Myślę, że się spodoba dla osób, które głosowały za Ann i Kevinem ;)
______________
______________
Gdy się obudziłam poduszka była cała mokra, nie wspominając, że spałam w ubraniu, którym byłam w pubie. Obejmuje mnie zmęczony i potargany Edd, który nadal śpi. To chyba była ciężka noc. Nie budząc chłopaka poszłam do garderoby, wzięłam z niej czysty komplet bielizny, czarne rurki i ciemnoniebieski sweter babci.
Zeszłam do łazienki. W lustrze zobaczyłam swoje marne odbicie. Rozmazany wczorajszy makijaż, mocno potargane włosy, pogniecione ubrania i napuchnięte powieki. Miss Świata. Do wanny napuściłam ciepłej wody i wlałam płyn do kąpieli. Zmyłam resztki makijażu, rozebrałam się i zanurzyłam w wodzie. Patrzyłam na rozcięcie na nadgarstku. Wszystko boleśnie wróciło, głowę umieściłam pod taflą wody. Nienawidzę uczucia, gdy do nosa napływa mi woda. Otępiała umyłam się i zawinęłam w szlafrok.
Przez cały czas przywoływałam wspomnienia, od których automatycznie płynęły mi łzy. Natan. Babcia. Michael. Wszystkie wspomnienia z tymi trzema osobami wywołały u mnie głęboką depresję. Usiadłam na pufie w kącie przy drzwiach i patrzyłam na białą szafkę pod umywalką. Bez układania włosów wysuszyłam je suszarką, jest mi obojętne jak wyglądam. Odwiesiłam ręcznik i szlafrok i bezszelestnie poszłam do swojego pokoju. Edda już nie ma, chyba nawet dobrze. Położyłam się na łóżko i łzom pozwoliłam swobodnie płynąć. Z mojego letargu wyrwał mnie hałas na dole, czyli jednak nie jestem sama. Zanim zeszłam do kuchni, przemyłam twarz zimną wodą.
-Kurwa- usłyszałam Davida, a chwilę później dźwięk roztrzaskującego się szkła. Weszłam szybko do kuchni, chłopaki zbledli jak tylko mnie zobaczyli. Na podłodze leżał rozbity mój ulubiony kubek, który dostałam od babci.
-Co się stało?- spytałam lekko otępiała.
-Ann, my...- otępienie przechodziło, a jego miejsce zajmował gniew.
-Który debil ruszał moje rzeczy- ich oczy były jak spodki- Pytam się który?!- wydarłam się na nich.
-On!- krzyknęli razem, a każdy wskazywał na innego. Zza framugi drzwi wyglądał zaciekawiony Darken. Chwyciłam butelkę wody, która na stole i rzuciłam w ich stronę. Nie trafiłam żadnego z nich, a butelka uderzyła w ścianę na końcu kuchni.
-Macie szczęście, że to tylko butelka- powiedziałam próbując się uspokoić.
Bez słowa poszłam do salonu i położyłam się na kanapie. Zaraz za mną szedł Darken i wskoczył mi na brzuch. Otoczyłam go rękoma i głaskałam. Czułam piekące łzy, jestem załamana tym wszystkim.
- Wszystko w porządku? – zapytał zatroskany Kev, który zaraz się przy mnie pojawił.
-A nie wygląda?- uśmiechnęłam się do niego, musiałam przed nimi grać jak najdłużej się dało- O co chodzi?
-Zrobiliśmy ci śniadanie, tak w ramach przeprosin- zarumienił się lekko.
-Dziękuję wam, ale nie jestem głodna.
-Powiem im- posmutniał, a ja poczułam wyrzuty sumienia.
-Chodź tu- podniosłam się i rozłożyłam ramiona, a on wtulił się we mnie.
-Kevin, zjadła cie?- usłyszałam przytłumiony głos Edda, rudy nic nie odpowiedział.
-Chyba serio mu coś zrobiła- wyszeptał trochę za głośno David
- Idźcie sprawdzić. – rozkazał Ashton.
-Zdurniałeś do reszty? Jeszcze mi coś zrobi- powiedział wystraszony David.
-To idziemy razem.
-Tu się jebnij, masz, dam ci patelnie - tym razem był to Edd.
-Powiedziałem, idziemy- chwilę się szarpali, dwie minuty później zostali wepchnięci do salonu
Cała trójka była nieźle zaskoczona tym jak nas została. Kevin w końcu oderwał się od mnie i popatrzył na nich wilkiem. -I co się gapicie?- burknął zły. Edd tylko otwierał i zamykał usta z szoku, przez co zaczęłam chichotać.
-Edd, przestań udawać rybę, bo i tak wychodzi ci to gorzej niż fatalnie.
-Czy wy się...
-Przytulaliśmy? Tak. Kevin zasłużył w przeciwieństwie do was- powiedziałam bez większego zainteresowania.
- Niby za co?
- Bo się odważył do mnie przyjść – mruknęłam.
Nagle rzucili mi się na szyję, tak, że spadłam z kanapy, a moje nogi wystawały ponad nią.
-Zbiorowy przytulas- usłyszałam przytłumiony głos Edda. Poczułam jak ktoś mnie podnosi do pozycji siedzącej i przytula przy okazji,
poznałam uścisk Davida.
Zaraz potem dołączyła się jeszcze dwoje ramion.
-To już podchodzi pod gwałt zbiorowy- zaśmiałam się.
***Ashton***
Kev nie wraca od 5 minut, a z wściekłą Ann nigdy nic nie wiadomo.
-Kevin, zjadła cie?- wykrzyczał Edd, ale nie odpowiedziała nam głucha cisza.
-Chyba serio mu coś zrobiła- mruknął David.
-Idźcie sprawdzić- powiedziałem.
-Zdurniałeś do reszty? Jeszcze mi coś zrobi- powiedział wystraszony David
-To idziemy razem.
- Tu się jebnij, masz, dam ci patelnie - tym razem był to Edd.
-Powiedziałem, idziemy- byłem spokojny, ale nie wiem na jak długo, z tymi debilami wszystko jest możliwe. Wyprowadziłem ich siłą z kuchni i wepchnąłem do salonu, to co tam zobaczyłem nieźle mnie zdziwiło. Na kanapie Ann przytulała do siebie Keva, który oderwał się od niej i popatrzył po nas wilkiem.
-I co się gapicie?- burknął zły. Edd tylko otwierał i zamykał usta z szoku, przez co Ann zaczęła chichotać.
-Edd, przestań udawać rybę, bo i tak wychodzi ci to gorzej niż fatalnie.
-Czy wy się...
-Przytulaliśmy? Tak. Kevin zasłużył w przeciwieństwie do was- powiedziała bez większego zainteresowania.
- Niby za co?
- Bo się odważył do mnie przyjść – mruknęła.
Nagle Edd rzucił się na nią, przez co spadła z kanapy.
-Zbiorowy przytulas- wymruczał w nią.
Dołączył się do niego Kev i Dav, który przy okazji podniósł ją do pozycji siedzącej. Uśmiechnąłem się pod nosem i również ją objąłem.
-To już podchodzi pod gwałt zbiorowy- zaśmiała się, spojrzałem na nią. Była nieobecna, mimo tak szczerych słów. Coś się działo, a ona to przed nami ukrywała.
-Puśćcie mnie. Chce obejrzeć telewizję-zrobiliśmy to niechętnie, w telewizji leciała pora na przygodę. Głowa coraz bardziej mnie bolała, a Edd zaczął się jeszcze drażnić z Ann.
-Używałem twojej szczoteczki do zębów- wyszczerzył się do niej pewny że nic mu nie zrobi.
-Moich tamponów też używałeś?- odgryzła się chłodno.
-Możesz się zamknąć-warknąłem na bruneta.
-Czyżby kac?- zapytał Kev- Pocieszę cię, że cierpimy razem z tobą- wyszczerzył się do mnie.
-W chuj mi to pomoże- mruknąłem niezadowolony.
-Nie przesadzaj, nikt nie ma lepiej- prychnął ba mnie David. Kłóciliśmy się tak dobrych 10 minut. Nagle Ann zaczęła płakać i uciekła szybko na górę. Popatrzyliśmy po sobie zdziwieni, Ann jeszcze nigdy się tak nie zachowywała. Pierwszy poszedłem za nią na górę.
***Ann***
Chłopaki kłócili się, a ja czułam się coraz bardziej przygnębiona. Nagle zaczęłam płakać, jak na zwołanie cała czwórka obróciła się w moją stronę, a ja jak najszybciej umiałam uciekłam do swojego pokoju. Skuliłam się w kłębek i pozwoliłam moim łzą swobodnie płynąć. Nie dane mi było nacieszyć się samotnością, bo nie całą minutę później drzwi do pokoju zaskrzypiały cicho. Poczułam jak łóżko ugina się pod ciężarem innej osoby. Chwilę później ktoś mnie podniósł, po ramionach poznałam Davida. Chłopak oparł się o ścianę przy łóżku, a mnie przytulił do swojej klatki. Chwile później Kev i Ash przytulali mnie po bokach, a Edzio objął mnie z przodu za szyję. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, aż się trochę uspokoiłam. W końcu przestałam płakać i tylko mój niespokojny, drżący oddech zdradzał mój stan.
-Powiesz nam co się dzieje?- zapytał Ashton. Patrzył na mnie spokojnym i zmartwionym wzrokiem.
-Nic, jestem tylko zmęczona- wyszeptałam siląc się na uśmiech- Widzisz?
-Ann, przestań kłamać- tym razem odezwał się Edd- Widać że coś się stało. Wczoraj wieczorem po powrocie z klubu też się tak zachowywałaś-jeszcze zanim skończył mówić dostał od mnie piorunujące spojrzenie.
-Nie odzywaj się- warknęłam na niego zdenerwowana.
-Czyli Edzio mówi prawdę- wtrącił się Kevin- Proszę powiedz- patrzył na mnie oczami kota ze Shreka.
-Nie- potrzasnęłam gwałtownie głową- Weźmiecie mnie za wariatkę.
-Ann co ty mówisz?- David spojrzał na mnie z niedowierzaniem- Chcemy ci pomóc. Martwimy się o ciebie.
-Nie- powiedziałam z uporem.
-Ann przestań- Ashton był już zirytowany tą sytuacją- Nie możesz całe życie polegać tylko na sobie, nawet gdybyś była najsilniejszą dziewczyną na świecie. Martwimy się o ciebie i chcemy wiedzieć o co chodzi- patrzył na mnie z uporem i troską. Zaczynałam się łamać.
-Ale obiecujcie, że mnie nie wyśmiejecie?
-Wysłuchamy cie do końca- David położył mi rękę na ramieniu, wzięłam głęboki oddech.
-Wczoraj widziałam się z moją babcią. Przyszła do mnie jak wróciłam z klubu.
-Ale ona...- Kevin zamilkł pod moim ostrzegawczym spojrzeniem.
-Wiem, że nie żyje. Powiedziała, że pomiędzy starym i nowym rokiem każda dusza może odwiedzić nasz świat na dwie godziny.
-To chyba dobrze?
-Tak. W końcu mogłam się z nią zobaczyć- nie licząc mojej próby samobójczej, dodałam w myślach. - Po jej odwiedzinach przyszedł do mnie Michael.
-Ale on, też...
-Wiem, bo...- głos mi się załamał i zaczęłam lekko płakać- bo to ja go zabiłam- schowałam twarz w dłonie. Nikt się nie odzywał, w pokoju panowała cisza przerywana jedynie moim cichym szlochem.
-Ale... dlaczego?- Ashton był wstrząśnięty.
-P-po tym jak Natan musiał uciekać, ktoś próbował mnie z-zgwałcić- głos mi się trząsł- Uderzyłam go w głowę, a wcześniej dostałam od niego w brzuch, przez co wylądowałam w szpitalu. Jak się obudziłam, policja pokazała mi zwłoki. O-okazało się że to był M-michael.
-Ann...- David przytulił mnie, a ja rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Jestem potworem- wyszeptałam.
-Nie mów tak- Edd był zdenerwowany- Ty się tylko broniłaś. Ten idiota dostał za swoje- powiedział wściekły.
-Edd, zamknij się- warknął na niego Kev, po czym popatrzył na mnie z troską- Jak nie chcesz, nie musisz nam mówić, co było dalej- pokręciłam na to głową.
-Obiecałam, że powiem, co się stało- uśmiechnęłam się do niego słabo- Okazało się, że on też nie wiedział, że to ja. Poza tym był trochę wypity. Pogadaliśmy trochę, później...- przygryzłam wargę, a po policzkach znowu zaczęły płynąć mi łzy-... Michael zszedł na temat Natana. Pokazał mi go. O-on...- chwilę dobierałam właściwie słowa- Zaczął się staczać. Chciał się zabić. Nie wiem jakim cudem, ale udało mi się do niego dotrzeć i zatrzymać go.
Nie patrzyłam na nich, czekałam, aż któryś się ruszy i nałoży mi biały kaftan. Ciężką ciszę przerwał dzwonek z mojego telefonu, który położyłam na szafkę. Ash wyciągnął rękę i podał mi dzwoniący telefon. Po melodii od razu wiedziałam, że to Kastiel. - Czego chcesz? – powiedziałam słabym głosem.
- Coś się stało? Bo słyszę zawód w twoim głosie, tak jakbyś się nie cieszyła, że dzwonię – jestem pewna, że uśmiecha się w ten denerwujący sposób.
- Streszczaj się – powiedziałam niewzruszona.
- Ann, co tam się dzieje?
- Nic.
- I myślisz, że ci uwierzę?
- Skończyłeś? Jestem zajęta.
- Przypominam o zakładzie. Nie zapomniałaś?
- O przeprowadzce? Tak.
- Już nie mogę się doczekać.
- Ja również.
- Serio?
- Ależ tak. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć cię w blondzie i różowych ciuchach, które ci kupię.
- Nie zrobisz tego, nie jesteś taka wredna – powiedział bez przekonania.
- Więc jeszcze w ogóle mnie nie znasz. Już nie mogę się doczekać mieszkania u ciebie i oglądania jak latasz i sprzątasz. – miałam dość rozmowy z nim i się rozłączyłam.
Od razu zauważyłam smutne miny chłopaków.
- Wyprowadzasz się? – zapytał Edek i zrobił smutną podkówkę.
- Niestety – mruknęłam – Grałam w bilard i przegrałam. Przez miesiąc muszę z nim mieszkać. Podejrzewam, że będę nocowała tutaj.
- Coś tam mówiłaś o różowych ciuchach i blond włosach – odezwał się Ashton.
- Odegrałam się. Przegrał i teraz musi rozjaśnić włosy na blond, chodzić w różowych ciuchach, gotować, sprzątać, po prostu mi służyć. No i jeszcze musi chodzić z takim jednym plastikiem. Z resztą, kojarzycie. Taki tleniony blond, zawsze ubrana jak pod latarnię. Tona tapety.
- A, ta. Kojarzę – skrzywił się David.
- My już też – burknął Kevin.
- Lepiej nie grać z tobą na zakład. Wyszedł gorzej od ciebie – wyszczerzył się Edd.
Sprawdziłam godzinę na telefonie, jest wpół do czternastej. Westchnęłam cicho i przeciągnęłam się.
- Muszę iść na komisariat – oznajmiłam.
- Co?! – zapytał zaskoczony Kev.
- Wczoraj w klubie znalazłam martwe dziecko – mruknęłam.
- Że co? – wykrztusił zszokowany Ashton. Reszta przyglądała mi się w osłupieniu.
- Słyszałeś, znalazłam martwe, utopione dziecko. Poćwiartowane do tego – ponownie widziałam ten psychiczny widok. Głowa na spłuczce, kończyny wokół sedesu, a tułów na sedesie. Na ścianach rysunki wykonane krwią dziecka. Jeszcze gałki oczne zaraz przy moich butach. Krew była dookoła. Otrząsnęłam się na głos na Davida.
- To Sylwka miałaś udanego – mruknął.
- Po cholerze – burknęłam.
Z drugiej strony, miło było ponownie zobaczyć Babcię, Micha i Natana. Mimo wszystko to jest dla mnie bolesne. Przygryzłam dolną wargę i ukradkiem spojrzałam na Davida. W mojej głowie pojawiły się myśli typu ,,Czemu nie powiedział nikomu, że pracuje jako barman? Jak długo będzie to ukrywał? Od kiedy tam pracuje’’ i jeszcze wiele innych. Nie będę się wypytywać Davida o to. Może sam mi powie? Zresztą, to jego sprawa. Nie będę się w to mieszać. Wtuliłam się w Davida i patrzyłam na nich osowiała.
- Jesteś jak taki misio. – powiedziałam do blondyna, który nie wiedział jak zareagować – Taka duża przytulanka.
- Okej, Ann. Może się zdrzemnij? – odezwał się w końcu.
- Nie, nie jestem śpiąca. Jesteś moim Misiakiem – zamruczałam.
- Skoro David, to Misiak. To co ze mną? – zapytał obruszony Kevin.
Spojrzałam na niego przechyloną na bok głową i opuszkami palców dotknęłam jego twarzy. Wziął mnie za wyciągniętą rękę i pocałował jej zewnętrzną oraz wewnętrzną stronę.
- Kevcio – powiedziałam po jakimś czasie.
Dziwnie na mnie spojrzał. Wzruszył ramionami.
- Może być – mruknął i trzymał moją rękę.
- No to teraz ja – usłyszałam podjadany głos Edda.
- Głąbie, przecież Ann już kiedyś dała ci ksywkę – powiedział David.
- Kiedy? – prychnął.
- Za którymś razem jak oglądaliśmy filmy. Jeszcze jak był Natan i Michael.
- Edek z krainy kredek – wymamrotałam drżącym głosem.
Mocno się zasępiłam na wspomnienie braci. Nie ma ich tutaj, a zawsze byli. Na tym łóżku. Kevin chyba wyczuł co się ze mną dzieje. Przyciągnął mnie do siebie, oplótł ramionami oraz się położył. Wtuliłam się w Keva, który patrzył na mnie czułym i zatroskanym spojrzeniem.
- Chcę do Natana - wyszeptałam rozpaczliwym głosem i zaczęłam płakać.
Kevin bez słowa wycierał moje łzy i kołysał w ramionach, w których się skuliłam.
- Spokojnie. Ann, będzie coraz lepiej - mówił cicho i ciepło.
Schowałam twarz w jego torsie i łkałam w koszulkę. Kevcio ostrożnie i powoli się podniósł. Posadził mnie bokiem do siebie i mocno przytulił.
- Będzie dobrze. - szeptał i pocałował mnie we włosy.
- Ann, dla niego zawsze będziesz całym światem. Widziałem jak na ciebie patrzył. - Ashton mówiąc to, przejął mnie od Kevina.
- Nie zostawił by ciebie od tak, musiał mieć jakiś ważny powód - usłyszałam głos Davida.
- Bo miał - wyszeptałam ze łzami w oczach. - Michael dilował narkotykami. Zadarł z tymi, co nie trzeba i cała rodzina musiała uciekać za granicę. Zupełnie się odciąć od osób tutaj - mówiłam cicho i jeszcze bardziej posmutniałam.
Pamiętałam to dokładnie. Rozstanie w moje imieniny. W ogrodzie w mojej szkole wyznał mi cudowną miłość. Zastanawiałam się czy wtedy co mu powiedziałam było szczere, czy nie chciałam sprawić mu zawodu. Doszłam do wniosku, że było szczere. Że kocham go nad życie. Chciałam mu to wtedy powiedzieć, ale był szybszy i musieliśmy zakończyć nasz związek. Nie dane nam było się porządnie pożegnać. Pamiętam każde jego słowo. Niczym blizny wyryły mi się w pamięci. ,, Michael diluje narkotykami. I zadarł nie z tymi co powinien. Całą rodziną musimy uciekać za granicę. Musiałem zmienić numer. Podejrzewam, że nie prędko wrócę do Polski. Za godzinę mam samolot. To jest pożegnalna impreza. Przepraszam, że mówię ci dopiero teraz i do tego w twoje imieniny, ale nie miałem wystarczająco dużo odwagi." Na chama zabrali go jego kumple. Później była próba gwałtu i zabiłam Micha.
W głowie ciągle słyszałam te same słowa.
,, Kocham cię. Żadną dziewczynę nie kochałem bardziej niż ciebie. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś ci się stało. Naprawdę kocham cię" Czułam się przy nim taka szczęśliwa. Jego bliskość, której nigdy nie było mi dość, dawała mi poczucie spełnienia oraz szczęścia. Rzeczywistość brutalnie ściągnęła mnie ze wspomnień.
- A co z ksywką dla mnie? - przy uchu słyszałam ciepły szept szatyna.
Wyciągnęłam rękę i na ślepo badałam jego ciało oraz twarz.
- Ashto? - zapytałam cicho i przejechałam dłonią po torsie Ashtona jednocześnie opuszczając dłoń na jego nogi.
- Dobrze smoczyco - zamruczał i pocałował mnie pod dolną wargą.
Smoczyca? W sumie, to jest mi obojętne. Płatki zmieniłam na drugą stronę i po dłuższym czasie zdjęłam je z oczu. Kevin leży na boku zaraz przy mnie i to jego ręka rysowała wzorki na moim brzuchu. Uśmiechnął się lekko.
- Wyglądasz już znacznie lepiej - powiedział i musnął mnie w kącik ust.
- To idę się tak pokazać ludziom - mruknęłam i wstałam z łóżka.
Wyrzuciłam płatki. Z blatu biurka zabrałam swoje słuchawki i podłączyłam je do telefonu. Bez słowa pożegnania wyszłam z pokoju. Ubrałam się i wyszłam na zewnątrz.
Wykończona psychicznie wróciłam do domu. Od razu przemknęłam do swojego pokoju. Rękaw od swetra podwinął się i patrzyłam na nacięcie na nadgarstku. Razem z Natanem wymieszaliśmy swoją krew. Michael. Zbłąkana dusza. Znak. W głowie od razu mi się przypomniało jak oglądałam zawieszkę na rzemyku Michaela. Przez wspomnienie jak widziałam staczającego się Natana czułam gulę w gardle i dusiłam się od tłumionego płaczu.
Znowu zaczęłam płakałać. Z każdą wypływającą łzą robiłam się bezsilna i przegrana. Straciłam wszelkie chęci i siły na podjęcie walki. Spadałam coraz niżej. Wokół mnie dryfowała ciemność. Zrozpaczone serce tłukło mi się w piersi i czekałam, aż nie wytrzyma i się rozpadnie. Zakończę swój żywot. Będzie po wszystkim. Za słaba na walkę. Za słaba na wykonanie jakiegokolwiek poruszenia.
Do pokoju ktoś wszedł i podniósł mnie oraz przytulił. Nie przytomnym i rozmazanym wzrokiem rozejrzałam się. Widziałam zamazaną, rudą fryzurę.
- Kevcio? - chciałam zapytać, ale nie dałam radę wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
- Ann. Proszę, przestań. Jesteś zbyt piękna, żeby płakać - mówił do czule i patrzył zmartwiony.
- N-nie umiem ich powstrzymać - wyktrzusiłam zdławionym głosem.
- Może mi się uda? - zapytałam cicho i pochylił się nade mną wzrokiem pytając o pozwolenie.
Ja... Nie wiem, czy tego chcę. Zamknęłam oczy i delikatnie uniosłam twarz w jego kierunku. Na swoich ustach poczułam wargi Kevina w niepewnym pocałunku. Delikatnie poruszyłam ustami. Rudowłosy przyciągnął mnie bliżej i każdy jego pocałunek był czulszy od poprzedniego. Ostrożnie położyłam rękę na szyi Kevina. Ręce chłopaka znalazły miejsce na mojej talii. Jestem spragniona pocałunków oraz czułości. Nie wiem kiedy czułość przerodziła się w namiętność. Wpiłam się w jego usta, a Kevin przygryzł mi dolną wargę. Podwijał dla mnie sweter i rękoma pieścił moją skórę. Z pocałunkami przeszedł na szyję i zdjął mój sweter. Kierował się na ramiona. Chwilę później był bez koszulki.
- Pragnę Cię - usłyszałam jego zmysłowe mruczenie.
- Proszę, Ann. Napaliłem się - znacząco wskazał na wybrzuszenie w swoich spodniach.
- Nie. Przepraszam. Nie chcę. Nie jestem gotowa - wyszeptałam.
- Ale się nimi pozajmować? - zapytał i położył ręce przy moich piersiach.
- Nie wiem - powiedziałam cicho po dłuższym czasie. - To jest przyjemne, ale nie mam ochoty.
Smutny pokiwał głową. Pocałował mnie w piersi, a następnie w usta. Ubrałam się, tak samo on. Położyłam się na boku.
A więc niewiele brakowało żebym się przespała z Kevinem.
Znowu po głowie chodził mi ten znak. Idealnie by się komponował na tle perkusji. Podniosłam się. Z biurka wyciągnęłam czerwoną, czarną, szarą farbę oraz palety z pędzelkami. Odsunęłam perkusję i zeszłam na dół po kątówkę oraz miarkę. Chłopaki zainteresowani poszli za mną na górę. Zrobiłam idealne miary i przygotowałam farby. Przebrałam się w luźny top i malowałam znak błąkających się dusz na mojej ścianie. Używałam pędzelków oraz rąk. Kiedy kończyłam David namoczył palec w farbie i z szelmowskim uśmiechem maznął Edka. I tym sposobem powstała wojna na smarowanie się farbami. Mnie też to wyciągnęli. Miałam ubawu i trochę mi to pomogło. Najbardziej kolorowy jest mój dekolt. Na twarzy i szyi też jestem pomalowana, ale w mniejszym stopniu. To nic w porównaniu z Misiakiem. On może zostać żywym obrazem abstrakcji. Mimo tego, jest wyszczerzony.
- Idę się wykąpać - oznajmiłam.
______________
No i jest :D
Musiałam dać tą bombę z Kevinem, bo inaczej wydał by mi się nudny.
Ogromne podziękowania należą się dla Jenny Wayne. Gdyby nie ona, to dużej części tego rozdziału by nie było, nie wiem czy w ogóle by był.
Nie bijcie za brak akapitów. Prawie połowę pisałam na telefonie, bo do końca tygodnia nie mam kompa.
Może być ciutkę nijaki, ale staram się trochę porozkręcać.
Zeszłam do łazienki. W lustrze zobaczyłam swoje marne odbicie. Rozmazany wczorajszy makijaż, mocno potargane włosy, pogniecione ubrania i napuchnięte powieki. Miss Świata. Do wanny napuściłam ciepłej wody i wlałam płyn do kąpieli. Zmyłam resztki makijażu, rozebrałam się i zanurzyłam w wodzie. Patrzyłam na rozcięcie na nadgarstku. Wszystko boleśnie wróciło, głowę umieściłam pod taflą wody. Nienawidzę uczucia, gdy do nosa napływa mi woda. Otępiała umyłam się i zawinęłam w szlafrok.
-Kurwa- usłyszałam Davida, a chwilę później dźwięk roztrzaskującego się szkła. Weszłam szybko do kuchni, chłopaki zbledli jak tylko mnie zobaczyli. Na podłodze leżał rozbity mój ulubiony kubek, który dostałam od babci.
-Co się stało?- spytałam lekko otępiała.
-Ann, my...- otępienie przechodziło, a jego miejsce zajmował gniew.
-Który debil ruszał moje rzeczy- ich oczy były jak spodki- Pytam się który?!- wydarłam się na nich.
-On!- krzyknęli razem, a każdy wskazywał na innego. Zza framugi drzwi wyglądał zaciekawiony Darken. Chwyciłam butelkę wody, która na stole i rzuciłam w ich stronę. Nie trafiłam żadnego z nich, a butelka uderzyła w ścianę na końcu kuchni.
-Macie szczęście, że to tylko butelka- powiedziałam próbując się uspokoić.
Bez słowa poszłam do salonu i położyłam się na kanapie. Zaraz za mną szedł Darken i wskoczył mi na brzuch. Otoczyłam go rękoma i głaskałam. Czułam piekące łzy, jestem załamana tym wszystkim.
- Wszystko w porządku? – zapytał zatroskany Kev, który zaraz się przy mnie pojawił.
-A nie wygląda?- uśmiechnęłam się do niego, musiałam przed nimi grać jak najdłużej się dało- O co chodzi?
-Zrobiliśmy ci śniadanie, tak w ramach przeprosin- zarumienił się lekko.
-Dziękuję wam, ale nie jestem głodna.
-Powiem im- posmutniał, a ja poczułam wyrzuty sumienia.
-Chodź tu- podniosłam się i rozłożyłam ramiona, a on wtulił się we mnie.
-Kevin, zjadła cie?- usłyszałam przytłumiony głos Edda, rudy nic nie odpowiedział.
-Chyba serio mu coś zrobiła- wyszeptał trochę za głośno David
- Idźcie sprawdzić. – rozkazał Ashton.
-Zdurniałeś do reszty? Jeszcze mi coś zrobi- powiedział wystraszony David.
-To idziemy razem.
-Tu się jebnij, masz, dam ci patelnie - tym razem był to Edd.
-Powiedziałem, idziemy- chwilę się szarpali, dwie minuty później zostali wepchnięci do salonu
Cała trójka była nieźle zaskoczona tym jak nas została. Kevin w końcu oderwał się od mnie i popatrzył na nich wilkiem. -I co się gapicie?- burknął zły. Edd tylko otwierał i zamykał usta z szoku, przez co zaczęłam chichotać.
-Edd, przestań udawać rybę, bo i tak wychodzi ci to gorzej niż fatalnie.
-Czy wy się...
-Przytulaliśmy? Tak. Kevin zasłużył w przeciwieństwie do was- powiedziałam bez większego zainteresowania.
- Niby za co?
- Bo się odważył do mnie przyjść – mruknęłam.
Nagle rzucili mi się na szyję, tak, że spadłam z kanapy, a moje nogi wystawały ponad nią.
-Zbiorowy przytulas- usłyszałam przytłumiony głos Edda. Poczułam jak ktoś mnie podnosi do pozycji siedzącej i przytula przy okazji,
poznałam uścisk Davida.
Zaraz potem dołączyła się jeszcze dwoje ramion.
-To już podchodzi pod gwałt zbiorowy- zaśmiałam się.
***Ashton***
Kev nie wraca od 5 minut, a z wściekłą Ann nigdy nic nie wiadomo.
-Kevin, zjadła cie?- wykrzyczał Edd, ale nie odpowiedziała nam głucha cisza.
-Chyba serio mu coś zrobiła- mruknął David.
-Idźcie sprawdzić- powiedziałem.
-Zdurniałeś do reszty? Jeszcze mi coś zrobi- powiedział wystraszony David
-To idziemy razem.
- Tu się jebnij, masz, dam ci patelnie - tym razem był to Edd.
-Powiedziałem, idziemy- byłem spokojny, ale nie wiem na jak długo, z tymi debilami wszystko jest możliwe. Wyprowadziłem ich siłą z kuchni i wepchnąłem do salonu, to co tam zobaczyłem nieźle mnie zdziwiło. Na kanapie Ann przytulała do siebie Keva, który oderwał się od niej i popatrzył po nas wilkiem.
-I co się gapicie?- burknął zły. Edd tylko otwierał i zamykał usta z szoku, przez co Ann zaczęła chichotać.
-Edd, przestań udawać rybę, bo i tak wychodzi ci to gorzej niż fatalnie.
-Czy wy się...
-Przytulaliśmy? Tak. Kevin zasłużył w przeciwieństwie do was- powiedziała bez większego zainteresowania.
- Niby za co?
- Bo się odważył do mnie przyjść – mruknęła.
Nagle Edd rzucił się na nią, przez co spadła z kanapy.
-Zbiorowy przytulas- wymruczał w nią.
Dołączył się do niego Kev i Dav, który przy okazji podniósł ją do pozycji siedzącej. Uśmiechnąłem się pod nosem i również ją objąłem.
-To już podchodzi pod gwałt zbiorowy- zaśmiała się, spojrzałem na nią. Była nieobecna, mimo tak szczerych słów. Coś się działo, a ona to przed nami ukrywała.
-Puśćcie mnie. Chce obejrzeć telewizję-zrobiliśmy to niechętnie, w telewizji leciała pora na przygodę. Głowa coraz bardziej mnie bolała, a Edd zaczął się jeszcze drażnić z Ann.
-Używałem twojej szczoteczki do zębów- wyszczerzył się do niej pewny że nic mu nie zrobi.
-Moich tamponów też używałeś?- odgryzła się chłodno.
-Możesz się zamknąć-warknąłem na bruneta.
-Czyżby kac?- zapytał Kev- Pocieszę cię, że cierpimy razem z tobą- wyszczerzył się do mnie.
-W chuj mi to pomoże- mruknąłem niezadowolony.
-Nie przesadzaj, nikt nie ma lepiej- prychnął ba mnie David. Kłóciliśmy się tak dobrych 10 minut. Nagle Ann zaczęła płakać i uciekła szybko na górę. Popatrzyliśmy po sobie zdziwieni, Ann jeszcze nigdy się tak nie zachowywała. Pierwszy poszedłem za nią na górę.
***Ann***
Chłopaki kłócili się, a ja czułam się coraz bardziej przygnębiona. Nagle zaczęłam płakać, jak na zwołanie cała czwórka obróciła się w moją stronę, a ja jak najszybciej umiałam uciekłam do swojego pokoju. Skuliłam się w kłębek i pozwoliłam moim łzą swobodnie płynąć. Nie dane mi było nacieszyć się samotnością, bo nie całą minutę później drzwi do pokoju zaskrzypiały cicho. Poczułam jak łóżko ugina się pod ciężarem innej osoby. Chwilę później ktoś mnie podniósł, po ramionach poznałam Davida. Chłopak oparł się o ścianę przy łóżku, a mnie przytulił do swojej klatki. Chwile później Kev i Ash przytulali mnie po bokach, a Edzio objął mnie z przodu za szyję. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, aż się trochę uspokoiłam. W końcu przestałam płakać i tylko mój niespokojny, drżący oddech zdradzał mój stan.
-Powiesz nam co się dzieje?- zapytał Ashton. Patrzył na mnie spokojnym i zmartwionym wzrokiem.
-Nic, jestem tylko zmęczona- wyszeptałam siląc się na uśmiech- Widzisz?
-Ann, przestań kłamać- tym razem odezwał się Edd- Widać że coś się stało. Wczoraj wieczorem po powrocie z klubu też się tak zachowywałaś-jeszcze zanim skończył mówić dostał od mnie piorunujące spojrzenie.
-Nie odzywaj się- warknęłam na niego zdenerwowana.
-Czyli Edzio mówi prawdę- wtrącił się Kevin- Proszę powiedz- patrzył na mnie oczami kota ze Shreka.
-Nie- potrzasnęłam gwałtownie głową- Weźmiecie mnie za wariatkę.
-Ann co ty mówisz?- David spojrzał na mnie z niedowierzaniem- Chcemy ci pomóc. Martwimy się o ciebie.
-Nie- powiedziałam z uporem.
-Ann przestań- Ashton był już zirytowany tą sytuacją- Nie możesz całe życie polegać tylko na sobie, nawet gdybyś była najsilniejszą dziewczyną na świecie. Martwimy się o ciebie i chcemy wiedzieć o co chodzi- patrzył na mnie z uporem i troską. Zaczynałam się łamać.
-Ale obiecujcie, że mnie nie wyśmiejecie?
-Wysłuchamy cie do końca- David położył mi rękę na ramieniu, wzięłam głęboki oddech.
-Wczoraj widziałam się z moją babcią. Przyszła do mnie jak wróciłam z klubu.
-Ale ona...- Kevin zamilkł pod moim ostrzegawczym spojrzeniem.
-Wiem, że nie żyje. Powiedziała, że pomiędzy starym i nowym rokiem każda dusza może odwiedzić nasz świat na dwie godziny.
-To chyba dobrze?
-Tak. W końcu mogłam się z nią zobaczyć- nie licząc mojej próby samobójczej, dodałam w myślach. - Po jej odwiedzinach przyszedł do mnie Michael.
-Ale on, też...
-Wiem, bo...- głos mi się załamał i zaczęłam lekko płakać- bo to ja go zabiłam- schowałam twarz w dłonie. Nikt się nie odzywał, w pokoju panowała cisza przerywana jedynie moim cichym szlochem.
-Ale... dlaczego?- Ashton był wstrząśnięty.
-P-po tym jak Natan musiał uciekać, ktoś próbował mnie z-zgwałcić- głos mi się trząsł- Uderzyłam go w głowę, a wcześniej dostałam od niego w brzuch, przez co wylądowałam w szpitalu. Jak się obudziłam, policja pokazała mi zwłoki. O-okazało się że to był M-michael.
-Ann...- David przytulił mnie, a ja rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Jestem potworem- wyszeptałam.
-Nie mów tak- Edd był zdenerwowany- Ty się tylko broniłaś. Ten idiota dostał za swoje- powiedział wściekły.
-Edd, zamknij się- warknął na niego Kev, po czym popatrzył na mnie z troską- Jak nie chcesz, nie musisz nam mówić, co było dalej- pokręciłam na to głową.
-Obiecałam, że powiem, co się stało- uśmiechnęłam się do niego słabo- Okazało się, że on też nie wiedział, że to ja. Poza tym był trochę wypity. Pogadaliśmy trochę, później...- przygryzłam wargę, a po policzkach znowu zaczęły płynąć mi łzy-... Michael zszedł na temat Natana. Pokazał mi go. O-on...- chwilę dobierałam właściwie słowa- Zaczął się staczać. Chciał się zabić. Nie wiem jakim cudem, ale udało mi się do niego dotrzeć i zatrzymać go.
Nie patrzyłam na nich, czekałam, aż któryś się ruszy i nałoży mi biały kaftan. Ciężką ciszę przerwał dzwonek z mojego telefonu, który położyłam na szafkę. Ash wyciągnął rękę i podał mi dzwoniący telefon. Po melodii od razu wiedziałam, że to Kastiel. - Czego chcesz? – powiedziałam słabym głosem.
- Coś się stało? Bo słyszę zawód w twoim głosie, tak jakbyś się nie cieszyła, że dzwonię – jestem pewna, że uśmiecha się w ten denerwujący sposób.
- Streszczaj się – powiedziałam niewzruszona.
- Ann, co tam się dzieje?
- Nic.
- I myślisz, że ci uwierzę?
- Skończyłeś? Jestem zajęta.
- Przypominam o zakładzie. Nie zapomniałaś?
- O przeprowadzce? Tak.
- Już nie mogę się doczekać.
- Ja również.
- Serio?
- Ależ tak. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć cię w blondzie i różowych ciuchach, które ci kupię.
- Nie zrobisz tego, nie jesteś taka wredna – powiedział bez przekonania.
- Więc jeszcze w ogóle mnie nie znasz. Już nie mogę się doczekać mieszkania u ciebie i oglądania jak latasz i sprzątasz. – miałam dość rozmowy z nim i się rozłączyłam.
Od razu zauważyłam smutne miny chłopaków.
- Wyprowadzasz się? – zapytał Edek i zrobił smutną podkówkę.
- Niestety – mruknęłam – Grałam w bilard i przegrałam. Przez miesiąc muszę z nim mieszkać. Podejrzewam, że będę nocowała tutaj.
- Coś tam mówiłaś o różowych ciuchach i blond włosach – odezwał się Ashton.
- Odegrałam się. Przegrał i teraz musi rozjaśnić włosy na blond, chodzić w różowych ciuchach, gotować, sprzątać, po prostu mi służyć. No i jeszcze musi chodzić z takim jednym plastikiem. Z resztą, kojarzycie. Taki tleniony blond, zawsze ubrana jak pod latarnię. Tona tapety.
- A, ta. Kojarzę – skrzywił się David.
- My już też – burknął Kevin.
- Lepiej nie grać z tobą na zakład. Wyszedł gorzej od ciebie – wyszczerzył się Edd.
Sprawdziłam godzinę na telefonie, jest wpół do czternastej. Westchnęłam cicho i przeciągnęłam się.
- Muszę iść na komisariat – oznajmiłam.
- Co?! – zapytał zaskoczony Kev.
- Wczoraj w klubie znalazłam martwe dziecko – mruknęłam.
- Że co? – wykrztusił zszokowany Ashton. Reszta przyglądała mi się w osłupieniu.
- Słyszałeś, znalazłam martwe, utopione dziecko. Poćwiartowane do tego – ponownie widziałam ten psychiczny widok. Głowa na spłuczce, kończyny wokół sedesu, a tułów na sedesie. Na ścianach rysunki wykonane krwią dziecka. Jeszcze gałki oczne zaraz przy moich butach. Krew była dookoła. Otrząsnęłam się na głos na Davida.
- To Sylwka miałaś udanego – mruknął.
- Po cholerze – burknęłam.
Z drugiej strony, miło było ponownie zobaczyć Babcię, Micha i Natana. Mimo wszystko to jest dla mnie bolesne. Przygryzłam dolną wargę i ukradkiem spojrzałam na Davida. W mojej głowie pojawiły się myśli typu ,,Czemu nie powiedział nikomu, że pracuje jako barman? Jak długo będzie to ukrywał? Od kiedy tam pracuje’’ i jeszcze wiele innych. Nie będę się wypytywać Davida o to. Może sam mi powie? Zresztą, to jego sprawa. Nie będę się w to mieszać. Wtuliłam się w Davida i patrzyłam na nich osowiała.
- Jesteś jak taki misio. – powiedziałam do blondyna, który nie wiedział jak zareagować – Taka duża przytulanka.
- Okej, Ann. Może się zdrzemnij? – odezwał się w końcu.
- Nie, nie jestem śpiąca. Jesteś moim Misiakiem – zamruczałam.
- Skoro David, to Misiak. To co ze mną? – zapytał obruszony Kevin.
Spojrzałam na niego przechyloną na bok głową i opuszkami palców dotknęłam jego twarzy. Wziął mnie za wyciągniętą rękę i pocałował jej zewnętrzną oraz wewnętrzną stronę.
- Kevcio – powiedziałam po jakimś czasie.
Dziwnie na mnie spojrzał. Wzruszył ramionami.
- Może być – mruknął i trzymał moją rękę.
- No to teraz ja – usłyszałam podjadany głos Edda.
- Głąbie, przecież Ann już kiedyś dała ci ksywkę – powiedział David.
- Kiedy? – prychnął.
- Za którymś razem jak oglądaliśmy filmy. Jeszcze jak był Natan i Michael.
- Edek z krainy kredek – wymamrotałam drżącym głosem.
Mocno się zasępiłam na wspomnienie braci. Nie ma ich tutaj, a zawsze byli. Na tym łóżku. Kevin chyba wyczuł co się ze mną dzieje. Przyciągnął mnie do siebie, oplótł ramionami oraz się położył. Wtuliłam się w Keva, który patrzył na mnie czułym i zatroskanym spojrzeniem.
- Chcę do Natana - wyszeptałam rozpaczliwym głosem i zaczęłam płakać.
Kevin bez słowa wycierał moje łzy i kołysał w ramionach, w których się skuliłam.
- Spokojnie. Ann, będzie coraz lepiej - mówił cicho i ciepło.
Schowałam twarz w jego torsie i łkałam w koszulkę. Kevcio ostrożnie i powoli się podniósł. Posadził mnie bokiem do siebie i mocno przytulił.
- Będzie dobrze. - szeptał i pocałował mnie we włosy.
- Ann, dla niego zawsze będziesz całym światem. Widziałem jak na ciebie patrzył. - Ashton mówiąc to, przejął mnie od Kevina.
- Nie zostawił by ciebie od tak, musiał mieć jakiś ważny powód - usłyszałam głos Davida.
- Bo miał - wyszeptałam ze łzami w oczach. - Michael dilował narkotykami. Zadarł z tymi, co nie trzeba i cała rodzina musiała uciekać za granicę. Zupełnie się odciąć od osób tutaj - mówiłam cicho i jeszcze bardziej posmutniałam.
Pamiętałam to dokładnie. Rozstanie w moje imieniny. W ogrodzie w mojej szkole wyznał mi cudowną miłość. Zastanawiałam się czy wtedy co mu powiedziałam było szczere, czy nie chciałam sprawić mu zawodu. Doszłam do wniosku, że było szczere. Że kocham go nad życie. Chciałam mu to wtedy powiedzieć, ale był szybszy i musieliśmy zakończyć nasz związek. Nie dane nam było się porządnie pożegnać. Pamiętam każde jego słowo. Niczym blizny wyryły mi się w pamięci. ,, Michael diluje narkotykami. I zadarł nie z tymi co powinien. Całą rodziną musimy uciekać za granicę. Musiałem zmienić numer. Podejrzewam, że nie prędko wrócę do Polski. Za godzinę mam samolot. To jest pożegnalna impreza. Przepraszam, że mówię ci dopiero teraz i do tego w twoje imieniny, ale nie miałem wystarczająco dużo odwagi." Na chama zabrali go jego kumple. Później była próba gwałtu i zabiłam Micha.
W głowie ciągle słyszałam te same słowa.
,, Kocham cię. Żadną dziewczynę nie kochałem bardziej niż ciebie. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś ci się stało. Naprawdę kocham cię" Czułam się przy nim taka szczęśliwa. Jego bliskość, której nigdy nie było mi dość, dawała mi poczucie spełnienia oraz szczęścia. Rzeczywistość brutalnie ściągnęła mnie ze wspomnień.
Widziałam zatroskane spojrzenia chłopaków. Ashton delikatnie głaskał mnie po głowie i pocałował w policzek. Próbowałam się odciąć poprzez schowanie twarzy w jego torsie, a z włosów zrobić kurtynę. Udało się, wszystko było zasłonięte przez czarne włosy.
- Muszę w końcu iść na ten komisariat - wszystko przerwało mój słaby głos.
- Pójdę z tobą - odezwał się Edd.
- Nie. Chcę być sama - wyszeptałam i już nie nalegali, tylko popatrzyli na mnie smutno.
Odsunęłam się od Ashtona. Bez słowa poszłam do toalety. Muszę coś zrobić ze swoim wygląda. Silna i dumna Ann odeszła. Została tylko skorupa. Wspomnienia. Jestem słaba, płaczliwa, żałosna i dręczona bólem oraz wyrzutami sumienia.
Dopiero teraz zauważyłam, że od kilku minutach stoję bez ruchu i patrzę w odbicie swoich zmęczonym życiem oczu. Przemyłam twarz zimną wodą, uczesałam potargane włosy i zastanawiałam się co zrobić z zapuchniętymi i czerwonymi oczami. Płatki kosmetyczne namoczyłam w zimnej wodzie. Poszłam do swojego pokoju, położyłam się na łóżku i umieściłam zimne okłady na oczy. Czułam jak ktoś opuszkami palców rysuje wzroki na moim brzuchu wsadzając mi rękę pod sweter.- Muszę w końcu iść na ten komisariat - wszystko przerwało mój słaby głos.
- Pójdę z tobą - odezwał się Edd.
- Nie. Chcę być sama - wyszeptałam i już nie nalegali, tylko popatrzyli na mnie smutno.
Odsunęłam się od Ashtona. Bez słowa poszłam do toalety. Muszę coś zrobić ze swoim wygląda. Silna i dumna Ann odeszła. Została tylko skorupa. Wspomnienia. Jestem słaba, płaczliwa, żałosna i dręczona bólem oraz wyrzutami sumienia.
- A co z ksywką dla mnie? - przy uchu słyszałam ciepły szept szatyna.
Wyciągnęłam rękę i na ślepo badałam jego ciało oraz twarz.
- Ashto? - zapytałam cicho i przejechałam dłonią po torsie Ashtona jednocześnie opuszczając dłoń na jego nogi.
- Dobrze smoczyco - zamruczał i pocałował mnie pod dolną wargą.
Smoczyca? W sumie, to jest mi obojętne. Płatki zmieniłam na drugą stronę i po dłuższym czasie zdjęłam je z oczu. Kevin leży na boku zaraz przy mnie i to jego ręka rysowała wzorki na moim brzuchu. Uśmiechnął się lekko.
- Wyglądasz już znacznie lepiej - powiedział i musnął mnie w kącik ust.
- To idę się tak pokazać ludziom - mruknęłam i wstałam z łóżka.
Wyrzuciłam płatki. Z blatu biurka zabrałam swoje słuchawki i podłączyłam je do telefonu. Bez słowa pożegnania wyszłam z pokoju. Ubrałam się i wyszłam na zewnątrz.
Z telefonu wybrałam jakąś piosenkę i bez wyrazu kroczyłam między zmarzniętymi ludźmi.Jest zimna i całkiem niezły ziąb. Pierwszego stycznia, niby czego ja się mogłam spodziewać? Nie miałam w sobie żadnych pozytywnych emocji. Żal, smutek, rozpacz, tęsknota i wiele innych, które tylko mnie przygnębiały.
Na komendzie spędziłam dość dużo czasu. Policjanci co chwila zasypywali mnie niewygodnymi pytaniami. Kilka razy zadawali te same pytanie, na które zawsze odpowiadałam tą samą odpowiedzią.Wykończona psychicznie wróciłam do domu. Od razu przemknęłam do swojego pokoju. Rękaw od swetra podwinął się i patrzyłam na nacięcie na nadgarstku. Razem z Natanem wymieszaliśmy swoją krew. Michael. Zbłąkana dusza. Znak. W głowie od razu mi się przypomniało jak oglądałam zawieszkę na rzemyku Michaela. Przez wspomnienie jak widziałam staczającego się Natana czułam gulę w gardle i dusiłam się od tłumionego płaczu.
Znowu zaczęłam płakałać. Z każdą wypływającą łzą robiłam się bezsilna i przegrana. Straciłam wszelkie chęci i siły na podjęcie walki. Spadałam coraz niżej. Wokół mnie dryfowała ciemność. Zrozpaczone serce tłukło mi się w piersi i czekałam, aż nie wytrzyma i się rozpadnie. Zakończę swój żywot. Będzie po wszystkim. Za słaba na walkę. Za słaba na wykonanie jakiegokolwiek poruszenia.
Do pokoju ktoś wszedł i podniósł mnie oraz przytulił. Nie przytomnym i rozmazanym wzrokiem rozejrzałam się. Widziałam zamazaną, rudą fryzurę.
- Kevcio? - chciałam zapytać, ale nie dałam radę wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
Płacz dusił i zabijał mnie od środka.
Brązowooki pocałunkami ścierał moje łzy, a było ich sporo. Szlochałam cicho.- Ann. Proszę, przestań. Jesteś zbyt piękna, żeby płakać - mówił do czule i patrzył zmartwiony.
- N-nie umiem ich powstrzymać - wyktrzusiłam zdławionym głosem.
- Może mi się uda? - zapytałam cicho i pochylił się nade mną wzrokiem pytając o pozwolenie.
Ja... Nie wiem, czy tego chcę. Zamknęłam oczy i delikatnie uniosłam twarz w jego kierunku. Na swoich ustach poczułam wargi Kevina w niepewnym pocałunku. Delikatnie poruszyłam ustami. Rudowłosy przyciągnął mnie bliżej i każdy jego pocałunek był czulszy od poprzedniego. Ostrożnie położyłam rękę na szyi Kevina. Ręce chłopaka znalazły miejsce na mojej talii. Jestem spragniona pocałunków oraz czułości. Nie wiem kiedy czułość przerodziła się w namiętność. Wpiłam się w jego usta, a Kevin przygryzł mi dolną wargę. Podwijał dla mnie sweter i rękoma pieścił moją skórę. Z pocałunkami przeszedł na szyję i zdjął mój sweter. Kierował się na ramiona. Chwilę później był bez koszulki.
- Pragnę Cię - usłyszałam jego zmysłowe mruczenie.
Robił mi malinkę na ramieniu, a jedną ręką rozpiął dla mnie biustonosz oraz rękoma pieścił moje piersi z widocznym uwielbieniem na twarzy. Położył mnie na łóżku całując przy tym. W oczach Kevina widziałam ogniki napalenia oraz pożądanie połączenie z oczarowaniem. Składał gorące pocałunki na moich piersiach. Każdy skrawek był wybadany jego ustami. Zabrał się za moje sutki, które na przemian ssał i przygryzał. Dłońmi zsuwał mi spodnie.
- Kevin, ja nie chcę - odezwałam się cicho. Spojrzał na mnie błagalnie.- Proszę, Ann. Napaliłem się - znacząco wskazał na wybrzuszenie w swoich spodniach.
- Nie. Przepraszam. Nie chcę. Nie jestem gotowa - wyszeptałam.
- Ale się nimi pozajmować? - zapytał i położył ręce przy moich piersiach.
- Nie wiem - powiedziałam cicho po dłuższym czasie. - To jest przyjemne, ale nie mam ochoty.
Smutny pokiwał głową. Pocałował mnie w piersi, a następnie w usta. Ubrałam się, tak samo on. Położyłam się na boku.
A więc niewiele brakowało żebym się przespała z Kevinem.
Znowu po głowie chodził mi ten znak. Idealnie by się komponował na tle perkusji. Podniosłam się. Z biurka wyciągnęłam czerwoną, czarną, szarą farbę oraz palety z pędzelkami. Odsunęłam perkusję i zeszłam na dół po kątówkę oraz miarkę. Chłopaki zainteresowani poszli za mną na górę. Zrobiłam idealne miary i przygotowałam farby. Przebrałam się w luźny top i malowałam znak błąkających się dusz na mojej ścianie. Używałam pędzelków oraz rąk. Kiedy kończyłam David namoczył palec w farbie i z szelmowskim uśmiechem maznął Edka. I tym sposobem powstała wojna na smarowanie się farbami. Mnie też to wyciągnęli. Miałam ubawu i trochę mi to pomogło. Najbardziej kolorowy jest mój dekolt. Na twarzy i szyi też jestem pomalowana, ale w mniejszym stopniu. To nic w porównaniu z Misiakiem. On może zostać żywym obrazem abstrakcji. Mimo tego, jest wyszczerzony.
- Idę się wykąpać - oznajmiłam.
- Pomogę ci - wyszczerzył się Edek.
- Nie. Poradzę sobie.
Edek niezrażony szedł za mną.
- Edek, do cholery. Nie łaź za mną - powiedziałam stanowczo.
- Pomogę ci się rozebrać - uśmiechnął się w zboczony sposób.
- To wtedy pomogę ci wylecieć przez okno - uśmiechnęłam się niewinnie.
- Trzeba się poświęcać. - wzruszył ramionami.
- To poświęć się tym, że nie rozbierzesz mnie - mruknęłam i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
Rozebrałam się i napuściłam ciepłej wody do wanny. Wlałam czekoladowy płyn do kąpieli. Po łazience rozniósł się przyjemny aromat. Zanurzyłam się w wodzie i dokładnie umyłam. Owinięta w ręcznik poszłam do garderoby po ubrania, a raczej piżamę dla siebie. Jest już późno.
Nałożyłam bardzo krótkie spodenki oraz dużą i luźną koszulkę z krótkim rękawem. Poszłam do łazienki wysuszyć włosy. W pewnym momencie wszedł David i korzystając z umywalki umył się z farby. Rozebrał się od pasa w górę i usiadł na krawędzi wanny.
- Coś nie tak? - zapytałam zmniejszając nawiew żeby mnie słyszał.
- Chcę się wykąpać - mruknął.
- Zaraz skończę - oznajmiłam.
Wysuszyłam do końca włosy i odłożyłam suszarkę na blat szafki. Chwilę później od tyłu obejmował mnie blondyn.
- Chcę się wykąpać z tobą - wymruczał mi do ucha i całował po szyi.
- Spóźniłeś się - mruknęłam.
Wydostałam się z jego objęć i szłam na górę. Zanim wyszłam David klepnął mnie w pośladek oraz uśmiechnął się łobuzersko. Położyłam się na łóżku i patrzyłam na malowidło. Teraz musi tylko wyschnąć. Odwaliłam kawał dobrej roboty. Dopiero teraz na łóżku zauważyłam królika. Przyciągnęłam go i głaskałam. Kiedy byłam na wpół śpiąca, przyszedł David, który ułożył się obok. Położył głowę na moim biuście i cały się we mnie wtulił.
Jego spokojny oddech zaprowadził mnie do krainy snów.Edek niezrażony szedł za mną.
- Edek, do cholery. Nie łaź za mną - powiedziałam stanowczo.
- Pomogę ci się rozebrać - uśmiechnął się w zboczony sposób.
- To wtedy pomogę ci wylecieć przez okno - uśmiechnęłam się niewinnie.
- Trzeba się poświęcać. - wzruszył ramionami.
- To poświęć się tym, że nie rozbierzesz mnie - mruknęłam i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
Rozebrałam się i napuściłam ciepłej wody do wanny. Wlałam czekoladowy płyn do kąpieli. Po łazience rozniósł się przyjemny aromat. Zanurzyłam się w wodzie i dokładnie umyłam. Owinięta w ręcznik poszłam do garderoby po ubrania, a raczej piżamę dla siebie. Jest już późno.
Nałożyłam bardzo krótkie spodenki oraz dużą i luźną koszulkę z krótkim rękawem. Poszłam do łazienki wysuszyć włosy. W pewnym momencie wszedł David i korzystając z umywalki umył się z farby. Rozebrał się od pasa w górę i usiadł na krawędzi wanny.
- Coś nie tak? - zapytałam zmniejszając nawiew żeby mnie słyszał.
- Chcę się wykąpać - mruknął.
- Zaraz skończę - oznajmiłam.
Wysuszyłam do końca włosy i odłożyłam suszarkę na blat szafki. Chwilę później od tyłu obejmował mnie blondyn.
- Chcę się wykąpać z tobą - wymruczał mi do ucha i całował po szyi.
- Spóźniłeś się - mruknęłam.
Wydostałam się z jego objęć i szłam na górę. Zanim wyszłam David klepnął mnie w pośladek oraz uśmiechnął się łobuzersko. Położyłam się na łóżku i patrzyłam na malowidło. Teraz musi tylko wyschnąć. Odwaliłam kawał dobrej roboty. Dopiero teraz na łóżku zauważyłam królika. Przyciągnęłam go i głaskałam. Kiedy byłam na wpół śpiąca, przyszedł David, który ułożył się obok. Położył głowę na moim biuście i cały się we mnie wtulił.
______________
No i jest :D
Musiałam dać tą bombę z Kevinem, bo inaczej wydał by mi się nudny.
Ogromne podziękowania należą się dla Jenny Wayne. Gdyby nie ona, to dużej części tego rozdziału by nie było, nie wiem czy w ogóle by był.
Nie bijcie za brak akapitów. Prawie połowę pisałam na telefonie, bo do końca tygodnia nie mam kompa.
Może być ciutkę nijaki, ale staram się trochę porozkręcać.
Taka ciekawostka, to jest już 50 post xD Komentarzy jest z 812 albo 816 później sprawdzę dokładną ilość.
Cudowny <3
OdpowiedzUsuńDziękuję =)
UsuńRozdział świetny, chodź trochę zboczony xD
OdpowiedzUsuńCo ty mi tu pierdolisz, że "ciutkę nijaki"? Zajebisty, a nie nijaki! Super, super i jeszcze raz super *.* I nie pierdol mi, że nudny, głupi, czy "ciutkę nijaki", bo jest bombowyyy ^_^
Keviiin! Jakie ty masz zboczone myślii! W ogóle wszyscy są zboczeni tak, że masakra normalnie xD Gorzej ode mnie xddd
Biedna Ann. Zabiła przyjaciela, jej chłopak wyjechał, bliska jej osoba, babcia, nie żyje i do tego przeżyła zajebistego sylwka wraz z trupem małego dziecka. No pozazdrościć, normalnie (tak, to był sarkazm xdd)
Co by tu jeszcze...No nie wiem, serio nie wiem. Wybacz :c Wiem tylko, że, mimo dość długiej przerwy w pisaniu, dalej piszesz zajebiście. Może wyszłaś z wprawy, ale z każdym rozdziałem będzie coraz lepiej, aż rozkręcisz się na maska ;)
Dobra, życzę więc weny, czasu i w ogóle wszystkiego, co tylko może ci pomóc w rozdziałku :) Czekam na następny rozdział z niecierpliwością :)
Dziękuję za wszystko :3
UsuńW końcu to chłopaki xD Muszę wprowadzić trochę rzeczywistości do bloga xD Dlatego są zboczuchami :>
Pytanie do wszystkich:
Chcecie jeszcze podobnych akcji jak TA z Kevinem? XD
Tylko nie koniecznie będą z nim w roli głównej xD
Dajesz, dajesz! Lubię blogi, w których coś się dzieje xD
UsuńRozdział jak zwykle zajebisty :D
OdpowiedzUsuńZresztą znasz już moje zdanie :P
Ja chcę żeby było jak najwięcej takich akcji :3 I to z Kevinem :3333
Bombowy rozdział ;)
OdpowiedzUsuńKeeeevin <3 Tak, tak, tak, więcej takich akcji, ale z nim xD
Słodki ten rudzielec, ale i tak wolałabym Natana. Nie żadnego Kasiela, tylko Natana. Nie mam pewności, że on w ogóle wróci, lecz tak bardzo bym tego chciała... Tęsknię za nim tak samo jak Ann xD
Ogólnie to super rozdział Ci wyszedł. Może dawno już nie pisałaś, ale wyszło znakomicie. Po prostu mega :D
No, więc czekam na neeeext :)
Ogólnie to wyszło ci zajebiście! ale długo kazałaś czekać :// ten symbol.. sześcioramienna gwiazda? te trzy osoby w pubie też ją mieli.. czyli oni też się błąkają. Wgl tęsknie za Natanem i chuj mnie to obchodzi jak ty to zrobisz ale masz ich z powrotem złączyć! Czekam na nexta
OdpowiedzUsuńZajebista notka *.*
OdpowiedzUsuńZboczeńcy z tych facetów xD
Niecierpliwie czekam na nexta, ;3
Słodki Jezu, to jest zajebiste! Czekam na następne zboczone akcje z niewyżytym seksualnie Kevinem xD. Ty to masz zajebiste pomysły xD.
OdpowiedzUsuńNie Ogarniam
Kiedy next? opuściłaś nas? :c
OdpowiedzUsuńHej... Żyjesz?
OdpowiedzUsuńCzy żyję? Podejrzewam, że tak. Serce pracuje i pompuje krew. Wymiana gazowa następuje. Mózg steruje moim ciałem. Impulsy elektryczne docierają. Układ pokarmowy trawi. Nie będę wspominać o układzie wydalniczym, ponieważ on też działa.
UsuńPodsumowując wszystkie obserwacje i przemyślenia, żyję i funkcjonuje. Niekoniecznie w blogosferze.
Kiedy next......???.....ja tu sie nie cierpliwie....!!!
OdpowiedzUsuńTsa .. Ciekawe kto informowal że wraca do pisania. kolejne 3 miesiące cie nie ma . Ja naprawde jestem wyrozumiala ale teraz to jakas przesada . Rozumiem ze szkoła itd ale skoro cos powiedzialas to warto dotrzymac słowa..
OdpowiedzUsuńJa mam dosć. czekać kilka miesięcy na nowy roz? Nope . Ja spadam, moze troche da ci to do myslebia a może nie .
Niestety ale ten wyzej ma racje. Czekam i czekam i sie doczekac nmge. Troche chamsko :\ Nie sadzisz?
UsuńNooo szkoda ze cie dalej nie ma i tesknimy wszyscy za toba :( ale i tak Wesolych Swiat i wracaj do nas :*
OdpowiedzUsuńŻyjesz?
OdpowiedzUsuńKiedy masz zamiar dodać nowy rozdział ?!?!?!?!?!?!?!?!?!!!!!!!!!!!!!!!!!!. Czekam już dokładnie 12 miesięcy na nowy rozdział , jak można tak po chamsku zostawić nas w takiej nie wiedzy ,"uczono mnie że jak się coś obiecuje to się tego dotrzymuje". zawiodłam się na Tobie myślałam że jesteś inna , no ja się Ciebie pytam jak można tak po chamsku zowić bloga ,nawet nas o tym nie informując , ale mimo wszystko pozdrawiam Cię i życzę Ci udanych wakacji :-) :-) :-)
OdpowiedzUsuń