30 lis 2013

Rozdział XXII - ostatni

Rozdział dedykuję moim stałych czytelniczek, które dosyć aktywnie komentowały i wspierały mnie od samego początku bloga, czyli dla Agaty ( Slotkasasa), Wiktorii Kamilii ( Miki † ), Dagmarze, Jenny Wayen, Emilii Treli oraz Megi. Dziękuję, to dla was ♥♥ ( radzę się nie przyzwyczajać, bo rzadko kiedy będą takie dedykacje :P)

Muszę streścić, nie które dni.
~*~ - streszczenie najważniejszych akcji w jakimś dniu.
___________________________________
Drop the dagger and lather the blood on your hands
Odrzuć sztylet i spień tę krew na twych rękach 
The sharpest live My Chemical Romance

~A~

Usiadłam  na stołku barowym przy wysepce kuchennej. Oparłam łokcie o jej blat i z głową na nadgarstkach gapiłam się w moje odbicie na niebieskim marmurze. Jesteś żałosna. Odbicie zamazało mi kilka kropli moich łez.
Natan miał kiedyś dziewczynę, która zdradziła go z jego byłym najlepszym kumplem. Bardzo to przeżył, kilka miesięcy temu z niechęcią opowiadał mi o niej i od tamtej pory jest wręcz nienawistnie nastawiony do takich osób. Tego samego dnia przyrzekliśmy sobie, że nie będziemy opowiadać o swoich byłych.
Otarłam niekontrolowane łzy i spróbowałam się ogarnąć. Roza, gdzie ty jesteś? Jedyna szansa jest w tobie i w tym, że Nat uwierzy w moją niewinność. Kastiela nie ma dzisiaj szkole, więc raczej nie będzie jakiś głupich scenek w jego wykonaniu. Oni się nienawidzą i Kas zrobi wszystko, żeby mu tylko dopiec.  Zastanawiam się jak on się zaprzyjaźnił z Michaelem ( przypominam Rozdział V ) 
Postarałam się ogarnąć zanim przyjedzie białowłosa z towarzystwem. Gdy wyglądałam całkiem znośnie usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
- Ann! Jestem - wydarła się na cały dom. 
Dość szybko, ciekawe ile przepisów złamał kierowca. Wyszłam z mojej bezpiecznej kryjówki. W salonie była Rozalia i  Peggy z Natanielem oraz Lysandrem. Ustawiliśmy się w półkolu. Brunet nie wyszedł tylko poczekał aż oni przyjadą. Fioletowo włosa jest nieźle poobijana na twarzy. Nieźle ją załatwiłam, wzięłam gazetkę w ręce.
- Proszę, wytłumaczcie mu jak było z tymi zdjęciami - poprosiłam zgromadzonych. Moja Yang ( nierozumiejących odsyłam na Rozdział XVII ) zabrała ode mnie gazetkę i wskazała na puste miejsce między mną a Lysem.
- Tu byłam ja, ale zostałam wycięta - wyjaśniła.
- To czemu on jest zarumieniony? - zapytał.
- Bo ona coś powiedziała i się zarumieniłem - wtrącił chłopak z czarnymi końcówkami na jednej stronie. 
Dziewczyna wręczyła gazetkę dla naburmuszonego Nataniela. Naburmuszył się pewnie dlatego, że zabrała go z tej szkoły. 
- Na tym zdjęciu tłumaczymy coś tępej dziewczynie - powiedział w skrócie.
- A trzecie zdjęcie? - zapytał poirytowany Natan. Blondyn przekazał obiekt sporu dla Peggy.
- Ann z Kastielem odgrywali scenkę z egzorcyzmem, żeby przestraszyć nową i cyknęłam im fotkę pod takim kątem, że wygląda jakby się całowali - wyjaśniła znudzona.
- Czemu jesteś taka poobijana? - zapytał nieufnie.
- Ann ją pobiła - powiedział Nataniel.
- A ty byś się nie wkurwił gdyby ktoś napisał takie kłamstwa o tobie? - zapytałam retorycznie.
- I to boleśnie - zaczęła grzebać w swojej torbie - Tu jest gazetka, którą wydrukowałam wczoraj wieczorem.
Podała mi ją i na pierwszej stronie widać słowo przepraszam napisanie wielkimi literami. Bez patrzenia na to przekazałam ją dla Nata.
- Jeżeli nie chcemy się spóźnić na lekcję to musimy już jechać - wtrącił Lysander po tym jak spojrzał na tarczę zegarka kieszonkowego.
Wyszłam razem z nimi na zewnątrz. Peggy i Nataniel od razu się wpakowali do samochodu. Natan został w środku, niech sobie przemyśli.
- Kto prowadzi? - zapytałam białowłosych.
- Ja - odpowiedział miłośnik wiktoriańskiego stylu.
- Ile przepisów złamałeś? - ponownie zapytałam. Tym razem z bladym uśmiechem.
- Się zobaczy - uśmiechnął się.
- Teraz wiem jak się czuje Leo, gdy kłócę się z nim - powiedziała Rozalia.
- Dziękuję wam za pomoc - podziękowałam bezradnie. 
- Żaden mężczyzna nie traktuje tak kobiety - wtrącił oburzony Lysander.
- Trzymaj się - przytuliła mnie. Po chwili dołączył do nas białowłosy chłopak i trwaliśmy tak we trójkę.
- Pogódźcie się - powiedział, gdy się przytulaliśmy.
- Musimy lecieć - oznajmiła złotooka, kiedy skończyliśmy.
- Pa - pożegnałam się z nimi i weszłam do środka.
Strasznie zimno na podwórku, a ja stałam tam w piżamie. Brawo geniuszu.
- Ulotnię się, żebyś nie widział mnie przy pakowaniu się - powiedziałam cichutko do bruneta.
Pobiegłam do opuszczonego pokoju mamy i Sławka. Rzuciłam się na łóżko, zwinęłam w ciasny kłębek, przytuliłam do poduszki i zamknęłam oczy. Przy nogach poczułam jak ugina się materac. Nie słyszałam jak wszedł, musiałam zostawić otwarte drzwi.
- Ann - usłyszałam szept.
Skuliłam się bardziej, dlatego, że bałam się znowu zacznie na mnie krzyczeć. Może i nie pamiętałam jak ojciec się nade mną znęcał, gdy miałam trzy lata, ale doskonale pamiętam jak matka się wyżywała na mnie. 
Znęcanie psychiczne jest gorsze od znęcania fizycznego. Po fizycznym mogą zostać blizny a w najgorszym wypadku brak jakiś części ciała, po psychicznym zostaje głęboki ślad, który trudno wyleczyć. 
Swoją dłoń położył na moim zgięciu w łokciu, przewróciłam się na drugi bok.
- Pewnie myślisz, że jestem zakłamaną suką. Idź się pakować i zostaw tą zakłamaną sukę - powiedziałam z goryczą.
- Przepraszam, pomyliłem się. Nie jesteś taka jak Roksana - powiedział głośniej.
- Nie jestem, gdybym była to bym od razu cię zostawiła a nie bawiła się tobą - stwierdziłam.
- Przepraszam - usłyszałam skruchę.
- Wybaczam ci, tylko nadal nie zrozumieć że mnie tak potraktowałeś - znaj łaskę pani.
Pocałował mnie w policzek i mocno przytulił.
- Idę zrobić spaghetti - oznajmił i wyszedł z pokoju.
Nie chcę tu leżeć, obco się czuje w tym pomieszczeniu. Przemieściłam się na kanapę w salonie. Natan poszedł po koc, nakrył mnie i poszedł do kuchni zrobić spaghetti. Nie wytrzymałam piętnastu minut i poszłam mu poprzeszkadzać.  W czasie gdy gotowała się woda na makaron ganiał mnie po całym domu  z pretensjami czemu nie leżę w łóżku ( bez skojarzeń proszę :) Śmialiśmy przy tym jak małe dzieci z tym, że mój śmiech przechodził w kaszel. 
Kiedy skończyliśmy się ganiać i zjedliśmy obiad poszłam spać.
~N~
Dochodzi wieczór a Ann nadal śpi. W szafce znalazłem kawę i ją sobie zaparzyłem. Ktoś wszedł do domu. Wyjrzałem przez łuk łączący kuchnię i salon, to był Kastiel. Czego on do cholery chce? Chyba mnie nie zauważył i szedł w stronę śpiącej Ann na kanapie. Trochę kuleje.
- Cześć kochanie. Może dasz mi buziaka na dzień dobry tak jak nie dawno w szkole? - bezszelestnie podbiegłem do niego i wyciągnąłem za kołnierz w kurtce na dwór.
Jak mnie ten typ wkurwia, jeszcze bezczelnie gapi mi się w oczy.
- Odczep się od Ann raz na zawsze - wycedziłem przez zęby.
- Chciałbyś - powiedział z rozbawieniem.
- Zostaw ją w spokoju, nienawidzę cię. Wiem o tym co się stało w szkole - oznajmiłem oschle.
- Posłuchaj mnie pedale w za ciasnych rurkach, nie masz ze mną żadnych szans. Podejrzewam, że nie umiesz się bić.
Dostałem lewym sierpowym w szczękę.
- To był błąd - warknąłem zły. 
- To był błąd bo rozwaliłeś mi grzywkę - sparodiował mnie a na koniec uśmiechnął się złośliwie.
Rzuciliśmy się na siebie i rozpoczęło się mordobicie stulecia.
~A~
Obudził mnie mocny ból w szczęce. Ziewnęłam i przeciągnęłam się. Za drzwiami dochodzą dziwne dźwięki. Za czarnymi drzwiami odbywa się agresywna bijatyka.
- Spokój - wrzasnęłam.
Żaden z nich nie zareagował. Podeszłam do Kastiela i szybkim ruchem go podcięłam przez co upadł na ziemię, to samo zrobiłam Natanowi  z tym samym skutkiem.
- Jak krzyczę spokój to ma być spokój - ochrzaniłam ich.
Brunet wygląda okropnie. Połowę twarzy ma we krwi, która leci z łuku brwiowego. Kast ma nie wiele lepiej, rozcięta warga, lekko spuchnięte oko pod, którym zarysowuje się fioletowe limo. Obojgu widać krew pod nosem.
- Co ty tutaj kurwa robisz? - zapytałam czerwonowłosego.
- Leżę, nie widzisz? - burknął.
Podeszłam do niego i stopą przycisnęłam go do ziemi.
- Grzeczniej orangutanie mandarynkowy - warknęłam - W tej chwili do środka.
Pierwszy podniósł się Nat i pierwszy wszedł do domu. Za nim fochnięty Kastiel a ja na końcu. 
- Kto zaczął?
- On - niebieskooki wskazał na humorzastego.
- Czemu mnie to dziwi? - westchnęłam - Kastiel idź do domu, nie chcę cię widzieć.
Nie ruszył się nawet o centymetr, tylko patrzył się na mnie z politowaniem.
- Chciałam grzecznie - powiedziałam cicho następnie rozdarłam się - Wypierdalaj z mojego domu albo przez miesiąc będziesz jadł przez słomkę. Wiesz do czego jestem zdolna.
Prychnął i wyszedł bez słowa. Zauważyłam, że kuleje na prawą nogę.
- Ty mu tą nogę załatwiłeś? - zapytałam z brwią uniesioną do góry.
- Nie - to chyba byłam ja wtedy gdy odciągali mnie od Peggy żebym ją nie zabiła ( Rozdział XVIII) 
- Usiądź gdzieś w kuchni ja zaraz wrócę - poszłam do łazienki po wodę utlenioną, płatki kosmetyczne i jakieś plastry.
Jak wróciłam do kuchni chłopak grzecznie siedział na stołku barowym. Jezu, pół twarzy we krwi. Wzięłam wodę utlenioną nalałam na płatek i przyłożyłam go do łuku brwiowego. Syknął.
- Trzeba było się nie bić wtedy nie bolało by cię. Właściwie to o co poszło?
- Trudno to wytłumaczyć.
Znalazłam szmatkę, zamoczyłam ją w letniej wodzie i zaczęłam przemywać jego twarz z calutkiej krwi. Miejsce, które przemyłam wodą utlenioną zakleiłam plastrem.
- Potem umyj włosy, bo masz w nich trochę zaschniętej krwi - pokiwał głową.
- Dziękuję - i pocałował mnie w usta - Poradziłbym sobie z nim.
- Nie wątpię, ale musiałam się na kimś wyżyć - uśmiechnęłam się z miną niewiniątka.
Do dwudziestej pierwszej przytuleni i okryci kocem na kanapie oglądaliśmy telewizję. Ja poszłam na górę do łóżka się położyć a Natan umył włosy. Przyszedł do mnie na górę w wilgotnych włosach, bez koszulki dzięki czemu widziałam jego umięśnioną klatę. Cudne te jego mięśnie. Położył się przy łóżku i zaczął robić brzuszki. Wykonał ich może z pięćset. Gdy nie jest zły to staje się ideałem. Zasnęliśmy przytuleni.
~*~
Natan znowu nie poszedł do szkoły i został ze mną w domu. Zrobiłam nam śniadanie i obiad. Plecy nadal nie bolą, ale już nie w takim stopniu. Czas zabijaliśmy oglądając telewizję, słuchając muzyki. Nat ubzdurał sobie, że chcę się nauczyć grać na perkusji, więc zaczęłam go uczyć. Nie za dobrze mu szło, gubił dźwięki i nie trafiał w rytm. Po nauce weszłam na skypa i gadałam z Wallym, który udawał chorobę i został w domu. Brunet przysłuchiwał się z boku leżąc na łóżku. 
Wieczorem wpadły klony. Alexy jak zawsze przytulił się do mnie i cmoknął w policzek. Myślałam, że niebieskooki zabije go na miejscu. Wyjaśniłam mu, że jeden z nich kocha inaczej. Domyślił się Exy ( zdrobnienie Alexy ) jest nim po tym jak chciał zgwałcić go wzrokiem. Bliźniaki szybko się zaprzyjaźniły z moim chłopakiem. Po godzinie musieli lecieć do domu. Nikt nas potem nie odwiedził i poszliśmy spać.
~*~
Dzisiaj poczułam się lepiej i poszliśmy do swoich szkół. Nałożyłam koszulę w czarno-czerwoną kratkę ( zdjęcie jest w Rozdziale XV ) i czarne porwane spodnie

oraz swoje ulubione glany z trzydziestoma dziurkami ( Rozdział XVII ).
Jak tylko przekroczyłam próg budy zostałam wezwana do dyrektorki. No zajebiście. W środku był już Kastiel, dyra nawrzeszczała na mnie i kazała razem z czerwonowłosym stroić stołówkę na imprezę andrzejkową. 
Oprócz mnie i Kasta były jeszcze inne osoby. Rozpoznałam Lysandra, Nataniela, Amber i jej orangutany, Melanię i Kim. Mi przypadł ,,zaszczyt'' rozwieszania dekoracji na cholernie wysokim suficie. 
Drabina jest cholernie niestabilna, chybotała się przy każdym moim najmniejszym ruchu. W pewnym momencie ktoś popchnął drabinę i spadałam w dół. Od złamania karku uratował mnie Lys, któremu wpadałam w ramiona. Oszołomiona tym, że jeszcze żyję stanęłam na ziemię i zauważyłam jak Kastiel i Nataniel opieprza Amber.
- Przez nią o mało co nie zginęłam? - zapytałam nieprzytomnie białowłosego.
- Tak - pokręciłam głową z niedowierzaniem. Przytuliłam się do niego.
- Dziękuję, uratowałeś mi życie - wyszeptałam.
Nie miałam już wystarczająco dużo siły psychicznej, żeby się kłócić z pustakiem. Reszta dnia w szkole minęła mi bez żadnych przygód, chociaż nie. Dowiedziałam się, że ten uczeń, o którym mówiła mi Roza to był Alexy. A jak na niego nawrzeszczałam to tak jakbym uderzyła szczeniaka.
Po szkole razem z Natanem postanowiliśmy zgrabić liście. Kiedy skończyliśmy wpadł Kevin z Eddem i urządzili sobie bitwę na liście, które zgrabiliśmy. Pięć minut później wszędzie było pełno liści. Razem z brunetem patrzyliśmy na nich wkurwieni i bez słowa podaliśmy im grabie. Patrzyli na nas z przepraszającą miną i zabrali się za grabienie. Usiadłam obok niebieskookiego i wytykaliśmy im błędy. Gdy padnięci położyli się obok nas przyszedł Ashton z Davidem. Ganialiśmy się po całym podwórku łącznie z dachem. Po dziewiętnastej chłopaki sobie poszli i zostaliśmy sami.
~*~
Za trzy dni jest nasza miesięcznica. Wyzdrowiałam i plecy przestały mnie boleć a Natan nadal ze mną mieszka i wcale mi to nie przeszkadza. Wybłagałam Leo żeby dał mi trochę kasy z wypłaty i teraz chodzę po całym mieście zastanawiając się co kupić brunetowi.
Zdesperowana weszłam do empiku i udałam się do stoiska z płytami. Moim oczom ukazało się objawienie. Nowiusieńka płyta jego ulubionego zespołu - Atoms For Peace. Szybko ją zabrałam i zapłaciłam. Do domu wracałam niemal w podskokach.
Wieczorem wpadł Jade pobawić się z Darkenem i uzupełnić zapas karmy. Widać, że chłopak tęskni za królikiem. Bardzo trudno było mu się od niego oderwać. 
~*~
Nadszedł dzień naszej miesięcznicy, w tym czasie pracowałam w butiku Leo. Za dwa dni są moje imieniny. Natan podarował mi zajebistą szarą, luźną tunikę. Krój taki na nietoperza, na środku jest nadruk liczby 9 zrobiony z poprzyklejanych srebrnych koralików. Brunet poświęcił się i poszliśmy na zakupy do galerii handlowej. Nie było w niej nic ciekawego.
Wpadłam na pomysł gdzie możemy ją jeszcze spędzić. Kazałam Natanowi gonić mnie. Biegłam różnymi skrótami do tego pięknego ogrodu, który pokazał mi Jade. Szkoła jest już zamknięta. Zatrzymałam się dopiero w głównym ogrodzie.
- Chyba muszę wrócić, zgubiłem płuca - wydyszał. Roześmiałam się.
- Zaraz będziemy na miejscu - oznajmiłam.
Odgarnęłam bluszcz i weszłam do ogrodu Jade'a ( nw jak się te imię odmienia) Może nie było tak zielono, ale miejsce nadal oszałamiało. ( mały opis jest w Rozdziale VIII)
- Jak tu pięknie - wyszeptał i powoli obrócił się wokół własnej osi.
- Wiem. Jak wszystko ponownie rozkwitnie wtedy pięknie - uśmiechnęłam się z rozmarzeniem.
Usiedliśmy pod drzewem.
- Muszę ci coś powiedzieć - oznajmił czule. Spojrzałam na niego z zainteresowaniem - Kocham cię. Żadną dziewczynę nie kochałem bardziej niż ciebie. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś ci się stało. Naprawdę kocham cię - z każdym jego słowem czułam falę ciepła. Na koniec namiętnie mnie pocałował.
- Też cię kocham - wyszeptałam - Przy tobie czuję się wyjątkowa i jestem najszczęśliwsza na świecie. Przy tobie nauczyłam się prawdziwie kochać.
Zapatrzeni w siebie wróciliśmy do domu. Gdy wróciliśmy była już dwudziesta pierwsza. Przebraliśmy się w piżamy, brunet położył się do łóżka a ja zeszłam na dół żeby dosypać karmy dla Darke. 
Wróciłam na górę i położyłam się na chłopaku i obdarzyłam go długim pocałunkiem. Każdy nasz pocałunek stawał się bardziej namiętny. Nie przerywając pocałunków podnieśliśmy się do pozycji siedzącej. Oplotłam go nogami wokół bioder. Ściągnął ze mnie podkoszulkę i zaczął całować po szyji schodząc co raz niżej. Moje ręcę wędrowały po jego plecach w różnych kierunkach. Jednym ruchem pozbawiłam go koszulki. Powoli przesuwałam się w kierunku etażerki, w której są prezerwatywy od Leonarda. Zdjął ze mnie spodenki i zostałam w samej czarnej, koronkowej bieliźnie. Nie pozostawiając mu dłużna ściągnęłam z niego dresy. Spojrzał na mnie nie pewny, kiwnęłam głową i zdjął mi stanik. Zaczął mnie całować w piersi nie omijając żadnego skrawka skóry. Z każdym pocałunkiem Natana przechodziły mnie przyjemne dreszcze.  W tym czasie zabrałam się za zdejmowanie mu bokserek. Gdy je zdjęłam do ręki wsadziłam mu prezerwatywę.
- Skąd ty je masz? - zapytał zdziwiony?
- Nie uwierzysz, ale dał mi je mój szef - uśmiechnęłam się.
Mimowolnie spojrzałam na jego armatkę ( penisa ) O matko boska, jaki wielki.
- Ty go owijasz wokół nogi? - zapytałam zszokowana. Roześmiał się.
- Nie. Jakoś się mieści - nałożył gumkę i wróciliśmy do czynności.
Znowu zaczął mnie całować i zdejmował ze mnie ostatnią rzecz. Ostrożnie wszedł we mnie, jęknęłam cicho. Z chwili na chwilę coraz bardziej przyspieszał. Dochodzi do mnie chwila uniesienia. Trwaliśmy w takim szaleńczym tempie może godzinie. Miałam może z siedem orgazmów. Padnięci zasnęliśmy na podłodze.
~*~
Dzisiaj są moje imieniny. Natan musiał wczoraj z powrotem wprowadzić się do swojego domu, bo musiał pomagać choremu ojcu. Dzisiaj wieczorem zaprosił mnie na dyskotekę w Miami Club. Przez ostatnie dwa dni moją głowę zaprzątało jedno pytanie. Czy ja na pewno kocham Natana, czy powiedziałam to żeby nie było mu smutno? I dzisiaj znalazłam odpowiedź, a mianowicie, kocham go nad życie. Powiem mu to na dzisiejszej imprezie. 

Wyszykowana czekałam przed klubem na bruneta, który zjawił się minutę później. Naturalnie złożył mi życzenia. Później mu to powiem. Chłopak spotkał w środku swoich kumpli z klasy i mnie przedstawił. Przetańczyliśmy może z godzinę. Zabrał mnie w cichsze miejsce. Teraz albo nigdy.
- Nat muszę ci coś powiedzieć - uśmiechnęłam się.
- Najpierw ja. Okej?
- Spoko.
- Michael diluje narkotykami - zrobiłam zszokowaną minę - I zadarł nie z tymi co powinien. Całą rodziną musimy uciekać za granicę. Musiałem zmienić numer. Podejrzewam, że nie prędko wrócę do Polski. Za godzinę mam samolot. To jest pożegnalna impreza. Przepraszam, że mówię ci dopiero teraz i do tego w twoje imieniny, ale nie miałem wystarczająco dużo odwagi. 
Pod powiekami poczułam łzy, otworzyłam buzię żeby coś powiedzieć, ale w paradowali jego kumple i bez słowa wyjaśnienia go zabrali. 
Wyszłam z klubu i postanowiłam, że przejdę się do domu. Ulice są bez najmniejszego znaku życia. Przechodziłam obok ślepego zaułki i jakieś ręce wciągnęły mnie. Zostałam przygwożdżona do muru. Jest ciemno i nie widzę napastnika. Własnych rąk nie widzę. Ktoś zaczął się do mnie dobierać.
- Zostaw mnie - pisnęłam przerażona i szarpałam się.
- Nie ruszaj się, bo inaczej pogadamy - zagroził mi jakiś męski głos.
- Puść mnie - zaczęłam jeszcze bardziej się motać.
- Ostrzegałem - warknął. 
Poczułam jak dostałam nożem cztery razy w brzuch. Bezwładna osunęłam się na ziemię. Cały czas czuję ostry, pulsujący ból dochodzący z okolic brzucha. Gwałciciel położył swoje łapska na moich udach i przesuwał je w kierunku krocza. Pod ręką wymacałam jakiś tępy i ciężki przedmiot. To chyba cegła, wzięłam ją w rękę. Niech tylko przybliży bliżej ten popierdolony łeb. Nastała upragniona dla mnie chwila i z całej siły uderzyłam go w bok głowy. Mam nadzieję, że trafiłam w skroń. Oszołom chyba stracił przytomność. Korzystając z okazji podniosłam się i słaniając się na nogach wyszłam z zaułku. Ostatnimi siłami zadzwoniłam po karetkę. Ciekawe dlaczego zadzwoniłam po nią. I tak nie mam już sensu żyć. Moja miłość życia musi uciekać za granicę. Straciłam dużo krwi i nadal obficie krwawię. Padłam na chodnik i nastąpiła ciemność.
____________________________________
Jenny czy wyjaśniło się Twoje pytanie do mnie na wiki ff?
Wprawdzie nie było 15 osób tylko 12 i powinniście się cieszyć, że wstawiłam.
Jak będzie 10000 wyświetleń to wstawię swoją kiepskiej jakości sesję zdjęciową w to co miałam być ubrana na imprezę andrzejkową w szkole. Co wy na to?

20 komentarzy:

  1. Tyle. Emocji.
    Początek rozdziału: O Boże, ale słodko. Jejciu jak ja uwielbiam Natana *-*
    Koniec: Co?! Jak to wyjeżdża? Wiem że o tym mówiłaś ale i tak to przeżywam xd
    Widzę że skorzystałaś z mojego pomysłu z ogrodem :D
    Co do pytania to jestem na tak =P
    I mam jedno pytanie... Czemu napisałaś ostatni?
    Błagam powiedź mi że nie kończysz jeszcze tego bloga ;c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i dziękuję za dedykację =D

      Usuń
    2. Już nie Rila? :P
      Dziękuję za niego i odwdzięczyłam się =]
      Czemu ostatni?
      Taki mój mały trolling xD Ostatni, że w sensie Natan nie wystąpi już przez dobre dwadzieścia rozdziałów. Może być wymieniane jego imię, ale nie będzie ciałem. ;]
      Proszę, zasłużyłaś :D

      Usuń
  2. Oezu, jakie boskie :c
    Ale ze jak to? Wyjezdza? Boze, tyle emocji, tyle przezyc, omg.
    "Ty go owijasz wokol nogi?" - leze, haha
    Chce wiecej, teraz :3
    A, i oczywiscie dziekuje za dedykaxje :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa i bym zapomniala xd
      ja i tak nadal jestem zdania aby Ann rzucila wszystko w cholere i pojechala do Jade XD

      Usuń
    2. Gdybym usunęła opcje z lesbijką to na jaka opcje byś zagłosowała ? xD

      Usuń
    3. O kuhwa, o tym nie myslalam xd
      Ale ok, zastanawialam sie pol dnia i chyba... Jestem za druga opcja (Ann w ciazy z Kasem i wgl xd).

      Usuń
  3. Jak przy numerze rozdziału zobaczyłam ostatni normalnie ścisnęło mnie w sercu nie.. ALE... Nie zapowiada się na koniec, a rozdział jest przecudowny więc się ciesze. ♥
    Co prawda jest mało powodów do radości, bo Natan wyjeżdża, a Ann umiera, ale nigdy nie twierdziłam, że jestem normalna.
    Dziękuje za dedykacje. Rozdział boski! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu się nie zapowiada na koniec? Teraz pytanie kto w dzisiejszych czasach jest normalny? ;P

      Usuń
    2. Nawet tak nie mów. ; o ! Ale chodziło mi sensie, że ten rozdział nie wygląda na zakończenie bloga xD z resztą napisałaś, że Natana nie będzie przez około 20 rozdziałów, więc nie bądź taka sprytna. :D
      ` no i w sumie znam parę normalnych osób, które w moim słowniku są nienormalne, ale to dlatego, że nie bawią się w internetach. ;d

      Usuń
  4. Ja p*****e. Nie umiałam usiedzieć na miejscu podczas czytania tego rozdziału i prawdopodobnie nie będę umiała się na niczym skupić póki nie dodasz następnego.
    Aż zaczęłam współczuć Ann, mimo że wolałam Kasa od Natana, to przez ten rozdział wolę opcję Ann i Natan po wieczność.
    Wyjaśniło to pewne. ;)
    Oj tam, oj tam się szczegółów czepiasz. Ja wstawiłam chyba najdłuższy rozdział do tej pory i to jeszcze przed czasem bo miałam dopiero jutro dodać.
    Ja bardzo chętnie cię zobaczę, więc oczekuj mnie codziennie minimum 4 razy. ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG OMG OMG! Wiesz co! tak mnie straszyć...jak przeczytałam tytuł ,,ostatni" to mało co zawału nie dostałam...ale na szczęście nie chodzi o ostatni rozdział Xd
    Początek - bardzo sweet ^^ Spodobał mi się fragment o perkusji Xd o rany... jak ja dawno nie grałam...;(
    Środek-...ekhem jestem nie pełnoletnia Xd Haha :D
    Zakończnenie- szkoda że wyjeżdża...a juz zaczynalam go lubić bardzej od Kastiela...
    KONIEC-tam tam tam! Kto to był?! POWIEDZ MI TYLKO A JAK GO SPOTKAM TO POŻAŁUJE ŻE NA ŚWIAT PRZYSZEDŁ...-,- mogła mu tą cegłą jeszcze z raz przywalić...ale dobre i to XD
    I przepraszam że w ostatnim rozdziale nie napisałam ale nie miałam czasu. I teraz pisze że świetny ;*
    Dziękuje za dedykacje :) I do następnego :D
    Ale się rozpisałam Xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba żadna z nas nie jest pełnoletnia xD
      Jestem ciekawa jak chcesz zabić fikcyjną postać ;)
      Teraz pytane do wszystkich. Przywiazlyscie się do Natana? :D

      Usuń
    2. Nawet nie wiesz jak bardzo. ;)

      Usuń
    3. Hmmm... wiesz... jest wiele sposobów do zabijania...BUHAHAHA!
      Jestem zu-a ;)

      A co do Natana to... TAK TAK TAK! i to nawet nie wiesz jak...;(
      Będę płakać!!! 20 rozdziałów...i jak ja to przeżyję...;(

      Usuń
  6. Rozdział Zajebisty !!! Natan wyjeżdża ? ;( Będe plakać . No ludzie siekierę i dajcie to odrąbie jej te nózki (rączki nie bo za zajebiście piszesz ) :) Rozdział super
    ZAPRASZAM DO MNIE !
    http://historiapewnejmilosciniezwyklej.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Znalazłam twój blog wczoraj i bardzo mi się spodobał
    Jestem ciekawa co stanie się dalej pisz szybko <33
    Zapraszam do siebie
    http://slodkiflirthistorie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Słuchaj, płacisz za lekarza - po przeczytaniu tego "ostatni" dostałam zawał.
    a co do rozdziału, to chyba będzie mój ulubiony XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie chciało mi się pisać u wszystkich że to jest ekstra wiem ja jaki leń xD ale bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń