21 maj 2016

Rozdział XXXIV


           Rano obudziłam się z lekką suchością w gardle. Sprawka wczorajszego alkoholu. Napiję się może ze dwie szklanki herbaty owocowej i wszystko będzie już dobrze. Dzisiaj jeszcze czeka mnie przeprowadzka do Kastiela. Żeby mi się chciało, jak bardzo się nie chce…
          Opuściłam ciepłe łóżko i natychmiast się zatrzęsłam z zimna dostając jednocześnie gęsiej skórki. Narzuciłam na siebie rozpinaną bluzę Ashtona i mocno się nią opatuliłam. Poszłam do łazienki żeby w spokoju wylać niepotrzebny płyn. Umyłam ręce i szukałam ręcznika. Jak na ironię nie mogłam go znaleźć. Nie zdziwię się jeśli, któryś z chłopaków będzie miał nim związane nogi. Nie mam pojęcia czemu akurat moim ręcznikiem i skąd wpadł mi ten pomysł do głowy. Mokre ręce wytarłam o bluzę Ashtona. Przeniosłam się do garderoby i bezsilna oparłam się o ścianę. No i znowu muszę znaleźć sobie jakieś ubranie. Dzisiaj stawiam na wygodę, a nie na wygląd.
             Nałożyłam czarne dresy z poliestru i dodatkiem bawełny. Były miękkie, ciepłe i wygodne. To najbardziej cenię. Do dresów założyłam jeszcze niebieski, obcisły top i na wierzch szary luźny sweterek. Dziwne zestawienie, ale było mi wygodnie. Nie będę wiązała włosów, bo zmarznę. W łazience uczesałam je i wyprostowałam małe loczki przy boku głowy. Nazywałam je owieczkami, ale były okropnie upierdliwie. Nie chciało mi się malować, a tym bardziej wychodzić do ludzi. Z miłą chęcią zaszyłabym się pod kołdrą z towarzystwem książki, telefonu, komputera albo królika. Nie mam pojęcia jeszcze z czym, ale plany były przyjemne. Chwyciłam przebiegającego królika i przytuliłam jego drobne ciałko do siebie. Uwielbiałam jego mięciutkie futerko. Darken stał się maskotką całego domu. Czarnego królika baranka dostałam od Jade’a na przechowanie. W jego mieszkaniu nie można trzymać zwierząt. Po kryjomu miał go w ogrodzie szkolnym, który był oddzielony od głównego gęstą ścianą bluszczu. Sama nie miałam pojęcia o ogrodzie, dopóki Jade nie pokazał mi go. Musiałam przyznać, że był niezwykle piękny. Udało mu się nawet zasadzić czarne róże. Zawsze myślałam, że są wytworem pracy w Photoshopie, albo pozyskane za pomocą czarnego barwnika, którym poiło się białe róże. Ukryty ogród miał gotyckie wnętrze. Ścieżki z czarnego, czerwonego i białego piasku ozdobnego. Wiem, że bardzo przyjemnie w nim pachniało przez kwitnącą śliwkę albo wiśnię. Nie pamiętam dokładnie. Na wiosnę sobie przypomnę za to.
            Poszłam do kuchni i wolałam nie zaglądać do salonu. Boję się tego, co mogę tam zobaczyć. Chłopaki jeszcze sobie pobalowi po tym jak poszłam spać, ale byli kulturalni. Zero głośnej muzyki, kłótni i pijackich krzyków. Albo spałam jak zabita i policja wypisała parę mandatów. Też jest opcja. Chociaż nie chciałabym żeby została użyta. W trakcie robienia sobie płatków i podgrzewania mleka w mikrofali uświadomiłam sobie, że moja sielanka się kończy. Dzisiaj czeka mnie jeszcze przeprowadzka, a jutro muszę iść do pracy po szkole. Brzmi jak dorosłe życie, ale jednak chciałam wrócić do czasów dzieciństwa. Największym zmartwieniem był deszcz i pomysły na zabawy, albo jakie zabawki, foremki wziąć do piaskownicy. Za dziecka miało się też o wiele bardziej rozbudowaną wyobraźnię, która z wiekiem została zabijana przez szkołę i konieczne dopasowywanie się pod klucz. Najbardziej denerwowała rozprawka, w której temat i zagadnienie było skonstruowane w taki sposób, że wydawało się, iż temat był luźny i można było snuć swoje własne i prawdziwe rozważania, a na sprawdzeniu prac okazało się, że odpowiedź jest tylko jedna i nie istnieje możliwość innych. Wszystko sprawiało wrażenie, że za wszelką cenę próbowano stworzyć jedną wielką, ciemną i szarą masą, w której nie mogły być odrębne elementy, które by były w radosnych kolorach i podążające własną ścieżką. Z innym poglądem lub zainteresowaniem. Gdzie w tym wszystkim jest cel? Od najmłodszych lat można zauważyć, że ktoś „kolorowy” pośród szarej masy zostaje odtrącany i wyśmiewany, bo, nawet nieświadomie, żyje ponad schematem dla szarych osób.
             Czy to nie zbyt poważne tematy do porannych rozmyślań przy śniadaniu? Dalej trzyma mnie alkohol i inspiracja z niego? Drgnęłam, kiedy mikrofalówka podwójnym piknięciem oznajmiła koniec pracy. Z salonu dobiegł mnie cichy i niezadowolony jęk Kevina. Możliwe, że zabalował najmocniej z całej naszej piątki. Wyjęłam miskę z mikrofalówki i włożyłam do niej łyżkę. Odstawiłam wszystko na stół i w czajniku gotowałam sobie wodę na herbatę truskawkowo-wiśniową. Znalazłam tą mieszankę w sklepie i stwierdziłam, że spróbuję, mimo że nie jestem fanką herbat. Wrzuciłam torebkę do kubka i dodałam trzy łyżeczki cukru. Usiadłam przy stole i chrupałam płatki. Ponownie przeczę logice. Mam mleko w płatkach, a i tak będę popijać je herbatą. Woda zagotowała się i zalałam nią torebkę herbaty. Wymieszałam i czekałam aż wszystko się zaparzy. Kubek postawiłam przy misce i wróciłam do jedzenia. Co by było gdybym kupiła mleko truskawkowe i dała je do czekoladowych płatków? Albo do tych małych ciasteczek Cookie Crisp? Musiałoby być pyszne. Dostałam nagłej ochoty na nie, a obecne płatki straciły smak i były nijakie. U Kastiela na pewno zjem. Specjalnie będę mu marudziła żeby mi kupił. Chociaż może lepiej będzie, jeśli sama zrobię zakupy, a Kast posłuży, jako tragarz. Możliwe, że wybierze przeterminowane. Cholera, muszę jeszcze kupić fartuszek dla blondyna.
              Kiedy skończyłam jeść i piłam tylko herbatę zobaczyłam, że dochodzi do ósmej. Tak szybko wszystko zrobiłam? Nie myślałam, że obudziłam się tak wcześnie. Zamiast korzystać z paru godzin snu wolałam nadgorliwie wstać, przyszykować się i zjeść. Co się ze mną dzieje? Później zapewne będę narzekała w szkole, że chcę spać. Nigdy nie dogodzisz. Pozmywałam i kompletnie się nudziłam. Nie chciałam zaglądać do salonu.
            Wyciągnęłam torby z szuflady w kuchni i poczłapałam do swojej garderoby. Przeglądałam ją uważnie i pakowałam ubrania, które wydawały mi się najbardziej potrzebne w ciągu tego miesiąca. Zawsze mogę wpaść i na szybko zabrać parę szmatek. Kiedy torby były już zapełnione z łazienek pozabierałam swoje środki czystości i wpakowałam je do wielkiej kosmetyczki. Do niej również zapakowałam parę rzeczy w typie ozdóbek. Do oddzielnej kosmetyczki włożyłam biżuterię. Laptopa z ładowarką i słuchawkami zapakowałam do jego torby. Schowałam tam też ładowarkę do telefonu. Perkusji nie chcę tam ciągnąć, a gitarę ma Kastiel, więc sobie na niej pogram. Jeszcze muszę przetransportować książki. Dobrze, że większość została w szafce szkolnej. Cała moja torba była wypchana i bałam się, że urwie się dla niej rączka mimo, że nie zapakowałam tam wszystkich książek potrzebnych do szkoły. Miałam już wolny czas.
            Ashton do tej pory spał spokojnie, ale planowałam mu to przerwać. Zatarłam ręce i wzięłam rozbieg. Skoczyłam na Ashtona, który złapał mnie w locie. Okazało się, że jednak nie spał. Zaraz zostałam schowana pod kołdrą i szatyn przytulając skutecznie unieruchomił mnie. Nosem nieznośnie podrażniał mi skórę na szyi.
- Ładnie to tak próbować budzić? – zapytał w dobrym humorze.
         Uwaga! Zjawisko to u wyżej wspomnianego szatyna jest jak spotkanie jednorożca. Możliwe, ale tylko na haju. Ewentualnie, kiedy pijani ludzie zaczepią papierowy róg u białego konia. Ale jak to bywa z jednorożcami, kiedy uda ci się spotkać chcesz wykorzystać ten czas wykorzystać najlepiej jak się da. \*-*-/ Nic nie ćpałam, paliłam ani piłam pisząc ten kawałek \*-*-/
         Uśmiechnęłam się niewinnie i posłałam mu buziaka w powietrzu. Szlag, zapomniałam, że on może być dalej pijany. Albo obudził się bez kaca. Próbowałam się odsunąć od Ashton, który miał psychopatyczny uśmiech. Nie byłam też do końca pewna czy to jego naturalny uśmiech i robi to nieświadomie, czy też coś planuje i zrobi to z premedytacją? Chyba stałam się zbyt podejrzliwa, bo jedynie mnie przytulał i uśmiechał. Muszę przyznać, że byłam lekko podirytowana. Ciągle myślałam, że coś kombinuje. Jedynie przy przeciąganiu powiedział, że mam miękkie łóżko.
- Pomożesz mi dzisiaj przenieść torby do Kastiela? Ten gad cuchnący nie ruszył się nawet pewnie – burknęłam i westchnęłam.
- Przeprowadzasz się jednak? – zapytał cicho.
- Nie widzisz tych toreb? – zapytałam, a Ashton dopiero teraz się rozglądnął po pokoju.
- Nie chcę żebyś mieszkała z tym muchomorem – przyznał i mocno przytulił mnie do swojej piersi. Zupełnie jak brat. Napełniło mnie bardzo przyjemne uczucie i schowałam łzy wzruszenia.
- Ja też nie chcę, ale muszę – powiedziałam zrezygnowana.
- Nie musisz – powiedział zaborczo i schował mnie w ramionach.
- I będziesz się tłukł z nim o mnie? – prychnęłam rozbawiona.
- Już raz dostał w papę – obojętnie wzruszył ramionami.
           Była raz taka sytuacja. Mgliście przypominam sobie o tym. Możliwe, że było to w dniu naszej ostrej sprzeczki o szminkę. Albo może poszło o coś innego? W końcu bardzo często się kłócimy z mniej lub bardziej ważnych powodów.
- Jak dostanie znowu, to będzie dla mnie jeszcze bardziej nieznośny w szkole – mruknęłam i przeciągnęłam dłońmi po twarzy.
- Dzieciak z niego – westchnął Ashton, a ja tylko pokiwałam głową z kwaśnym uśmiechem.
            Nieobecni leżeliśmy w łóżku, a Ashton bawił się moimi palcami. Miałam cichą nadzieję, że humor u szatyna utrzyma się do końca dnia. Rzadko kiedy bywa taki wesoły. W większości przypadków jest on poważny i rozsądny. Wydawał się jakby miał co najmniej dwadzieścia osiem lat, a nie osiemnaście. Jednak, według mnie, w grupie zawsze przyda się głos rozsądku.
- Ogarnę się i pomogę ci z tymi torbami – odezwał się.
- Dobrze, ale nie bij Kastiela.
- No to nie idę – naburmuszył się.
- Ashton! – fuknęłam rozbawiona. – Miałeś mi pomóc.
- Wiem. Drażnię się tylko – uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
- Le petit frère– powiedziałam rozczulona po francusku. Tak, nazwałam go braciszkiem.
- La petite sœur – odpowiedział z uśmiechem. Skąd on zna francuski?
- Przecież miałeś niemiecki w szkole – powiedziałam zdziwiona.
- Ta – mruknął – Ale niemiecki, to taki parszywy język, że każde słowo brzmi jak rozkaz rozstrzelania – mruknął – Nawet ,,ich liebe dish”
- Ja ciebie też – zaśmiałam się cicho – Ale jak brata.
- Poza tym, przecież mogę powiedzieć do ciebie siostrzyczka po francusku – uśmiechnął się. Mruknęłam coś na zgodę – A teraz gdzie śniadanie dla mnie? – zaśmiał się i wyszczerzył.
          Rozglądnął się dookoła pokoju i przeniósł na mnie naganny wzrok. Najwyraźniej nie znalazł tego, co szukał.
- To mam jeszcze robić ci jedzenie do łóżka? – zapytałam oburzona.
- Najlepiej by było – zamruczał i musnął mnie w górną wargę.
          Nie byłam w staniu już zareagować. Ashton wstał i przeciągnął się. Niczym jak dziewczynka, która pierwszy raz się całowała, dotknęłam opuszkami wargi i uśmiechnęłam się delikatnie. Dźwięk zamykanych drzwi otrząsnął mnie z transu.
          Zgramoliłam się z łóżka i zeszłam na dół. Ash cicho nucił sobie w łazience. Brał prysznic. Przeszłam do kuchni i robiłam jajecznicę dla szatyna. Czyżby specjalnie nauczył się tego dla mnie? Moje myśli odpływały coraz dalej i mechanicznymi ruchami pilnowałam jajek na patelni. Przypomniał mi się telefon, gdzie ktoś mówił ,,rzutem”. Nie rozumiałam tego w ogóle. Rzutem… To bardzo przypomina wymowę ,,kocham cię” po francusku. Dopiero teraz do mnie wszystko dotarło. Wyłączyłam patelnie i biegłam na górę. To był Natan! Moje kochanie. Potknęłam się o ostatni schodek i zaliczyłam mało przyjemny upadek. Podniosłam się szybko i wpadłam do pokoju. Rzuciłam się na telefon i na rejestr połączeń. Ze szczęścia lśniły mi łzy. Będę miała kontakt z Natanem. Spojrzałam w ekran i zamarłam. Było mi duszno, a serce zabolało. Pusto. Nie mam żadnych rozmów. Nawet tych ostatnich z Kastielem. Wszystko usunięte. Odłożyłam telefon i załamana ukryłam twarz w dłoniach. Chwyciłam poduszkę i rzuciłam nią w pokój. Kopnęłam w jedną ze stojących toreb. Przeszył mnie ból i usiadłam na podłodze. Ubrania w torbie wysypały się. Było mi to obojętne. Rozmasowywałam stopę i przeklinałam na swoją głupotę. Cholera, dżuma i syfilis! Przez spodnie mogłam to usunąć. Tyle razy mi się zdarzało, że coś klikałam…
        Smutna podniosłam się i usiadłam na krześle przy biurku. Patrzyłam w okno i paznokciami jeździłam po blacie biurka. W takim stanie znalazł mnie Ashton. Od tyłu objął mnie za szyję i zapytał co się stało.
- Kilka dni temu zadzwonił do mnie Natan. Dzisiaj uświadomiłam sobie, że to był właśnie on. Chciałam oddzwonić, ale… - powiedziałam cicho i pustym głosem. Pokazałam dla Asha pusty rejestr połączeń. Niebieskooki syknął współczująco.
- Przez spodnie? – spytał i pokiwałam głową – Co mówił?
- Po francusku powiedział, że mnie kocha. – zamknęłam oczy i odchyliłam głowę.
         Szatyn poklepał mnie po ramieniu i podejrzewam, że sprzątał po moim wybuchu bezsilności. Pocieszałam się jedynie myślą, że Nataniątko moje żyje. Poczułam jak oplatają mnie czyjeś ręce. Otworzyłam oczy i widziałam jedynie szarą bluzę. Wtuliłam się w niego, ale później w ciszy nosiliśmy moje rzeczy do Kastiela.
        Okazało się, że był dopiero w fazie ,,czej, łączę wątki. Ja wstałem?”. Poznałam to jak otworzył drzwi dla mnie i zirytowanego Asha. Bez słowa wepchnęłam się do środka. Położyłam swoje torby i kazałam dla Kastiela pozanosić je do mojego nowego pokoju. Musiał też poukładać rzeczy. Kastiel zniknął a ja żegnałam się z szatynem.
- Trzymaj się – powiedziałam do niego.
- Ty też. – przytulił mnie mocniej i odgarnął włosy z czoła. Pocałował w nie.
- Opiekuj się Darkenem. – schowałam twarz, żeby nie widać mojej smutnej miny.
- Kevcio będzie go niańczył – głaskał mnie po włosach – Może mnie odprowadzisz?
- Skończy się na tym, że zostanę wciągnięta do domu i nie będę mogła wyjść – mruknęłam.
- Cholera, cały plan poszedł marcować – powiedział do siebie.
           Uśmiechnęłam się delikatnie i zniknęłam w środku.
- Nie chcesz tutaj być? – zapytał Kastiel z białą pianą na ustach. Mył zęby. Dopiero teraz zauważyłam szczoteczkę.
           Spojrzałam na niego kwaśno i zaczęłam bić sarkastyczne brawa. Rozebrałam się i zajęłam Demonem.
            Do końca dnia miałam zdawkowany kontakt z Kastielem. Średnio chciało mi się z nim rozmawiać. Musiałam za to uczyć go robić ciasta. Gotować potrafi, ale kurczę ciast nie. To dopiero jest logika. Przecież ciasta są łatwiejsze. Nie chciało mi się też wychodzić gdzieś indziej niż wnętrze domu. Pod wieczór dostałam SMS. Wyciągnęłam telefon i pierwsze co, to zauważyłam, że muszę naładować baterię. Uwielbiam tą żywotność. Więcej niż jeden dzień nie pociągnie. Skierowałam wzrok na wiadomość.
,, Cześć. Pamiętasz mnie?’’ Zmarszczyłam delikatnie brwi i spojrzałam na numer. Byłam zaskoczona, ponieważ nie sądziłam, że nasze drogi znów się zetknął.
/*********************************************************\
OSOBA, KTÓRA ODGADNIE KTO TO DOSTANIE WIADOMOŚĆ O CZYM BĘDZIE KOLEJNY DODATEK

\**********************************************************/
Dziękuję za poświęconą uwagę. Udało mi się i napisałam rozdział. Czuję się dumna chociaż z tak małej rzeczy. Przepraszam też za brak rozdziału.
Lubisz moją twórczość? Tutaj jest połączenie kreatywności mnie i innej autorki. Zapraszam do komentowania i fragment jest na samym końcu strony ;)


5 komentarzy:

  1. Super super super super suuuupeeeer! xd
    Rozdział świetny, do tego jestem mega zadowolona, że Ann nareszcie się ogarnęła i skapnęła, kto dzwonił. Wprawdzie już po czasie (do tego miała usuniętą historię połączeń) ale to zawsze coś ;)
    Co do tej osoby...No, nie wiem, nie mam pojęcia. Może Riley? Albo...no nie wiem, rozdziały są za rzadko, żebym pamiętała wszystkie osoby, które się pojawiły xd
    Przepraszam też, że dopiero teraz kom ( bo mówiłam, że będzie wcześniej) ale już nawet zaczęłam czytać rozdział, tyle że kuzyn zaczął jakieś historyjki z wojska opowiadać (swoją drogą zaiste xd) no i jakoś mnie to od tel odciągnęło xd
    Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć ci weny oraz aby na następny rozdział nie trzeba było tak długo czekać xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to nie on. I nie gniewam się za późny komentarz ;)Z chęcią też bym usłyszała historyjkę twojego kuzyna. Dziękuję też, że w ogóle skomentowałaś. Nad rozdziałem myślę i chyba rozpocznę go miłym akcentem ^-^

      Usuń
  2. Świetny rozdział i cieszę się, że go w końcu napisałaś 😺😺 a tak poza tym to wydaje mi się że to będzie Julian 😸😸

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w szoku :O Zgadłaś! Jeśli wejdziesz na czat w Google + trafisz na wiadomość ode mnie. W niej napiszę Ci główny wątek dodatku następnego.

      Usuń
  3. Hejooo^^
    Wczoraj znalazłam twojego bloga i praktycznie do teraz go czytałam:D (godz 2:46)
    Przepraszam że wcześniej nie komentowałam twoich postów ale pochłaniałam jeden rozdział po drugim :) Masz talent xD
    Obiecuję że teraz będę z nimi na bieżąco ;)
    Pozdro życzę weny i z niecierpliwością czekam na next ^.^

    OdpowiedzUsuń