Zeszłam na dół, dałam Darkenowi jeść i zaczęłam
się odmóżdżać przed telewizorem. Reklamy bardziej odmóżdżają niż programy.
Znalazłam Cartoon Network i właśnie leciał serial „Jeźdźcy Smoków", ale to
prawie końcówka. Ale ten czarny jest zajebisty, chyba Szczerbatek. Chcę
takiego, te bliźniaki rozwalają system. Czy Czkawka nie widzi, że podoba się
tej blondynce na niebieskim smoku? Odcinek się skończył i przełączyłam na
Polsat2, cudownie, znowu reklamy.
- Suń się - powiedział Kevin z wilgotnymi włosami.
- Wal się - mruknęłam i bardziej się rozciągnęłam.
Wziął mnie na ręce i położył się na kanapie. Zajął całe miejsce i
jeszcze wziął pilota. Położyłam się na niego i wtuliłam w jego szyję.
- Co chcesz oglądać? - zapytałam cicho.
- Porę na przygodę, właśnie leci. Bądź cicho - bo ja tak
głośno jestem.
Razem
z rudym obserwowałam przebieg wydarzeń w tym odcinku. Ewidentnie widać, że Fin
podkochuje się w Królewnie Balonowej, a ją też trochę ciągnie do niego.
- Fajne - powiedziałam z zachwytem.
- Myślałem, że będziesz się ze mnie nabijać - przyznał brązowooki.
- Powstrzymałam się - mruknęłam.
- Aż dziwne - powiedział zdziwiony.
Przełączył na Polsat, no i oczywiście reklamy. W ciszy oglądaliśmy
reklamy, a ja się zastanawiałam gdzie w nich jest logika.
- W tych reklamach to szczą, albo pierdolą się - zauważył
i wybuchnęłam śmiechem - No nie zauważyłaś?
- Dopiero teraz zauważyłam, albo sraczkę mają.
- A, te suchary ze Stoperanu? - zapytał retorycznie.
- Głodna jestem - oznajmiłam, gdy poczułam znajomy ból w
brzuchu.
- Ja też, trochę.
- Nie zaszkodzi zjeść.
- Ale trzeba się podnieść.
- Nie chce mi się - niechętnie wstałam i wzrokiem ponagliłam
chłopaka.
Usiadłam na stołku barowym, i patrzyłam na rudowłosego, który zaglądał w
lodówkę.
- Robimy jajecznicę? - zapytał i wychylił głowę zza
wnętrza lodówki.
- Na maśle?
- Pysznie.
- Ty robisz - powiedziałam z wrednym uśmiechem.
- Czemu? - zapytał błagalnie.
- Chcę wiedzieć jak gotujesz - wymyśliłam wymówkę - Ja
się nagotowałam.
- Niech ci będzie - mruknął - Z ilu chcesz?
- Z trzech - powiedziałam po chwili namysłu.
- Przygotuj talerze - wyjął siedem jajek oraz masło.
- Dobrze szefie - powiedziałam cicho i z szafki
wyciągnęłam dwa talerze.
Postawiłam je na blacie niedaleko kuchenki gazowej i zastanawiałam się,
co mam robić.
- Gdzie masz patelnię? - zapytał z miną niewiniątka.
- W tamtej szafce - wskazałam na mebel stojący ostatni w
szyku - Chcesz kawy?
- Miałem dzisiaj już wystarczająco dużo przeżyć, więc
podziękuję - powiedział znacząco i rozpuścił masło na patelni.
- Nie wiem, o co ci chodzi - obruszyłam się - Ja cię
tylko skłaniam do tego, żebyś nie łamał prawa, bo wiesz, jakie są konsekwencje.
- Tylko ty jesteś tak pojebana - rozbił jajka na
patelnię.
- Dziękuję - wyszczerzyłam się i zrobiłam sobie kawę. A
ten tylko pokręcił głową.
- Po śniadaniu będę się zbierał do domu - oznajmił.
- To
już pozmywam - mruknęłam - W sumie, to muszę do pracy pójść.
- Ja
się z Edkiem umówiłem - na talerzach znalazły się nasze porcje.
Usiedliśmy za
wysepkami kuchennymi i zaczęliśmy jeść. W połowie jedzenia złapały mnie silne
nudności i jak strzała pognałam do łazienki. W sedesie znalazła się zawartość
kawy oraz jajecznicy. Zaraz pojawił się zdziwiony Kevin, i trzymał mi włosy,
gdy wyleciała ze mnie druga fala.
-
Wyrzuć to z siebie, nie krępuj się - pocieszał mnie.
-
Zamknij się - warknęłam.
-
Wiesz, mogłaś mi powiedzieć, że ci nie smakuje, a nie wstrzymywać się i
zwymiotować - próbował zrobić z siebie ofiarę.
- To
nie przez twoją jajecznicę.
- W
porządku? - zapytał zmartwiony.
-
Raczej - mruknęłam, gdy skończyłam - Nie wiem, co się stało, że zaczęłam
wymiotować.
-
Może jesteś w ciąży? - wypalił.
- Co?
Nie. To pewnie coś nie świeżego - powiedziałam lekko wystraszona.
- Kiedy
robiłaś to z Natanem - zapytał zmieszany.
-
Dobry miesiąc temu - powiedziałam, gdy sobie przypomniałam. Spojrzał na mnie
znacząco.
-
Zabezpieczaliście się? - zapytał czerwony.
-
Tak, ale brzuch mi się trochę zaokrąglił - zestresowałam się.
- Masz
dziwne humorki - dodał - Kiedy miałaś okres?
-
Spóźnia mi się - uderzyła mnie fala gorąca i wielka panika - O trzy dni, ale to
pewnie przez to, że byłam w szpitalu - próbowałam znaleźć jakieś
usprawiedliwienie - Kevin, ja nie chcę być w ciąży - wtuliłam się w niego i się
rozpłakałam - To pewnie coś nie świeżego.
Przytulił mnie i kołysał
miarowo. Dotknęłam się brzucha, a co jeśli naprawdę coś tam jest? Zlepek
komórek, który przeobrazi się w małego człowieka. Ogarnęła mnie fala rozpaczy,
zniszczyłam sobie życie.
-
Jest zima, i każdy tyje. Pewnie dlatego masz trochę zaokrąglony brzuch -
próbował mnie pocieszyć.
Otępiała wstałam, umyłam
zęby i zimną wodą przemyłam twarz. Kevin patrzył na mnie siedząc na klapie od
sedesu. Spojrzałam w lustro, dzisiaj jeszcze się nie czesałam. Wzięłam szczotkę
i rozplątałam włosy, od razu lepiej wyglądam. Mój wzrok mimowolnie zawędrował
na brzuch. Momentalnie zobaczyłam siebie z dużym brzuchem i pępkiem wypchniętym
na zewnątrz. Zniosłabym to gdyby obok mnie był Natan, ale tam jest pusto.
Zamrugałam parę razy i pozbyłam się łez oraz przykrego obrazu. Tak nie może
wyglądać moja przyszłość. Odwróciłam się do rudego i posłałam mu słaby uśmiech.
- Za
półtorej godziny muszę być w pracy - oznajmiłam.
Pokiwał głową i razem
wyszliśmy z łazienki.
-
Obiecaj mi, że zrobisz test - powiedział po drodze.
-
Muszę - zapewniłam go.
Spojrzałam na swój
niedokończony posiłek i pokręciłam głową. Jajecznicę wyrzuciłam a kawę wylałam.
Talerze wstawiłam do zmywarki. Potrzebuję zajęcia, które pochłonie moje myśli.
Przy moich nogach pojawił się Darken, wzięłam go na ręce i zaczęłam głaskać.
- Nie
mogę tak, teraz potrzebuję jakiegoś czasochłonnego zajęcia.
-
Zrozum matematykę, albo fizykę - mruknął.
- Nie
aż tak czasochłonnego, a fizykę i matmę trochę rozumiem. Chyba pójdę do pracy,
wzięłam za dużo wolnego.
-
Dobra, a gdzie pracujesz?
- Na
wiktoriańskiej jest butik i pracuję w nim.
- Mamy
razem autobus. Odjeżdża za dwadzieścia minut.
- Z
ubraniem się i przyjściem na przystanek to gdzieś tak dziesięć minut.
- No
to chodźmy.
-
Muszę wziąć kasę - oznajmiłam i poszłam na górę.
Z portfelu wzięłam
trzydzieści złoty a z etażerki telefon i wróciłam na dół. Kevin głaskał królika
i łagodnie się do niego uśmiecha.
- Nie
molestuj go już, i się przebieraj - zaczęłam nakładać buty.
- Nie
molestuję go, sam tego chciał - obruszył się i również Nakła buty.
-
Jasne, jasne. Wmawiaj to sobie - mruknęłam.
Szyję owinęłam białym
szalikiem, nałożyłam czarny płaszcz i szare, skórzane rękawiczki. Kev brązową
kurtkę, ciemnoniebieską czapkę i bordowe rękawiczki.
- A
szalik to gdzie? - zapytałam go i wyszliśmy na zewnątrz.
- A
czapka to gdzie? - sparodiował mnie.
- W
dupie - mruknęłam.
W ciszy kierowaliśmy się
na przystanek. Mnie cały czas oblewały czarne myśli i moja samopoczucie spadało
coraz bardziej.
- Jak
ci to polepszy humor, to możesz nabijać się z mojego koloru włosów - powiedział
zrezygnowany.
-
Ostrzegam, że będę waliła sucharami.
-
Wszystko, tylko żebyś miała lepszy humor.
- Na
jakim łóżku śpi rudy z dziewczyną?
- Żeś
zaczęła z grubej rury.
- Na
piętrowym.
- Dobre
- uśmiechnął się.
-
Wiesz, czego brakuje ci na imprezę?
- No
czego?
-
Zaproszenia.
-
Suchar.
-
Ostrzegałam. Wiesz, dlaczego można bić rudego?
- Bo?
- Bo
na pewno nie przyjdzie z kolegami.
- Mam
kolegów i przyjaciół - powiedział znudzony.
- Bo
ty jakiś zjebany jesteś. Jaki normalny rudy ma przyjaciół?
- Ja mam.
-
Słowo klucz - normalny - podkreśliłam ostatnie słowo.
-
Dziwne jest to, że rudy ma przyjaciół?
-
Tak!
Doszliśmy na przystanek i
staliśmy, ponieważ na ławce siedziały babcie z torbami, które się zmęczyły
noszeniem.
-
Zimno mi w szyję - zamarudził i zaczął się trząść.
- A
mi nie.
- Bo
jak masz pelerynkę to ci nie zimno - śmiesznie zaakcentował pelerynkę.
- Ale
mi ta pelerynka nic nie daje - spróbowałam tak samo zaakcentować. Spojrzałam na
swoje włosy - Faktycznie wyglądają jak pelerynka.
Zrobił miną mówiącą „A nie
mówiłem?’’ Przewróciłam oczami. Zrobił krok do przodu.
-
Boże, jak ślisko - powiedział, gdy złapał równowagę.
Przeciągnęłam stopą w
miejscu, gdzie Kev zrobił krok. Ciągnęłam nogą przez jakieś dwa metry.
- To
jest ślizgawka - ucieszyłam się.
- Na
której o mało, co się nie zabiłem - mruknął.
- Ale
masz problemy - powiedziałam złośliwie.
Wzięłam rozbieg i zaczęłam
się ślizgać, dawno tego nie robiłam i walczyłam, żeby utrzymać się utrzymać na
lodzie.
-
Chodź, poślizgasz się - ciągnęłam go za rękę - Nie bądź taki, pobaw się ze mną
- zaśmieliśmy się.
Ślizgaliśmy się na zmianę,
ludzie patrzyli na nas z zaciekawieniem a parę dzieci chciało się wyrwać od
rodzicielki i dołączyć do nas. Nie zdążyłam się rozbiegnąć, bo on mi się wcinał
i nawet nie miałam jak go odciągnąć. Jest, zaliczył glebę. Rozśmiałam się i trzymałam
za kolana.
-
Śnieg się lepi - ucieszył się i podniósł ze śniegiem w ręce.
- Nie
zbliżaj się do mnie - powiedziałam przerażona - Patrz, autobus - wskazałam na
skręcający pojazd.
-
Masz szczęście - mruknął i wyrzucił śnieg.
Weszliśmy do środka a
Kevin kupił nam bilety. Na podłodze błoto, wszędzie pełno śmieci a
gdzieniegdzie brakowało nawleczek na siedzeniach i oparciach. Zajęłam w miarę
przyzwoite miejsce, a Kev usiadł obok mnie.
-
Lepiej ci? - zapytał z troską.
-
Trochę - przyznałam.
-
Jeszcze pięć przystanków i będę musiał wysiadać. Myślałaś nad naszą propozycją?
- O
tym, żebym została waszą szefową.
- No.
-
Szczerze? To nawet nie myślałam jeszcze o tym. Baba będzie wami rządziła -
zadrwiłam - Kto to wymyślił?
- My,
żaden z nas nie palił się do tego, i mówiąc szczerze to jesteś teraz najlepsza.
- I
jestem też najmłodsza - zauważyłam.
-
Jakoś nie widać tego po tobie.
- E,
dzięki? Czemu zazwyczaj spotykamy się u mnie?
-
Nikogo u ciebie nie ma i jest lepiej.
- Czemu
nic nie wiem, jak się spotykacie u kogoś?
- Bo
się nie spotykamy.
- To
jak zadecydowaliście?
- Na
mieście się spotkaliśmy.
Pogadaliśmy jeszcze trochę i
Kev musiał wysiadać. Mi zostały jeszcze trzy przystanki, po jakimś czasie
wysiadłam i kierowałam się do butiku Leo. Niedaleko jest galeria handlowa i
chodnikiem szła Rozalia z torbami. Nadal jest na mnie obrażona, a ja przecież
nic nie zrobiłam.
-
Rozalia, zaczekaj - powiedziałam jak podeszłam do niej.
-
Cześć Ann.
-
Nadal jesteś na mnie zła? - spojrzałam jej w oczy.
-
Nie, przeszło mi - uśmiechnęła się przyjaźnie - Głupio mi, bo sądziłam, że to
twoja wina z tym zerwaniem.
- Nie
gniewam się - powiedziałam pogodnie - Może trochę za mocno zareagowałaś.
Przepraszam, ale śpieszę się do pracy.
-
Dobrze, to pa - przytuliliśmy się na pożegnanie.
- Pa.
Weszłam do butiku bruneta i
od razu uderzyło mnie ciepło bijące ze środka.
-
Cześć szefie - krzyknęłam w głąb sklepu.
-
Cześć Ann, jestem na zapleczu - oznajmił.
- Idę
do ciebie.
-
Dobrze, że jesteś, bo przyszła nowa dostawa i nie wyrabiam - klęczał nad
pudłem.
-
Rozbiorę się i ci pomogę - powiedziałam i zdjęłam płaszcz, szalik i rękawiczki.
Szalik i rękawiczki
wsadziłam do rękawa w płaszczu, a płaszcz powiesiłam na wieszaku.
- Co
trzeba? - podwinęłam rękawy. Mężczyzna wykładał bluzki, spodnie i jeszcze inne
rzeczy.
- Poprasować
dostawę, ale tam wisi sukienka, którą trzeba ubrać na manekin - palcem wskazał
na czarno niebieską sukienkę.
Piękna, w stylu
wiktoriańskim. Niebieski obcisły gorset i dwie falbanki, przy dekolcie
zdobienia i dwie czarne falbany.
Ciekawe jakbym w niej wyglądała.
Otrząsnęłam się i szłam do ubrania, nigdy nie ubierałam manekina.
-
Chcesz przymierzyć? - zapytał mnie.
-
Trochę - przyznałam i spojrzałam na metkę - Ale jest za duża.
-
Pewnie pięknie byś w niej wyglądała.
-
Jeszcze sukienkę bym obrzydziła gdybym ją nałożyła - mruknęłam - To będziesz
prasował a ja wystawę zmieniała?
-
Zgadza się.
-
Dobra, to idę.
Strojenie manekina było, o
dziwo proste oraz szybkie. Wróciłam do bruneta, który prasował bluzkę.
- Coś
jeszcze? - zapytałam.
- Pod
ladą jest karton z wieszakami, weź go i rozwieszaj to, co wyprasowałem -
powiedział nie patrząc na mnie.
- Tak
jest szefie.
- Ann
- krzyknął, gdy wychodziłam z zaplecza.
- Co
jest?
- Jak
przyniesiesz wieszaki, to porozwieszaj sukienki.
-
Mogłeś mi to powiedzieć, gdy przyjdę - mruknęłam.
Schylałam się pod ladę, gdy
ktoś wszedł do butiku.
-
Dzień dobry - usłyszałam niepewny damski głos.
-
Dzień dobry - przy podnoszeniu się głową lekko stuknęłam w blat.
- Czy
ta sukienka na wystawie jest dostępna w innych kolorach?
- A w
jakim pani sobie życzy? - boże, jest nie wiele starsza ode mnie i muszę mówić
do niej per pani.
- W
różowym.
- Idę
zobaczyć, zaraz wracam - oznajmiłam i weszłam na zaplecze.
Leo nadal prasował.
- Ta
wiktoriańska sukienka, co ją wieszałam jest w innych kolorach? - rozejrzał się
po zapleczu.
-
Jest jeszcze czerwona, zielona i ciemnofioletowa, a co się dzieje?
-
Klientka się pyta.
-
Jakby co, to są tam - wskazał na przeciwległy kąt.
-
Dobra.
Wróciłam do klientki, będzie
zawiedziona.
-
Niestety nie, są jeszcze czarno-czerwone, zielone i ciemnofioletowe.
-
Mogę przymierzyć ciemnofioletową?
- Jaki
rozmiar?
- M -
oznajmiła.
-
Zaraz wracam.
Po raz kolejny pojawiłam się
na zapleczu.
- W
jakiej cenie one są? - zapytałam i szukałam odpowiedniego rozmiaru.
- E,
dwieście.
-
Dużo jeszcze masz? - stanęłam przed nim z sukienką w ręku.
- Jeszcze
z pięćdziesiąt.
- To
dobrej zabawy - powiedziałam złośliwie i wyszłam.
- Tak
wygląda czarno fioletowa - pokazałam sukienkę w całej okazałości.
-
Cudowna. Gdzie jest przymierzalnia? - zapytała zachwycona.
-
Zaprowadzę panią - oznajmiłam i zaniosłam sukienkę pod drzwi przymierzalni.
-
Dziękuję - zapaliłam światło.
-
Proszę.
Zanim ją ubierze, to zaniosę
wieszaki dla Leonarda. Pół truchtem zaniosłam karton i wróciłam pod
przymierzalnię.
- I
jak? - zapytała w chwili, gdy zatrzymałam się.
-
Idealnie do pani pasuje. Mogę wiedzieć z jakiej to okazji?
-
Niedługo mam studniówkę - pochwaliła się.
- Ta
sukienka będzie strzałem w dziesiątkę - zapewniłam.
- W
jakiej cenie jest?
-
Dwieście złotych.
-
Trochę drogo, ale biorę ją - zaświeciły jej się oczy.
-
Dobrze, czekam przy kasie - oznajmiłam.
Będę mogła usiąść, trochę zabawy będzie z nową dostawą. Niewiarygodne,
że tak szybko zeszła jedna sukienka, usiadłam na krześle za ladą. Niecałe
piętnaście minut temu została powieszona na manekinie. Gdy klientka szła w moją
stronę wyciągnęłam największą torbę z szyldem butiku ,,
Élan Vital’’ Cały
szyld jest pochylony oraz wykony kursywą, zapakowałam sukienkę i nabiłam
paragon.
- Dwieście złotych - z szarego portfelu wyciągnęła dwa stuzłotowe banknoty
i mi je wręczyła.
- Dziękuję, do widzenia.
- Do widzenia.
Suchary wzięłam od Nie Ogarniam, dziękuje : D
Sorki, że tylko
tyle, ale jestem zganiania z kompa i chcę wstawić rozdział jeszcze dzisiaj.
Część następna
będzie, ale pod 30 numerkiem.

Nie ma za co, polecam się na przyszłość :). Firma " Suche Suchary ', praca dla panny to przyjemność :P. Rozdział świetny. Trzyma w napięciu. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Ej, a jak Ann jest w ciąży na serio 0.o. Mów mi tu jak na spowiedzi, kiedy kolejny rozdział. Czekam z niecierpliwością. A jeśli Ann jest w ciąży z Kazikiem? Jeśli w trakcie snu ją zgwałcił 0.o?! O mój Boże, jestem chora.
OdpowiedzUsuńNie Ogarniam
Polecam się na przyszłość, firma "Suche Suchary", praca dla pani to przyjemność :). Rozdział świetny, trzyma w napięciu, ale też rozbawia. A teraz mów mi jak na spowiedzi, czy Ann jest w ciąży 0.o ?! Jeśli tak, to ż kim?! Bo Kazik mógł ją zgwałcić w trakcie snu 0.o. Boże, jestem chora 0.o.
OdpowiedzUsuńNie Ogarniam.
Rozdział zajebisty!
OdpowiedzUsuńNo zgadzam się z Kevinem i Ann. Reklamy albo o sraczkach, o stoperanach lub o problemach z seksem. No i jak tu nie mieć skojarzeń?
Ann w ciąży? To by dopiero było xD Potem się okazuje, tak jak to napisała osoba nade mną, Kastiel ją zgwałcił, gdy spała i będą mieli dzieciaka xD Eh...to by dopiero była telenowela.
Dawaj next, to jak nie, to...coś wymyślę :p
Ann w ciąży?! łoooooo dziewczyno!
OdpowiedzUsuńcudny rozdział! nie mogę się doczekać nexta :**
jebłam gdy czytałam suchary XD
rozdział cudo *.*
OdpowiedzUsuńA ta suknia po prostu piękna Też taką chce !!
Ann w ciazy? :o czyli ze to tak powstalam? xD
OdpowiedzUsuńrozdzial jak zwykle cudenko, mm *-*
kiedy nex?
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział *-*
OdpowiedzUsuńAnn jest w ciąży? A może to tylko nerwy i wgl i jednak wszystko okej? Nie wiem, ale może gdyby na prawdę była w ciąży z Natanem, to może znów się pojawi? Ja tak bardzo chcę, żeby Natan wrócił... :c
Czekam na next ;)
Świetny rozdział. ^^ ♥
OdpowiedzUsuńmasz mi tu mowic kiedy bedzie nex,albo wpierdol ci dam -.- xD
OdpowiedzUsuńa tak na serio -kiedy nex? bo ja tu co 1h wchodze i nici;]
Jak napisze i wstawię ;P
UsuńA tak serio, to może pod wieczór. A jak nie to na pewno jutro :D