
 ___________________________________________________
        Przepraszam, jeżeli nie ma moich komentarzy pod waszymi rozdziałami. Nie wiem, co mam napisać żeby było na temat i logicznie.

        Usypiałam jak pisałam ten rozdział, nie zdziwię się jak wy też.

12 komentarzy:

  1. Oho, ładnie to tak sie dobierać do Ann, Leo? :o
    I Kev.... Ta to ma branie xD
    I albo mi sie wydaje albo straszna z niej kaleke robisz xD Najpierw te plecy a teraz kostka...xd
    A co do samego rozdzialu to skonczyly mi sie slowa opisujace jakie one wszystkie sa cudowne:c
    I albo mi sie wydaje albo troszku krotki jest, ale to pewnie mi sie wydaje:)
    I zabic za konczenie w takim momencie, albo uwiezic tez moge D:

    OdpowiedzUsuń
  2. w takim momencie?! w takim momencie?!!!!
    ale tak zgaduję, że nie będzie w ciąży
    cudowny rozdział tylko krótki jakiś ;/
    Leo no dopiero co zerwałeś z Rozą, a już się dobierasz do Ann. Daj sobie trochę czasu XD
    szybko pisz nexta :***

    OdpowiedzUsuń
  3. No weź się nie wygłupiaj. Jak mogłaś nam to zrobić i zakończyć w tym momencie...
    ale i tak Leo bardziej mnie zaskoczył :| Co za babiarz XD
    A propo. Kena to fajnie trochę o nim poczytać :D
    Już nie pamiętam jaki był ostateczny wynik poprzedniej ankiety... Bo gdyby było że An w 6 miesiącu ciąży i układa życie z Kastielem to by się zgadzało.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty się znęcasz... Zawsze kończysz w takim momencie, nienawidzę cię... xD
    Leo... Dopiero zerwał z Rozalią, a już do Ann się dobiera
    Świetny rozdział, nie mogę doczekać się nexta :D
    Sama nie wiem, czy wolałabym, żeby Ann była w ciąży, czy nie... Ale myślę i czuję, że jednak wyjdzie na teście, że nie jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. W takim momencie? No ja cię po prostu kobieto zabiję!
    Oczywiście rozdział świetny (nie licząc tego, w jakim momencie zakończyłaś ;[ foch) i czekam na next.
    I wreszcie pojawił się Kentin. Jakoś zawsze, gdy spotyka główną bohaterkę, to uśmiecham się :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobra motywacja i rozdział w dwa dni napiszesz xD
    No, no. Ładnie to tak trzymać czytelniczki w niepewności? XD
    Przyznaje, że akcją z Leo mnie zaskoczyłaś xD
    I dalej uważam, żeby Ann zostawiła wszystko w pizdu i była z Kevem :P
    No ewentualnie może wrócić Natan. XD

    OdpowiedzUsuń
  7. masz racje. troche nudnawy, ale tak myśle chyba tylko przez tą akcje w Naruto XD \
    A co do komętarzy... Trudno. Nie piszesz, to nic.
    :D Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja cię zamorduje. W takim momencie?! Ale z. Leosiem dałaś po bandzie, szuja i babiarz z niego :P. Jenny, a ja dalej jestem za lezbijką Ann xD. Dawaj szybko nexta, czekam :P

    Nie Ogarniam

    OdpowiedzUsuń
  9. Też nie lubię tak komentować. xD Dlatego walę teksty w stylu - ''świetny rozdział'' itd. xD
    Mi się podobał i się nie nudziłam. Mam nadzieje, że Ann nie jest w ciąży... :/
    No... świetny rozdział xD <3

    OdpowiedzUsuń
  10. -.^
    Czemu nie dodajesz nowego rozdziału??
    Czekam z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę jakoś dobrze złapać weny i pisać z nią xD Bardzo postaram się żeby rozdział pokazał się w weekend :)

      Usuń
  11. Kiedy next czekam rozdział boski: *

    OdpowiedzUsuń