12 sty 2014

Rozdział XXIX cz1.

         Obudziłam się i patrzyłam na Kevina, który robił pompki. Jest w samych bokserkach i wygląda nawet pociągająco. Co?! Pociągająco?! Za wcześnie się obudziłam. 
- Obudziłaś się już? - zapytał jak podłapał mój wzrok.
- Nie do końca - powiedziałam śpiąco i zwlekłam się z łóżka.
- Miałaś jakieś koszmary?
- Raczej nie a ty?
- Obudziłem się przy czarnym i rozczochranym koszmarze - powiedział złośliwe.
- Odpracuj to - rozkazałam i usiadłam mu na plecach.
- Złaź. Jesteś za ciężka - przygwoździłam go.
- Lepiej? - zapytałam gdy położyłam się na nim twarzą do podłogi.
- No - powoli robił pompki.
- Ćwicz, ćwicz. Może jakąś laskę wyrwiesz - stykaliśmy się policzkami i objęłam go za szyję.
- To schudnij.
- Mięśnie sobie wyrobisz i proponuję jeszcze żebyś robił brzuszki - miarowe tempo jego pompek kołysało mnie i zaczynałam zapadać w sen.
- Lepiej by było gdybyś schudła - zamarudził ponownie.
- Zamknij się i ćwicz - warknęłam na niego po angielsku.
- Ty i twój Londyn - również powiedział po angielsku.
- Tak, ja i mój Londyn. A teraz ćwicz - ostatnie zdanie powiedziałam w ojczystym języku.
- Czuję dwa takie ciepłe punkty - powiedział i podejrzewam, że się uśmiechnął.
- He, no wiesz, najbliżej serca - rzekłam - Dlatego takie ciepłe.
- Dasz zagrzać ręce?
- Łopatki ci grzeje. Ciesz że, w ogóle ci coś grzeje.
                  Prawie, że zasnęłam kiedy przestał. Położył się na podłodze a ręce podłożył pod prawy policzek.
- Nie mogę już - oznajmił.
- To teraz zrobisz ze mną piętnaście brzuszków, cieniasie - sturlałam się z niego i patrzyłam w sufit.
- Chciałabyś. Najpierw schudnij - powiedział złośliwie.
- Pomagam ci nabrać muskulatury, a ty śmiesz krytykować moją wagę - obruszyłam się. 
                    Przewrócił oczami a palce u nóg schował pod łóżko.
- Chodź, pomożesz mi. Anorektyczko jedna - uśmiechnął się.
                    Na czworaka wgramoliłam na tors rudego i znalazłam odpowiednią pozycję. ( dżizas, jak pisałam te zdanie, to włączyły mi się skojarzenia. Co to szkoła robi z ludzi xD ) 
- Możesz zaczynać - powiedziałam gdy było mi w miarę wygodnie.
- Dziękuję za pozwolenie - mruknął.
- Proszę bardzo.
- Nie wiem czy się podniosę.
- Dasz radę - mruknęłam senna.
                   Z trudem zrobił pierwszy brzuszek.
- Jeszcze czternaście - pocieszałam go i zamknęłam oczy.
- Przez zimę nie mogę jeździć na BMX-ie - wyżalił się po jakimś czasie, czyli po czwartym powtórzeniu.
- Jeździsz na BMX-ie?
- No, a Ashton na desce - powiedział podczas podnoszenia się, przez co miał trochę słaby głos.
- Widzę, że ledwo dyszysz. Odpuść sobie, koniec brzuszków. Padłeś po sześciu - zeszłam z niego i przeciągnęłam się.
- Kiepski jestem - powiedział cicho z urażoną dumą.
- Po prostu wymagałam niemożliwego -mówiłam spokojnie oczekując, jak się na mnie rzuci.
                    Podszedł do mnie i podniósł jak w Dirty Dancing.
- Kiepsko mi idzie z brzuszkami, a tobą to mogę rzucać na odległość - wyszczerzył się.
- Postaw mnie idioto! - zażądałam.
- Nie umiem, jestem idiotą - powiedział wrednie.
- Mam lęk wysokości - próbowałam coś wymyślić na szybkiego.
- Ta, jasne, przecież uprawiasz parkour - zrobił minę w stylu are you fucking kidding me.
- Ale jebłam - zrobiłam facepalma przez własną głupotę. Rudy przewiesił mnie przez swoje prawe ramię, przez co widziałam wszystko, co było z tyłu.
- To co Fiona, idziemy na śniadanko? - zapytał rozbawiony.
- Puść mnie ogrze jeden. Jedynie co, to możesz być rudym kotem. 
- Za to tobie Fiona idealnie pasuje.
- Czemu?
- Jesteście tak samo brzydkie.
- Zmieniłam zdanie, jesteś osłem - roześmiał się.
- Osioł jest najbardziej zajebisty z całego filmu - schodziliśmy ze schodów.
- Nie mówię o filmie - powiedziałam złośliwie.
- Jak się wyszczerzysz, to wyglądasz jak koń - pocisnął po mnie.
- A ty jesteś rudy.
- Bo mogę cię nie chcący zrzucić ze schodów - zagroził.
- Masz zajebisty kolor - powiedziałam bez cienia sarkazmu.
- Dopiero to zauważyłaś? - odstawił mnie na ziemi i zachwiałam się do tyłu.
- Kłamałam - oznajmiłam z szatańskim uśmieszkiem.
- Małpa.
- Orangutan mandarynkowy.
- Pawian.
- Kapucynka.
- Kapucynki są słodkie.
- To jesteś skunksem.
- O jak miło, a ty jesteś słonicą.
- Hipopotam.
- Łysy kot.
- To sfinks. Dobra, spokój hipisie, bo ci jeszcze żyłka pęknie - z boku na czole wychodziła mu taka jedna - O, a teraz pulsuje.
- Mam cię łaskotać? - zbliżał się do mnie.
- Tylko spróbuj. Wylecę na zewnątrz z wrzaskiem, że chcesz mnie zgwałcić - ostrzegłam.
- Nie jesteś aż tak pojebana - powiedział z miną zwycięzcy.
- Nawet mnie nie dogonisz - droczyłam się z nim.
- Dogonię - ruszyłam pędem salonu.
                 Okrążyliśmy kanapę i rzucałam w niego poduszkami. Specjalnie zapędziłam się w ślepy zaułek niedaleko drzwi. Z udawanym przerażeniem patrzyłam na chłopaka i rzucałam w rudego czym popadnie. Kurtkami, butami i parasolkami.
- Mówiłem, że dogonię - zbliżał się do mnie.
                  W momencie gdy zaczął mnie łaskotać otworzyłam drzwi.
- Zostaw mnie - krzyczałam i ledwo się poruszałam do przodu, bo on mnie ciągnął wgłąb domu - Puść mnie - wymusiłam łzy i szarpałam się do przodu - Zostaw mnie zboczeńcu - zawyłam ponownie i biegłam przed siebie.
                  Przed domem zebrał się tłum gapiów.
- Pomóżcie mi. On chce mnie zgwałcić - darłam się, płakałam  i przebierałam gołymi stopami po śniegu. No brawo geniuszu.
- Zamknij się idiotko! Jeszcze po policję zadzwonią - biegł za mną.
                   Zatrzymałam się przy jakiejś grupce chłopaków i lekko szarpałam jego za kurtkę.
- Błagam pomóż. Ten zboczeniec napadł na mnie w domu - mówiłam bezradna.
- Ona kłamie, nic jej nie zrobiłem - bronił rudy, który ma na sobie tylko bokserki.
- Nie zbliżaj się do mnie - krzyknęłam histerycznie jak zbliżył się do mnie na krok - Moje stopy - przestąpiłam z nogi na nogę. 
                Chłopak zdjął z siebie kurtkę, nałożył ją na mnie i wziął mnie na ręce. Z zimna na nogach dostałam gęsiej skórki.
- Halo? Policja? Chciałbym zgłosić próbę gwałtu - policję zawiadamiał inny chłopak a Kev wybałuszył na niego oczy. Uśmiechnęłam się do niego zwycięsko.
- Nic nie zrobiłem. Ona kłamie, patrzcie, uśmiecha się - wskazał palcem na mnie a mi na zawołanie uciekł uśmiech i patrzyłam na niego przerażona oraz się skuliłam w geście, że boje się, iż może mi coś zrobić.
- Jasne - mruknął sarkastycznie szatyn, który mnie trzymał.
- Kurwa, jak zimno - trząsł się.
- No i dobrze, niech ci kutas odpadnie - warknął do niego blondyn, który patrzył na widowisko.
- Było by najlepiej - wtrąciłam a w środku wybuchłam śmiechem.
- Przecież się znamy - zwrócił się do mnie.
- Pierwszy raz cię widzę i żałuje tego - powiedziałam gorzko.
                 Przy nas zatrzymał się radiowóz policji. No, robi się ciekawie. Rudy miał przerażenie w oczach. 
- Dzień dobry, czy ktoś dzwonił po policję? - zapytała funkcjonariuszka.
- Tak, ja - odezwał się chłopak, który dzwonił.
- Kto jest ofiarą? - zapytał nie ogarnięty policjant.
- Ja - odezwałam się.
- A napastnikiem?
- On - blondyn popchnął Keva do przodu.
- Zabieramy was na komendę - zarządziła kobieta. Brunet odstawił mnie i oddałam mu kurtkę.
- Tylko zamknę dom - powiedziałam i szerokim łukiem ominęłam rudego.
                Nałożyłam buty i wzięłam płaszcz. Po zamknięciu domu szłam do samochodu, w środku był rudy, którego zakuto w kajdanki. Chciał mnie zabić wzrokiem.
- Jesteś z siebie zadowolona? - zapytał mnie wkurzony.
- Byłabym z siebie zadowolona gdyby obcięli ci pewną część ciała, a teraz masz za swoje. Zboczeńcu jeden - warknęłam do niego.
- To wszystko twoja wina - chciał rzucić się na mnie, ale kajdanki mu przeszkadzały.
- Proszę się uspokoić, albo użyje na panu paralizatora - ostrzegła.
- Niech się pani nie krępuje - powiedziałam ze złośliwym uśmieszkiem.
                 Może przesadziłam, chociaż niech wie, że ma mnie nie łaskotać. Przez resztę drogi milczeliśmy a Kevin pewnie wymyślał na mnie wszelkie przekleństwa. Sytuacja dla mnie jest komiczna. Wysiedliśmy i weszliśmy na komendę. Jak szliśmy przez korytarz do pokoju przesłuchań policjanci i policjantki śmieli się z niego lub posyłali mu kpiące spojrzenia a on się rumienił. Szare ściany i podłoga, a na środku stolik i cztery krzesła. Po jednej stronie ja z chłopakiem a po drugiej funkcjonariusze.
- Co się właściwie wydarzyło? - zapytał policjant.
- Schodzę żeby zrobić sobie śniadanie a w salonie był on - wskazałam na rudego, któremu zaraz oczy wyjdą z orbit - Zaczął się rozbierać, chciałam go wyrzucić z domu. Przy drzwiach złapał mnie i ciągnął wgłąb domu. Wcześniej chciał zdjąć ze mnie ubranie i chciał mnie skutecznie unieruchomić - wymusiłam łzy a twarz Kevina robiła się coraz bardziej zdziwiona.
- To nie prawda! - pisnął jak przestraszona dziewczynka.
- A jaka jest pańska wersja? - zapytała funkcjonariuszka.
- Chciałem ją łaskotać a ona odstawiła takie przedstawienie.
- Za próbę gwałtu oraz składanie fałszywych zeznań grozi nawet jedenaście lat - jedenaście lat?! O kurwa, muszę go z tego wyciągnąć, rudy zbladł.
- On nie kłamie, to ja skłamałam - rzekłam lekko spięta.
- Pan Paulako złożył doniesienie, że tamten mężczyzna chciał panią gwałcić. Czy to prawda? - zapytał policjant z naciskiem na słowo prawda.
- Nie, przecież powiedziałam, że to ja skłamałam a on mówi prawdę - jak oni go na policjanta wybrali, skoro nie potrafi logicznie poskładać informacji?
- To czemu pani krzyczała, że ten mężczyzna chce panią zgwałcić?
- Ten mężczyzna to Kevin i jest moim najlepszym przyjacielem. Nie chciał mnie zgwałcić, chciał tylko mnie połaskotać. Ostrzegłam go, że jak zacznie mnie łaskotać to będę krzyczeć - wściekłam się na policjanta.
- To czemu jest w samych bokserkach? - zapytała kobieta.
- Bo miał taki kaprys - powiedziałam kąśliwie - Nocował u mnie - dodałam znudzona.
- Żaden młody mężczyzna nie nocuje ot tak z młodą kobietą.
- Oglądaliśmy horror i bał się wrócić do domu. Nie moja wina, że jest tchórzem - z obojętnością wzruszyłam prawym ramieniem.
- Ann - powiedział cicho Kevin. Wygląda jakbym mu odebrała godność.
- Mogłeś chociaż udawać, że się nie boisz - uśmiechnęłam się złośliwie.
- Ty też się bałaś - wytknął mi.
- Bo jestem dziewczyną. A teraz siedź cicho, dupę ci ratuję. Gdybym jeszcze trochę poudawała to byś w pudle wylądował - warknęłam.
- To jak w końcu było? - zapytała wkurzona policjantka.
- Tak jak powiedziałam. Chciał mnie połaskotać, ostrzegłam go że będę wrzeszczeć. No i wylądowaliśmy tutaj - powtórzyłam - Przeliterować?
                Dostałam kuksańca od Kevina i nakazał mi się zachowywać.
- Dobra, tym razem dostajecie pouczenie. Następnym razem traficie za kratki nawet do trzech lat - westchnęła.
                 Na mojej twarzy pojawił się wyraz ulgi.
- Dziękuję - powiedziałam.
               Odwieźli nas a Kevin biegiem pokonał odległość do drzwi. Otworzyłam drzwi i zdjęłam płaszcz oraz buty.
- Jesteś pojebana! - naskoczył na mnie.
- Co ty? - zapytałam sarkastycznie.
- Przez ciebie zakuli mnie w kajdanki!
- Jeszcze trochę i byś paralizatorem dostał - wtrąciłam zadowolona - Usiądź - złapałam go za nadgarstek i usiedliśmy na kanapie - Jest mi trochę przykro.
- Właśnie w piekle pada śnieg - powiedział sarkastycznie.
- W ramach zadośćuczynienia opowiem ci pewną historię, która mi się przytrafiła - wzięłam głęboki oddech - W andrzejki jak Natan ze mną zerwał wracałam do domu i napadnięto na mnie.
- Wiem o tym - wtrącił się - Dostałaś nożem i wylądowałaś w szpitalu.
- Nie powiedziałam wszystkiego. Ktoś chciał mnie zgwałcić, przeżyłam tylko dlatego, że zabiłam napastnika. Tym napastnikiem był Michael, dowiedziałam się o tym jak wyszłam ze szpitala. Do dziś męczą mnie wyrzuty sumienia.
- Ou, przykro mi - przytulił mnie - Masz jakąś męską koszulkę?
- Raczej mnie, chcesz się umyć?
- No, a jakąś mniej babską?
- Mam jedną unisex. 
- To dawaj mi ją.
- To zanieś mnie na górę.
- Jeszcze czego. Mało nie trafiłem do paki przez ciebie i mam jeszcze nosić cię na rękach? - zbulwersował się.
- Gdybym tego nie odkręciła, to byś w niej siedział. Ciesz się, bo widziałeś, że z łatwością możesz w niej wylądować. Wystarczy że trochę poudaję.
- Ale później miałabyś wyrzuty sumienia, tak jak po... - dobrze wiedziałam co chciał powiedzieć.
- Ostrzegałam cię. Jestem zdolna do wszystkiego, a jak się uprę to dopnę swego. I nie wiedziałam, że to był on - warknęłam wściekła i gwałtownie wstałam. Jak on śmie mi to wytykać?
- Oj, no nie fochaj się już. Przecież wiesz, że nie chciałem - wstał i mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk.
- To myśl następnym razem - powiedziałam mu w ramię.
- Przepraszam - wymruczał i pocałował mnie w czoło.
- Nie gniewam się już - mruknęłam a on porwał mnie na górę i odstawił dopiero w garderobie.
                 Znalazłam i dałam mu bluzkę z nadrukiem RockTober Fest.
- Potem masz mi ją oddać. Ma dużą wartość sentymentalną - oznajmiłam.
- Dobra - mruknął i wyszedł.
                 Wzięłam sobie luźną bluzkę z nadrukiem czaszki i poprzecierane jeansy.


Zeszłam na dół, dałam Darkenowi jeść i zaczęłam się odmóżdżać przed telewizorem.
________________________________________________________________
No tylko tyle. Przepraszam :C
Było przypuszczenie, że nie będzie rozdziału w tym tygodniu.
Cholernie dziękuję Magdzie, która mi bardzo pomogła :D
Radzę czasami zaglądać na nasz główny czat na google plus, ponieważ czasami dodaję spoilery :)
Co do zdjęć Ann, to wybiorę dwójkę i czwórkę, ponieważ idą łeb w łeb.

13 komentarzy:

  1. jebłam leże i nie wstaję!
    rozdział cudowny
    tak się chichrałam, że matkę obudziłam XD
    czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  2. O Boże.... O mało się nie posikałam ze śmiechu. Jak wyobrażałam sobie idącego przez korytarz na komisariacie Kevina w samych bokserkach, to myślałam, że pęknę xD
    Zajebiaszczy rozdział i czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebisty rozdział!
    Ale Ann szopke odwaliła. xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział zajebisty. XD
    Ja tam zaproponowałam tylko jeden pomysł i ze trzy wypowiedzi. :P
    Ale i tak będę się upierać przy związku Ann i Kevina.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra rozdział zejebisty ! Ale sory że wytknę ale czy tylko mi się wydaje że te Akcje jak Ann mówi komuś że zabiła Michela są nienaturalne ? . No bo jaki normalny człowiek powie ,,współczuje tobie Ann '' i cię przytula jak własnie dowedział się że kogoś zabiłaś nawet w samoobronie >?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michael był jednym z najlepszych przyjaciół i to chyba naturalne, że pocieszał ją po stracie przyjaciela oraz po przykrym zrządzeniem.losu.

      Usuń
  6. co za suczka z Ann hahaha :D
    Zajebisty rozdział. ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. nie ma to jak po kiepskim dniu (4 lekcje niemieckiego) przeczytać fajny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  8. O lol XD Jak skończyłam czytać to dopiero wtedy się skapnełam że mam otwarte usta XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Super rozdział :D
    Przeczytałam już wczoraj, ale coś komentarza nie mogłam dodać ;c
    Więc dzisiaj przeczytałam jeszcze raz i znów się uśmiałam xD

    OdpowiedzUsuń
  10. Lol, rozdział świetny, ryłam przez całe czytanie :P. Niech Ann powie do Kevina serię sucharów o rudych, np. "Wiesz czego ci brakuje na imprezie ? Zaproszenia!" Albo "Wiesz na jakim łóżku śpi rudy z dziewczyną ? Na piętrowym!" Albo " Dlaczego można bić rudego ? Bo na pewno nie przyjdzie z kolegami!" Wiem, jestem okropna, z dedykacją dla chamsko.pl :P. Piszę na telefonie, więc żeby nie było, że nie przestrzegam regulaminu :P.

    Nie Ogarniam

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdział. Niech Ann walnie Kevinowi serię sucharów o rudych, np. "Wiesz, czego ci brakuje na imprezie? Zaproszenia!" Albo " Na jakim łóżku śpi rudy z dziewczyną? Na pietrowym." Lub też " Wiesz, dlaczego można bić rudego ? Bo na pewno nie przyjdzie z kolegami.". Znam jeszcze jeden z serii czarnego humoru: Lekarz bada kobietę, której ciąża jest zagrożona.
    - Mam dla pani dwie wiadomości.- mówi lekarz.
    - Proszę najpierw złą.- odpowiada kobieta.
    - Pani dziecko będzie rude.
    - A dobra?
    - Nie żyje.

    Wiem, jestem okropna, z dedykacją dla chamsko.pl :P. A czy Ann nie może przez krótki czas być z Jade? :P. Tak, wiem jestem okropna i niewyżyta ale dobrze mi z tym :P. Żeby nie było, że się nie dostosowuje do regulaminu, piszę na telefonie. Czytam wszystkie rozdziały, ale nie zawsze mogę pisać komentarze. Pozdrawiam.

    Nie Ogarniam

    OdpowiedzUsuń
  12. NARESZCIE. MI. SIE. ZALADOWALO. I. MOGE. DODAC. KOMA. D:
    Boskie! Swietne! Cudowne! Uwielbiam! Kocham! *-*
    Chce jak najwiecej, jak najszybciej, WIECEJ!
    Placze ze smiechu, MORE, MORE, MORE<3

    OdpowiedzUsuń