19 sty 2014

Rozdział XXIX cz2

           Zeszłam na dół, dałam Darkenowi jeść i zaczęłam się odmóżdżać przed telewizorem. Reklamy bardziej odmóżdżają niż programy. Znalazłam Cartoon Network i właśnie leciał serial „Jeźdźcy Smoków", ale to prawie końcówka. Ale ten czarny jest zajebisty, chyba Szczerbatek. Chcę takiego, te bliźniaki rozwalają system. Czy Czkawka nie widzi, że podoba się tej blondynce na niebieskim smoku? Odcinek się skończył i przełączyłam na Polsat2, cudownie, znowu reklamy.
- Suń się - powiedział Kevin z wilgotnymi włosami.
- Wal się - mruknęłam i bardziej się rozciągnęłam.
                 Wziął mnie na ręce i położył się na kanapie. Zajął całe miejsce i jeszcze wziął pilota. Położyłam się na niego i wtuliłam w jego szyję.
- Co chcesz oglądać? - zapytałam cicho.
- Porę na przygodę, właśnie leci. Bądź cicho - bo ja tak głośno jestem.
                  Razem z rudym obserwowałam przebieg wydarzeń w tym odcinku. Ewidentnie widać, że Fin podkochuje się w Królewnie Balonowej, a ją też trochę ciągnie do niego.
- Fajne - powiedziałam z zachwytem.
- Myślałem, że będziesz się ze mnie nabijać - przyznał brązowooki.
- Powstrzymałam się - mruknęłam.
- Aż dziwne - powiedział zdziwiony.
              Przełączył na Polsat, no i oczywiście reklamy. W ciszy oglądaliśmy reklamy, a ja się zastanawiałam gdzie w nich jest logika.
- W tych reklamach to szczą, albo pierdolą się - zauważył i wybuchnęłam śmiechem - No nie zauważyłaś?
- Dopiero teraz zauważyłam, albo sraczkę mają.
- A, te suchary ze Stoperanu? - zapytał retorycznie.
- Głodna jestem - oznajmiłam, gdy poczułam znajomy ból w brzuchu.
- Ja też, trochę.
- Nie zaszkodzi zjeść.
- Ale trzeba się podnieść.
- Nie chce mi się - niechętnie wstałam i wzrokiem ponagliłam chłopaka.
                          Usiadłam na stołku barowym, i patrzyłam na rudowłosego, który zaglądał w lodówkę.
- Robimy jajecznicę? - zapytał i wychylił głowę zza wnętrza lodówki.
- Na maśle?
- Pysznie.
- Ty robisz - powiedziałam z wrednym uśmiechem.
- Czemu? - zapytał błagalnie.
- Chcę wiedzieć jak gotujesz - wymyśliłam wymówkę - Ja się nagotowałam.
- Niech ci będzie - mruknął - Z ilu chcesz?
- Z trzech - powiedziałam po chwili namysłu.
- Przygotuj talerze - wyjął siedem jajek oraz masło.
- Dobrze szefie - powiedziałam cicho i z szafki wyciągnęłam dwa talerze.
                        Postawiłam je na blacie niedaleko kuchenki gazowej i zastanawiałam się, co mam robić.
- Gdzie masz patelnię? - zapytał z miną niewiniątka.
- W tamtej szafce - wskazałam na mebel stojący ostatni w szyku - Chcesz kawy?
- Miałem dzisiaj już wystarczająco dużo przeżyć, więc podziękuję - powiedział znacząco i rozpuścił masło na patelni.
- Nie wiem, o co ci chodzi - obruszyłam się - Ja cię tylko skłaniam do tego, żebyś nie łamał prawa, bo wiesz, jakie są konsekwencje.
- Tylko ty jesteś tak pojebana - rozbił jajka na patelnię.
- Dziękuję - wyszczerzyłam się i zrobiłam sobie kawę. A ten tylko pokręcił głową.
- Po śniadaniu będę się zbierał do domu - oznajmił.
- To już pozmywam - mruknęłam - W sumie, to muszę do pracy pójść.
- Ja się z Edkiem umówiłem - na talerzach znalazły się nasze porcje.
                         Usiedliśmy za wysepkami kuchennymi i zaczęliśmy jeść. W połowie jedzenia złapały mnie silne nudności i jak strzała pognałam do łazienki. W sedesie znalazła się zawartość kawy oraz jajecznicy. Zaraz pojawił się zdziwiony Kevin, i trzymał mi włosy, gdy wyleciała ze mnie druga fala.
- Wyrzuć to z siebie, nie krępuj się - pocieszał mnie.
- Zamknij się - warknęłam.
- Wiesz, mogłaś mi powiedzieć, że ci nie smakuje, a nie wstrzymywać się i zwymiotować - próbował zrobić z siebie ofiarę.
- To nie przez twoją jajecznicę.
- W porządku? - zapytał zmartwiony.
- Raczej - mruknęłam, gdy skończyłam - Nie wiem, co się stało, że zaczęłam wymiotować.
- Może jesteś w ciąży? - wypalił.
- Co? Nie. To pewnie coś nie świeżego - powiedziałam lekko wystraszona.
- Kiedy robiłaś to z Natanem - zapytał zmieszany.
- Dobry miesiąc temu - powiedziałam, gdy sobie przypomniałam. Spojrzał na mnie znacząco.
- Zabezpieczaliście się? - zapytał czerwony.
- Tak, ale brzuch mi się trochę zaokrąglił - zestresowałam się.
- Masz dziwne humorki - dodał - Kiedy miałaś okres?
- Spóźnia mi się - uderzyła mnie fala gorąca i wielka panika - O trzy dni, ale to pewnie przez to, że byłam w szpitalu - próbowałam znaleźć jakieś usprawiedliwienie - Kevin, ja nie chcę być w ciąży - wtuliłam się w niego i się rozpłakałam - To pewnie coś nie świeżego.
                    Przytulił mnie i kołysał miarowo. Dotknęłam się brzucha, a co jeśli naprawdę coś tam jest? Zlepek komórek, który przeobrazi się w małego człowieka. Ogarnęła mnie fala rozpaczy, zniszczyłam sobie życie.
- Jest zima, i każdy tyje. Pewnie dlatego masz trochę zaokrąglony brzuch - próbował mnie pocieszyć.
                    Otępiała wstałam, umyłam zęby i zimną wodą przemyłam twarz. Kevin patrzył na mnie siedząc na klapie od sedesu. Spojrzałam w lustro, dzisiaj jeszcze się nie czesałam. Wzięłam szczotkę i rozplątałam włosy, od razu lepiej wyglądam. Mój wzrok mimowolnie zawędrował na brzuch. Momentalnie zobaczyłam siebie z dużym brzuchem i pępkiem wypchniętym na zewnątrz. Zniosłabym to gdyby obok mnie był Natan, ale tam jest pusto. Zamrugałam parę razy i pozbyłam się łez oraz przykrego obrazu. Tak nie może wyglądać moja przyszłość. Odwróciłam się do rudego i posłałam mu słaby uśmiech.
- Za półtorej godziny muszę być w pracy - oznajmiłam.
                   Pokiwał głową i razem wyszliśmy z łazienki.
- Obiecaj mi, że zrobisz test - powiedział po drodze.
- Muszę - zapewniłam go.
                     Spojrzałam na swój niedokończony posiłek i pokręciłam głową. Jajecznicę wyrzuciłam a kawę wylałam. Talerze wstawiłam do zmywarki. Potrzebuję zajęcia, które pochłonie moje myśli. Przy moich nogach pojawił się Darken, wzięłam go na ręce i zaczęłam głaskać.
- Nie mogę tak, teraz potrzebuję jakiegoś czasochłonnego zajęcia.
- Zrozum matematykę, albo fizykę - mruknął.
- Nie aż tak czasochłonnego, a fizykę i matmę trochę rozumiem. Chyba pójdę do pracy, wzięłam za dużo wolnego.
- Dobra, a gdzie pracujesz?
- Na wiktoriańskiej jest butik i pracuję w nim.
- Mamy razem autobus. Odjeżdża za dwadzieścia minut.
- Z ubraniem się i przyjściem na przystanek to gdzieś tak dziesięć minut.
- No to chodźmy.
- Muszę wziąć kasę - oznajmiłam i poszłam na górę.
                    Z portfelu wzięłam trzydzieści złoty a z etażerki telefon i wróciłam na dół. Kevin głaskał królika i łagodnie się do niego uśmiecha.
- Nie molestuj go już, i się przebieraj - zaczęłam nakładać buty.
- Nie molestuję go, sam tego chciał - obruszył się i również Nakła buty.
- Jasne, jasne. Wmawiaj to sobie - mruknęłam.
                    Szyję owinęłam białym szalikiem, nałożyłam czarny płaszcz i szare, skórzane rękawiczki. Kev brązową kurtkę, ciemnoniebieską czapkę i bordowe rękawiczki.
- A szalik to gdzie? - zapytałam go i wyszliśmy na zewnątrz.
- A czapka to gdzie? - sparodiował mnie.
- W dupie - mruknęłam.
                     W ciszy kierowaliśmy się na przystanek. Mnie cały czas oblewały czarne myśli i moja samopoczucie spadało coraz bardziej.
- Jak ci to polepszy humor, to możesz nabijać się z mojego koloru włosów - powiedział zrezygnowany.
- Ostrzegam, że będę waliła sucharami.
- Wszystko, tylko żebyś miała lepszy humor.
- Na jakim łóżku śpi rudy z dziewczyną?
- Żeś zaczęła z grubej rury.
- Na piętrowym.
- Dobre - uśmiechnął się.
- Wiesz, czego brakuje ci na imprezę?
- No czego?
- Zaproszenia.
- Suchar.
- Ostrzegałam. Wiesz, dlaczego można bić rudego?
- Bo?
- Bo na pewno nie przyjdzie z kolegami.
- Mam kolegów i przyjaciół - powiedział znudzony.
- Bo ty jakiś zjebany jesteś. Jaki normalny rudy ma przyjaciół?
- Ja mam.
- Słowo klucz - normalny - podkreśliłam ostatnie słowo.
- Dziwne jest to, że rudy ma przyjaciół?
- Tak!
                 Doszliśmy na przystanek i staliśmy, ponieważ na ławce siedziały babcie z torbami, które się zmęczyły noszeniem.
- Zimno mi w szyję - zamarudził i zaczął się trząść.
- A mi nie.
- Bo jak masz pelerynkę to ci nie zimno - śmiesznie zaakcentował pelerynkę.
- Ale mi ta pelerynka nic nie daje - spróbowałam tak samo zaakcentować. Spojrzałam na swoje włosy - Faktycznie wyglądają jak pelerynka.
                  Zrobił miną mówiącą „A nie mówiłem?’’ Przewróciłam oczami. Zrobił krok do przodu.
- Boże, jak ślisko - powiedział, gdy złapał równowagę.
                   Przeciągnęłam stopą w miejscu, gdzie Kev zrobił krok. Ciągnęłam nogą przez jakieś dwa metry.
- To jest ślizgawka - ucieszyłam się.
- Na której o mało, co się nie zabiłem - mruknął.
- Ale masz problemy - powiedziałam złośliwie.
                  Wzięłam rozbieg i zaczęłam się ślizgać, dawno tego nie robiłam i walczyłam, żeby utrzymać się utrzymać na lodzie.
- Chodź, poślizgasz się - ciągnęłam go za rękę - Nie bądź taki, pobaw się ze mną - zaśmieliśmy się.
                   Ślizgaliśmy się na zmianę, ludzie patrzyli na nas z zaciekawieniem a parę dzieci chciało się wyrwać od rodzicielki i dołączyć do nas. Nie zdążyłam się rozbiegnąć, bo on mi się wcinał i nawet nie miałam jak go odciągnąć. Jest, zaliczył glebę. Rozśmiałam się i trzymałam za kolana.
- Śnieg się lepi - ucieszył się i podniósł ze śniegiem w ręce.
- Nie zbliżaj się do mnie - powiedziałam przerażona - Patrz, autobus - wskazałam na skręcający pojazd.
- Masz szczęście - mruknął i wyrzucił śnieg.
                     Weszliśmy do środka a Kevin kupił nam bilety. Na podłodze błoto, wszędzie pełno śmieci a gdzieniegdzie brakowało nawleczek na siedzeniach i oparciach. Zajęłam w miarę przyzwoite miejsce, a Kev usiadł obok mnie.
- Lepiej ci? - zapytał z troską.
- Trochę - przyznałam.
- Jeszcze pięć przystanków i będę musiał wysiadać. Myślałaś nad naszą propozycją?
- O tym, żebym została waszą szefową.
- No.
- Szczerze? To nawet nie myślałam jeszcze o tym. Baba będzie wami rządziła - zadrwiłam - Kto to wymyślił?
- My, żaden z nas nie palił się do tego, i mówiąc szczerze to jesteś teraz najlepsza.
- I jestem też najmłodsza - zauważyłam.
- Jakoś nie widać tego po tobie.
- E, dzięki? Czemu zazwyczaj spotykamy się u mnie?
- Nikogo u ciebie nie ma i jest lepiej.
- Czemu nic nie wiem, jak się spotykacie u kogoś?
- Bo się nie spotykamy.
- To jak zadecydowaliście?
- Na mieście się spotkaliśmy.
                   Pogadaliśmy jeszcze trochę i Kev musiał wysiadać. Mi zostały jeszcze trzy przystanki, po jakimś czasie wysiadłam i kierowałam się do butiku Leo. Niedaleko jest galeria handlowa i chodnikiem szła Rozalia z torbami. Nadal jest na mnie obrażona, a ja przecież nic nie zrobiłam.
- Rozalia, zaczekaj - powiedziałam jak podeszłam do niej.
- Cześć Ann.
- Nadal jesteś na mnie zła? - spojrzałam jej w oczy.
- Nie, przeszło mi - uśmiechnęła się przyjaźnie - Głupio mi, bo sądziłam, że to twoja wina z tym zerwaniem.
- Nie gniewam się - powiedziałam pogodnie - Może trochę za mocno zareagowałaś. Przepraszam, ale śpieszę się do pracy.
- Dobrze, to pa - przytuliliśmy się na pożegnanie.
- Pa.
                    Weszłam do butiku bruneta i od razu uderzyło mnie ciepło bijące ze środka.
- Cześć szefie - krzyknęłam w głąb sklepu.
- Cześć Ann, jestem na zapleczu - oznajmił.
- Idę do ciebie.
- Dobrze, że jesteś, bo przyszła nowa dostawa i nie wyrabiam - klęczał nad pudłem.
- Rozbiorę się i ci pomogę - powiedziałam i zdjęłam płaszcz, szalik i rękawiczki.
                    Szalik i rękawiczki wsadziłam do rękawa w płaszczu, a płaszcz powiesiłam na wieszaku.
- Co trzeba? - podwinęłam rękawy. Mężczyzna wykładał bluzki, spodnie i jeszcze inne rzeczy.
- Poprasować dostawę, ale tam wisi sukienka, którą trzeba ubrać na manekin - palcem wskazał na czarno niebieską sukienkę.
                   Piękna, w stylu wiktoriańskim. Niebieski obcisły gorset i dwie falbanki, przy dekolcie zdobienia i dwie czarne falbany.

               Ciekawe jakbym w niej wyglądała. Otrząsnęłam się i szłam do ubrania, nigdy nie ubierałam manekina.
- Chcesz przymierzyć? - zapytał mnie.
- Trochę - przyznałam i spojrzałam na metkę - Ale jest za duża.
- Pewnie pięknie byś w niej wyglądała.
- Jeszcze sukienkę bym obrzydziła gdybym ją nałożyła - mruknęłam - To będziesz prasował a ja wystawę zmieniała?
- Zgadza się.
- Dobra, to idę.
                 Strojenie manekina było, o dziwo proste oraz szybkie. Wróciłam do bruneta, który prasował bluzkę.
- Coś jeszcze? - zapytałam.
- Pod ladą jest karton z wieszakami, weź go i rozwieszaj to, co wyprasowałem - powiedział nie patrząc na mnie.
- Tak jest szefie.
- Ann - krzyknął, gdy wychodziłam z zaplecza.
- Co jest?
- Jak przyniesiesz wieszaki, to porozwieszaj sukienki.
- Mogłeś mi to powiedzieć, gdy przyjdę - mruknęłam.
                 Schylałam się pod ladę, gdy ktoś wszedł do butiku.
- Dzień dobry - usłyszałam niepewny damski głos.
- Dzień dobry - przy podnoszeniu się głową lekko stuknęłam w blat.
- Czy ta sukienka na wystawie jest dostępna w innych kolorach?
- A w jakim pani sobie życzy? - boże, jest nie wiele starsza ode mnie i muszę mówić do niej per pani.
- W różowym.
- Idę zobaczyć, zaraz wracam - oznajmiłam i weszłam na zaplecze.
                Leo nadal prasował.
- Ta wiktoriańska sukienka, co ją wieszałam jest w innych kolorach? - rozejrzał się po zapleczu.
- Jest jeszcze czerwona, zielona i ciemnofioletowa, a co się dzieje?
- Klientka się pyta.
- Jakby co, to są tam - wskazał na przeciwległy kąt.
- Dobra.
               Wróciłam do klientki, będzie zawiedziona.
- Niestety nie, są jeszcze czarno-czerwone, zielone i ciemnofioletowe.
- Mogę przymierzyć ciemnofioletową?
- Jaki rozmiar?
- M - oznajmiła.
- Zaraz wracam.
                  Po raz kolejny pojawiłam się na zapleczu.
- W jakiej cenie one są? - zapytałam i szukałam odpowiedniego rozmiaru.
- E, dwieście.
- Dużo jeszcze masz? - stanęłam przed nim z sukienką w ręku.
- Jeszcze z pięćdziesiąt.
- To dobrej zabawy - powiedziałam złośliwie i wyszłam.
- Tak wygląda czarno fioletowa - pokazałam sukienkę w całej okazałości.
- Cudowna. Gdzie jest przymierzalnia? - zapytała zachwycona.
- Zaprowadzę panią - oznajmiłam i zaniosłam sukienkę pod drzwi przymierzalni.
- Dziękuję - zapaliłam światło.
- Proszę.
                Zanim ją ubierze, to zaniosę wieszaki dla Leonarda. Pół truchtem zaniosłam karton i wróciłam pod przymierzalnię.
- I jak? - zapytała w chwili, gdy zatrzymałam się.
- Idealnie do pani pasuje. Mogę wiedzieć z jakiej to okazji?
- Niedługo mam studniówkę - pochwaliła się.
- Ta sukienka będzie strzałem w dziesiątkę - zapewniłam.
- W jakiej cenie jest?
- Dwieście złotych.
- Trochę drogo, ale biorę ją - zaświeciły jej się oczy.
- Dobrze, czekam przy kasie - oznajmiłam.
                Będę mogła usiąść, trochę zabawy będzie z nową dostawą. Niewiarygodne, że tak szybko zeszła jedna sukienka, usiadłam na krześle za ladą. Niecałe piętnaście minut temu została powieszona na manekinie. Gdy klientka szła w moją stronę wyciągnęłam największą torbę z szyldem butiku ,, Élan Vital’’ Cały szyld jest pochylony oraz wykony kursywą, zapakowałam sukienkę i nabiłam paragon.
- Dwieście złotych - z szarego portfelu wyciągnęła dwa stuzłotowe banknoty i mi je wręczyła.
- Dziękuję, do widzenia.
- Do widzenia.
Suchary wzięłam od Nie Ogarniam, dziękuje : D
                Sorki, że tylko tyle, ale jestem zganiania z kompa i chcę wstawić rozdział jeszcze dzisiaj.

               Część następna będzie, ale pod 30 numerkiem.

11 komentarzy:

  1. Nie ma za co, polecam się na przyszłość :). Firma " Suche Suchary ', praca dla panny to przyjemność :P. Rozdział świetny. Trzyma w napięciu. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Ej, a jak Ann jest w ciąży na serio 0.o. Mów mi tu jak na spowiedzi, kiedy kolejny rozdział. Czekam z niecierpliwością. A jeśli Ann jest w ciąży z Kazikiem? Jeśli w trakcie snu ją zgwałcił 0.o?! O mój Boże, jestem chora.

    Nie Ogarniam

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam się na przyszłość, firma "Suche Suchary", praca dla pani to przyjemność :). Rozdział świetny, trzyma w napięciu, ale też rozbawia. A teraz mów mi jak na spowiedzi, czy Ann jest w ciąży 0.o ?! Jeśli tak, to ż kim?! Bo Kazik mógł ją zgwałcić w trakcie snu 0.o. Boże, jestem chora 0.o.

    Nie Ogarniam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział zajebisty!
    No zgadzam się z Kevinem i Ann. Reklamy albo o sraczkach, o stoperanach lub o problemach z seksem. No i jak tu nie mieć skojarzeń?
    Ann w ciąży? To by dopiero było xD Potem się okazuje, tak jak to napisała osoba nade mną, Kastiel ją zgwałcił, gdy spała i będą mieli dzieciaka xD Eh...to by dopiero była telenowela.
    Dawaj next, to jak nie, to...coś wymyślę :p

    OdpowiedzUsuń
  4. Ann w ciąży?! łoooooo dziewczyno!
    cudny rozdział! nie mogę się doczekać nexta :**
    jebłam gdy czytałam suchary XD

    OdpowiedzUsuń
  5. rozdział cudo *.*
    A ta suknia po prostu piękna Też taką chce !!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ann w ciazy? :o czyli ze to tak powstalam? xD
    rozdzial jak zwykle cudenko, mm *-*

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział *-*
    Ann jest w ciąży? A może to tylko nerwy i wgl i jednak wszystko okej? Nie wiem, ale może gdyby na prawdę była w ciąży z Natanem, to może znów się pojawi? Ja tak bardzo chcę, żeby Natan wrócił... :c
    Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. masz mi tu mowic kiedy bedzie nex,albo wpierdol ci dam -.- xD
    a tak na serio -kiedy nex? bo ja tu co 1h wchodze i nici;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak napisze i wstawię ;P
      A tak serio, to może pod wieczór. A jak nie to na pewno jutro :D

      Usuń