Przy schodach stał niewyspany
David. Ręce trzymał w kieszeni i kręcił się bez celu. Spojrzał na mnie krótko i
kiedy wyłonił się za mną Kevin również w samym ręczniku David aż stanął jak
wryty i zamrugał kilka razy oczami. Przeniósł wzrok na mnie, to na Kevina.
Chyba nie mógł zrozumieć, co się przed chwilą stało. Usiadł na schodach i
gwałtownie machnął głową na rozbudzenie.
Wykorzystałam to i poszłam szybko
na górę. Kątem oka widziałam jak Kevin udaje się w swoją stronę. David chyba będzie
miał ciężki poranek.
Przeszłam do garderoby i miałam
odwieczny problem kobiety. Co ja na siebie nałożę? Z frustracją chodziłam po
kilka razy między rzędami ubrań i po kilka razy przeglądałam te same
fatałaszki. Zagryzłam dolną wargę i stwierdziłam, że najpierw wybiorę
podstawowe rzeczy. Skierowałam się do szafki z bielizną i wysunęłam szufladę z
biustonoszami. Wzięłam pierwszy lepszy i otworzyłam szufladę pod spodem.
Wyciągnęłam z niej matki i szybko nałożyłam bieliznę. Mogłam już chodzić bez
ręcznika. Zdjęłam go i poszłam do spodni. Wybrałam swoje ulubione jeansy z
rozjaśnionym kolorze na udach. Z trudem wsunęłam się w rurki. Dawno w nich nie
chodziłam i były okropnie opięte. Wróciłam na dział z bluzkami i zamknęłam
oczy. Sięgnęłam ręką na ukos do tyłu i dotknęłam wieszaka. Otworzyłam oczy i spojrzałam,
jaką bluzkę wybrałam. Była to czarna i luźna tunika. Rękaw był do łokcia i
miała przedłużenie z tyłu. Nadruk koszulki przedstawiał kościaną ręką
pokazującą pokój. Była dość cienka i mogło być mi zimno. Włożyłam podkoszulkę w
formie czarnego topu bez ramiączek, a na wierzch tunikę. Na stopy nałożyłam
białe skarpetki za kostkę i zeszłam na dół.
Skręciłam do kuchni i wzrokiem przywitałam się
z Davidem, Ashtonem i Eddem. Krzątałam się po pomieszczeniu i robiłam sobie
cappuccino. Chłopaki na śniadanie przygotowali kanapki. Kevin z blondynem i
brunetem siedział za stołem i jadł śniadanie. Ashton stał oparty o ścianę i
przeżuwając kanapkę patrzył na mnie uważnie. Między jego brwiami zauważyłam
małą zmarszczkę, która pojawiała się zawsze, kiedy myślał nad czymś
intensywnie. Odwróciłam się do niego tyłem i do kubka wsypywałam sobie siedem
łyżeczek proszku. Chłopaki coś mruczeli między sobą i nie zwracałam na nich
uwagi. W momencie wsypywania ostatniej łyżeczki usłyszałam od szatyna uwagę na
swój temat:
- Spasłaś
się – powiedział i chłopaki ucichli jak makiem zasiał, a ja zesztywniałam.
Jedynym dźwiękiem, który się
wydobywał, to było tykanie zegara ściennego. Jego tykanie w tym momencie
brzmiało trochę nerwowo. Włożyłam łyżeczkę do kubka i odwróciłam się w stronę
Asha. Przyglądał się moim udom. W oczach chłopaków widziałam zgrozę, a
niebieskooki miał kamienną twarz.
- O kurwa.
Śpisz na wycieraczce – bardzo cicho wymamrotał David i przez panującą ciszę
wydawało się jakbym mówił swoim normalnym donośnym głosem.
Kevin powoli i ostrożnie wyciągał ręce
w kierunku talerza z kanapki. Kiedy dotknął już jednej, chwycił ją i szybko
przyciągnął do siebie. Cała trójka wlepiła ślepia we mnie i Ashtona. Edek był
oczarowany i wciągnięty jak w napiętej scenie dobrego filmu akcji.
- Pomyślałeś
może nad tym, że tych spodni nie nosiłam od dłuższego czasu i sprały się po
praniu? – zapytałam głosem bez emocji i zimnym spojrzeniem przyglądałam się
Ashtonowi.
- Nie. Po
prostu się spasłaś – wyszczerzył się promiennie i klepnął mnie w bok uda.
Chłopaki wciągnęli powietrze i
zamarli.
- Co za
kretyn – westchnął ciężko David. – Chłopaki, pamiętacie, jakie lubił kwiaty? –
wychylił się do Kevina i Edda.
- Nie wiem,
chyba irysy – wzruszył ramionami Edek i patrzył zaciekawiony na naszą scenkę.
Obserwowałam ich kątem oka i kiedy
to zauważyli, ucichli natychmiast. Ze spokojem skierowałam wzrok na Ashtona.
- Kobiecie
nigdy, ale to nigdy nie mówi się uwag o jej wadze, bo to jest drażliwy temat –
powiedziałam opanowana i wsypałam ostatnią łyżeczkę cappuccino. Dodawałam cukru
i ciągnęłam dalej: - Za karę zmywasz i gotujesz przez cały tydzień –
zakończyłam.
- Ale ja już
zmywałem – mruknął Ashton.
- Nie
zaszkodzi ci jeszcze raz pozmywać – powiedziałam obojętna i wymieszałam
wszystko w kubku.
Szatyn burknął niezadowolony, a Edek
zaczął marudzić i wręcz się oburzać, że go zawiedliśmy i że spodziewał się
czegoś lepszego. Włączyłam czajnik i odezwałam się:
- Chcesz
dołączyć do Ashtona? – zapytałam.
- Nie –
powiedział markotnie i się uspokoił.
Chwyciłam kanapkę i przegryzałam ją.
Chłopaki już wyczuli, że nie są zagrożeni i normalnie rozmawiali. Ciche
pyknięcie poinformowało mnie o zakończeniu pracy czajnika. Wyjęłam go z
podstawki i wrzątkiem zalałam cappuccino. Odstawiłam czajnik i zamieszałam w
kubku. Zjadłam kanapkę i wzięłam kubek za ucho. Podeszłam do stolika i usiadłam
na kolanach Edka, który siedział pod ścianą. Plecami oparłam się o ścianę i
odstawiłam kubek na stół. Wzrokiem wybrałam sobie kanapkę i przeżuwałam ją w
ciszy. Poczułam jak zaczepia mnie Edek.
- Ty przez
te cycki widzisz stopy? – zapytał zastanawiając się śmiertelnie poważnie.
Pytanie tak mnie zaskoczyło i
rozśmieszyło, że zaczęłam się krztusić. Chłopaki też byli rozbawieni, ale po
zobaczeniu, co mi się dzieje rzucili się żeby mi pomóc. Pierwszy był Ashton,
który poklepywał mnie po plecach. Dziwne, ale dzięki temu przeszedł mi napad
krztuszenia się. Spojrzałam w dal i rozbawiona pokręciłam głową. Mruknięciem
podziękowałam Ashtonowi, który wrócił już na swoje miejsce.
- Wracając
do twojego pytania – zaczęłam do Edka – To… - zastanowiłam się i zamrugałam
kilka razy. – Sama nie wiem, nie zwracałam na to uwagi – powiedziałam i
zmarszczyłam brwi.
Wstałam i stanęłam prosto. Złączyłam nogi
i spojrzałam w dół. Pierwszy widok? Cycki. Po stopach nie ma śladu. Zaczęłam
się śmiać i usiadłam ponownie na kolanach Edka.
- No i? –
zapytał dociekliwy David.
- Nie widzę
– zaśmiałam się cicho – Nie widzę stóp i uprawiam parkour – mruknęłam
ironicznie.
Chłopaki parsknęli sarkastycznym
śmiechem i wrócili do śniadania. Ja również do niego przystąpiłam. Wzięłam
kubek i upiłam małego łyczka cappuccino. Od razu się skrzywiłam i odstawiłam
kubek. Za gorące, do tego poparzyłam sobie język. Zawibrowało mi w kieszeni.
Pewnie dostałam SMS-a. Wyciągnęłam telefon i spochmurniałam, kiedy zobaczyłam
nadawcę.
Kastiel
Pamiętasz
o zakładzie? Pakuj manatki, wibratory i do mnie.
Wbiłam ciężki wzrok w telefon. Chłopak
ma talent, potrafi zirytować jedną wiadomością.
Brawo. Masz umiejętność zepsucia dnia na samym jego
początku. Achievement completed. Przypomnę ci też o drugim zakładzie. Wdziewaj
rurki i różowe ciuszki, rozjaśniaj włosy i leć rwać Amber. A, zapomniałabym do
tego zaopatrz się w fartuszek sprzątaczki.
PS Wibratorów nie mam, ale z chęcią bym kupiła tobie
żebyś rozładował napięcie i nie był taki irytujący.
Zła zaczęłam dmuchać w kubek, żeby
kawa szybciej wystygła. Na odpowiedź od orangutana mandarynkowego nie musiałam
długo czekać.
Tobie
też by się przydał jeden -.- Nie mam zamiaru się tak ośmieszać.
W takim razie jak nie mam zamiaru się przeprowadzać do
ciebie.
Dobra.
Wygrałaś. Spotkamy się za pół godziny. Za karę będziesz mi towarzyszyć przy
pieprzonych zakupach i fryzjerze. Przyjadę po ciebie.
Westchnęłam ciężko i zablokowałam
telefon.
- Ej!
Jeszcze nie skończyłem czytać! – podniósł się oburzony krzyk Edka.
Prychnęłam i schowałam urządzenie do
kieszeni.
Kastiel na pewno jest już zły. Ja w
sumie również. Cały miesiąc katorgi z tym pawianem. A wszystko przez to, że
przegrałam w bilard. Na moją korzyść odegrałam mu się. Stwierdziłam nawet, że
ma gorzej ode mnie. Zawsze mogę nocować tutaj.
- Ann? Co
się dzieje? – zapytał zatroskany Kevin, który jako pierwszy zauważył, że coś
nie gra.
- Kastiel
zaraz przyjedzie i będę musiała męczyć się z nim przez cały dzień. Później
jeszcze będę musiała się przeprowadzić do niego – powiedziałam nachmurzona.
Wolałam nie widzieć teraz wzroku Edda, który mnie uwielbiał.
Jeszcze to on wpadł na pomysł żeby
przeprowadzić się całą paczką do mnie. Jestem ciekawa jak dużo wzrosną rachunki
za prąd i wodę. Nie wspomnę o tym, że zastanawiam się jak teraz trzyma się
wi-fi. Nie wiem też czy pensja z pracy u Leo mi pomoże w spłacie rachunków. Może
też mi nie starczyć. Do tego koszty wyżywienia gwałtownie wzrosły.
- Nie martw
się, podzielimy się kosztami rachunków – powiedział Ash.
Jego głos tak gwałtownie wyrwał
mnie z zadumy, że na początku rozglądnęłam się nieobecnym wzrokiem i musiałam
poprosić żeby powtórzył.
- Musimy? –
jęknął załamany Edd.
W tej chwili dostał w potylice od
Davida, a że Misiak ma łapę potężną, to mało brakowało żeby brunet nie uderzył
we mnie. Nie powiem, że całe życie przeleciało mi przed oczami, bo czupryna
Edka nie jest całym moim życiem. Chłopak odsunął się i wydał z siebie odgłos
pełen zbolenia.
- Kobiet i dzieci
się nie bije – mruknął Kevin do Davida.
- Właśnie –
przytaknął Edd, a my uśmiechnęliśmy się pod nosem. Edd dopiero po chwili
załapał – Ej! – krzyknął. Nie wiem czy to była złość, oburzenie czy
zażenowanie.
Zaśmiałam się bezgłośnie i piłam
cappuccino o znośnej temperaturze. Rozsiadłam się wygodnie i patrzyłam w dal.
Spokojną chwilę pogrążenia się w swoim umyśle przerwał donośny klakson od
strony podjazdu. Miałam wrażenie, że to było połączenie klaksonu od TIR-a i
autobusu. Mało brakowało żebym wylała swoje cappuccino. W przypadku Kevina było
zupełnie inaczej. Przestraszył się, przeklął tak brzydko, że sama się zdziwiłam
skąd u niego taki dobór słownictwa. Przekleństwo to było nic. Gwałtownie rzucił
swoją kanapkę w górę.
- Debilu! –
krzyknął zły David i ściągał pomidora z koszulki i sałatę z ramienia. Nie
wspomnę, że chleb wylądował masłem na włosach blondyna. Parsknęłam śmiechem, a
chłopaki się nabijali z niego – Nie dawno myłem włosy! – ściągnął chleb i cały
się skrzywił.
- Sorki –
zaśmiał się Kevin, a ja szybko dobiłam kawę.
David zmroził go spojrzeniem i
spojrzał na chleb, który nadal miał w ręku. Unieruchomił Kevina i całą twarz
wysmarował mu masłem, w które wplątały się okruszki chleba. Rudowłosy wierzgał
się i szarpnął Davidem. Po raz następny usłyszeliśmy trąbienie. Tym razem było
ono mocno niecierpliwe.
- Kurwa! –
warknął zły Ashton – Bo zaraz mu ten klakson wyrwę i w dupę wsadzę – syknął.
- Cichacza
wtedy by już nie puścił – mruknęłam rozbawiona, a chłopaki dopiero po chwili
parsknęli śmiechem.
Wstałam z kolan Edka i szłam do
przedpokoju żeby się ubrać.
- A ty
dokąd? – zapytał mnie Kevin.
- To Kastiel
i nie przestanie trąbić dopóki nie wyjdę do niego – powiedziałam niezadowolona
z tego, że będę musiała spędzić z nim trochę czasu.
Z wielką chęcią bym się zakopała pod
kołdrą i pogrążała się w swojej stagnacji. Jeszcze mam mieszkać u niego przez
cały miesiąc. Boże nie dawaj mi siły, bo kiedy jak go pierdolnę, to będzie
trzeba wyprawiać pogrzeb i podejrzewam, że wiele osób by przyszło specjalnie po
to, żeby się upewnić, że Kastiel nie żyje.
Nałożyłam buty i opatuliłam się
kurtką. Owinęłam szalikiem i nałożyłam rękawiczki. Rzuciłam krótkie pożegnanie
i wyszłam na zewnątrz. Na podjeździe ukazał się potężny Volkswagen Amarok. Był
w kolorze głębokiego i matowego brązu. Były dwie wersje tego samochodu. Z
zabudowaniem z tyłu, albo przyczepą. Kastiel miał drugą wersję. Chyba to będą
potężne zakupy skoro, wybrał akurat Amaroka. Podeszłam do samochodu i usiadłam
na miejscu pasażera.
- Nareszcie!
– krzyknął Kastiel i zaczął klaskać.
-
Głośniejszego, to nie miałeś? – zapytałam sarkastycznie i zapinałam pasy – Mało
brakowało żebyś zamiast tego TIR-a miał odgłos strzelaniny z karabinu
maszynowego – burknęłam.
- Pomyśl
lepiej, jaki byłby efekt, gdyby umieścić to na rowerze zamiast dzwonka –
mruknął, a ja uśmiechnęłam się pod nosem na samą myśl.
Znudzona patrzyłam przez okno.
Tak bardzo nie chciałam wychodzić z domu, a tym bardziej spędzić czasu z
Kastielem. Chłopak zręcznie lawirował na drodze i wyprzedzał, kiedy tylko mógł.
- Aż tak
chcesz zostać blondynkiem? – zapytałam skutecznie gasząc jego zapał. Zaraz na
sobie poczułam jego morderczy wzrok – I co się gapisz na mnie tak? Na drogę
lepiej patrz.
- Nie
wytrzymam z tobą długo pod jednym dachem – skomentował tylko i posłusznie
spojrzał na drogę redukując przy tym bieg.
- I vice
versa – zakończyłam temat.
Nie wiem czy w centrum handlowym
uda się nam znaleźć różowe rurki dla Kastiela i pełno innych pedalskich
fatałaszków. O szlag! Zapomniałam, że w zakładzie mogłam umieścić depilowanie
woskiem. Z rozkoszą bym oglądała jak Kastiel cierpi. Innym razem go tak
załatwię. Może jakoś upiję Kastiela i zmuszę do tego? Nagram go i jak
wytrzeźwieje, to puszczę nagranie. Ale podejrzewam, że będę zmuszona kupić taką
ilość alkoholu, że POLMOS (zakład produkujący alkohol) na święta wyśle mi
kartkę z podziękowaniami.
- Nie podoba
mi się ten uśmiech – powiedział Kastiel obrzucając mnie badawczym spojrzeniem.
Wzruszyłam ramionami. Mi też nie
podoba się wiele rzeczy. Nie kontynuowałam tematu i wysiadłam od razu, kiedy
Kastiel zaparkował. Z daleka rzucił mi się szyld głoszący usługi fryzjerskie.
Blondtiel nadchodzi. Zdusiłam wredny uśmiech i szłam przy Kastielu, któremu
odchodził humor z każdym postawionym krokiem. Weszłam do budynku zaraz za
Kastielem. Przywitałam się z parką fryzjerów i usiadłam na kanapie. Zdjęłam
kurtkę i odwiesiłam ją na wieszaku. Słyszałam, jak chłopak umawiał się na
rozjaśnianie włosów. Kobieta wybałuszyła oczy i krytycznie spojrzała na
czerwone kudły chłopaka.
- Ale wie
pan, że będą jeszcze bardziej zniszczone, a do tego może być ryzyko
zwiększonego wypadania? – zapytała kobieta, a Kastiel skinął głową. – Michał?
Mógłbyś obsłużyć pana? – zwróciła się do chłopaka obok, który długo mierzył ją
kątem oka.
- Zapraszam
na fotel – powiedział i ręką wskazał na dwa czarne, skórzane krzesła.
Oparłam łokieć o oparcie, a głowę na
ręce. Poczynania fryzjera obserwowałam z lekkim znudzeniem. Nie pasowała mi
tylko reakcja Kastiela. Był za bardzo zdenerwowany, wręcz spięty. Gdyby mi
kazano zmienić kolor włosów, na taki, jaki nie chcę, to też bym się
zdenerwowała, ale nie aż do takiego stopnia. Chłopak spinał się okropnie i
drgnął niespokojny, kiedy Michał dotknął jego włosów po raz pierwszy. Kastiel
od razu zimnym głosem zastrzegł, że nie chce strzyżenia, tylko rozjaśnianie.
Wyraźnie widziałam jak zaciskał wściekle szczękę. Każdy jego mięsień był
napięty. Ta reakcja była zbyt przesadzona, albo było już coś nie tak.
Wzdrygnęłam się, kiedy Kastiel gwałtownie łypnął na mnie zdenerwowanym
wzrokiem. Namierzył mnie nawet przez lustro. Czy mi się zdaje, czy on chce
zabić tego fryzjera? Albo to było skierowane do mnie. Najwyżej w nocy
przegryzie mi tętnice, ewentualne goli na łyso. Jednak bym wolała już się nie
obudzić niż specjalnie kupować perukę. Fryzjer najpierw umył włosy Kastiela,
później stopniowo nakładał rozjaśniacz i po dłuższym czasie spłukał go i
wysuszył kudły Blondtiela. Parsknęłam cichym śmiechem, ale zaraz musiałam się
uspokoić. Z szokiem zauważyłam, że kiedy zdjęto z niego ochronny fartuszek jego
palce, wręcz cała dłoń była biała z powodu niedochodzącej krwi. Albo mi się
wydawało, albo końce palców zsiniały. Niewiele brakowało żeby połamał drewniane
podłokietniki i porwał skórę, którą były obite. Sztywnym krokiem wstał i
podszedł do lady. Wyłożył odliczoną sumę i kierował się do wyjścia. Poderwałam
się do góry i chwyciłam kurtkę. Szybko się ubrałam i rzuciłam przelotne ,,do
widzenia’’. Kiedy drzwi się zamknęły i byliśmy na ulicy, wybuchłam gromkim
śmiechem, w którym czaiła się złośliwość.
- Wyglądasz
jak debil – zakpiłam.
- Wzorowałem
się na tobie – warknął ostro.
Pierwszy raz w życiu nie miałam jak
mu odpyskować. Burknęłam niezadowolona i uderzyłam go w ramię. To tylko
sprawiło, że zwycięski uśmiech Kastiela się powiększył. Nie wyglądał on
złośliwie i sprawiał wrażenie przyjaznego. Zdziwiłam się lekko i jeszcze raz
spojrzałam na jasne włosy Kasta. Wyciągnęłam rękę i zaczęłam go czochrać.
Gwałtownie poczułam jak Kastiel mocno zacisnął mój nadgarstek i rzucił moją
ręką. W tym samym czasie szarpnął się do przodu jakby chciał uciec. Zatrzymał
się jednak i spojrzał na mnie wzrokiem spłoszonego zwierzęcia. Widziałam w tym
również złość, ale przerażenie też tam znalazło swoje miejsce. Teraz jestem
pewna, że coś jest nie tak.
- Kastiel? –
zapytałam troskliwie i położyłam dłoń na jego policzku – Co się dzieje? Nie
oszukuj mnie.
Nie wiedziałam skąd wzięła się u mnie ta
czułość, ale zaraz została zduszona przez miażdżące spojrzenie Kastiela.
- Nic –
powiedział przez zęby i zaraz jego strach zniknął.
Jakbym to sobie tylko wyobraziła, ale
wiedziałam już jest coś źle. Już ja to z niego wyciągnę. Nie ważne jakimi
środkami. Zabrałam rękę i rozmasowywałam bolący nadgarstek. Kast nawet na niego
nie spojrzał, a nawet gdyby, to tylko przelotnie i nic nie zrobił z tym.
Ponownie zabrał nas do samochodu. Wsiadłam i zapięłam pasy. Spojrzałam na
radio, ale nie miałam ochoty je włączyć. Kastiel znowu prowadził auto w
kierunku, który było mi ciężko odgadnąć. Chyba jedziemy w kierunku galerii.
- Nie
zdziwię się jeśli w szkole Alexy będzie mnie podrywał – burknął całkowicie
niezadowolony.
- Masz zbyt
wysoką samoocenę – mruknęłam złośliwie.
Przecież nie powiem mu, że Alexy chce
zostać heteroseksualny. Nie powiem mu też, że specjalnie przyszedł do mnie
żebym go ,,przestawiła.’’ Kiedy czułam, że jestem coraz bliższa przekonania go
do kobiecego ciała, jak na złość wrócili chłopcy i biegli na górę. Ledwo udało
mi się nas ogarnąć. Zachowanie Edda, Kevina, Davida i Ashtona mocno mnie
zdenerwowało. Zaczęli obrażać Alexy’ego i wygonili go z domu.
-
Powiedziała osoba, która twierdzi, że jest ładna – prychnął.
- Nikt nie
powiedział, że tak twierdzę – przeniosłam na niego wzrok pełen zimnego
znudzenia.
Twierdzę, że jestem piękna. Pod nosem
wykwitł mi półuśmiech. Warto chociaż przez chwilę tak sobie pomyśleć.
- Tak się
zastanawiam jak bardzo będzie mi wstyd pokazywać się przy tobie – powiedziałam
zamyślona i bawiłam się swoją wargą.
Poczułam jak Kastiel chwycił mi
wargę i gwałtownie pociągnął w stronę kokpitu. Mało nie zaryłam twarzą. Z całej
siły uderzyłam Kastiela w tył głowy. Samochodem szarpnęło i bokiem uderzyłam w
drzwi. Automatycznie wyleciało mi przekleństwo.
- Uważaj co
robisz – syknęłam razem z Kastielem.
- Ja mam
uważać?! To ty uważaj! – znowu krzyknęliśmy razem.
Spojrzałam na Kastiela i wybuchłam
śmiechem. Blondtiel zaśmiał się krótko i zaparkował niedaleko centrum
handlowego. Skrzywiłam się na samą myśl ile będzie trzeba chodzić i szukać
ubrań dla Kastiela. Wysiadłam i w duchu prosiłam żebym wytrzymała psychicznie. I
tak moim największym celem było znalezienie różowych rurek dla Kastiela.
- Zajebie
się jeśli spotkam kogoś znajomego – powiedział ponuro.
- Nie wiem
czemu tak dramatyzujesz. W czwartek i tak każdy cię zobaczy – powiedziałam jeszcze
bardziej go dołując.
Przeszliśmy przez pasy i weszliśmy do
ogromnego gmachu galerii. Przez parę dobrych godzin łaziliśmy po sklepach. Po
niecałej godzinie miałam ochotę walić głową w ścianę. Kastiel okropnie marudził
i był nie do zniesienia. Jeszcze gorszy niż zawsze, a nie miałam pojęcia, że
jest do tego zdolny. Jego żona, dziewczyna i każdy bliższy ma ode mnie wyrazy
uznania. Jak do cholery można wytrzymać z tą jędzą? Lysander ma anielską
cierpliwość. Kupiłam sobie kawę, ale podejrzewałam, że przy Kastielu nie będzie
potrzebna. Po którymś narzekaniu z kolei nie dałam rady wytrzymać. Urządziłam
mu scenkę przed ludźmi. Spoliczkowałam go, okrzyczałam i obraziłam. Później się
zamknął i grzecznie chodził przy mnie. Obiad zjedliśmy w KFC i zmusiłam
Kastiela żeby kupił mi kawę mrożoną. Uważałam, że w KFC sprzedawali najlepszą.
Koło siedemnastej skończyliśmy odświeżać mu garderobę. Udało mi się również
znaleźć różowe rurki. Wprawdzie nie były one męskie, to nie przyznam mu się, że
zabrałam je z damskiego działu. Cały tył w Amaroku okupowały torby z zakupami.
Kastiel był wściekły, że nie może nosić swoich glanów ani traperów. Został
zmuszony do jakiś trampek i pedalsko wyglądających podróbek Vans’ów.
- Czekaj! –
krzyknęłam, kiedy Kastiel odpalał samochód.
- Co? –
burknął.
- Nie
kupiłam ci fartuszka pokojówki. – powiedziałam zawiedziona.
- Czy ty
kurwa żartujesz? – zapytał spokojnie. Zbyt spokojnie. W jego oczach drżał
gniew.
- Nie –
wyszczerzyłam się niewinnie – W końcu masz mi usługiwać.
- Nienawidzę
cię – westchnął i włączył się do ruchu ulicznego.
- No
popatrz. Jedyne uczucie, które odwzajemniamy – powiedziałam z jadem.
W kompletnym milczeniu
przejechaliśmy drogę z centrum do naszego osiedla. Kastiel zwlókł się z
samochodu i wygrzebał klucze z kieszeni. Wysiadłam i przeciągnęłam się.
Zdrętwiały mi nogi. Fałszywy blondyn otworzył drzwi do domu i znikł w środku. Weszłam
za nim i zamarłam. Smród stęchlizny i męskiego potu dotarł do moich nozdrzy.
Skrzywiłam się zniesmaczona, ale jeszcze gorsze było wszystko we wnętrzu domu.
Bród, smród i nawet przysłowiowej kupy nie zabrakło. Tak, Demon narobił na
samym środku salonu.
- Demon! –
wrzasnął wściekły Kastiel i skrzywił się.
Pies szczęśliwy wybiegł na dwór. Nie
wierzyłam w to, co widzę. Wszędzie porozrzucane buty, ubrania, walające się
pudełka po pizzy. Puszki po energetykach, papierki po słodyczach, rozsypany
popcorn, chipsy, butelki po piciach. Skarpety, a na żyrandolu dyndały slipki
chłopaka. Mało nie zemdlałam. Jeszcze tydzień temu było tutaj czyściutko. A
teraz? Teraz nawet kurwa podłogi nie widzę! Wyszłam na zewnątrz i cała zdębiała
usiadłam na schodach. Na ramieniu spoczęła dłoń Kastiela. Drgnęłam i ocknęłam
się.
- Sprzątaj
ten syf śmieciarzu! – krzyknęłam gwałtownie na całą okolicę. Podniosłam się i
zmroziłam chłopaka spojrzeniem – W tydzień zgnoiłeś cały dom!
Wepchnęłam Kastiela do środka i wręczyłam
mu worki na śmieci.
- Sprzątaj.
To – wysyczałam – Nie mam zamiaru żyć w takim bałaganie – powiedziałam przez
zaciśnięte zęby i otworzyłam wszystkie okna żeby wywietrzyć dom.
Przez dobre trzy godziny sterowałam
Kastielem i rozkazywałam mu. Z każdym pomieszczeniem byłam jeszcze bardziej
zszokowana, że można tak nabrudzić. Czasami mało brakowało żebym zwymiotowała. Kastiel
został zmuszony do większości robót. W końcu to on tak rozwalił porządek w
domu. Na samym końcu pracy zamknęłam otwarte okna i opadłam na kanapę. Kastiel
jutro będzie musiał zadzwonić do spółki, która zabiera śmieci i poproszenie
żeby zabrali te piętnaście worków. Dobrze, że chociaż teraz dom lśni
czystością.
- Jeśli
jutro będzie syf, to wymyślę, ci taką karę, że staniesz się pedantem do końca
życia – wysyczałam.
- Gdzie ty
idziesz? – zapytał oburzony i łypnął na mnie leżąc na kanapie.
- Do siebie.
Nie mam jeszcze swoich rzeczy żeby móc przeprowadzić się tutaj – powiedziałam i
bez pożegnania wyszłam na zewnątrz.
Mróz szczypał mnie w policzki, a ulicę
rozświetlały lampy. Szybkim krokiem przeszłam do swojego domu. Bolały mnie nogi.
Miałam serdecznie dość dzisiejszego dnia. Był za długi i za bardzo aktywny.
- Ann! –
usłyszałam szczęśliwy i trochę pijacki krzyk chłopaków.
Spojrzałam lekko zdziwiona na salon.
Nawet się nie przeprowadziłam, a ci już piją. Widać jak mnie lubią. Odwiesiłam
kurtkę i z ulgą zdjęłam buty. Położyłam się na kanapie i odetchnęłam błogo.
Wreszcie odpoczynek. Chłopaki imprezowali w swoim towarzystwie. Jakieś
przekąski i alkohol. Zamówili też pizzę. Hawajską i Ashton miał ostatni
kawałek. Powaliłam go na podłogę i wyrwałam pizzę. Zjadłam ją z takim głodem i
zachłannością, że prawie dostałam czkawki. Ashton spojrzał na mnie wilkiem, ale
oddał mi swoje piwo żebym mogła zapić.
Siedziałam z chłopakami przez półtorej
godziny i odprężyłam się. Opowiadałam im o swoim dniu i byłam szczęśliwa, kiedy
Kevin masował moje stopy. Co jakiś czas wybuchaliśmy śmiechem i pierwszy raz od
dłuższego czasu dobrze się czułam. Byłam lekko pijana, ale to nie liczyło się
teraz. Pierwsza poszłam wziąć prysznic i po pożegnaniu poszłam spać. Sen
nadszedł szybko i pozwolił mi wytchnąć.
Świetny rozdział :3
OdpowiedzUsuńJuż się nie mogę doczekać co się będzie działo u Kasa xD Albo się pozabijają albo... zrobią coś innego xd
Także bardzo mi się podobało i czekam na więcej :D
No nieee :x to miała być niespodzianka xD
UsuńDobra. Nikt nic nie widział, bo rzadko kiedy zagląda się w komentarze.
I dziękuję za komentarz oraz komplement
Myślę już ponad pół godziny i nie mogę znaleźć słów, żeby opisać jak wspaniały rozdział ci wyszedł :3333 Boli mnie trochę relacja Kastiela i Ann, ale trudno. Taki już ich urok xD
OdpowiedzUsuńJuż nie mogę się doczekać co za tajemnicę ukrywa Kas, ale jeszcze bardziej tego jak Ann już z nim zamieszka xD
Życzę weny :333 ;*
Jak potrzebujesz tyle czasu żeby napisać komentarz, to nie dziwię się, że masz również problemy z rozdziałem ;p
UsuńRelacja ich jest jaka jest, ale przy nim udaje mi się jeszcze pokazać starą Ann, a jest mi coraz trudniej.
Tobie też się przyda i dziękuję za opinie ;)
Hahahahah kastiel blondyn musi to komicznie wyglądać xdd swoją drogą mogła mu już to rozjasnianie odpuścić skoro widziała jego reakcję okrutnica xd a tak to super rozdział podobał mi się usmiałam się choćby fragment z tymi cyckami (epicki😂) , kastiel ma przechlapane z Ann pod jednym dachem będzie ciekawie niepowiem xd czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńTa reakcja jest nie bez powodu ;P dodatkowo czeka go coś gorszego >;D
UsuńKastiel ma przechlapane? Ona też xd
Dziękuję za komentarz i cieszę się z niego ^^