27 gru 2013

Rozdział XXVI

       I znowu ktoś zgadł. Albo dobrze mnie znacie, albo nie jestem już nieprzewidywalna :'(
             Nietoperek wędruje do... *werble* Agnieszki



  ( mam nadzieję, że Ci się spodobał :D)
            O imionach dobrze odpowiedziała Jenny :) Chociaż jest jej komentarz to wcześniej poprawnie odpowiedziała mi na google plus :P
            W Wigilię od 10 do 17 nakurwiałam w fartuszku xD Jeszcze w kapciach i z drewnianym wałkiem, wyglądałam jak typowa gosposia xD
            Bez przedłużania, chociaż i tak pewnie to już zrobiłam zapraszam na drugi prezent ode mnie :D (pierwszy był 23 grudnia dwie minuty przed północą :)
____________________________
~Wigilia~
                 Zeszłam na dół, żeby pójść do Kastiela i pomóc jego rodzinie w ostatnich przygotowaniach. Napłynęła do mnie cała wściekłość i nienawiść w moim salonie jest matka.
- Co ty tutaj robisz? - wściekła naskoczyłam na nią.
- Chcę spędzić z tobą święta.
- Teraz sobie o mnie przypomniałaś? - warknęłam.
- Pamiętałam cały czas.
- Tak? W Londynie uciekłam z domu a ty nawet nie zauważyłaś tego - jestem tak cholernie wściekła, że bym zabiła kogoś gołymi rękoma.
- Zauważyłam. Babcia się tobą opiekowała i wiedziałam, że nic się tobie nie stanie.
- Zmarła rok temu! A ty mnie porzuciłaś pół roku temu - tak bardzo jej nienawidzę - Gdzie jest te najlepsze dziecko?
                 W korytarzu otworzyły się drzwi. Odwróciłam głowę w kierunku dźwięku, do matki podbiegła Nicola i przytuliła się do jej nogi.
- Kto to jest? - zapytała ją.
- Twoja siostra - powiedziała z łagodnym uśmiechem.
- Ja nie mam siostry - zdziwił się bachor. 
- Ja też nie - mówiłam z chłodem i jadem.
- Jak ty się odzywasz? - nawrzeszczała na mnie - Cały czas płacę za ciebie rachunki!
- Nie musisz! Mam pracę i daję sobie radę!
- Co, dziwką jesteś? Ciebie nawet na zmywak bym nie przyjęła - bladź. ( To jest najgorsze określenie. Dziwka to przy nim jest kotek albo misiu ) 
- Wypierdalaj z mojego domu! Nienawidzę ciebie, ją i jego od dwa i pół roku! Zniszczyliście mi życie! Jedyne czego chciałam to być jedynaczką, ale nie, ty musiałaś się z nim puścić - wściekła podeszła do mnie i zostałam spoliczkowana.
              Zawrzało we mnie. Chwyciłam ją za nadgarstki i z mocą spojrzałam w oczy.
- Tylko śmiecie uciekają do przemocy - powiedziałam oschle i odepchnęłam ją.
             Odwróciłam się i kopnęła mnie w plecy. Padłam na kolana, ale szybko się podniosłam.
- Sama tego chciałaś. Dobrze wiesz, że jestem silniejsza - wysyczałam.
             Powoli podeszłam do niej. Kopnęłam ją w brzuch a z obrotu w głowę. Siła odrzutu powaliła ją na ziemię. Na panele wypluła krew a szczyl z krzykiem uciekł.
- Za godzinę wracam, nie chcę was już nigdy widzieć. Tej plamy krwi też ma nie być - nałożyłam but i zabierałam się za drugi.
- Podam cię na policję za pobicie mnie - suka.
- A ty to mnie nie uderzyłaś? - zapytałam oschle i po skończeniu nakładaniu butów narzuciłam na siebie płaszcz.
- Jak myślisz komu uwierzą, mi czy córce, która trenuje karate? 
- Potrafię być przekonywująca. Za godzinę ma cię nie być i nigdy więcej nie chcę cię widzieć. Nienawidzę cię, nie jesteś moją matką - trzasnęłam drzwiami.
                Ślad na policzku zaczął mnie piec a śnieg, który na niego padał od razu zamieniał się w kropelkę wody. Poczułam łzy, kilkakrotnie zamrugałam i się ich pozbyłam. Pozostałą drogę przebiegłam. Zapukałam i otworzył mi Gabriel.
- Dziecko, co ci się stało? - zapytał zdziwiony i wpuścił mnie do środka.
- Kobieta, która mnie urodziła uderzyła mnie - w lusterku przyjrzałam się śladowi na twarzy. Wyraźny odcisk dłoni.
               Zdjęłam buty a przy rozpinaniu płaszczu dołączyła do nas Susan. Jak mnie zobaczyła, zakryła ręką usta. 
- Nic mi się nie stało - uśmiechnęłam się blado i odwiesiłam kurtkę na wieszak.
              Salon jest pełen w świątecznych ozdobach, u mnie nie ma żadnej. Brunetka pociągnęła mnie za rękę w kierunku kuchni i kazała usiąść na krześle.
- Ale nic mi nie jest. Poboli i przestanie - kobieta  do twarzy przyłożyła mi zamrożony groszek i spojrzała z troską.
- Tak nie może być. Żadna normalna matka nie bije tak swojego dziecka - powiedziała zbulwersowana.
- Właśnie, normalna - mruknęłam cicho pod nosem.
- Powinnyśmy zadzwonić na policję - oznajmił Gabriel.
- Nie, nie dzwońcie. Jak policja dowie się prawdy zamknął mnie w domu dziecka - powiedziałam pierwszy raz przestraszona.
- Naprawdę nie dzwońcie - przyznał mi rację ponury Kastiel, który dołączył do nas.
- To ja może już pójdę - zmieszałam się i wstałam. Groszek położyłam na blat stołu.
- Nie, nigdzie nie idziesz - zarządziła szarooka.
- Czemu? - zapytałam zdziwiona.
- Bo twoja przeszłość nie zmieni mojego stosunku do ciebie - przytuliła mnie. Jakie dziwne uczucie. Odwzajemniłam uścisk.
- Pierwszy raz tak szybko kogoś zaakceptowałem.
              Gabriel też mnie przytulił. Usłyszałam donośne trzaśnięcie drzwiami. Pierwszy raz przez siedemnaście lat życia poczułam pełny rodzinny uścisk.
- Jesteś dla nas jak córka - wyszeptała Susan.
- Poprzednie dziewczyny Kastiela były puste. Żadną nie zaakceptowałem tak szybko ciebie - rzekł Gabriel.
- Nie jestem dziewczyną Kastiela - uśmiechnęłam się.
- Nie? A szkoda - zasmuciła się Sus.
- Cholera. Kastiel! - warkot motoru zagłuszył tą chwilę.
            Szybko się wyplątałam z ich objęć i pognałam nałożyć buty.
- Zaraz wracam - wybiegłam na podwórko.
             Kurwa, nigdzie go nie ma. Czy on jest nienormalny? Motorem w śnieg? Ruszyłam pędem w kierunku ostatnich dźwięków silnika. Gdy skończyło się osiedle niezmiernie szybko wdrapałam się na dach budynku. 
             Widzę go! Nawet z tej odległości zobaczę jego czerwone kudły, ale jest daleko. Z sercem, które biło w szaleńczym tempie skakałam z budynku na budynek. Poślizgnęłam się i teraz walczę, żeby nie spaść z dziesięcio piętrowej konstrukcji na nie ośnieżony chodnik. Cudem złapałam równowagę i pognałam dalej.  Dostaję zadyszki, jeszcze parę budynków i go dogonię. 
             Na światłach się zatrzymał, jeden budynek i będę nad nim. Ledwo pokonałam dzielącą mnie odległość. Cholera, jak teraz nic nie zrobię to pojedzie siną w dal. Ostatkami sił wzięłam rozpęd i skoczyłam w pustą przestrzeń mając nadzieję, że uda mi się szczęśliwie wylądować na miejscu obok niego. Oszołomiona wylądowałam na siedzisku obok niego. Motor ma silne resory, bo nawet się nie odłamała żadna część.
- Co jest kurwa? - zapytał zdziwiony.
- Nie pierdol tylko zjedź gdzieś na pobocze - rozkazałam gdy udało mi się złapać oddech.
            Zrobił to co mu kazałam i zatrzymał się na parkingu. Zsiadłam i próbowałam złapać oddech a także uspokoić rozszalałe serce. Nogi mam jak z waty, osunęłam się na dół i ledwo oparłam o czyjś samochód. Pełno śniegu a potem będę miała dupę mokrą. Ciężko dyszę, w przełyku pali mnie zimne powietrze a ten idiota gapi się na mnie ponaglająco. Zrobiło mi się zimno i zaczęłam się trząść. Zachoruję jak nic. Kast postawił motor na nóżkę, podszedł do mnie i pomógł mi wstać. Zdjął z siebie kurtkę i nałożył ją mi a następnie posadził mnie na motorze.
- Mogę wiedzieć czemu zwiałeś? - zapytałam w miarę uspokojonym oddechem.
- Nie mogłem na to patrzeć. Od dobrych czterech lat tak mnie nie przytulili jak ciebie - odwrócił wzrok.
- A mnie tak przytulono pierwszy raz od siedemnastu lat. Od zawsze masz pełną rodzinę, jesteś jedynakiem. Jeżeli choć trochę zapamiętałeś moją historię to spróbuj postawić się na moim miejscu. I nie zwiewaj jak tchórz - w tych słowach wyraziłam swoją długo skrywaną gorycz.
- Ale próbowałaś się zabić - wytknął mi. Wściekła podniosłam się.
- Bo nie miałam nikogo! Żeby przeżyć musiałam zabić swojego przyjaciela. Do dziś męczą mnie wyrzuty sumienia - bezsilna opadłam na siedzenie i ukryłam twarz w dłoniach.
- Zachowuję się jak dupek a do tego uciekłem jak małe dziecko.
- Dopiero to zauważyłeś? - zapytałam sarkastycznie.
            Zdjęłam z siebie jego kurtkę i mu ją oddałam. Nagle coś mi się przypomniało.
- Cholera - złapałam się za czoło.
- Co jest? - zapytał gdy wsiadł na motor.
- Nie kupiłam prezentów dla twoich rodziców.
- Pomyślałem o tym i mam dwa zapasowe prezenty w swoim pokoju.
- Możemy pojechać do mojego domu? Chcę coś sprawdzić.
- Dobra.
            Po dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Całkiem długą drogę przebiegłam. Kastiel zgasił silnik i razem ze mną kierował się w kierunku drzwi. Wzięłam głębszy oddech i weszliśmy do środka. Prawie, że na środku domu oni się pierdolili.
- Co ty tutaj robisz? - pierwsza otrząsnęła się brązowowłosa kobieta.
- A to samo mogę się was zapytać - warknęłam wściekła następnie zwróciłam się do niego - Mało ci kurwa?! Osiem narobiłeś i nadal ci mało?!
         Ruszyłam do nich wściekła, ale Kastiel złapał mnie za nadgarstek.
- Jak się uspokoję a wy nadal będziecie w moim domu to gorzko tego pożałujecie - Darken patrzył na mnie zza kanapy z wyrazem oczu mówiących ,, błagam, zabijcie mnie''
             Wyszłam na dwór wraz z czerwonowłosym, który jest skonsternowany całą tą sytuacją. Zacisnęłam ręce w pięść i próbowałam się uspokoić.
- Osiem dzieci? - zapytał zszokowany.
- Siedem z poprzedniego małżeństwa - wyjaśniłam.
           Z wściekłością żeby odreagować kopnęłam w stojącą doniczkę. Potoczyła się dobre dziesięć metrów. Jeszcze raz wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka.
- Wypierdalać z mojego domu i życia. Nienawidzę was - wrzasnęłam wgłąb domu.
- Jak śmiesz tak do nasz mówić - odezwał się zbulwersowany i nagle dostałam klamrą od skórzanego pasa w twarz. 
                Zawyłam z bólu i do oczu cisnęły mi się łzy.
- To ty, jak śmiesz bić mnie pasem? - wysyczałam wściekła i skoczyłam do ataku, ale Kastiel chwycił mnie w locie.
- Puść mnie! - wyszarpałam się, ale on chwycił mnie za włosy i przyciągnął do siebie.
- Chcesz dostać gorzej? - zapytałam ze złowieszczym uśmiechem. Natychmiast puścił.
                   Kopnęłam go parę razy a na koniec ścięłam. Kiedy znalazł się na podłodze zaczęłam go dusić.
- Przez te wszystkie lata cała wściekłość się we mnie gotowała i dzisiaj osiągnęła już swój szczyt - wycedziłam i z pasją go dusiłam.
                    Szmata kopnęła mnie w bok i przeturlałam się obok.
- Już teraz wiem czemu kazałaś mi się wynosić. Klientów do domu przyprowadzasz. W burdelu miejsca dla ciebie nie było? - mówiła gdy się podnosiłam.
- Mam zasadę, że nie biję płci przeciwnej, ale dzisiaj mogę zrobić wyjątek - powiedział Kastiel i zaczął zakasać rękawy.
- Nie wtrącaj się, to jest sprawa pomiędzy mną i nimi - rozkazałam wściekła, że może sądzić, iż mi się nie uda.
                      Walka odbyła się dwóch na jednego. Ile mogłam zablokować ciosów to zablokowałam, ale nie wiele więcej dostałam. Kontrowałam niemalże każdy blok i czasami musiałam utrzymywać równowagę ciała na jednej nodze. Dosyć szybko się zmęczyłam i ciężko dyszałam. Wszystko przez to, że musiałam zrezygnować z karate. Aby wszystko zakończyć kopnęłam ich w kolano, na zawodach od razu by mnie wyrzucili z maty i zdyskwalifikowali. Podejrzewam, że jestem rozczochrana a w oczach mam rządzę krwi. Włosy opadły mi na twarz i nie pewnie trzymam się na nogach a oni popadali. Ona wszystkiemu się przyglądała. Podeszłam do niej ciężko dysząca.
- Jeśli nie chcesz skończyć tak jak oni to wynoś się z mojego domu i nigdy tu nie wracaj - pisnęła. Z krzykiem oraz płaczem wybiegła z domu. 
                    Wykrzywiłam wargi w psychopatycznym uśmieszku i zaśmiałam się obłąkanie. Kastiel nie pewnie podszedł do mnie. Zimnymi dłońmi odgarnął mi kosmyki włosów z twarzy i łagodnie spojrzał mi w oczy wzrokiem mówiącym ,, uspokój się ''. Opanowałam się na chwilę a oni chwiejnym krokiem podnieśli się z ziemi.
- Wynoście się z mojego domu! - ponownie się wściekłam. Spojrzał na mnie wrogim spojrzeniem i wyszedł z domu.
                    Jeszcze tylko ona i będę miała spokój do końca życia. Nie kierowała się w kierunku drzwi tylko szła do mnie.
- Głucha jesteś? Wynoś się! - rozkazałam.
- Przepraszam - powiedziała gdy stanęła nie daleko mnie. Pierwszy raz słyszę to słowo z jej ust.
- Na przeprosiny jest za późno o całe siedemnaście lat - rzekłam z przejmującym chłodem - Nigdy ci nie wybaczę.
- Tak? Od teraz sama płacisz za siebie rachunki - odwróciła się na pięcie i podeszła do drzwi.
- Poradzę sobie - warknęłam.
- Żegnam - trzasnęła drzwiami i tyle po niej.
- Nigdy ci nie wybaczę! Zniszczyłaś mi życie - przelała się we mnie czara goryczy.
                 Kucnęłam i złapałam się za głowę. Mimo mojej woli po twarzy płynęły moje łzy. Od początku wolałabym mieszkać z ojcem, który znęcał się nade mną, gdy miałam dwa latka albo i mniej.
- Możesz sobie pójść. Powiedz rodzicom, że będę za pół godziny - powiedziałam cicho i stanęłam na równe nogi.
- Poczekam na ciebie - oznajmił i razem ze mną kierował się na górę.
- Jak chcesz - mruknęłam.
                   Poszłam do garderoby po nowe ubrania a brązowooki rozwalił się na czarnej pufie. Wybrałam pierwszą lepszą bluzkę z długim rękawem a dla odmiany nałożę legginsy zamiast spodni.

                          Z ubraniami weszłam do pokoju i spojrzałam na Kastiela, który zrobił minę niewiniątka.
- Uparłeś się na tą pufę, co? Po dłuższym siedzeniu zrobi ci się gorąco - nie czekając na odpowiedź zeszłam na dół do łazienki.
                        Z włosów i grzywką zrobiłam wysokiego koka i napełniłam wannę wodą. W lustrze przyglądnęłam się swojej twarzy. Po prawej stronie został tylko różowy ślad a po lewej robi się już siniak od uderzenia klamrą. Może uda mi się częściowo zakryć go grzywką a jak nie to spróbuję zamalować go pudrem.
                      Weszłam do wanny, zakręciłam kran i przyjrzałam się swojemu ciału. Jutro będę miała siniaki a na nadgarstku małą bliznę. Nawet nie wiem od czego.
~K~ ( Przysięgam, to już ostatni raz i więcej się nie powtórzy )
                      Patrzyłem jak wychodzi z pokoju. Mimo wszystko ma mocną psychikę. Nadal się dziwię jak ona chciała się zabić z powodu, że rzucił ją chłopak. W sumie to ja nie byłem lepszy, uciekłem tylko dlatego, że dawno nie czułem rodzinnego ciepła. Ciekawe gdzie schowała prezenty. Może lepiej nie szukać, po tym jak widziałem ją w akcji wolę się nie narażać. Cholera, na prawdę gorąco jest w tej pufie. Jej rodzice to jakaś patologia, tak bić córkę? Chore. 
                     Zeszedłem na dół i zatrzymałem się przy drzwiach do łazienki.
- Może pomóc ci z myciem pleców? - zapytałem z zawadiackim uśmiechem.
- Spierdalaj - usłyszałem cicho.
- Długo jeszcze będziesz siedziała? - zapytałem znużony.
- Mówiłam ci, jak chcesz to idź do domu - ze środka słychać chlupot wody - Właśnie wychodzę.
                   Plecami oparłem się o ścianę obok drzwi, ją matka przezywa od dziwek a samo nie jest lepsza. Skrzywiłem się na samo wspomnienie. Będę miał traumę do końca życia. Obok mnie pojawiła się Ann i poszła nałożyć buty.
- A kurtka? - zapytałem na zewnątrz. Zamknęła dom i spojrzała na mnie przez krótką chwilę.
- Została u ciebie.
                    Drogę do mnie pokonaliśmy motorem, gdy się zatrzymaliśmy zeszła z dwukołowca i poszła do domu a ja wprowadziłem go do garażu.
~A~
                     Na środku salonu całowali się rodzice Kasa. Nad nimi była jemioła, to wszystko tłumaczy. Muszę uważać, żeby nie stanąć pod nią z czerwonowłosym. Zdjęłam buty i chrząknęłam, nie chciałam im przeszkadzać, ale to jest niezręczne. Oderwali się od siebie i posłali mi przepraszający uśmiech. Kastiel położył swoje ręce na moim wcięciu w talii i lekko popchnął w bok. Odskoczyłam od niego i poszłam do jego rodziców.
- Mogłabyś zrobić pierogi? Tylko zagnieść, a, i trzeba zmielić grzyby - powiedziała z prośbą w głosie.
- Dobrze - pokiwałam głową.
- My musimy coś załatwić na mieście i wracamy - oznajmił Gabriel.
- Dobrze, coś jeszcze? - zapytałam uprzejmie.
- Raczej nie. Zostaw trochę ciasta na łazanki - odpowiedziała zamyślona Susan.
                     Poszłam do przestronnej kuchni a oni nałożyli buty, kurtki i wyszli. Ze zlewu wyciągnęłam durszlak z gotowanymi grzybami i odszukałam maszynki do mieleni. Była tylko ręczna, wyciągnęłam ją i umocowałam na taborecie. Z szafki wyciągnęłam miskę i zabrałam się za mielenie. Kiedy skończyłam Kastiela nadal nie było, chyba zaszył się w swoim pokoju. Sama nie będę odwalała całej roboty. Wyszłam z kuchni i krzyknęłam wgłąb domu:
- Kastiel! Leniu patentowany! Chodź tutaj! - lekko wkurzona czekałam aż się pojawi. 
                   Orangutan mandarynkowy zaszczycił mnie swoją obecnością i posłał mi spojrzenie pełne wyrzutu.
- Do kuchni marsz - rozkazałam oficerkim tonem i pchnęłam go pełnego oporu.
- Nie chcę - sprzeciwił się.
- Nie prowokuj - ostrzegłam.
                      Trochę chętniej szedł. Palcem wskazałam mu miskę obok stolnicy.
- Zagniataj - podeszliśmy do miski i spojrzeliśmy w zawartość.
- Nie chcę, to kleji gorzej klei - spojrzał na mnie miną małego chłopczyka.
- Lakieru z paznokci ci nie porozrywa - powiedziałam złośliwie.
- Nie maluję paznokci - zmieszał się.
- Jak nie? Przecież widzę, że bezbarwnym pomalowałeś - wepchnęłam mu ręcę wgłąb miski.
- Małpa.
- Miło mi, Ann jestem - wyszczerzyłam się.
- Ty okrutna babo - spojrzał na mnie miną ,,why?''
- Zagniataj - rozkazałam.
                      Marudził, ale zagniatał. Ja rozwałkowywałam i na zmianę wycianaliśmy i faszerowaliśmy surowe ciasto. Na koniec wrzuciliśmy je do gotującej się wody a po odpowiednim czasie wyciągneliśmy je. W tym momencie zadzwonił mój telefon. Na wyświelaczu widnieje numer Caroli szczęśliwa odebrałam.
- Ann, dzwonimy całą paczką i dorwali mój telefon - usłyszałam Caro po angielsku i prowadzę od teraz całą rozmowę po angielsku.
- Masz na abonament i się dziwisz? - cały czas się szczerzyłam.
                        Poskładaliśmy sobie życzenia na wzajem. Carola nie kłamała była cała moja paczka, czyli, Wally, Erza, Riley, Emily, Kougami, Ashley, Jade i oczywiście Caro. Fałszując zaśpiewaliśmy parę kolęd i w skrócie opowiedziałam im moje dzisiejsze wydarzenia, ale musiałam w pewnym momencie przestać, bo widziałam Kastiela, który pożerał pierogi.
- Czekajcie chwilę - skierowałam to do telefonu.
- Okej.
- Kastiel! Grubasie! W dupę ci pójdzie! Idłóż te pierogi - nie przestawiłam się na polski i patrzył na mnie zdziwiony a ten wystający pieróg z jego ust dawał kompletną głupawkę, którą wybuchnęłam. 
                      Jeszcze raz to powtórzyłam, tylko że po polsku i z ociągnaniem wyszedł z kuchni. Porozmowiałam jeszcze z nimi i rozłączyłam się. Od razu zostałam zaatakowana oczami proszącego szczeniaczka.
- Daj telefon - poprosił mnie.
- Zaraz - ustawiłam wzór przed odblokowaniem telefonu i wręczyłam go Kastielowi z wrednym uśmieszkiem.
- Podła jesteś - oddał mi telefon.
- Wiem.
~o~
                          Nadszedł czas na wigilijną kolację. Poszłam do domu po prezent i Darkena. Z Kastielem postanowiliśmy, że wspólnie damy prezenty dla jego rodziców. Dla mamy drogi komplet biżuterii a dla taty spinki do koszuli. 
                           Zjedliśmy kolację, podzieliliśmy się opłatkiem i skierowaliśmy się do salonu, gdzie stała choinka. Nie daleko paliły się drewna w kominu dzięki czemu powstała miła, rodzinna atmosfera. 
                         Gabriel wręczał dla Susan, więc ja skierowałam się do Kasta. Palcem wskazał na jemiołą nad nami. Jego twarz nieubłagalnie zmniejsza odległość. Chyba chcę tego pocałunku. W momencie gdy zetknęły się nasze wargi po plecach poczułam przebiegajacy dreszcz. Z wahaniem oddałam go, wyczuł, że mu się nie opieram ponownił pocałunek i mnie objął. Natychmiast wróciło moje chłodne myślenie. Na jego klatce piersiowej położyłam swoje dłonie i lekko go odepchnęłam. Ciało nadal chce tego narkotyku jaki są jego pocałunki, ale serce i umysł boleśnie przypomniało mi o Natanie. 
                         Ze sztucznym uśmiechem podarowałam mu kostkę.
- To kostka Kurt'a Cobain'a? - zapytał zdziwiony.
- Tak - uściskał mnie i w powietrzu obrócił się ze mną o trzysta sześdziesiąt stopni.
- Ale skąd ją masz? Jest tylko jedna na świecie i ktoś ją kupił w Anglii.
- Mam swoje kontakty - uśmiechnęłam się tajemniczo.
                       Razem z Kastielem wręczyliśmy swoje prezenty. Od Susan dostałam drogi i markowy puder.
- To żebyś zakryła tego paskudnego siniaka - powiedziała mi przy wręczaniu.
                       Gabriel dał mi czarną apaszkę z białymi różami wykonaną z jedwabiu. Czerwonowłosy wziął mnie na ręce i powiedział, że prezent od niego jest w jego pokoju. Darken kicał za chłopakiem.
- Mogę wiedzieć czemu mnie niosłeś? - zapytałam gdy znalazłam się w jego pokoju.
                      Ściany są pomalowane na czarno i jest tylko malutki dodatek czerwonego. A co najdziwniejsze tu jest czysto.
- Żeby było zabawnie - uśmiechnął się - Zamknij oczy.
                       Położyłam się na jego łóżku, wzięłam Darkena, położyłam go na brzuchu i zamknęłam oczy. Wyobrażałam sobie, że będzie tu tak brudno, iż nie będzie wiadomo po jakiej stronie jest okno, a tu niespodzianka.
- Możesz otworzyć - usłyszałam.
                        Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na niego. W ręku miał jakąś dużą torbę a drugą rękę schował za plecami. Podał mi torbę.
- Rozpakuj - zachęcił mnie.
                        W środku był ten zestaw:

- Ładne - przyznałam.
- Masz do wyboru, albo będziesz chodziła w tym albo - wyciągnął rękę zza płeców i to była czerwona, koronkowa prawie, że przezroczysta bielizna - W tym. Warunek jest jeden, muszę to na tobie widzieć.
- Wybieram ciuchy - powiedziałam - Tamto w salonie było specjalnie?
- Może tak może nie. Domyśl się - uśmiechnął się cynicznie.
- Czyli specjalnie - mruknęłam.
                   Znowu się położyłam a Kastiel obok mnie i zaczął głaskać królika.
- To mój królik - powiedziałam po dłuższym czasie i go zabrałam do siebie.
                  Czerwonooki zawisł nade mną a Darken wyślizgnął się i poszedł zaprzyjaźniać się ze śpiącym Demonem. Kas zaczął całować mnie po szyji i schodził coraz niżej.
- Kastiel - powiedziałam cicho. Przerwał.
- Co? - zapytał nieprzytomnie.
- Jeszcze nie chcę być z nikim. A nawet gdyby to i tak już nie będę kochała całym sercem - znowu powiedziałam cicho i się zasmuciłam.
- Nadal go kochasz? - zapytał wyrozumiałym tonem.
- Tak - odwróciłam wzrok.
______________________________
                 Przepraszam za zwłokę :(
                 Jakieś uwagi, błędy, literówki? Jeśli tak to napisz mi :)
                 Zapraszam do głosowania w ankiecie :D

16 komentarzy:

  1. Ja cię kurwa zabiję!!! I ty kazałaś tak długo czekać na taki cudowny rozdział?!!! Normalnie foch. ;P Nie no żartuję, nie miałby kto dokończyć bloga. :D Tylko to cię ratuje :P Czekam, na nexta i mam nadzieję, że szybko odzyskasz chęci do pisania ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa super!!!!!!!!

    Tak ma z nim, być... Ale przypomnij, kto to jest Kevin? xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale Ann dojebała do pieca swojej matce XD
    rozdział miód malina kokaina <3
    nirtoperek słodziaśny jest

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy mi się podoba? No jak nie, jak tak. Dziękuję ;D
    Mogłabyś dodać swoje zdjęcie w fartuchu, chętnie bym to zobaczyła xD
    Ale Ann wyżyła się na swojej matce i ojczymie. Dobrze im tak. Szczerze, to jak czytałam ten fragment, to uśmiechałam się. Jestem nienormalna o.O
    A rozdział oczywiście boski, tutaj nie ma najmniejszych wątpliwości :D
    No i czekam na nexta =]

    OdpowiedzUsuń
  5. O wow xd zatkalo mnie jak czytalam ren fragment z ,,bojka''... Ale im wpier...dzielila xd( staram sie powstrzymywac) FAJNIE xd idiotka ze mnie :D
    Padlam na scenie z prezentem od kastiela XD
    Fajna tez byla scenka na samym koncu ^^ ale sie jaralam :-P
    Rozdzial (moim zdaniem xd) BARDZO zaskakujacy i dlatego zarabisty :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Male problemy techniczne i pisze na koncie mamy xd

      Usuń
  6. Hejo ;3
    Nawet nie zdajesz sobie prawy z jakim utęsknieniem czekam na twoje rozdziały .Ale ann dokopała matce i ojczymowi . Szczerze zaskoczyłaś mnie tym momentem , bo sama bym się tak nie zachowała .
    A co do tego momentu :
    Szmata kopnęła mnie w bok i przeturlałam się obok.
    - Już teraz wiem czemu kazałaś mi się wynosić. Klientów do domu przyprowadzasz. W burdelu miejsca dla ciebie nie było? - mówiła gdy się podnosiłam.

    Już myślałam że Ann odpowie :Jeżeli mój chłopak jest moim klientem to tak :)
    A wtedy Kastel taka mina

    Ale szczerze ci powiem że może mnie nie zawiodłaś z tym rozdziałem ale chyba jestem na ciebie ociupinkę zła . Dlaczego? . Chyba nawet sama nie wiem , ale wydaje mi się że cały czas zmierzasz do tego żeby nasza Ann nie była z Kastelem . I kolejny raz go ranisz ! Zabije cię za to ! . Uważam że ona nadal kocha Nata ale te czuje coś do Kasa... A trójkącik .
    Przyjmuję zakłady że najpóźniej za 5 rozdziałów znów pojawi się Nat i namiesza !! <3
    Czekam na nexta i wpadnij do mnie
    A i pisze opowiadanie tu zapraszam :) http://pl.sf-fanfic.wikia.com/wiki/Bo_%C5%BCyjesz_dla_kogo%C5%9B,_nie_dla_siebie


    Ps. ta muzyczka jest zajebista !! Nie słucham roka ale jak tak czytasz to taka super atmosferka :) .. Może zacznę słuchać ,,Green Day'' nie chyba jednak nie zostanę przy mojej kulturze hip-hop <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. twoją historie wzorowałaś na zmierzchu zauważyłam

      Usuń
    2. wiesz co ? Można by przypuszczać że jest wzorowana na zmierzchu ale nie jest . Tam nie ma jakiś wampirów czy coś tam . To taki szalony pomysł z mojej głowy

      Usuń
  7. Biedy Kastiel. :(
    A 'rodzice' Ann są popierdoleni, ale dostali to na co zasłużyli. :D
    No zajebisty rozdział. ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Rodzice Ann są pojebani! Ja od razu poszłabym na policję i wszystko wygadała choćby za cenę skończenia w bidulu. Przecież oni traktują ją gorzej niż zwierze.
    Normalnie mam ochotę wejść do tego rozdziału i przyjebać matce Ann z półobrotu . Normalnie cały czas mam ochotę komuś przyjebać.

    A co do rozdziału, to epicki i to baaaaardzo! xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział świetny *-*
    Wszystko co można było napisać o rodzicach Ann, zostało już napisane, więc ja się tylko dołączam.
    Uśmiałam się, kiedy czytałam o prezentach Kasa, szczególnie o tym drugim xD
    Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;P

    OdpowiedzUsuń
  10. O moj boze<3 kocham cie normalnie za te ostatnio czeste rozdzialy *-*
    Cudp, cudunio, cudenko :D
    Dawaj nastepny, juz ;3

    OdpowiedzUsuń
  11. Zauważyl, że często pomijiasz wyrazy typu niż, nie ale to może być wina mojej komorki

    OdpowiedzUsuń