Rano obudziłam się z lekką suchością
w gardle. Sprawka wczorajszego alkoholu. Napiję się może ze dwie szklanki
herbaty owocowej i wszystko będzie już dobrze. Dzisiaj jeszcze czeka mnie
przeprowadzka do Kastiela. Żeby mi się chciało, jak bardzo się nie chce…
Opuściłam ciepłe łóżko i natychmiast
się zatrzęsłam z zimna dostając jednocześnie gęsiej skórki. Narzuciłam na
siebie rozpinaną bluzę Ashtona i mocno się nią opatuliłam. Poszłam do łazienki
żeby w spokoju wylać niepotrzebny płyn. Umyłam ręce i szukałam ręcznika. Jak na
ironię nie mogłam go znaleźć. Nie zdziwię się jeśli, któryś z chłopaków będzie
miał nim związane nogi. Nie mam pojęcia czemu akurat moim ręcznikiem i skąd
wpadł mi ten pomysł do głowy. Mokre ręce wytarłam o bluzę Ashtona. Przeniosłam
się do garderoby i bezsilna oparłam się o ścianę. No i znowu muszę znaleźć
sobie jakieś ubranie. Dzisiaj stawiam na wygodę, a nie na wygląd.
Nałożyłam czarne dresy z poliestru
i dodatkiem bawełny. Były miękkie, ciepłe i wygodne. To najbardziej cenię. Do
dresów założyłam jeszcze niebieski, obcisły top i na wierzch szary luźny
sweterek. Dziwne zestawienie, ale było mi wygodnie. Nie będę wiązała włosów, bo
zmarznę. W łazience uczesałam je i wyprostowałam małe loczki przy boku głowy.
Nazywałam je owieczkami, ale były okropnie upierdliwie. Nie chciało mi się
malować, a tym bardziej wychodzić do ludzi. Z miłą chęcią zaszyłabym się pod
kołdrą z towarzystwem książki, telefonu, komputera albo królika. Nie mam
pojęcia jeszcze z czym, ale plany były przyjemne. Chwyciłam przebiegającego
królika i przytuliłam jego drobne ciałko do siebie. Uwielbiałam jego mięciutkie
futerko. Darken stał się maskotką całego domu. Czarnego królika baranka
dostałam od Jade’a na przechowanie. W jego mieszkaniu nie można trzymać
zwierząt. Po kryjomu miał go w ogrodzie szkolnym, który był oddzielony od
głównego gęstą ścianą bluszczu. Sama nie miałam pojęcia o ogrodzie, dopóki Jade
nie pokazał mi go. Musiałam przyznać, że był niezwykle piękny. Udało mu się
nawet zasadzić czarne róże. Zawsze myślałam, że są wytworem pracy w
Photoshopie, albo pozyskane za pomocą czarnego barwnika, którym poiło się białe
róże. Ukryty ogród miał gotyckie wnętrze. Ścieżki z czarnego, czerwonego i
białego piasku ozdobnego. Wiem, że bardzo przyjemnie w nim pachniało przez
kwitnącą śliwkę albo wiśnię. Nie pamiętam dokładnie. Na wiosnę sobie przypomnę
za to.
Poszłam do kuchni i wolałam nie
zaglądać do salonu. Boję się tego, co mogę tam zobaczyć. Chłopaki jeszcze sobie
pobalowi po tym jak poszłam spać, ale byli kulturalni. Zero głośnej muzyki,
kłótni i pijackich krzyków. Albo spałam jak zabita i policja wypisała parę
mandatów. Też jest opcja. Chociaż nie chciałabym żeby została użyta. W trakcie
robienia sobie płatków i podgrzewania mleka w mikrofali uświadomiłam sobie, że
moja sielanka się kończy. Dzisiaj czeka mnie jeszcze przeprowadzka, a jutro
muszę iść do pracy po szkole. Brzmi jak dorosłe życie, ale jednak chciałam
wrócić do czasów dzieciństwa. Największym zmartwieniem był deszcz i pomysły na zabawy,
albo jakie zabawki, foremki wziąć do piaskownicy. Za dziecka miało się też o
wiele bardziej rozbudowaną wyobraźnię, która z wiekiem została zabijana przez
szkołę i konieczne dopasowywanie się pod klucz. Najbardziej denerwowała
rozprawka, w której temat i zagadnienie było skonstruowane w taki sposób, że
wydawało się, iż temat był luźny i można było snuć swoje własne i prawdziwe
rozważania, a na sprawdzeniu prac okazało się, że odpowiedź jest tylko jedna i
nie istnieje możliwość innych. Wszystko sprawiało wrażenie, że za wszelką cenę
próbowano stworzyć jedną wielką, ciemną i szarą masą, w której nie mogły być
odrębne elementy, które by były w radosnych kolorach i podążające własną
ścieżką. Z innym poglądem lub zainteresowaniem. Gdzie w tym wszystkim jest cel?
Od najmłodszych lat można zauważyć, że ktoś „kolorowy” pośród szarej masy
zostaje odtrącany i wyśmiewany, bo, nawet nieświadomie, żyje ponad schematem
dla szarych osób.
Czy to nie zbyt poważne tematy do
porannych rozmyślań przy śniadaniu? Dalej trzyma mnie alkohol i inspiracja z
niego? Drgnęłam, kiedy mikrofalówka podwójnym piknięciem oznajmiła koniec
pracy. Z salonu dobiegł mnie cichy i niezadowolony jęk Kevina. Możliwe, że
zabalował najmocniej z całej naszej piątki. Wyjęłam miskę z mikrofalówki i
włożyłam do niej łyżkę. Odstawiłam wszystko na stół i w czajniku gotowałam
sobie wodę na herbatę truskawkowo-wiśniową. Znalazłam tą mieszankę w sklepie i
stwierdziłam, że spróbuję, mimo że nie jestem fanką herbat. Wrzuciłam torebkę
do kubka i dodałam trzy łyżeczki cukru. Usiadłam przy stole i chrupałam płatki.
Ponownie przeczę logice. Mam mleko w płatkach, a i tak będę popijać je herbatą.
Woda zagotowała się i zalałam nią torebkę herbaty. Wymieszałam i czekałam aż
wszystko się zaparzy. Kubek postawiłam przy misce i wróciłam do jedzenia. Co by
było gdybym kupiła mleko truskawkowe i dała je do czekoladowych płatków? Albo
do tych małych ciasteczek Cookie Crisp? Musiałoby być pyszne. Dostałam nagłej
ochoty na nie, a obecne płatki straciły smak i były nijakie. U Kastiela na
pewno zjem. Specjalnie będę mu marudziła żeby mi kupił. Chociaż może lepiej będzie,
jeśli sama zrobię zakupy, a Kast posłuży, jako tragarz. Możliwe, że wybierze
przeterminowane. Cholera, muszę jeszcze kupić fartuszek dla blondyna.
Kiedy skończyłam jeść i piłam
tylko herbatę zobaczyłam, że dochodzi do ósmej. Tak szybko wszystko zrobiłam?
Nie myślałam, że obudziłam się tak wcześnie. Zamiast korzystać z paru godzin
snu wolałam nadgorliwie wstać, przyszykować się i zjeść. Co się ze mną dzieje?
Później zapewne będę narzekała w szkole, że chcę spać. Nigdy nie dogodzisz. Pozmywałam
i kompletnie się nudziłam. Nie chciałam zaglądać do salonu.
Wyciągnęłam torby z szuflady w
kuchni i poczłapałam do swojej garderoby. Przeglądałam ją uważnie i pakowałam
ubrania, które wydawały mi się najbardziej potrzebne w ciągu tego miesiąca.
Zawsze mogę wpaść i na szybko zabrać parę szmatek. Kiedy torby były już
zapełnione z łazienek pozabierałam swoje środki czystości i wpakowałam je do
wielkiej kosmetyczki. Do niej również zapakowałam parę rzeczy w typie ozdóbek.
Do oddzielnej kosmetyczki włożyłam biżuterię. Laptopa z ładowarką i słuchawkami
zapakowałam do jego torby. Schowałam tam też ładowarkę do telefonu. Perkusji
nie chcę tam ciągnąć, a gitarę ma Kastiel, więc sobie na niej pogram. Jeszcze
muszę przetransportować książki. Dobrze, że większość została w szafce
szkolnej. Cała moja torba była wypchana i bałam się, że urwie się dla niej
rączka mimo, że nie zapakowałam tam wszystkich książek potrzebnych do szkoły.
Miałam już wolny czas.
Ashton do tej pory spał spokojnie,
ale planowałam mu to przerwać. Zatarłam ręce i wzięłam rozbieg. Skoczyłam na
Ashtona, który złapał mnie w locie. Okazało się, że jednak nie spał. Zaraz
zostałam schowana pod kołdrą i szatyn przytulając skutecznie unieruchomił mnie.
Nosem nieznośnie podrażniał mi skórę na szyi.
- Ładnie to tak próbować budzić? –
zapytał w dobrym humorze.
Uwaga! Zjawisko to u wyżej
wspomnianego szatyna jest jak spotkanie jednorożca. Możliwe, ale tylko na haju.
Ewentualnie, kiedy pijani ludzie zaczepią papierowy róg u białego konia. Ale
jak to bywa z jednorożcami, kiedy uda ci się spotkać chcesz wykorzystać ten
czas wykorzystać najlepiej jak się da. \*-*-/ Nic nie ćpałam, paliłam ani piłam
pisząc ten kawałek \*-*-/
Uśmiechnęłam się niewinnie i posłałam
mu buziaka w powietrzu. Szlag, zapomniałam, że on może być dalej pijany. Albo
obudził się bez kaca. Próbowałam się odsunąć od Ashton, który miał psychopatyczny
uśmiech. Nie byłam też do końca pewna czy to jego naturalny uśmiech i robi to
nieświadomie, czy też coś planuje i zrobi to z premedytacją? Chyba stałam się
zbyt podejrzliwa, bo jedynie mnie przytulał i uśmiechał. Muszę przyznać, że
byłam lekko podirytowana. Ciągle myślałam, że coś kombinuje. Jedynie przy
przeciąganiu powiedział, że mam miękkie łóżko.
- Pomożesz mi dzisiaj przenieść
torby do Kastiela? Ten gad cuchnący nie ruszył się nawet pewnie – burknęłam i
westchnęłam.
- Przeprowadzasz się jednak? –
zapytał cicho.
- Nie widzisz tych toreb? –
zapytałam, a Ashton dopiero teraz się rozglądnął po pokoju.
- Nie chcę żebyś mieszkała z tym
muchomorem – przyznał i mocno przytulił mnie do swojej piersi. Zupełnie jak
brat. Napełniło mnie bardzo przyjemne uczucie i schowałam łzy wzruszenia.
- Ja też nie chcę, ale muszę –
powiedziałam zrezygnowana.
- Nie musisz – powiedział zaborczo i
schował mnie w ramionach.
- I będziesz się tłukł z nim o mnie?
– prychnęłam rozbawiona.
- Już raz dostał w papę – obojętnie
wzruszył ramionami.
Była raz taka sytuacja. Mgliście
przypominam sobie o tym. Możliwe, że było to w dniu naszej ostrej sprzeczki o
szminkę. Albo może poszło o coś innego? W końcu bardzo często się kłócimy z
mniej lub bardziej ważnych powodów.
- Jak dostanie znowu, to będzie dla
mnie jeszcze bardziej nieznośny w szkole – mruknęłam i przeciągnęłam dłońmi po
twarzy.
- Dzieciak z niego – westchnął
Ashton, a ja tylko pokiwałam głową z kwaśnym uśmiechem.
Nieobecni leżeliśmy w łóżku, a
Ashton bawił się moimi palcami. Miałam cichą nadzieję, że humor u szatyna
utrzyma się do końca dnia. Rzadko kiedy bywa taki wesoły. W większości
przypadków jest on poważny i rozsądny. Wydawał się jakby miał co najmniej
dwadzieścia osiem lat, a nie osiemnaście. Jednak, według mnie, w grupie zawsze
przyda się głos rozsądku.
- Ogarnę się i pomogę ci z tymi
torbami – odezwał się.
- Dobrze, ale nie bij Kastiela.
- No to nie idę – naburmuszył się.
- Ashton! – fuknęłam rozbawiona. –
Miałeś mi pomóc.
- Wiem. Drażnię się tylko –
uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
- Le petit frère– powiedziałam rozczulona
po francusku. Tak, nazwałam go braciszkiem.
- La petite sœur – odpowiedział z
uśmiechem. Skąd on zna francuski?
- Przecież miałeś niemiecki w szkole
– powiedziałam zdziwiona.
- Ta – mruknął – Ale niemiecki, to
taki parszywy język, że każde słowo brzmi jak rozkaz rozstrzelania – mruknął –
Nawet ,,ich liebe dish”
- Ja ciebie też – zaśmiałam się
cicho – Ale jak brata.
- Poza tym, przecież mogę powiedzieć
do ciebie siostrzyczka po francusku – uśmiechnął się. Mruknęłam coś na zgodę –
A teraz gdzie śniadanie dla mnie? – zaśmiał się i wyszczerzył.
Rozglądnął się dookoła pokoju i
przeniósł na mnie naganny wzrok. Najwyraźniej nie znalazł tego, co szukał.
- To mam jeszcze robić ci jedzenie
do łóżka? – zapytałam oburzona.
- Najlepiej by było – zamruczał i
musnął mnie w górną wargę.
Nie byłam w staniu już zareagować.
Ashton wstał i przeciągnął się. Niczym jak dziewczynka, która pierwszy raz się
całowała, dotknęłam opuszkami wargi i uśmiechnęłam się delikatnie. Dźwięk
zamykanych drzwi otrząsnął mnie z transu.
Zgramoliłam się z łóżka i zeszłam na
dół. Ash cicho nucił sobie w łazience. Brał prysznic. Przeszłam do kuchni i
robiłam jajecznicę dla szatyna. Czyżby specjalnie nauczył się tego dla mnie? Moje
myśli odpływały coraz dalej i mechanicznymi ruchami pilnowałam jajek na
patelni. Przypomniał mi się telefon, gdzie ktoś mówił ,,rzutem”. Nie rozumiałam
tego w ogóle. Rzutem… To bardzo przypomina wymowę ,,kocham cię” po francusku.
Dopiero teraz do mnie wszystko dotarło. Wyłączyłam patelnie i biegłam na górę.
To był Natan! Moje kochanie. Potknęłam się o ostatni schodek i zaliczyłam mało
przyjemny upadek. Podniosłam się szybko i wpadłam do pokoju. Rzuciłam się na
telefon i na rejestr połączeń. Ze szczęścia lśniły mi łzy. Będę miała kontakt z
Natanem. Spojrzałam w ekran i zamarłam. Było mi duszno, a serce zabolało.
Pusto. Nie mam żadnych rozmów. Nawet tych ostatnich z Kastielem. Wszystko
usunięte. Odłożyłam telefon i załamana ukryłam twarz w dłoniach. Chwyciłam
poduszkę i rzuciłam nią w pokój. Kopnęłam w jedną ze stojących toreb. Przeszył
mnie ból i usiadłam na podłodze. Ubrania w torbie wysypały się. Było mi to
obojętne. Rozmasowywałam stopę i przeklinałam na swoją głupotę. Cholera, dżuma
i syfilis! Przez spodnie mogłam to usunąć. Tyle razy mi się zdarzało, że coś
klikałam…
Smutna podniosłam się i usiadłam na
krześle przy biurku. Patrzyłam w okno i paznokciami jeździłam po blacie biurka.
W takim stanie znalazł mnie Ashton. Od tyłu objął mnie za szyję i zapytał co
się stało.
- Kilka dni temu zadzwonił do mnie
Natan. Dzisiaj uświadomiłam sobie, że to był właśnie on. Chciałam oddzwonić,
ale… - powiedziałam cicho i pustym głosem. Pokazałam dla Asha pusty rejestr
połączeń. Niebieskooki syknął współczująco.
- Przez spodnie? – spytał i
pokiwałam głową – Co mówił?
- Po francusku powiedział, że mnie
kocha. – zamknęłam oczy i odchyliłam głowę.
Szatyn poklepał mnie po ramieniu i
podejrzewam, że sprzątał po moim wybuchu bezsilności. Pocieszałam się jedynie
myślą, że Nataniątko moje żyje. Poczułam jak oplatają mnie czyjeś ręce.
Otworzyłam oczy i widziałam jedynie szarą bluzę. Wtuliłam się w niego, ale
później w ciszy nosiliśmy moje rzeczy do Kastiela.
Okazało się, że był dopiero w fazie
,,czej, łączę wątki. Ja wstałem?”. Poznałam to jak otworzył drzwi dla mnie i
zirytowanego Asha. Bez słowa wepchnęłam się do środka. Położyłam swoje torby i
kazałam dla Kastiela pozanosić je do mojego nowego pokoju. Musiał też poukładać
rzeczy. Kastiel zniknął a ja żegnałam się z szatynem.
- Trzymaj się – powiedziałam do
niego.
- Ty też. – przytulił mnie mocniej i
odgarnął włosy z czoła. Pocałował w nie.
- Opiekuj się Darkenem. – schowałam twarz,
żeby nie widać mojej smutnej miny.
- Kevcio będzie go niańczył –
głaskał mnie po włosach – Może mnie odprowadzisz?
- Skończy się na tym, że zostanę
wciągnięta do domu i nie będę mogła wyjść – mruknęłam.
- Cholera, cały plan poszedł
marcować – powiedział do siebie.
Uśmiechnęłam się delikatnie i
zniknęłam w środku.
- Nie chcesz tutaj być? – zapytał Kastiel
z białą pianą na ustach. Mył zęby. Dopiero teraz zauważyłam szczoteczkę.
Spojrzałam na niego kwaśno i
zaczęłam bić sarkastyczne brawa. Rozebrałam się i zajęłam Demonem.
Do końca dnia miałam zdawkowany
kontakt z Kastielem. Średnio chciało mi się z nim rozmawiać. Musiałam za to
uczyć go robić ciasta. Gotować potrafi, ale kurczę ciast nie. To dopiero jest
logika. Przecież ciasta są łatwiejsze. Nie chciało mi się też wychodzić gdzieś indziej
niż wnętrze domu. Pod wieczór dostałam SMS. Wyciągnęłam telefon i pierwsze co,
to zauważyłam, że muszę naładować baterię. Uwielbiam tą żywotność. Więcej niż
jeden dzień nie pociągnie. Skierowałam wzrok na wiadomość.
,, Cześć. Pamiętasz mnie?’’ Zmarszczyłam delikatnie
brwi i spojrzałam na numer. Byłam zaskoczona, ponieważ nie sądziłam, że nasze
drogi znów się zetknął.
/*********************************************************\
OSOBA, KTÓRA ODGADNIE KTO TO DOSTANIE WIADOMOŚĆ O CZYM BĘDZIE
KOLEJNY DODATEK
\**********************************************************/
Dziękuję za poświęconą uwagę. Udało
mi się i napisałam rozdział. Czuję się dumna chociaż z tak małej rzeczy.
Przepraszam też za brak rozdziału.
Lubisz moją twórczość? Tutaj jest
połączenie kreatywności mnie i innej autorki. Zapraszam do komentowania i
fragment jest na samym końcu strony ;)
Super super super super suuuupeeeer! xd
OdpowiedzUsuńRozdział świetny, do tego jestem mega zadowolona, że Ann nareszcie się ogarnęła i skapnęła, kto dzwonił. Wprawdzie już po czasie (do tego miała usuniętą historię połączeń) ale to zawsze coś ;)
Co do tej osoby...No, nie wiem, nie mam pojęcia. Może Riley? Albo...no nie wiem, rozdziały są za rzadko, żebym pamiętała wszystkie osoby, które się pojawiły xd
Przepraszam też, że dopiero teraz kom ( bo mówiłam, że będzie wcześniej) ale już nawet zaczęłam czytać rozdział, tyle że kuzyn zaczął jakieś historyjki z wojska opowiadać (swoją drogą zaiste xd) no i jakoś mnie to od tel odciągnęło xd
Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć ci weny oraz aby na następny rozdział nie trzeba było tak długo czekać xd
Nie, to nie on. I nie gniewam się za późny komentarz ;)Z chęcią też bym usłyszała historyjkę twojego kuzyna. Dziękuję też, że w ogóle skomentowałaś. Nad rozdziałem myślę i chyba rozpocznę go miłym akcentem ^-^
UsuńŚwietny rozdział i cieszę się, że go w końcu napisałaś 😺😺 a tak poza tym to wydaje mi się że to będzie Julian 😸😸
OdpowiedzUsuńJestem w szoku :O Zgadłaś! Jeśli wejdziesz na czat w Google + trafisz na wiadomość ode mnie. W niej napiszę Ci główny wątek dodatku następnego.
UsuńHejooo^^
OdpowiedzUsuńWczoraj znalazłam twojego bloga i praktycznie do teraz go czytałam:D (godz 2:46)
Przepraszam że wcześniej nie komentowałam twoich postów ale pochłaniałam jeden rozdział po drugim :) Masz talent xD
Obiecuję że teraz będę z nimi na bieżąco ;)
Pozdro życzę weny i z niecierpliwością czekam na next ^.^