31 sty 2016

Rozdział XXXIII część 2

             Przy schodach stał niewyspany David. Ręce trzymał w kieszeni i kręcił się bez celu. Spojrzał na mnie krótko i kiedy wyłonił się za mną Kevin również w samym ręczniku David aż stanął jak wryty i zamrugał kilka razy oczami. Przeniósł wzrok na mnie, to na Kevina. Chyba nie mógł zrozumieć, co się przed chwilą stało. Usiadł na schodach i gwałtownie machnął głową na rozbudzenie.
            Wykorzystałam to i poszłam szybko na górę. Kątem oka widziałam jak Kevin udaje się w swoją stronę. David chyba będzie miał ciężki poranek.
            Przeszłam do garderoby i miałam odwieczny problem kobiety. Co ja na siebie nałożę? Z frustracją chodziłam po kilka razy między rzędami ubrań i po kilka razy przeglądałam te same fatałaszki. Zagryzłam dolną wargę i stwierdziłam, że najpierw wybiorę podstawowe rzeczy. Skierowałam się do szafki z bielizną i wysunęłam szufladę z biustonoszami. Wzięłam pierwszy lepszy i otworzyłam szufladę pod spodem. Wyciągnęłam z niej matki i szybko nałożyłam bieliznę. Mogłam już chodzić bez ręcznika. Zdjęłam go i poszłam do spodni. Wybrałam swoje ulubione jeansy z rozjaśnionym kolorze na udach. Z trudem wsunęłam się w rurki. Dawno w nich nie chodziłam i były okropnie opięte. Wróciłam na dział z bluzkami i zamknęłam oczy. Sięgnęłam ręką na ukos do tyłu i dotknęłam wieszaka. Otworzyłam oczy i spojrzałam, jaką bluzkę wybrałam. Była to czarna i luźna tunika. Rękaw był do łokcia i miała przedłużenie z tyłu. Nadruk koszulki przedstawiał kościaną ręką pokazującą pokój. Była dość cienka i mogło być mi zimno. Włożyłam podkoszulkę w formie czarnego topu bez ramiączek, a na wierzch tunikę. Na stopy nałożyłam białe skarpetki za kostkę i zeszłam na dół.
          Skręciłam do kuchni i wzrokiem przywitałam się z Davidem, Ashtonem i Eddem. Krzątałam się po pomieszczeniu i robiłam sobie cappuccino. Chłopaki na śniadanie przygotowali kanapki. Kevin z blondynem i brunetem siedział za stołem i jadł śniadanie. Ashton stał oparty o ścianę i przeżuwając kanapkę patrzył na mnie uważnie. Między jego brwiami zauważyłam małą zmarszczkę, która pojawiała się zawsze, kiedy myślał nad czymś intensywnie. Odwróciłam się do niego tyłem i do kubka wsypywałam sobie siedem łyżeczek proszku. Chłopaki coś mruczeli między sobą i nie zwracałam na nich uwagi. W momencie wsypywania ostatniej łyżeczki usłyszałam od szatyna uwagę na swój temat:
- Spasłaś się – powiedział i chłopaki ucichli jak makiem zasiał, a ja zesztywniałam.
          Jedynym dźwiękiem, który się wydobywał, to było tykanie zegara ściennego. Jego tykanie w tym momencie brzmiało trochę nerwowo. Włożyłam łyżeczkę do kubka i odwróciłam się w stronę Asha. Przyglądał się moim udom. W oczach chłopaków widziałam zgrozę, a niebieskooki miał kamienną twarz.
- O kurwa. Śpisz na wycieraczce – bardzo cicho wymamrotał David i przez panującą ciszę wydawało się jakbym mówił swoim normalnym donośnym głosem.
         Kevin powoli i ostrożnie wyciągał ręce w kierunku talerza z kanapki. Kiedy dotknął już jednej, chwycił ją i szybko przyciągnął do siebie. Cała trójka wlepiła ślepia we mnie i Ashtona. Edek był oczarowany i wciągnięty jak w napiętej scenie dobrego filmu akcji.
- Pomyślałeś może nad tym, że tych spodni nie nosiłam od dłuższego czasu i sprały się po praniu? – zapytałam głosem bez emocji i zimnym spojrzeniem przyglądałam się Ashtonowi.
- Nie. Po prostu się spasłaś – wyszczerzył się promiennie i klepnął mnie w bok uda.
           Chłopaki wciągnęli powietrze i zamarli.
- Co za kretyn – westchnął ciężko David. – Chłopaki, pamiętacie, jakie lubił kwiaty? – wychylił się do Kevina i Edda.
- Nie wiem, chyba irysy – wzruszył ramionami Edek i patrzył zaciekawiony na naszą scenkę.
            Obserwowałam ich kątem oka i kiedy to zauważyli, ucichli natychmiast. Ze spokojem skierowałam wzrok na Ashtona.
- Kobiecie nigdy, ale to nigdy nie mówi się uwag o jej wadze, bo to jest drażliwy temat – powiedziałam opanowana i wsypałam ostatnią łyżeczkę cappuccino. Dodawałam cukru i ciągnęłam dalej: - Za karę zmywasz i gotujesz przez cały tydzień – zakończyłam.
- Ale ja już zmywałem – mruknął Ashton.
- Nie zaszkodzi ci jeszcze raz pozmywać – powiedziałam obojętna i wymieszałam wszystko w kubku.
         Szatyn burknął niezadowolony, a Edek zaczął marudzić i wręcz się oburzać, że go zawiedliśmy i że spodziewał się czegoś lepszego. Włączyłam czajnik i odezwałam się:
- Chcesz dołączyć do Ashtona? – zapytałam.
- Nie – powiedział markotnie i się uspokoił.
       Chwyciłam kanapkę i przegryzałam ją. Chłopaki już wyczuli, że nie są zagrożeni i normalnie rozmawiali. Ciche pyknięcie poinformowało mnie o zakończeniu pracy czajnika. Wyjęłam go z podstawki i wrzątkiem zalałam cappuccino. Odstawiłam czajnik i zamieszałam w kubku. Zjadłam kanapkę i wzięłam kubek za ucho. Podeszłam do stolika i usiadłam na kolanach Edka, który siedział pod ścianą. Plecami oparłam się o ścianę i odstawiłam kubek na stół. Wzrokiem wybrałam sobie kanapkę i przeżuwałam ją w ciszy. Poczułam jak zaczepia mnie Edek.
- Ty przez te cycki widzisz stopy? – zapytał zastanawiając się śmiertelnie poważnie.
        Pytanie tak mnie zaskoczyło i rozśmieszyło, że zaczęłam się krztusić. Chłopaki też byli rozbawieni, ale po zobaczeniu, co mi się dzieje rzucili się żeby mi pomóc. Pierwszy był Ashton, który poklepywał mnie po plecach. Dziwne, ale dzięki temu przeszedł mi napad krztuszenia się. Spojrzałam w dal i rozbawiona pokręciłam głową. Mruknięciem podziękowałam Ashtonowi, który wrócił już na swoje miejsce.
- Wracając do twojego pytania – zaczęłam do Edka – To… - zastanowiłam się i zamrugałam kilka razy. – Sama nie wiem, nie zwracałam na to uwagi – powiedziałam i zmarszczyłam brwi.
      Wstałam i stanęłam prosto. Złączyłam nogi i spojrzałam w dół. Pierwszy widok? Cycki. Po stopach nie ma śladu. Zaczęłam się śmiać i usiadłam ponownie na kolanach Edka.
- No i? – zapytał dociekliwy David.
- Nie widzę – zaśmiałam się cicho – Nie widzę stóp i uprawiam parkour – mruknęłam ironicznie.
         Chłopaki parsknęli sarkastycznym śmiechem i wrócili do śniadania. Ja również do niego przystąpiłam. Wzięłam kubek i upiłam małego łyczka cappuccino. Od razu się skrzywiłam i odstawiłam kubek. Za gorące, do tego poparzyłam sobie język. Zawibrowało mi w kieszeni. Pewnie dostałam SMS-a. Wyciągnęłam telefon i spochmurniałam, kiedy zobaczyłam nadawcę.
Kastiel
Pamiętasz o zakładzie? Pakuj manatki, wibratory i do mnie.
         Wbiłam ciężki wzrok w telefon. Chłopak ma talent, potrafi zirytować jedną wiadomością.
Brawo. Masz umiejętność zepsucia dnia na samym jego początku. Achievement completed. Przypomnę ci też o drugim zakładzie. Wdziewaj rurki i różowe ciuszki, rozjaśniaj włosy i leć rwać Amber. A, zapomniałabym do tego zaopatrz się w fartuszek sprzątaczki.
PS Wibratorów nie mam, ale z chęcią bym kupiła tobie żebyś rozładował napięcie i nie był taki irytujący.
           Zła zaczęłam dmuchać w kubek, żeby kawa szybciej wystygła. Na odpowiedź od orangutana mandarynkowego nie musiałam długo czekać.
Tobie też by się przydał jeden -.- Nie mam zamiaru się tak ośmieszać.
W takim razie jak nie mam zamiaru się przeprowadzać do ciebie.
Dobra. Wygrałaś. Spotkamy się za pół godziny. Za karę będziesz mi towarzyszyć przy pieprzonych zakupach i fryzjerze. Przyjadę po ciebie.
          Westchnęłam ciężko i zablokowałam telefon.
- Ej! Jeszcze nie skończyłem czytać! – podniósł się oburzony krzyk Edka.
           Prychnęłam i schowałam urządzenie do kieszeni.
           Kastiel na pewno jest już zły. Ja w sumie również. Cały miesiąc katorgi z tym pawianem. A wszystko przez to, że przegrałam w bilard. Na moją korzyść odegrałam mu się. Stwierdziłam nawet, że ma gorzej ode mnie. Zawsze mogę nocować tutaj.
- Ann? Co się dzieje? – zapytał zatroskany Kevin, który jako pierwszy zauważył, że coś nie gra.
- Kastiel zaraz przyjedzie i będę musiała męczyć się z nim przez cały dzień. Później jeszcze będę musiała się przeprowadzić do niego – powiedziałam nachmurzona. Wolałam nie widzieć teraz wzroku Edda, który mnie uwielbiał.
          Jeszcze to on wpadł na pomysł żeby przeprowadzić się całą paczką do mnie. Jestem ciekawa jak dużo wzrosną rachunki za prąd i wodę. Nie wspomnę o tym, że zastanawiam się jak teraz trzyma się wi-fi. Nie wiem też czy pensja z pracy u Leo mi pomoże w spłacie rachunków. Może też mi nie starczyć. Do tego koszty wyżywienia gwałtownie wzrosły.
- Nie martw się, podzielimy się kosztami rachunków – powiedział Ash.
            Jego głos tak gwałtownie wyrwał mnie z zadumy, że na początku rozglądnęłam się nieobecnym wzrokiem i musiałam poprosić żeby powtórzył.
- Musimy? – jęknął załamany Edd.
             W tej chwili dostał w potylice od Davida, a że Misiak ma łapę potężną, to mało brakowało żeby brunet nie uderzył we mnie. Nie powiem, że całe życie przeleciało mi przed oczami, bo czupryna Edka nie jest całym moim życiem. Chłopak odsunął się i wydał z siebie odgłos pełen zbolenia.
- Kobiet i dzieci się nie bije – mruknął Kevin do Davida.
- Właśnie – przytaknął Edd, a my uśmiechnęliśmy się pod nosem. Edd dopiero po chwili załapał – Ej! – krzyknął. Nie wiem czy to była złość, oburzenie czy zażenowanie.
         Zaśmiałam się bezgłośnie i piłam cappuccino o znośnej temperaturze. Rozsiadłam się wygodnie i patrzyłam w dal. Spokojną chwilę pogrążenia się w swoim umyśle przerwał donośny klakson od strony podjazdu. Miałam wrażenie, że to było połączenie klaksonu od TIR-a i autobusu. Mało brakowało żebym wylała swoje cappuccino. W przypadku Kevina było zupełnie inaczej. Przestraszył się, przeklął tak brzydko, że sama się zdziwiłam skąd u niego taki dobór słownictwa. Przekleństwo to było nic. Gwałtownie rzucił swoją kanapkę w górę.
- Debilu! – krzyknął zły David i ściągał pomidora z koszulki i sałatę z ramienia. Nie wspomnę, że chleb wylądował masłem na włosach blondyna. Parsknęłam śmiechem, a chłopaki się nabijali z niego – Nie dawno myłem włosy! – ściągnął chleb i cały się skrzywił.
- Sorki – zaśmiał się Kevin, a ja szybko dobiłam kawę.
           David zmroził go spojrzeniem i spojrzał na chleb, który nadal miał w ręku. Unieruchomił Kevina i całą twarz wysmarował mu masłem, w które wplątały się okruszki chleba. Rudowłosy wierzgał się i szarpnął Davidem. Po raz następny usłyszeliśmy trąbienie. Tym razem było ono mocno niecierpliwe.
- Kurwa! – warknął zły Ashton – Bo zaraz mu ten klakson wyrwę i w dupę wsadzę – syknął.
- Cichacza wtedy by już nie puścił – mruknęłam rozbawiona, a chłopaki dopiero po chwili parsknęli śmiechem.
         Wstałam z kolan Edka i szłam do przedpokoju żeby się ubrać.
- A ty dokąd? – zapytał mnie Kevin.
- To Kastiel i nie przestanie trąbić dopóki nie wyjdę do niego – powiedziałam niezadowolona z tego, że będę musiała spędzić z nim trochę czasu.
          Z wielką chęcią bym się zakopała pod kołdrą i pogrążała się w swojej stagnacji. Jeszcze mam mieszkać u niego przez cały miesiąc. Boże nie dawaj mi siły, bo kiedy jak go pierdolnę, to będzie trzeba wyprawiać pogrzeb i podejrzewam, że wiele osób by przyszło specjalnie po to, żeby się upewnić, że Kastiel nie żyje.
             Nałożyłam buty i opatuliłam się kurtką. Owinęłam szalikiem i nałożyłam rękawiczki. Rzuciłam krótkie pożegnanie i wyszłam na zewnątrz. Na podjeździe ukazał się potężny Volkswagen Amarok. Był w kolorze głębokiego i matowego brązu. Były dwie wersje tego samochodu. Z zabudowaniem z tyłu, albo przyczepą. Kastiel miał drugą wersję. Chyba to będą potężne zakupy skoro, wybrał akurat Amaroka. Podeszłam do samochodu i usiadłam na miejscu pasażera.
- Nareszcie! – krzyknął Kastiel i zaczął klaskać.
- Głośniejszego, to nie miałeś? – zapytałam sarkastycznie i zapinałam pasy – Mało brakowało żebyś zamiast tego TIR-a miał odgłos strzelaniny z karabinu maszynowego – burknęłam.
- Pomyśl lepiej, jaki byłby efekt, gdyby umieścić to na rowerze zamiast dzwonka – mruknął, a ja uśmiechnęłam się pod nosem na samą myśl.
               Znudzona patrzyłam przez okno. Tak bardzo nie chciałam wychodzić z domu, a tym bardziej spędzić czasu z Kastielem. Chłopak zręcznie lawirował na drodze i wyprzedzał, kiedy tylko mógł.
- Aż tak chcesz zostać blondynkiem? – zapytałam skutecznie gasząc jego zapał. Zaraz na sobie poczułam jego morderczy wzrok – I co się gapisz na mnie tak? Na drogę lepiej patrz.
- Nie wytrzymam z tobą długo pod jednym dachem – skomentował tylko i posłusznie spojrzał na drogę redukując przy tym bieg.
- I vice versa – zakończyłam temat.
               Nie wiem czy w centrum handlowym uda się nam znaleźć różowe rurki dla Kastiela i pełno innych pedalskich fatałaszków. O szlag! Zapomniałam, że w zakładzie mogłam umieścić depilowanie woskiem. Z rozkoszą bym oglądała jak Kastiel cierpi. Innym razem go tak załatwię. Może jakoś upiję Kastiela i zmuszę do tego? Nagram go i jak wytrzeźwieje, to puszczę nagranie. Ale podejrzewam, że będę zmuszona kupić taką ilość alkoholu, że POLMOS (zakład produkujący alkohol) na święta wyśle mi kartkę z podziękowaniami.
- Nie podoba mi się ten uśmiech – powiedział Kastiel obrzucając mnie badawczym spojrzeniem.
             Wzruszyłam ramionami. Mi też nie podoba się wiele rzeczy. Nie kontynuowałam tematu i wysiadłam od razu, kiedy Kastiel zaparkował. Z daleka rzucił mi się szyld głoszący usługi fryzjerskie. Blondtiel nadchodzi. Zdusiłam wredny uśmiech i szłam przy Kastielu, któremu odchodził humor z każdym postawionym krokiem. Weszłam do budynku zaraz za Kastielem. Przywitałam się z parką fryzjerów i usiadłam na kanapie. Zdjęłam kurtkę i odwiesiłam ją na wieszaku. Słyszałam, jak chłopak umawiał się na rozjaśnianie włosów. Kobieta wybałuszyła oczy i krytycznie spojrzała na czerwone kudły chłopaka.
- Ale wie pan, że będą jeszcze bardziej zniszczone, a do tego może być ryzyko zwiększonego wypadania? – zapytała kobieta, a Kastiel skinął głową. – Michał? Mógłbyś obsłużyć pana? – zwróciła się do chłopaka obok, który długo mierzył ją kątem oka.
- Zapraszam na fotel – powiedział i ręką wskazał na dwa czarne, skórzane krzesła.
        Oparłam łokieć o oparcie, a głowę na ręce. Poczynania fryzjera obserwowałam z lekkim znudzeniem. Nie pasowała mi tylko reakcja Kastiela. Był za bardzo zdenerwowany, wręcz spięty. Gdyby mi kazano zmienić kolor włosów, na taki, jaki nie chcę, to też bym się zdenerwowała, ale nie aż do takiego stopnia. Chłopak spinał się okropnie i drgnął niespokojny, kiedy Michał dotknął jego włosów po raz pierwszy. Kastiel od razu zimnym głosem zastrzegł, że nie chce strzyżenia, tylko rozjaśnianie. Wyraźnie widziałam jak zaciskał wściekle szczękę. Każdy jego mięsień był napięty. Ta reakcja była zbyt przesadzona, albo było już coś nie tak. Wzdrygnęłam się, kiedy Kastiel gwałtownie łypnął na mnie zdenerwowanym wzrokiem. Namierzył mnie nawet przez lustro. Czy mi się zdaje, czy on chce zabić tego fryzjera? Albo to było skierowane do mnie. Najwyżej w nocy przegryzie mi tętnice, ewentualne goli na łyso. Jednak bym wolała już się nie obudzić niż specjalnie kupować perukę. Fryzjer najpierw umył włosy Kastiela, później stopniowo nakładał rozjaśniacz i po dłuższym czasie spłukał go i wysuszył kudły Blondtiela. Parsknęłam cichym śmiechem, ale zaraz musiałam się uspokoić. Z szokiem zauważyłam, że kiedy zdjęto z niego ochronny fartuszek jego palce, wręcz cała dłoń była biała z powodu niedochodzącej krwi. Albo mi się wydawało, albo końce palców zsiniały. Niewiele brakowało żeby połamał drewniane podłokietniki i porwał skórę, którą były obite. Sztywnym krokiem wstał i podszedł do lady. Wyłożył odliczoną sumę i kierował się do wyjścia. Poderwałam się do góry i chwyciłam kurtkę. Szybko się ubrałam i rzuciłam przelotne ,,do widzenia’’. Kiedy drzwi się zamknęły i byliśmy na ulicy, wybuchłam gromkim śmiechem, w którym czaiła się złośliwość.
- Wyglądasz jak debil – zakpiłam.
- Wzorowałem się na tobie – warknął ostro.
            Pierwszy raz w życiu nie miałam jak mu odpyskować. Burknęłam niezadowolona i uderzyłam go w ramię. To tylko sprawiło, że zwycięski uśmiech Kastiela się powiększył. Nie wyglądał on złośliwie i sprawiał wrażenie przyjaznego. Zdziwiłam się lekko i jeszcze raz spojrzałam na jasne włosy Kasta. Wyciągnęłam rękę i zaczęłam go czochrać. Gwałtownie poczułam jak Kastiel mocno zacisnął mój nadgarstek i rzucił moją ręką. W tym samym czasie szarpnął się do przodu jakby chciał uciec. Zatrzymał się jednak i spojrzał na mnie wzrokiem spłoszonego zwierzęcia. Widziałam w tym również złość, ale przerażenie też tam znalazło swoje miejsce. Teraz jestem pewna, że coś jest nie tak.
- Kastiel? – zapytałam troskliwie i położyłam dłoń na jego policzku – Co się dzieje? Nie oszukuj mnie.
       Nie wiedziałam skąd wzięła się u mnie ta czułość, ale zaraz została zduszona przez miażdżące spojrzenie Kastiela.
- Nic – powiedział przez zęby i zaraz jego strach zniknął.
        Jakbym to sobie tylko wyobraziła, ale wiedziałam już jest coś źle. Już ja to z niego wyciągnę. Nie ważne jakimi środkami. Zabrałam rękę i rozmasowywałam bolący nadgarstek. Kast nawet na niego nie spojrzał, a nawet gdyby, to tylko przelotnie i nic nie zrobił z tym. Ponownie zabrał nas do samochodu. Wsiadłam i zapięłam pasy. Spojrzałam na radio, ale nie miałam ochoty je włączyć. Kastiel znowu prowadził auto w kierunku, który było mi ciężko odgadnąć. Chyba jedziemy w kierunku galerii.
- Nie zdziwię się jeśli w szkole Alexy będzie mnie podrywał – burknął całkowicie niezadowolony.
- Masz zbyt wysoką samoocenę – mruknęłam złośliwie.
         Przecież nie powiem mu, że Alexy chce zostać heteroseksualny. Nie powiem mu też, że specjalnie przyszedł do mnie żebym go ,,przestawiła.’’ Kiedy czułam, że jestem coraz bliższa przekonania go do kobiecego ciała, jak na złość wrócili chłopcy i biegli na górę. Ledwo udało mi się nas ogarnąć. Zachowanie Edda, Kevina, Davida i Ashtona mocno mnie zdenerwowało. Zaczęli obrażać Alexy’ego i wygonili go z domu.
- Powiedziała osoba, która twierdzi, że jest ładna – prychnął.
- Nikt nie powiedział, że tak twierdzę – przeniosłam na niego wzrok pełen zimnego znudzenia.
         Twierdzę, że jestem piękna. Pod nosem wykwitł mi półuśmiech. Warto chociaż przez chwilę tak sobie pomyśleć.
- Tak się zastanawiam jak bardzo będzie mi wstyd pokazywać się przy tobie – powiedziałam zamyślona i bawiłam się swoją wargą.
            Poczułam jak Kastiel chwycił mi wargę i gwałtownie pociągnął w stronę kokpitu. Mało nie zaryłam twarzą. Z całej siły uderzyłam Kastiela w tył głowy. Samochodem szarpnęło i bokiem uderzyłam w drzwi. Automatycznie wyleciało mi przekleństwo.
- Uważaj co robisz – syknęłam razem z Kastielem.
- Ja mam uważać?! To ty uważaj! – znowu krzyknęliśmy razem.
          Spojrzałam na Kastiela i wybuchłam śmiechem. Blondtiel zaśmiał się krótko i zaparkował niedaleko centrum handlowego. Skrzywiłam się na samą myśl ile będzie trzeba chodzić i szukać ubrań dla Kastiela. Wysiadłam i w duchu prosiłam żebym wytrzymała psychicznie. I tak moim największym celem było znalezienie różowych rurek dla Kastiela.
- Zajebie się jeśli spotkam kogoś znajomego – powiedział ponuro.
- Nie wiem czemu tak dramatyzujesz. W czwartek i tak każdy cię zobaczy – powiedziałam jeszcze bardziej go dołując.
        Przeszliśmy przez pasy i weszliśmy do ogromnego gmachu galerii. Przez parę dobrych godzin łaziliśmy po sklepach. Po niecałej godzinie miałam ochotę walić głową w ścianę. Kastiel okropnie marudził i był nie do zniesienia. Jeszcze gorszy niż zawsze, a nie miałam pojęcia, że jest do tego zdolny. Jego żona, dziewczyna i każdy bliższy ma ode mnie wyrazy uznania. Jak do cholery można wytrzymać z tą jędzą? Lysander ma anielską cierpliwość. Kupiłam sobie kawę, ale podejrzewałam, że przy Kastielu nie będzie potrzebna. Po którymś narzekaniu z kolei nie dałam rady wytrzymać. Urządziłam mu scenkę przed ludźmi. Spoliczkowałam go, okrzyczałam i obraziłam. Później się zamknął i grzecznie chodził przy mnie. Obiad zjedliśmy w KFC i zmusiłam Kastiela żeby kupił mi kawę mrożoną. Uważałam, że w KFC sprzedawali najlepszą. Koło siedemnastej skończyliśmy odświeżać mu garderobę. Udało mi się również znaleźć różowe rurki. Wprawdzie nie były one męskie, to nie przyznam mu się, że zabrałam je z damskiego działu. Cały tył w Amaroku okupowały torby z zakupami. Kastiel był wściekły, że nie może nosić swoich glanów ani traperów. Został zmuszony do jakiś trampek i pedalsko wyglądających podróbek Vans’ów.
- Czekaj! – krzyknęłam, kiedy Kastiel odpalał samochód.
- Co? – burknął.
- Nie kupiłam ci fartuszka pokojówki. – powiedziałam zawiedziona.
- Czy ty kurwa żartujesz? – zapytał spokojnie. Zbyt spokojnie. W jego oczach drżał gniew.
- Nie – wyszczerzyłam się niewinnie – W końcu masz mi usługiwać.
- Nienawidzę cię – westchnął i włączył się do ruchu ulicznego.
- No popatrz. Jedyne uczucie, które odwzajemniamy – powiedziałam z jadem.
             W kompletnym milczeniu przejechaliśmy drogę z centrum do naszego osiedla. Kastiel zwlókł się z samochodu i wygrzebał klucze z kieszeni. Wysiadłam i przeciągnęłam się. Zdrętwiały mi nogi. Fałszywy blondyn otworzył drzwi do domu i znikł w środku. Weszłam za nim i zamarłam. Smród stęchlizny i męskiego potu dotarł do moich nozdrzy. Skrzywiłam się zniesmaczona, ale jeszcze gorsze było wszystko we wnętrzu domu. Bród, smród i nawet przysłowiowej kupy nie zabrakło. Tak, Demon narobił na samym środku salonu.
- Demon! – wrzasnął wściekły Kastiel i skrzywił się.
         Pies szczęśliwy wybiegł na dwór. Nie wierzyłam w to, co widzę. Wszędzie porozrzucane buty, ubrania, walające się pudełka po pizzy. Puszki po energetykach, papierki po słodyczach, rozsypany popcorn, chipsy, butelki po piciach. Skarpety, a na żyrandolu dyndały slipki chłopaka. Mało nie zemdlałam. Jeszcze tydzień temu było tutaj czyściutko. A teraz? Teraz nawet kurwa podłogi nie widzę! Wyszłam na zewnątrz i cała zdębiała usiadłam na schodach. Na ramieniu spoczęła dłoń Kastiela. Drgnęłam i ocknęłam się.
- Sprzątaj ten syf śmieciarzu! – krzyknęłam gwałtownie na całą okolicę. Podniosłam się i zmroziłam chłopaka spojrzeniem – W tydzień zgnoiłeś cały dom!
          Wepchnęłam Kastiela do środka i wręczyłam mu worki na śmieci.
- Sprzątaj. To – wysyczałam – Nie mam zamiaru żyć w takim bałaganie – powiedziałam przez zaciśnięte zęby i otworzyłam wszystkie okna żeby wywietrzyć dom.
          Przez dobre trzy godziny sterowałam Kastielem i rozkazywałam mu. Z każdym pomieszczeniem byłam jeszcze bardziej zszokowana, że można tak nabrudzić. Czasami mało brakowało żebym zwymiotowała. Kastiel został zmuszony do większości robót. W końcu to on tak rozwalił porządek w domu. Na samym końcu pracy zamknęłam otwarte okna i opadłam na kanapę. Kastiel jutro będzie musiał zadzwonić do spółki, która zabiera śmieci i poproszenie żeby zabrali te piętnaście worków. Dobrze, że chociaż teraz dom lśni czystością.
- Jeśli jutro będzie syf, to wymyślę, ci taką karę, że staniesz się pedantem do końca życia – wysyczałam.
- Gdzie ty idziesz? – zapytał oburzony i łypnął na mnie leżąc na kanapie.
- Do siebie. Nie mam jeszcze swoich rzeczy żeby móc przeprowadzić się tutaj – powiedziałam i bez pożegnania wyszłam na zewnątrz.
         Mróz szczypał mnie w policzki, a ulicę rozświetlały lampy. Szybkim krokiem przeszłam do swojego domu. Bolały mnie nogi. Miałam serdecznie dość dzisiejszego dnia. Był za długi i za bardzo aktywny.
- Ann! – usłyszałam szczęśliwy i trochę pijacki krzyk chłopaków.
       Spojrzałam lekko zdziwiona na salon. Nawet się nie przeprowadziłam, a ci już piją. Widać jak mnie lubią. Odwiesiłam kurtkę i z ulgą zdjęłam buty. Położyłam się na kanapie i odetchnęłam błogo. Wreszcie odpoczynek. Chłopaki imprezowali w swoim towarzystwie. Jakieś przekąski i alkohol. Zamówili też pizzę. Hawajską i Ashton miał ostatni kawałek. Powaliłam go na podłogę i wyrwałam pizzę. Zjadłam ją z takim głodem i zachłannością, że prawie dostałam czkawki. Ashton spojrzał na mnie wilkiem, ale oddał mi swoje piwo żebym mogła zapić.

        Siedziałam z chłopakami przez półtorej godziny i odprężyłam się. Opowiadałam im o swoim dniu i byłam szczęśliwa, kiedy Kevin masował moje stopy. Co jakiś czas wybuchaliśmy śmiechem i pierwszy raz od dłuższego czasu dobrze się czułam. Byłam lekko pijana, ale to nie liczyło się teraz. Pierwsza poszłam wziąć prysznic i po pożegnaniu poszłam spać. Sen nadszedł szybko i pozwolił mi wytchnąć.

6 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :3
    Już się nie mogę doczekać co się będzie działo u Kasa xD Albo się pozabijają albo... zrobią coś innego xd
    Także bardzo mi się podobało i czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nieee :x to miała być niespodzianka xD
      Dobra. Nikt nic nie widział, bo rzadko kiedy zagląda się w komentarze.
      I dziękuję za komentarz oraz komplement

      Usuń
  2. Myślę już ponad pół godziny i nie mogę znaleźć słów, żeby opisać jak wspaniały rozdział ci wyszedł :3333 Boli mnie trochę relacja Kastiela i Ann, ale trudno. Taki już ich urok xD
    Już nie mogę się doczekać co za tajemnicę ukrywa Kas, ale jeszcze bardziej tego jak Ann już z nim zamieszka xD
    Życzę weny :333 ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak potrzebujesz tyle czasu żeby napisać komentarz, to nie dziwię się, że masz również problemy z rozdziałem ;p
      Relacja ich jest jaka jest, ale przy nim udaje mi się jeszcze pokazać starą Ann, a jest mi coraz trudniej.
      Tobie też się przyda i dziękuję za opinie ;)

      Usuń
  3. Hahahahah kastiel blondyn musi to komicznie wyglądać xdd swoją drogą mogła mu już to rozjasnianie odpuścić skoro widziała jego reakcję okrutnica xd a tak to super rozdział podobał mi się usmiałam się choćby fragment z tymi cyckami (epicki😂) , kastiel ma przechlapane z Ann pod jednym dachem będzie ciekawie niepowiem xd czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta reakcja jest nie bez powodu ;P dodatkowo czeka go coś gorszego >;D
      Kastiel ma przechlapane? Ona też xd
      Dziękuję za komentarz i cieszę się z niego ^^

      Usuń