23 gru 2013

Rozdział XXV

    Zauważyłam, że zaskoczyłam was poprzednim rozdziałem :D
   Chciałam być oryginalna i doprowadziłam do zerwania między Leonem o Rozalią :>
   Wystąpi perspektywa Kastiela =]
   Żeby było logicznie przepiszę ostatnie linijki z XXIV rozdziału.
   No kur... znowu się nie wyrobiłam i musiałam streścić, nie które dni :'(
_______________________
~A~
         Obudziłam wśród słonecznej, letniej i kwiecistej polanie. Powoli wstałam, przy mnie była kobieta bardzo podobna do babci.
- Babcia? - zapytałam ostrożnie. Twarz kobiety rozjaśnił uśmiech.
- Witaj moje dziecko - rozłożyła ręcę na boki. Natychmiast ją uściskałam, tak bardzo mi jej brakowało.
- Jestem w zaświatach? W miejscu umarłych? - ponownie zapytałam.
- Tak.
    Na moją twarz wstąpił wyraz ulgi. Rozejrzałam sie w około. Otacza mnie piękna polana, przyjazne promyki słońca przyjemnie grzały moją skórę. Zauważyłam, że mam na sobie sukienkę, którą nosiłam w śnie, tylko, że ta jest po przemianie. Jeszcze raz przytuliłam się do babci.
- Tak bardzo za tobą tęskniłam - wyszeptałam wtulona.
- Ja za tobą też. Powiedz mi czemu nie żyjesz.
   Kiedy oderwałyśmy się od siebie usiadłyśmy po turecku.
- Nie dałam rady. Wzięłam dwanaście antydepresantów i zapiłam wódką. Przedawkowałam - powiedziałam ze wstydem i z puszczoną głową przyglądałam się swoim glanom.
- A mama? Czemu cię nie powstrzymała? - zapytała łagodnie.
- Porzucili mnie jakieś pół roku temu - powiedziałam gorzkim tonem. Na twarzy babci maluje się złość.
- Tak, to do niej podobne. Jak się jej coś znudzi albo nie daje sobie rady to zostawia to.
- W andrzejki Natan musiał mnie zostawić i uciekać za granicę. Jak szłam do domu ktoś mnie zaciągnął w ciemny zaułek i chciał zgwałcić. Wyrywałam się, dostałam cztery razy nożem w brzuch. Uwolniłam się tylko dlatego, że gwałciciel dostał ode mnie cegłą w skroń. Zadzwoniłam po karetkę dla siebie i padłam na chodnik. Obudziłam się sześć dniu później w szpitalu, wylądowałam na OIOM-ie. Jak mnie wypuścili dowiedziałam się kto był napastnikiem. Zabiłam brata Natana, Michaela, własnego przyjaciela - mówiłam łamiącym się głosem a na koniec ponownie się rozpłakałam. Babcia mnie przytuliła i delikatnie kołysała na boki.
- Masz gorzej niż nie jeden człowiek w opresji. To normalne, że nie dałaś sobie rady - powiedziała z pokrzepiającym uśmiechem.
- Ale jest mi źle z tym - wyszeptałam.
- Dorosła osoba dawno już by poległa, ale ty się trzymałaś dzielnie - pocieszyła mnie lekko.
- Radziłam sobie, bo miałam oparcie, a teraz zostałaś mi tylko ty, na wieczność.
- Wiesz co jest najlepszego w byciu w zaświatach? - zapytała z szerokim uśmiechem. 
- Jestem tu od dziesięciu minut to skąd mam wiedzieć? 
- Możesz wyobrazić sobie jakąś osobę i pojawi się ona.
   Zaczęłam wyobrażać sobie Natana i nic. Spróbowałam jeszcze raz i z takim samym rezultatem.
- Tylko ta osoba musi nie żyć - uśmiechnęła się przepraszająco, rzuciłam w jej kierunku takie fochnięte spojrzenie.
   Tym razem spróbowałam Michaela, no i nic. Co za szajs.
- I oczywiście musi być w zaświatach.
- O, to nie mogłaś tak od razu? - zapytałam zrezygnowana - Zdarza się, że nie każda osoba, która umarła nie trafia do zaświatów?
- Kiedyś trafi. Nie które dusze błąkają się po ziemi, bo muszą załatwić pewną sprawę, która trzyma ich na ziemi. Nie widzimy ich, tylko wybrane i nieliczne osoby mogą je zobaczyć. To dar a zarazem przekleństwo - wyjaśniła tonem mędrcy.
- Skąd to wszystko wiesz? - zapytałam zaciekawiona.
- Bo sama posiadałam taki dar - uśmiechnęła się tajemniczo. Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- Czemu mówisz mi to dopiero teraz? - zapytałam z wyrzutem.
- Mówiłam, ale nie koniecznie, że to byłam ja - uśmiechnęła się tajemniczo. Dostałam przebłysku w głowie.
- Czekaj. Te bajki, które opowiadałaś mi przed snem o duchach i kobiecie, która przeprowadzała je na drugą stronę, to byłaś ty?
- Tak - uśmiechnęła się promiennie.
- Zostaję z tobą na wieki, nigdzie się nie ruszam stąd. Tak cholernie tęskniłam - po jej twarzy przemknął dziwny cień - Co się stało?
- Na razie nie pora jest na to, żebyś była w zaświatach - powiedziała zasmucona.
- O co chodzi? - zapytałam przestraszona. Jakaś siła zaczęła wsysać mnie do środka.
- Kocham cię - to ostatnie słowa jakie usłyszałam zanim zostałam wciągnięta wgłąb ziemi.
~K~
    Już piąty dzień z rzędu dobijam się do drzwi. Dzisiaj nie odpuszczę, tym bardziej nie odpuszczę, bo słyszę muzykę i musi być w środku. Rozpocząłem dziesiątą serię walenia w drzwi, i kiedy to po raz kolejny nie poskutkowało wyciągnąłem wytrych, który skombinowałem od znajomego. Pochyliłem się i zacząłem grzebać w zamku. Przy każdej nieudanej próbie siarczyście kląłem, dopiero po szóstej próbie zabezpieczenia ustąpiły i mogłem bez przeszkód wejść do jej domu. Na kanapie leżała obca mi brunetka, chociaż lekko była podobna do Ann. Dookoła skakał czarny królik, ona nie ma królika.
- Fuck, włamałem się do nie tego domu - powiedziałem cicho oraz wściekły.
    Wnętrze było takie same co w domu zielonookiej, w dalekim kącie zauważyłam długie glany, które nosiła tylko Ann. Bliżej przyjrzałem się dziewczynie. To jest Ann, cholernie się zmieniła. Prawie cała wypita Kadarka i butelka wódki w połowie pusta.
- Coś słabo zabalowałaś i teraz śpisz - uśmiechnąłem się złośliwie.
    Dziewczyna nie odpowiedziała i nadal spała. Usiadłem na ławie wśród butelek i w ciszy patrzyłem na nią. Nie widać żeby oddychała, może ma bezdech senny? Potrząsnąłem ją lekko, nadal śpi. Ma twardy sen, usłyszałem znajome nuty, które leciały z głośników wieży. 
- But you’ll never fight alone
‘Cause I wanted you to know

That the world is ugly
But you’re beautiful to me - zaśpiewałem dwa ostatnie wersy zwrotki i część refrenu, przerwałem i czekałem aż zacznie się nabijać z mojego wokalu. ( Tłumaczenie: Ale nigdy nie będziesz walczyć sama
Bo pragnę żebyś wiedziała

Że świat jest brzydki
Ale ty jesteś dla mnie piękna
   Nie zareagowała i śpiewałem dalej.
- These are the nights and the lights that we fade in
These are the words but the words aren’t coming out
They burn ‘cause they are hard to say
For every failing sun, there’s a morning after
Though I’m empty when you go
I just wanted you to know

That the world is ugly
But you’re beautiful to me
Are you thinking of me
Like I’m thinking of you
I would say I’m sorry, though
Though I really need to go
I just wanted you to know - nic, nadal zero reakcji (tł: To są te noce i światła, które przygasają
To są te słowa, ale nie wychodzą one z gardła
Wypalają się, bo są trudne do wypowiedzenia
Po każdym zachodzie słońca, nastąpi poranek
Myślałem, że jestem pusty, gdy odeszłaś
Chciałem tylko żebyś wiedziała

Że świat jest brzydki
Ale ty jesteś dla mnie piękna.
Czy myślisz o mnie
Tak jak ja myślę o tobie?
Powiedziałbym, że mi przykro, ale
Ale muszę odejść
Chciałem tylko, żebyś wiedziała - to jest część piosenki napisanej przez pewnego czerwonowłosego, rockowego wokalisty :) Jak chcecie to napiszcie do mnie żebym podała wam tytuł i nazwę zespołu )
   Co jest? To nie jest podobne do niej. Przy kanapie znalazłem opakowanie jakiś tabletek. Puste. W ulotce pisze, że to są silne antydepresanty. Puste opakowanie, wódka.
- O kurwa, to nie może być prawda - szepnąłem przerażony.
   Nigdzie nie wyczułem jej tętna i była już trochę zimna.
- Nie wytrzymam bez ciebie - wyszeptałem z lekkim łzami w oczach.
   Jestem sparaliżowany, nie wiem co mam robić. Czarny królik spojrzał na mnie z ponagleniem. To jest dziwne, rozumiał tak jak człowiek.
~A~(znowu przepiszę ostatnie linijki:/)
- O co chodzi? - zapytałam przestraszona. Jakaś siła zaczęła wsysać mnie do środka.
- Kocham cię - to ostatnie słowa jakie usłyszałam zanim zostałam wciągnięta wgłąb ziemi.
    Nie! Ja chcę do zaświatów, do babci. Tam było mi dobrze. Ziemia gorsza od piekła. Wszędzie, tylko nie na ziemię. Znowu słyszę muzykę i z powrotem trafiłam na ziemię, wśród żywych. Czysto zaśpiewałam wstęp do Letterbomb.
- Nobody likes you... 
Everyone left you... 
They're all out without you... 
Havin' fun... - nawet trafiłam z odpowiednią tonacją. Nie przeszkadzało mi to, że było to nawet wysoko. ( tł: Nikt Cię nie lubi...
Wszyscy Cię opuścili...
Wszyscy wyszli bez ciebie...
Doskonale się bawią... ) Znowu gorzko zapłakałam.
      Poczułam jak ktoś mnie przytula. Natan? - Chciałam zapytać w pierwszej chwili. Spojrzałam na osobę, która mnie przytula.
- Kastiel? - zapytałam zdziwiona zachrypniętym głosem. Pokiwał głową. Na jego twarzy widać ulgę, a w oczach malują się łzy?!
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytał gdy się odkleił się ode mnie.
     Ze wstydu spuściłam głowę.
- Dlaczego? Dlatego, że chciał cię ktoś zgwałcić? - pokręciłam głową na znak zaprzeczenia.
- Miałam już takie dwie, to była trzecia - powiedziałam cicho, podniosłam głowę i spojrzałam na niego smutnie. Wygląda na zszokowanego - Opowiedzieć ci moją przeszłość?
- Jeśli mogłabyś - usiadł obok mnie a ja wzięłam Darkena na kolana.
- Miałam dziesięć lat jak przeprowadziłam się z mamą do Londynu. Chodziłam do zwykłej szkoły dlatego, że już jak miałam trzy lata uczyłam się angielskiego i bardzo dobrze mi szło. Sześć lat, które spędziłam w Anglii były moimi najlepszymi latami. Poznałam tam najlepszych przyjaciół o jakich można zamarzyć. Gdy miałam trzynaście lat mama poznała Sławka i po kilku miesiącach wzięli ślub. Poprzednio miała ze dwóch facetów. Jeden z nich o mało mnie nie udusił. Wracając do tematu, po skończeniu czternastu lat dowiedziałam się, że mama jest w ciąży. Najgłupsze było to, że się nie zabezpieczali. Znienawidziłam ich, jedyne o co prosiłam to żebym była jedynaczką. Jak mama poszła do szpitala to zostałam sama razem ze Sławkiem. Pewnego dnia gdy leżałam w łóżku ten zaczął się do mnie dobierać przez kołdrę. Cudem mi się udało wyrwać od niego, na bosaka i w piżamie biegłam po mieście do najbliższego przyjaciela. To była druga próba, pierwszą miałam gdy skończyłam trzynaście lat. Szkoła, do której chodziła była najlepszą w kraju. Inne podejście do ucznia, inne metody wychowawcze wszystko było inne nawet sama szkoła. Wystrój miała w stylu gotyckim i wiktoriańskim. Zostałam kapitanką cheerleaderek, grałam w szkolnej reprezentacji, z dyrektorką miałam najlepszy kontakt. Nie chodziły do niej żadne plastiki typu Amber tylko osoby, które ubierały się w stylu gotyckim, emo, punkowym, buntowniczym, rockowym i wiktoriańskim. Byłam w szóstej klasie z bardzo dobrym wynikiem napisałam test szóstoklasisty i poszłam na imprezę żeby to oblać. Na imprezie nieźle flirtowałam z przystojnym DJ, po zabawie zaproponował mi, że odprowadzi mnie do domu. Naturalnie się zgodziłam, w pewnym momencie przycisnął mnie do muru i zaczął się do mnie dobierać. Waliło od niego alkoholem, nie mogłam się ruszać, szarpałam się i nic to mi nie dawało. Gdyby pewien chłopak, który go zaatakował być może i by mnie zgwałcił. Wybawca walczył podobnie jak Kougami, od tamtej pory postanowiłam, że będę trenowała karate - mówiłam zachrypniętym głosem. Pierwszy raz od kilku dni tyle mówiłam i zrobiło mi się sucho w gardle. Dostałam przebłysku - Zaraz przyjdę.
    Poderwałam się z kanapy i automatycznie dostałam mroczków. Po ciemku biegłam do swojego pokoju. Włączyłam lapka i czekałam.
- Szybciej, szybciej, kurwa no szybciej - ponaglałam system.
    Zalogowałam się na skypa i żadne z rodzeństwa nie było aktywnych.
- Kurwa - warknęłam i oparłam głowę na rękach gapiąc się z blat biurka. Zrezygnowana wyłączyłam komputer, nawet esemesa nie wyślę, bo mam zablokowane konto. 
   Do pokoju wszedł Kast i usiadł na czarnej, ogromnej i workowatej pufie, która stała w kącie pokoju. Usiadłam na taborecie przy perkusji i spojrzałam na niego smutna.
- Od kiedy grasz? - zapytał i spojrzał wymownie na bębny.
- Gdy miałam dwanaście lat zapisałam się na zajęcie - i poznałam tam Rileya i Wally'ego. Dokończyłam w myślach.
- Nie powiedziałaś mi czemu mieszkasz sama - wtrącił cicho. Westchnęłam.
- Wszystko się zaczęło jak ona się urodziła. Nie lubiłam jej, wręcz nienawidziłam. Jedyną osobą, która mnie rozumiała była moja babcia - zrobiło mi się smutno - Nie żyje od roku, zabił ją pijany kierowca. Mama i Sławek nie zwracali na mnie uwagi, po dwóch miesiącach w ogóle mieli mnie w dupie. Próbowałam zwrócić na siebie uwagę. Bezskutecznie. Raz z pewnym chłopakiem uciekłam z domu na dwa tygodnie. Nawet nie zauważyli mojej nieobecności, jedynie moja paczka i babcia się o mnie martwili. Coraz częściej imprezowałam z przyjaciółmi. Pamiętam ,,Imprezę Naznaczonych'' zrobili mi tatuaż tuszem, który widać w odpowiednim świetle. Całe plecy i ręce mam wytatuowane tym tuszem. Raz poszliśmy na specjalny festiwal, na wejściu dostaliśmy torebki z kolorowym pyłem i się każdy nimi obrzucał nawzajem. Udało mi się wybłagać babcię, żeby podpisała zgody na tatuaże. W ciągu tych sześciu lat miałam z dwustu kilkudniowych chłopaków. Najdłużej byłam z tym co uciekłam z domu. Uwielbiam Londyn i bez względu na wszystko chcę do niego wrócić. Do rzeczy. Cholernie się kłóciłam z matką o byle błahostkę. Krzyk, trzaskanie drzwiami, jej płacz a mnie opieprzał ten stary dziad. Półtorej roku temu bez rozmowy ze mną przeprowadziliśmy się do Polski. Wybuchali jeszcze większe kłótnie. Pewnego dnia wróciłam ze szkoły i ich nie było. Zero ani śladu, żadnego listu, nic. Zabrali najpotrzebniejsze rzeczy i się wynieśli. Do dzisiaj nie wiem gdzie są. Nie dostałam esemesa, nie dzwonili, po prostu zapadli się pod ziemię. Płacą rachunki i dostaję jakieś pieniądze. Jedynym moim oparciem był Natan, ale już go nie ma. Podczas trzeciej próby gwałtu napastnikiem był Michael, żeby przeżyć musiałam go zabić. Nie wiedziałam, że to był on. Zabiłam go - ukryłam twarz w dłonie i znowu czułam łzy - Dlatego chciałam się zabić, pierwszy raz nie daję sobie rady - wyszeptałam ze wstydem.
   Kastiel mnie przytulił i przeniósł na łóżko. ( Bez skojarzeń :P Jeszcze nie czas, jest za wcześnie na takie rzeczy :D [ cieszcie się, bo dałam wam mały spoiler ]) Kołysał mnie na boki spokojnym tempem.
- Jestem potworem - wyszeptałam.
- Nie, nie jesteś. Nie wiedziałaś, że to Michael. Zrobiłaś to w obronie własnej - zbulwersował się.
- Wolę być na jego miejscu - powiedziałam do siebie.
- Nawet tak nie mów. Jutro idziesz do liceum czy tego chcesz czy nie - powiedział z mocą.
    Położyłam się na łóżku i zasnęłam.
~Następnego dnia~
    Obudziłam się w pozycji, w której zasnęłam. No super, spałam w ubraniu. Zaraz, czyja to ręką, która mnie obejmuje? Obróciłam głowę do tyłu. Kastiel, zajebiście. Potrząsnęłam nim, brak reakcji.
- Wstawaj - powiedziałam. Położył mi rękę na głowie i zaczął ją klepać przesuwając dłoń w różne kierunki - Mogę wiedzieć co ty kurwa robisz? 
   Otworzył oczy zaskoczony i zabrał ręce.
- Chciałem wyłączyć budzik - mruknął senny.
- A czy ja ci debilu wyglądam na budzik? - zapytałam retorycznie.
- Jesteś tak samo irytująca - powiedział ze złośliwym uśmieszkiem i zamknął oczy.
- Won - warknęłam.
- Idziesz ze mną do szkoły - wyszczerzył się zadowolony.
- Won albo cię królikiem poszczuję - zaśmialiśmy się - Jak mam iść z tobą do szkołą to przynieś mi jakieś ciuchy.
   Mruknął coś niezrozumiałego pod nosem i powlókł się do garderoby. Zamknęłam oczy i próbowałam kontynuować sen. Poczułam jak coś ląduje na mnie.
- Pakuj się w to - rozkazał.
   Otworzyłam oczy i spojrzałam na to co mi przygotował. Luźna koszulka z motywem flagi amerykańskiej i jeansy.


- Gorszych rzeczy nie było? - zapytałam i z jęknięciem podniosłam się.
- Nie narzekaj. Idę do siebie, potem przyjadę po ciebie - powiedział i wyszedł z pokoju.
     Przebrałam się, wykonałam poranną toaletę, spakowałam książki i zeszłam na dół. Dla Darkena uzupełniłam zapasy. Nie chcę jeść. Nałożyłam buty płaszcz i wyszłam z domu. Idę do Kastiela. Dziwne, jest już drugi tydzień grudnia a nawet nie spadł śnieg. 
    Do czerwonowłosego szłam z dziesięć minut, akurat wychodził z domu i kierował się do garażu. Wyprowadził motor i gestem nakazał mi wsiąść. Do liceum jechaliśmy dziesięć minut, zdjęłam kask i się ulotniłam.
   Poszłam do ogrodu i usiadłam na wolnej ławce. Siedziałam zamyślona przez piętnaście minut. Kątem oka zauważyłam, że ktoś mnie fotografuje. To było Violetta i zdjęcia robiła mi lustrzanką. Z nieba zaczęły prószyć białe drobinki śniegu. No i wykrakałam, dziewczyna nadal robiła mi zdjęcia a płatki śniegu osiedlały się na moich włosach.
- Mogę wiedzieć po co ci aparat dzisiaj? - zapytałam ją gwałtownie, przestraszyła się i zaprzestała czynności, którą wykonywała.
- Dzisiaj mam kółko fotograficzne - powiedziała cicho.
- Nie boisz się, że mogą ci ukraść lustrzankę? - zmartwiła się.
     Zostawiłam ją samą i weszłam do szkoły. Przywitałam się z każdym i wymusiłam sztuczny uśmiech. Musiałam udawać, że wszystko jest okej, że nie zabiłam przyjaciela, że Natan musiał uciekać. Nic się nie stało.
     Przez cały dzień Rozalia jakoś mnie unikała. Violetta wyjaśniła mi, że rozstała się z Leo i uważa, że to moja wina. Byłam na każdych lekcjach a kiedy próbowałam porozmawiać z białowłosą ta mnie ignorowała.
     Po szkole wdrapałam się na dach naszej miejscówki. Stanęłam na krawędzi dachu i patrzyłam na ludzi wielkości mrówek. Pierwszy śnieg, może go uczcimy? Na przykład moją glebą z tej wysokości? Będzie widowiskowe przywitanie. Balastuje pomiędzy życiem a śmiercią. Jeden krok do przodu i nie będę musiała się męczyć. Krok do tyłu i nadal żyję z wyrzutami sumienia, tęsknotą, samotnością.
- Nie rób tego - usłyszałam błagalny głos za sobą.
- Kevin? - zapytałam w ślepo.
- Tak.
- Czemu mam tego nie robić? Już nigdy nie będę z nikim taka szczęśliwa jak z Natanem - popatrzyłam na czubki swoich butów. 
       Poczułam jak złapał mnie w talii i odciągnął do tyłu. 
- Tak cholernie mi go brakuje - powiedziałam i przytuliłam się do rudego. Znowu płaczę.
- Mi też go brakuje - przyznał i mnie mocniej przytulił.
      Kevin, który zawsze uśmiechnięty, zabawny i niezmiernie wesoły zastąpił poważny i smutny Kevin. 
- Zabiłam Michaela - oznajmiłam przybita.
- Czemu? - zapytał zszokowany.
- Próbował mnie zgwałcić. Kevin, ja nie wiedziałam, że to on - rozpłakałam się żałośnie.
- Nie płacz. Nie poznają ciebie w takim stanie. Zawsze byłaś cholernie dzielna a teraz jesteś rozbita w moich ramionach - otarł mi łzę, która spływała mi po policzku - Nie taką cie skrycie podziwiałem. Chcę być twoim oparciem.
- Na razie chcę być sama. Z dala od tego wszystkiego - zdziwił mnie i to bardzo.
     Odprowadził mnie do domu i tam się pożegnaliśmy.
~Dzień przed Wigilią~
    Nieźle się nabiegałam po mieście żeby znaleźć odpowiednie prezenty a ile wydałam, nie chcę wiedzieć. Wigilię zjem z rodziną z Kasa, pierwszy dzień świąt spędzę z Lysandrem i Leo a drugi z klonami. Rozalia nadal się do mnie nie odzywa. Dla Kastiela kupiłam jedyną kostkę ( do gitary jakby co :P) Kurt'a Cobain'a, Lysowi nowy notatnik z łańcuszkiem, który może przypiąć do wewnętrznej strony płaszcza, Lenny'emu nowe przybory do szycia, Alexemu nową pstrokatą bluzę a dla Armina grę, o której cały czas marudził, czyli Simsy 4 (xD).
    Padnięta bieganiną leżałam na kanapie i głaskałam Darkena. Nadal tęsknię za Natanem i męczą mnie wyrzuty sumienia. Usłyszałam dzwonienie do drzwi. Zalknąłam pod nosem i dźwignęłam się żeby otworzyć. W drzwiach był Kast z czapką Mikołaja na głowie.
- Czego? - warknęłam.
- Ubieraj się. Idziesz do mnie pomóc w przygotowaniach.
- Może frytki do tego? - zapytałam sarkastycznie przy nakładaniu butów.
- Poproszę - wyszczerzył się i żeby było szybciej nałożył na mnie kurtkę.
    Ścigaliśmy się kto będzie pierwszy i wygrał o pół metra.
- Foch - tupnęłam nogą.
     Weszliśmy do środka. Ja pierdolę jaki on ma duży dom. Jakbym musiała tu mieszkać to byłabym zmuszona do kupienia GPS-esu żebym trafiła to łazienki. ( Przepraszam, ale piszę już ledwo żywa i wychodzą mi takie suchary :/)
- Mamo, tato, przyprowadziłem Ann - wrzasnął wgłąb domu.
     Zdjęliśmy buty i kurtki. Pierwszą osobą, która do nas dotarła była mama Kastiela. Brunetka o szarych oczach.
- Susan - przedstawiła się z uśmiechem i podała mi rękę. Uścisnęłam ją.
- Ann - obok niej pojawił się brunet o ciemnobrązowych oczach.
- Gabriel - odparł mężczyzna - Ty będziesz z nami jadła Wigilię?
- Tak. 
- Jak się już znamy to bierzmy się za ubieranie choinki - powiedziała Susan.
      Poszłam za nimi w stronę domniemanej choinki. Wybrali żywą i cholernie wielką.
- Bombek nie przynieśliśmy. Gabriel chodź - zarządziła kobieta i poszła ze swoim mężem w nieznany mi kierunek.
- Nie spinaj się tak, nic ci nie zrobią - wyszeptał mi do ucha Kastiel. Przeszedł po mnie dreszcz i odskoczyłam od niego. Do nóg zaczął mi się łasić Demon - Zazwyczaj ojciec jest bardziej na dystansie.
- Z rodzicami Natana było łatwiej - mruknęłam cicho.
      Rodzice Kasa wrócili obładowani pudłami z ozdobami. W bardzo luźnej atmosferze ozdabialiśmy drzewo. Prawie wszystkie bombki były szklane. Czubek został ozdobiony przez głowę rodziny, czyli Gabriela. Zawiesiliśmy wszystkie łańcuchy i lampki. Ostatnie poprawki wprowadzał brązowooki. Rozległ charakterystyczny dźwięk tłuczonego szkła.
- Kastiel! - fuknął roześmiany ojciec.
- To nie ja - bronił się.
- Przyznaj się, że to ty - droczyli się. Z rozbawieniem przyglądałam się tej scence.
- To ty ją pobiłeś, nie ja.
- Ann - powiedzieli razem i spojrzeli na mnie.
- No jasne, zrzućcie winę na mnie - powiedziałam poszkodowana.
      Choinka wygląda cudownie a ile zapierniczu było przy niej. Gab pozamiatał szkło a mnie zawołała Susan, żebym pomogła jej przy gotowaniu. Zabrałam się za krojenie warzyw na rybę po japońsku, ale najpierw musiałam otworzyć słoik ogórków. Mi nie wyszło, San nie wyszło. To wzięłam słoik i poszłam do Kastiela.
- Otwórz - wcisnęłam mu słój do rąk. Stęknął, ale otworzył i mogłam wrócić do kuchni.
- Otworzył? - zapytała mnie przy smażeniu ryb.
- Stęknął i otworzył - zaczęłam siekać ogórki w kostkę.
      Po paru minutach przyszła męska część rodziny.
- Co możemy zrobić? - zapytał Gabriel i przytulił Susan od tyłu.
- Ziemniaki obierać - wyszczerzyła się wrednie.
      Poszli po ziemniaki a ja skończyłam z ogórkami.
- Teraz paprykę? - zapytałam.
- Tak. 
      Wzięłam się za walczenie z pokrywką i znowu bez skutku.
- Otworzyłaś?
- Nie.
- A stęknęłaś? - roześmiałam się.
- Nie - jeszcze raz spróbowałam odkręcić tym razem ze stęknięciem i znowu bezskutecznie - Weź, zaraz mi żyłka pęknie.
- No to próbujemy we dwie.
     Zaczęła próbować odkręcić słoik i we dwie stękaliśmy. Przeklęta pokrywka nie ustępowała. Gabriel z Kastielem się z nas śmieli, starszy zlitował się nad nami i otworzył słoik. Znowu kroiłam. Senior zakręcił szmatkę i strzelił nią w cztery litery pani domu. Kurczę, tak bardzo mi brakuje takiej rodzinnej atmosfery. Dostałam w tyłek od Kastiel i szybko mu oddałam. Walczyliśmy każdy na każdego a na koniec Kas dostał od nas trzech. Spędziłam z nimi jeszcze trzy godziny i wróciłam do domu.
~Wigilia~
     Zeszłam na dół, żeby pójść do Kastiela i pomóc jego rodzinie w ostatnich przygotowaniach. Napłynęła do mnie cała wściekłość i nienawiść w moim salonie jest...
______________________________
      Smok lub nietoperz, dla osoby, która zgadnie :D Mała podpowiedź: To osoba :)
      Dagmaro mam nadzieję, że się nie gniewasz, iż wykorzystałam element Twojego opowiadania. To już się więcej nie stanie a jak już to postaram się napisać do Ciebie prośbę żebyś się zgodziła.
       Ech, a mogłam napisać, że to Kevin ją uratuje ;/
       Możecie mnie wielbić, bo na początku chciałam napisać, że Ann obudzi się przy Kastielu :P
       Kojarzycie imiona rodziców Kastiela? Jest dosyć wysoka nagroda :D Osobie, która dobrze napisze na google plus napiszę dosyć długi spoiler :)
       Jak są jakieś literówki, błędy proszę napiszcie mi i postaram się je jak najszybciej poprawić ;)

15 komentarzy:

  1. zapomniałam hasła do google+ i mam problem XD
    Piękne <3 Choć myślałam, że Ann umrze o.O
    Ok, czas się ujawnić. To jaaa Paulina Kłos (Boże jakie ****** nazwisko)
    Kazik w czapce św mikołaja XD
    coś mu się z włosami zleje.....
    ok w każdym razie muszę Ci jeszcze podziękować, za co? w playliście którą masz na blogu jest wiele piosenek, które KOCHAM!! XD
    Wesołych świąt. :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Supcio, supcio, supciooo :D
    Kazik święty mikołaj. Dlaczego taki mikołaj do mnie nie przyszedł xD

    Co do tej osoby na kanapie to...siostra Ann? :p

    P.S.Z niecierpliwością czekam na next i WESOŁYCH ŚWIĄT ! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. - Fuck, włamałem się do nie tego domu - powiedziałem cicho oraz wściekły. - rozwaliłaś mnie tym xD
    Boski rozdział, przeczytałam jednym tchem i normalnie tak mi się spodobał, że przeczytałam drugi raz xD
    A co do tego, kto jest w salonie Ann, to szczerze mówiąc nie wiem... Może skoro tak się wściekła, to zastała tam swoją mamę? Chociaż to chyba mało prawdopodobne. Dobra, nie wiem, poddaję się :/
    Co do błędów, to widziałam gdzieś jedną literówkę, ale teraz nie mogę jej znaleźć ;/
    Czekam na nexta i życzę Wesołych Świąt! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo! Dobrze odpowiedziałaś ^^
      Chcesz smoka czy nietoperza? :D
      Jeszcze nie zauważyłam żadnej odpowiedzi na temat imion rodziców Kasa ):

      Usuń
    2. Wow! Serio zgadłam? Nie spodziewałam się tego xD
      Co wolę? Nietoperzaaa :3
      A jeśli chodzi o te imiona, to ja nie mam pojęcia, więc nawet nie próbowałam zgadywać... :/

      Usuń
    3. a ja mam takie pytanie ;3
      nagrody są fundowane przez firmę APART?

      Usuń
    4. E... Nie. Troszku dziwne pytanie xD

      Usuń
  4. Rozdział bardzo fajny
    najlepszy jest ten moment ze stęknięciem Kasa <3
    zgaduję, że to Amber albo Peggy (czy jak to się tam pisze)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Zarąbisty rozdział. ♥ Bez kitu świetny. <3
    I nie jestem zła, zaczęłam się uśmiechać jak napisałaś ten fragment, miło mi się nawet zrobiło. :D
    Wgl muszę się zastanowić jak Demi się spotka z Ann, bo chciała pojechać z... kimś z liceum, a przecież masz te same osoby. xD Więc będzie to trochę przekombinowane, ale już 29 robię rozdział z Michelem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział :D
    Rodzice Kastiela nazywają się Gabriel i Susan :]
    Też chciałam stawiać na matkę, ale już mnie uprzedzono :(
    Kas w czapce mikołaja... wielbię xD

    OdpowiedzUsuń
  7. teraz tak, wiem, że już odpowiedziano że matka Ann tam jest więc....

    Imiona rodziców Kasa są z twojego starego opowiadania! Tak czy nie? Zdaje mi się jednak, że tak... :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Foch - tupnęłam nogą.

    Odkąt wiem co to znaczy leżę z każdego kto tego słowa użyje Xd

    Napłynęła do mnie cała wściekłość i nienawiść w moim salonie jest...

    Na początku opomyślałam AMBER! Ale nie... stawiam na kogoś z jej ,,kochanej " rodzinki...matka? Może jej chłopako/mąż ją zostawił i matka przyszła do córeczki... ale sie wczułam :D
    Ostatecznie : matka
    Rozdział superowy :D a sie jaram tym że obudzila sie koło Kastiela ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przypadku zwykłe słowo a nie skrót ----> Fachowe Obciąganie CHuja xD

      Usuń
  9. Trochę spóźniony, ale znasz już moją opinię. ;)
    W każdym razie było cudownie i podczas czytania siedziałam jak na szpilkach.
    Ja tam obstawiam jej matkę. Na początku myślałam, że to Roza, no ale czemu by się tak wściekła? Druga myśl ta jej "siostra", ale jakby się do domu dostała? To została mi matka, bo ten "ojciec" to jej raczej nie odwiedzi,
    Susan i Gabriel? To chyba z poprzedniego opowiadania :P
    Mam nadzieję, że nie obrazisz się, że tak późno. :3

    OdpowiedzUsuń
  10. fajne tylko żeby ta jej siostra szybko zniknęła żeby znowu nie zniszczyła jej życia bo wtedy będzie mi przykro czekam na nexta z niecierpliwością :D

    OdpowiedzUsuń