17 paź 2013

Rozdział XVI

fallenteenager@gmail.com <--- na ten adres możecie pisać swoje pytania dotyczące bloga lub na inny temat.  Na wikii dostałam prośbę abym nie powiadamiała o nowych rozdziałach, ponieważ spamuję, więc jeżeli ktoś chcę to mogę informować przez maila.
Może umieścić te opowiadanie na wiki ff?
Wstawiam trochę dłuższe za taką dużą przerwę =]
___________________________________________________________________
Obudziłam się na podłodze, oparłam się o bok łóżka, spojrzałam na pościel i zobaczyłam słodko śpiącego Darkena na moim miejscu. No brawo, jeśli mały królik może się zepchnąć na podłogę to wolę nie wiedzieć co by się stało gdybym spała z mężem. Z chłopakiem może nie, bo obecnie nie mam zamiaru się przeprowadzać. Chyba, że jak skończę osiemnastkę i znajdę pracę to założę konto w banku i na nie będę wpłacała kasę z wypłat. Jak uzbieram wystarczająco dużo to przeprowadzę się do Londynu. Nic mnie tu nie trzyma, no dobra trzyma. Nie mam za co tam się przeprowadzić. A cena biletu to kosmos. Wygrzebałam telefon spod poduszki, jest po ósmej. To się nazywa kamienny sen, poszłam spać około dwudziestej i dopiero teraz się obudziłam, nawet nie poczułam kiedy znalazłam się na podłodze. Darke położył się na plecy i rozciągnął na całej długości. O matulu jak słodko, podrapałam go po brzuszku i przez to go obudziłam. Jeszcze śpiący na krótko wtulił mi się w twarz.
- Co maluchu? Zepchnęłaś mnie z łóżka - uśmiechnęłam się do niego. 
Zeskoczył mi na kolana, gdy zszedł dźwignęłam się na nogi. Muszę się przebrać, poszłam do garderoby i wybrałam jasne, cieniowane jeansy, szeroką, niebieską koszulę do połowy ud z trzynastoma czarnymi nadrukami kwiatków różnej wielkości i srebrnymi małymi napisami na cały przód koszuli z krótkim rękawkiem, na wierzch czarną kamizelkę na cienkich ramiączkach trochę dłuższą od koszuli. Wzięłam jeszcze długi naszyjnik z sową. Przebrałam się, poczesałam włosy i spojrzałam w lustro aby ocenić efekt końcowy. Mogę powiedzieć, że wyglądam jak normalna nastolatka, rzadko kiedy tak się ubieram, może dlatego, że mam mało takich ubrań. 
Dobra czas na poszukiwanie pracy. Mam zabezpieczoną, domową sieć wi-fi przez telefon nie będę wchodzić, bo nie będzie mi wygodnie. Zostaje mi komputer, włączyłam go i kiedy połączyłam się z netem weszłam na oferty pracy. Wykonałam już może z pięćdziesiąty telefon i nadal nie mam pracy a co najgorsze skończyły się oferty. Za każdym razem spotykałam się z odmową. A to nieaktualne lub nie mam wystarczających kompetencji. No ludzie, żeby pracować jako kelnerka muszę mieć wykształcenie wyższe? Również nie pasowały godziny. Ukryłam twarz w dłoniach, jestem załamana. Co ja teraz zrobię. Usłyszałam dźwięk oznajmiający esemesa. Nie mam tego numeru w kontaktach.
Wejdź na skypa Ko
Zaraz się zaloguję
Gdy się zalogowałam od razu zadzwonił do mnie Kougami, odebrałam i na ekranie pojawiła się jego twarz. Za jego plecami zauważyłam pokój jego siostry lecz jej nigdzie nie widziałam.
- Korzystasz z kompa Erzy? 
- Ta, siostra na 102 - zrobiłam pytającą minę - Sto metrów od domu, dwa metry pod ziemią.
Uśmiechnęłam blado, nie mam humoru na żarty.
- Co się dzieje? Zazwyczaj śmiałaś się z moich żartów - zapytał zatroskany, czasami się zastanawiam, czy nie traktuje mnie jako swoją drugą siostrę. W sumie wszyscy jesteśmy jak jedna wielka rodzina. Ja i Riley udawaliśmy parę to wychodzi, że to rodziną z małą patologią.
- Jest kiepsko. Szukam pracy żeby przeżyć ten miesiąc. Dzwoniłam w każdej ofercie i nie mogę znaleźć żadnej - powiedziałam podminowana.
- Ale dzwoniłaś o każdą pracę? - wyczułam zdziwienie.
- Tak. Jak tak dalej pójdzie to zostanę dziwką. Nie wyglądam najgorzej, myślę że jakiś klient się znajdzie - zaczęłam się użalać nad sobą - Doświadczenie już mam. A jak zarobię wystarczająco dużo to przeniosę się do Londynu.
- Po pierwsze na pewno znajdziesz jakąś pracę. Po drugie wyglądasz lepiej niż połowa dziewczyn z mojego liceum razem wzięte. Po trzecie jak to masz już doświadczenie? Kiedy? - przy trzecim zaczął podnosić głos, ta teraz to już na pewno traktuje mnie jako siostrę - Po czwarte strasznie za tobą tęsknię, znaczy tęsknimy - zmieszał się.
- Jeden - zaczęłam wyliczać na palcach zaczynając od kciuka w lewej ręce - Jest gorzej niż myślisz a wiem, że jesteś pesymistą.
- Realistą - burknął przerywając mi.
- Nie przerywaj mi. Dwa dziękuję - uśmiechnęłam się - Trzy w Londynie kiedy chodziłam jeszcze do trzeciej klasy. Głupi zakład o stówę z Carolą, nie rzucaj się do niej. Proszę - powiedziałam błagalnie - Cztery też za tobą tęsknię.
- Erza też brała udział w tym zakładzie? - zapytał cicho.
- Nie, tylko ja i Carola. Wypiłyśmy za dużo na jednej z imprez. Dobra nie było tematu - na jego twarzy zobaczyłam niewyobrażalną ulgę.
W tle usłyszałam krótki dźwięk z telefonu, Ko przestraszył i zdenerwował jednocześnie.
- Muszę kończyć cześć - powiedział pospiesznie i się rozłączył zanim zdążyłam zareagować.
- Cześć - mruknęłam cicho do czarnego ekranu.
Zamknęłam laptopa, muszę się dowiedzieć co się dzieje z Ko. Zadzwoniłam jego telefon, włączyła się poczta głosowa. Dobra teraz do Erzy. Odebrała po trzech sygnałach.
- Cześć, jesteś niedaleko Ko?
- Cześć tak, zaraz ci go dam - nastąpiła kilkusekundowa przerwa w tle słyszałam krzyk Erza wołającej brata.
- Co jest?
- Możesz mi wyjaśnić dlaczego tak szybko się rozłączyłeś i czemu byłeś w pokoju Erzy? - zapytałam podenerwowana. Usłyszałam krótkie westchnięcie.
- Dostałem szlaban. Zabrali mi laptopa i telefon - wyjaśnił z ociąganiem.
- Przecież jesteś dorosły - mruknęłam.
- Powiedz to moim rodzicom - burknął.
- A ten inny numer co pisałeś z niego?
- Taki awaryjny. Kiedy ja albo Erza dostaniemy szlaban to korzystamy z niego.
- A czemu tak szybko się rozłączyłeś po esemesie?
- Rodzice wyszli razem z Erzą i napisała do mnie, że zaraz będą w domu. Gdyby się dowiedzieli, że korzystam z jej kompa miałbym gorsze kłopoty.
- Powiedz jej o naszej rozmowie bo się fochnie.
- Okej.
- Dobra ja kończę. Ponowne poszukiwanie pracy czas zacząć - mruknęłam zrezygnowana.
Po chwili od rozłączenia się dostałam esa od Rozy.
Otwórz mi
Zeszłam i jej otworzyłam przy moich nogach pałętał się Darken.
- Od kiedy masz królika? - zapytała na przywitanie.
- Cześć Roza też się cieszę, że cię widzę - mruknęłam - Opiekuję się nim na weekendy.
Usiadłyśmy na kanapie w salonie. Białowłosa wzięła królika na ręce i cały czas go pieściła.
- Więc co chcesz wiedzieć? - zapytałam bez owijania w bawełnę. Zmieszała się lekko.
- Czemu porzucili cię rodzicie?
- Opowiem ci w wielkim skrócie żebyś zrozumiała. Jak miałam dziesięć lat przeprowadziłam się z mamą do Londynu. Tam mama poznała Sławka i pobrali się gdy miałam trzynaście lat. Jak skończyłam czternaście matka zaszła w ciążę, nikt tego dzieciaka nie chciał. Obiecywała mi, że nie będę zepchnięta na drugi plan. Kłamała, w ogóle mnie ignorowali.
- Pewnie zwracała na ciebie jakąś uwagę.
- Raz uciekłam ze swoim chłopakiem z domu na dwa tygodnie. Nie dostałam od niej żadnego telefonu nawet esemesa. Jedyne co to przyjaciele się mną interesowali. Gdy wróciłam nie zauważyła mnie ani mojej dwutygodniowej nieobecności - słuchała mnie z coraz większym szokiem na twarzy - Gdy skończyłam gimnazjum z dnia na dzień się przeprowadziliśmy do Polski. Przez cały rok kłóciłam się z nią, za każdym razem płakała a ja wkurzona trzaskałam drzwiami. Pewnego razu ostro się pokłóciłyśmy. To było rano przed szkołą, jak wróciłam nikogo nie było w domu. Zabrali tylko najpotrzebniejsze rzeczy i się wynieśli. Do tego momentu nie dostałam od nich żadnego znaku życia. Miesięcznie dostaje dwie stówy żeby przetrwać - skończyłam z małą chrypką.
- A rachunki?
- Nie mam pojęcia jak ale zawsze są opłacane w terminie.
- A jak ty tą kasę dostajesz?
- Mam założone konto w banku.
- Tak bardzo chciałabym ci pomóc - oznajmiła zrezygnowana.
- To znajdź mi pracę - mruknęłam.
- Akurat mogę ci pomóc - uśmiechnęła się tajemniczo. Zabłysły mi oczy.
- Jak? Gadaj - rozkazałam.
- Leo potrzebuje małej pomocy w butiku. Wiele dziewczyn się zgłosiło, ale nie mogłam znieść tych zalotnych spojrzeń. 
- Na co czekamy? Dzwoń do niego.
- Mam się z nim spotkać. Idziesz ze mną - powiedziała a raczej rozkazała.
- Teraz? 
- Tak - wstała z kanapy i odłożyła Darkena na ziemię - Rusz dupę i nakładaj buty.
Wstałam i schyliłam się aby nałożyć moje długie glany.
- Nie ma mowy. Nie idziesz w nich - oznajmiła.
- No to w czym? - zapytałam retorycznie i spojrzałam się na czarne trampki za kostkę.
Pogrzebała w mojej szafce na buty i wyciągnęła lity w kolorze burgundy na szesnastocentymertowych obcasach razem z platformą. Westchnęłam i je założyłam. Na wierzch narzuciłam czarny płaszczyk do połowy ud, zamknęłam dom.
- To gdzie idziemy? - zapytałam zdezorientowana.
- Na przystanek - zatem swoje kroki kierowałam razem z Rozalią na przystanek.
- Nie mam kasy na bilet - oznajmiłam.
- Raz się żyje, z resztą to tylko jeden kurs - machnęła ręką. Doszłyśmy na przystanek.
- Ty chcesz mnie w kompleksy wpędzić - mruknęłam.
- Ale o co ci chodzi? 
- Żeby być twojego wzrostu muszę chodzić w tych szczudłach - mruczałam - Z resztę i tak jestem niższa.
- Nie zapominaj, że też noszę obcasy a tak na pewno jesteś wyższa - spojrzałam na jej czarne kozaki na moje oko jej obcasy mają ze dwanaście centymetrów.
- Dwanaście centymetrów? - zapytałam tajemniczo.
- Skąd wiedziałaś? - wyczułam zaskoczenie w jej głosie.
- Tak zgaduję - mruknęłam.
- Właśnie autobus jedzie - wskazała ręką na pojazd jadący w naszą stronę.
Zajęłam miejsce i czekałam aż Rozalia skasuje swój bilet.
- Jak byłaś w Londynie to do jakiej chodziłaś szkoły?
- Nie wiem o co chodzi - zmarszczyłam czoło.
- Szkoła dla cudzoziemców czy zwykła - wyjaśniła.
- Zwykła.
- Aż tak obkuta jesteś w anglika?
- No wiesz, gdy miałam cztery lata to już umiała podstawy. Mogę powiedzieć, że anglik jest moim drugim ojczystym językiem - pochwaliłam się.
- Skoro jesteś taka dobra to czemu nie udzielasz korepetycji? - zapytała z nagłym olśnieniem.
- Nie mam cierpliwości do dzieci - wyjaśniłam.
Resztę drogi spędziłyśmy w swoich osobnych światach.
- Bileciki do kontroli - ocknął mnie donośny głos kontrolera.
Jęknęłam i skurczyłam się w sobie. Rozejrzałam się może są otwarte drzwi i dam radę wysiąść. Niestety jesteśmy gdzieś w połowie drogi do następnego przystanku. Jedyna droga ucieczki to przez okno, ale nie mam tyle czasu.
- Kurwa mać - mruknęłam.
- Masz przejebane - szepnęła do mnie Roza.
- Wiem - kontroler jest coraz bliżej.
- Jeszcze dwa przystanki i wysiadamy - oznajmiła mi.
- Bilety - zażądał kanar. Roza pokazała swój - A pani?
- Nie mam - uśmiechnęłam się z miną niewiniątka.
Spisał mnie i dostałam mandat. W ustach zmełłam najgorsze przekleństwa na tego osobnika. Wysiadłyśmy na ostatnim przystanku. 
- Jedyny kurs i dostałam mandat - burknęłam nie zadowolona.
Szłyśmy jakieś dziesięć minut.
- To tutaj - pchnęła jakieś drzwi i weszłyśmy do środka.
W środku był Lysander i jakiś wysoki brunet, do którego wtuliła się Roza to pewnie Leo. Lys obsługiwał jakąś dziewczynę, która cały czas przystawiała się do niego, zauważyłam błaganie w jego oczach. Podeszłam trochę bliżej aby podsłuchać jego rozmowę.
- Może się gdzieś umówimy? - zapytała nieznajoma dziewczyna.
- Mam dziewczynę - powiedział zmieszany białowłosy. 
Podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek.
- Pomóż mi - wyszeptał mi do ucha.
- Cześć kochanie - powiedziałam słodko i splotłam swoje palce z jego.
- Ładnie wyglądasz - uśmiechnął się czarująco.
- Dziękuję.
Podeszliśmy na dziewczyny.
- Nie chcę ci przeszkadzać i pójdę do Rozy - pocałowałam go w policzek i podeszłam do białowłosej, która razem z brunetem obserwowali naszą scenkę.
- Byliśmy wystarczająco przekonywująco? - zapytałam cicho.
- Wyglądaliście jak prawdziwa para - szepnęła Rozalia a Leo tylko potaknął.
Kilka sekund później nie było śladu po dziewczynie, odwróciłam się do Lysa. Westchnął z ulgą, podbiegł do mnie, podniósł mnie i zakręciliśmy się wokół własnej osi.
- Dziękuję - powiedział gdy ponownie stałam na ziemi.
- Nie ma za co.
- Wy na pewno nie jesteście razem? - zapytał zdezorientowany Leo.
- Nie - odpowiedziałam razem z Lysadrem.
- Ach, Leo jest sprawa. Ann szuka pracy i czy mógłbyś ją zatrudnić? - zapytała czarująco Roza.
- Pewnie - uśmiechnął się.
- Dzięki - cmoknęła go w usta.
- To ja powinnam dziękować, ale nie w taki sposób - wtrąciłam się.
- A więc to ty jesteś ta słynna Ann, o której opowiadała mi Roza - powiedział Leo.
- Co opowiadałaś? - zapytałam z lekkim opóźnieniem.
- Muszę lecieć pa - szybko się pożegnała i wyleciała ze sklepu.
Podbiegłam do drzwi.
- Wiem, gdzie mieszkasz - krzyknęłam za pędzącą Rozalią, zwróciłam się do chłopaków - A tak właściwie to gdzie ona mieszka? - uśmiechnęłam się zakłopotana.
Zamknęłam drzwi i podeszłam do lady.
- Przyjaźnicie się od jakiegoś roku i nie wiesz gdzie ona mieszka? - zapytał zaskoczony Lysander.
- No, trochę głupio, potem ją dorwę. Biega szybciej niż przeciętny człowiek na płaskim  - przeszłam na oficjalny ton - Więc na czym będzie polegać moja praca?
- Będziesz doradzała kupującym, czasami poproszę cię żebyś zmieniła wystawę - wyjaśnił mi.
- Do której bym pracowała?
- Dzisiaj masz jeszcze trzy godziny a tak to od ósmej do czternastej.
- A po szkole?
- A o której zazwyczaj kończysz? - zastanowiłam się chwilę.
- O czternastej.
- To po szkole byś tu przyjechała i pracowała do dwudziestej - trochę późno, ale kasa jest mi potrzebna.
- A wynagrodzenie? - zapytałam nieśmiało.
- Tysiąc złoty ci starczy? - spojrzałam na niego zaskoczona, w tym momencie to kupa kasy - Co za mało?
- Nie.
- To o co chodzi?
- Mam ciężko sytuację - powiedziałam cicho, Lysander spojrzał na mnie porozumiewawczo.
- To ja będę leciał - wtrącił się Lys i kierował się w stronę drzwi.
- Czekaj chwilę, mam prośbę - rzuciłam szybko. Odwrócił się i popatrzył na mnie z uwagą.
- Jaką?
- Mógłbyś pojechać do mojego domu i przywieść moje czarne trampki? Nie wytrzymam trzech godzin na ty szczudłach - wskazałam rękoma na moje buty.
- Spoko tylko że nie mam kluczy - kiwnął głową.
Wyciągnęłam klucze i podałam je Lysandrowi.
- Jeszcze ciepłe - uśmiechnął się.
- A co ty myślałeś? - zapytałam retorycznie - Jak je zgubisz to po prostu zabiję.
- Postaram nie zgubić, okej lecę nie wiem kiedy wrócę - wyszedł i zostałam tylko ja i Leo.
- Gdzie mogę odwiesić płaszcz?
- Na zapleczu - kciukiem wskazał na drzwi, które znajdują się za nim.
Na zapleczu znajduje się czerwona, dwuosobowa kanapa nie daleko czarny puchowy dywan, parawan, czajnik elektryczny, mikrofalówka, zabytkowa maszyna do szycia, dużo przeróżnych materiałów, w rogu wieszak na płaszcze. Ściany są pomalowane na ciepły brązowy kolor, wszystko razem komponuje się w przytulną atmosferę. Odwiesiłam płaszcz, podeszłam do maszyny i uważnie się jej przyjrzałam. Kojarzę ją skądś, tylko nie mogę sobie przypomnieć skąd.
- Ona jest tylko dla ozdoby - przestraszył mnie do tego stopnia, że podskoczyłam.
- Nie rób tego więcej, bo zejdę na zawał - odwróciłam się do niego, opierał się nonszalancko o futrynę drzwi.
- Rozbieraj się - rozkazał podchodząc do mnie.
- Że co proszę? - zapytałam zaskoczona. Roześmiał się widząc moją reakcję, no naprawdę bardzo śmieszne.
- Chcę wziąć miary na strój firmowy - wyjaśnił.
- Czy to konieczne?
- No dobra, nudzi mi się wieczorem - wyrzucił to z siebie lekko zdenerwowany. 
Uśmiechnęłam się pod nosem i zdjęłam kamizelkę i bluzkę. Ubrania rzuciłam na kanapę, brunet podszedł do szafki stojącej nie daleko maszyny i z szuflady wyciągnął centymetr krawiecki. Gdy podszedł do mnie bez ruchu patrzył na moje tatuaże. No ludzie, przecież to tylko tatuaże. Chrząknęłam, ponieważ te jego gapienie się dość długo się przeciągało. Przywróciłam go na ziemię, zmieszał się lekko.
- Przepraszam - mruknął cicho i zabrał się za mierzenie.
Drgnęłam gdy przyłożył centymetr.
- Co się stało?
- Zimny centymetr
Każdy pomiar zapisywał na kartce.
- Możesz założyć górę, teraz będę mierzył dół.
Nałożyłam bluzkę i kamizelkę, ale musiałam zdjąć buty i spodnie. Teraz ledwo co sięgałam mu do podbródka.
- Mała jesteś - stwierdził.
- Wiem - mruknęłam niezadowolona.
Po jakimś czasie mogłam nałożyć spodnie i buty. Usiadłam na kanapę
- Nareszcie jestem wysoka - ucieszyłam gdy zapięłam zamek w ostatnim bucie.
- Ale nadal jesteś niższa ode mnie - uśmiechnął się złośliwie. Wstałam i stanęłam na przeciw niego.
- Mówiłeś coś? - zapytałam z tryumfalną miną. Teraz jestem wyższa od niego jakieś cztery centymetry.
- Nie - mruknął i jego uśmiech zrzedł. 
Zanim pojawił się Lysander obsłużyłam ze trzy wybredne klientki. Strasznie zaczęły mnie boleć stopy, skutki noszenia obcasów. Gdy wszedł do środka od razu zabrałam mu trampki i klucze. Bez słowa poszłam na zaplecze i zmieniłam buty.
- A dziękuję to gdzie? - zapytał Lysander kiedy zmieniałam obuwie.
- Dziękuję - mruknęłam przy sznurowaniu - Nie masz pojęcia jaka ulga. A właśnie co tak długo?
- Darken - uśmiechnął się z miną niewiniątka.
- I znowu jesteś niższa - wtrącił Leo.
- Jest jeszcze nikła szansa, że urosnę - spojrzeli na mnie z miną ,, taa, jasne '' - Kogo ja chcę oszukać? Sama w to nie wierzę.
- Za półtorej godziny kończysz - oznajmił Lys - Dobra ja wracam do domu.
- Do jutra - pożegnałam się z nim.
- Zobaczymy się za dwie godziny.
I znowu zostałam z brunetem.
- Pozwolisz, że się rozwalę na kanapie? - zapytałam i nie czekając na jego odpowiedź rozciągnęłam się na meblu.
- Zrób trochę miejsca.
Położyłam nogi na ziemię, gdy usiadł ponownie moje nogi znalazły się na kanapie, tylko, że umieściłam je na kolanach Leo.
- Wygodniej mi tak - uprzedziłam jego pytania. I zaczęłam się gapić na umeblowanie zaplecza.
- Co się tak cały czas patrzysz na te umeblowanie? - zapytał z zaciekawianą miną.
- Na pewno nie jesteś kobietą? - zapytałam podejrzliwie.
- Czemu tak sądzisz? - obruszył się.
- Bo te zaplecze zostało urządzone z taką kobiecą ręką - wyjaśniłam.
- A pytałaś się czy jakaś kobieta mi nie pomagała? - podniósł jedną brew.
- A pomagała?
- Nie - mruknął.
- Na pewno nie jesteś kobietą? - ponowiłam pytanie.
- Mam ci udowodnić, że nie jestem? - i sięgał ręką do zamku w spodni.
- Boże nie - krzyknęłam przestraszona - To lepiej pokazuj Rozalii. A taka mała prośba, mogę zostawić tu lity?
- Ta.
Po jakimś czasie pojawił się klient i musiałam go obsłużyć. Po godzinie Leo puścił mnie do domu, postanowiłam, że pójdę pieszo. Nie mam ochoty na następny mandat. Nie wiem ile szłam, ale postanowiłam odpocząć na ławce w parku nie daleko domu. Usiadłam i bez najmniejszego zainteresowania obserwowałam dzieci, które rywalizowały w zbieraniu kasztanów. Tylko się nie pozabijajcie. Nadeszła taka ładna jesień, wszędzie pospadały kolorowe liście, potem nadejdzie kolejna faza jesieni a mianowicie będzie szaro, buro i ponuro. Moja głowa została zaatakowana liściami, natychmiast się odwróciłam, aby zabić sprawcę a tam był wyszczerzony Armin. Poderwałam się z ławki, chwyciłam garść liści i rzuciłam w niego, brunet rzucił w niebieskowłosego bliźniaka, który rzucał we mnie. Cały czas się ganialiśmy i rozwaliliśmy wszystkie pozagrabiane gromady liści. Uwielbiam takie cofanie się z bliźniakami. Padliśmy zmęczeni i roześmiani na ławkę. 
- Tak właściwie to co tu robicie? - zapytałam ich.
- Szliśmy do domu - wyjaśnił Alexy. Armin w tym czasie dostał esa.
- To od mamy obiad czeka - oznajmił brunet.
- Musimy lecieć. Pa -uściskali mnie i poszli sobie.
Czas na mnie, też ruszyłam swoje cztery litery i powoli szłam alejką wśród drzew do domu. Ta piątka sylwetek chłopaków przede mną kogoś mi przypomina. Nagle jeden brunet na chwilę odwrócił swoją twarz. Przecież to Natan, szybko podbiegłam i wskoczyłam mu na barana.
- Cześć kochanie - cmoknęłam go w policzek.
- Ann? Cześć - chwycił mnie w nogach, jeszcze trochę i bym musiała się puścić.
- Cześć Kevin, Edd, Ash i David - przywitałam się z nimi.
- Siema - powiedzieli prawie że jednocześnie.
- Masz liścia we włosach - oznajmił mi David.
- To go zdejmij - zarządziłam.
- Zaraz.
- Dokąd idziecie? - zapytałam z zaciekawieniem.
- A do ciebie - odpowiedział blondyn z uśmiechem.
- No to Nat będziesz mnie niósł do samych drzwi - powiedziałam radośnie.
- Zejdź na chwilę muszę rozpiąć kurtkę.
- No dobra - mruknęłam cicho.
Zatrzymaliśmy się i wskoczyłam na rudzielca, ten natychmiast podłapał o co mi chodzi i zaczął pędem uciekać razem ze mną. Reszta chłopaków ruszyła biegiem.
- Szybko, dogania nas - krzyknęłam na co Kevin przyspieszył - A nie sory to Ashton.
- Weź nie strasz - skarcił mnie zdyszany - Ciężka jesteś.
Zdzieliłam go po głowie.
- Ała za co?
- Już wiesz za co - burknęłam.
- Odbijam - natychmiast znalazłam się na plecach Astona.
- Patatajaj szybciej. Nat zaraz tu będzie - po chwili znalazłam się w ramionach mojego chłopaka.
- Ładnie to tak uciekać? - uśmiechnął się i mnie pocałował. Oddałam mu pocałunek.
- No, to nie dasz rady uciec spod ołtarza - zażartował David.
- Na pewno nie z pomocą Kevina i Ashton - wtrącił Edek.
- A kto powiedział, że ucieknę? - powiedziałam czule.
- Bo się zaraz zrzygam tęczą - burknął Ashton.
- Ty to wiesz jak zepsuć atmosferę - mruknęłam razem z Natanem. 
Resztę drogi spędziłam w jego ramionach. Jest naprawdę silny, ile dziewczyn rzucało mi zazdrosnych spojrzeń nie dam rady policzyć. Otworzyłam dom i zaprosiłam ich do domu. Darken jak nas zobaczył od razu się łasił i domagał pieszczot. Blondyn o mało nie pobił się z Edkiem kto pierwszy będzie głaskał królika. Takie duże dzieci, ale w pozytywnym sensie. W czasie, gdy się wygłupialiśmy napisałam na awaryjny numer rodzeństwa
Znalazłam pracę :D
Chłopaki pozbierali się około dwudziestej pierwszej. Rozwaliłam się na kanapie i spojrzałam na wypieszczonego królika. Shit weekend się kończy a ja nie napisałam do Jade co z nim zrobić. Zerwałam się i szybko pobiegłam na górę do garderoby. Gdzie ja mogłam wsadzić tą karteczkę? Spokojnie, przypomnij sobie co miałaś wtedy na sobie. Ciemnozielona czapka komin w to raczej nie wsadziłabym karteczki, czarny top ze szkieletem zakonnicy przecież to nie mam kieszeń. Dobra skup się na spodniach, to chyba były ciemnozielone rurki. Odnalazłam odpowiedni wieszak i zaczęłam grzebać po kieszeniach, na szczęścia znalazłam ją, odetchnęłam z ulgą. Wyszłam z garderoby i usiadłam po turecku na łóżko. Wpisałam numer zielonowłosego i wysłałam do niego esemesa:
Hej co z królikiem? Ann
Niech zostanie u cb bd często wpadał i sie z nim widywał :)
Spoko ale ty kupujesz mu karmę :D
Niech stracę nie miałaś żadnych kłopotów z nim?
Nie jest bardzo mądry jak na królika własnie wdrapał się do mnie po schodach na górę
Wykąpałam się, przebrałam w piżamę i poszłam spać z mokrymi włosami oraz Darkenem, który wszedł mi na łóżko. Podsumowując ten dzień należy do udanych.
_____________________________________________________
Okej rozbudowałam trochę końcówkę i według mnie jest lepiej :)
Ma ktoś pomysł co Leo uszyje dla Ann?

13 komentarzy:

  1. Jakie spieprzyłam zakończenie, boskie D:
    Ja nie wiem, jak ty możesz pisać takie długie rozdziały, mi to by taki z tydzień zabrał ;w;
    A co do stroju, Biedronka Ann xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po takich rozdziałach jestem wykończona psychicznie (wymyślam na siłę a jeszcze muszę odrobić pracę domową ) Z własnego doświadczenia wiem, że zmęczenie psychiczne jest gorsze od zmęczenia fizycznego. Jutro postaram się trochę rozbudować zakończenie, dzisiaj jestem już padnięta. Naturalnie powiadomię Cię na Twoim blogu =]
      Serio? Biedronka Ann? Strój firmowy sklepu odzieżowego - biedronka.
      Jakieś normalne ubranie typu sukienka, bluzka, spodnie, spódnica, spodenki, tunika, koszula, top.
      Potrzebuję opisu tego ciucha.

      Usuń
    2. Wiem, że chodziło ci o coś normalnego, ale że brak pomysłu, to wypaliłam z biedronką xD
      Wiesz, jakoś sobie tak wyobraziłam Ann chodzącą do klientów przebrana za biedronkę 8)

      Usuń
    3. Oj, masz Ty wyobraźnię xD
      Też to sobie wyobraziłam C: Spróbuję napisać to z perspektywy Ann.
      Przyszła następna klientka a ja muszę paradować w stroju biedronki. Nie no serio? Strój firmowy sklepu z ciuchami - biedronka. Leo przysięgam ci, że zemszczę się. Nie poszłam, lecz potoczyłam się do kobiety, po drodze zahaczyłam czułkami o wiszący żyrandol i lekko nim zabujałam.
      - Dzień dobry, pomóc z doborem ubrań? - zapytałam z lekkim uśmiechem. Jej mina była bezcenna.

      Usuń
  2. Nie wygłupiaj się zakończenie świetne.
    A co do stroju...eee...tunika i jakieś spodenki?
    no np. Jeansowe spodenki i tunika w mieszanych kolorach...
    nie ma pojęcia XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Super *-* tylko Ashton zepsuł taki moment xd
    Hm... może jakaś czarna sukienka, żeby pasowała do stroju Leo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I taka prośbę mam jeszcze... mogłabyś informować na moim blogu o kolejnych częściach? Prooosze *_*

      Usuń
    2. Masz to jak w banku :) I to nie Amber Gold :P

      Usuń
  4. Cudny rozdział! ♥ Uwielbiam tego bloga! <3 I dziękuje za info :D
    A co do stroju to może jakaś sukienka?
    Kolor: koralowy, opinająca u góry i luźniejsza u dołu przed kolano i do tego plakietka - ekspedientka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. na ''nani mo'' przeczytałam, że rozwinęłaś końcówkę. Wtedy też było dobrze, ale teraz tez świetnie. <3

      Usuń
  6. Super rozdział. :D Poprzednia końcówka była ok, ale teraz jest zajebiście. ;P
    Jak by ci się nudziło to wejdź na: http://jenny21456.blogspot.com/
    Kiedy next? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę jeszcze opisać jak Natan zaprosi Ann na randkę i będę mogła wstawić :D Jak się pospiesze to może jeszcze dziś ^^ Właśnie jestem na imieninach ciotki i mówiąc szczerze nudzę się to zaraz wejdę

      Usuń