Tak formalnie to mój blog czyta 14 osób i jest mi bardzo miło z tego powodu :D Ile jest w rzeczywistości? Nie mam bladego pojęcia. Myślałam że wygra druga opcja ale jak widać Kas jest na prowadzeniu :) Ankieta wciąż jest otwarta, na razie nie mam powodu aby ją zamknąć. A teraz się przyznawać, kto głosował na lesbijkę Ann? xD
Informacja dla osób, które przejęły się moim bólem kręgosłupa. Lekarz stwierdził iż nadwyrężyłam go skokami do bloków ( jestem w reprezentacji szkoły w siatkówce a że pełnię funkcję drugiej rozgrywającej [ wystawiam piłki stojąc pod siatką ] to muszę skakać do każdego przebicia lub ścinki ) Przepisał mi jakieś tabletki, które nic a nic nie działają i jestem zwolniona z w-f do końca miesiąca. Dziękuję za wszystkie życzenia :D
________________________________
Otworzyłam prawą powiekę, drugiej nie mogę rozkleić. Poruszałam prawą ręką i nogą, druga połowa mego ciała jeszcze śpi. I jak mam funkcjonować z tylko jedną połową ciała? Przecież dzisiaj mam randkę z Natanem, od razu rozbudziły się zaspane kończyny. Zaczęłam powoli podnosić się do pozycji siedzącej, poczułam ostry ból wydobywający się z końców pleców.
- O kurwa, mój krzyż - jęknęłam.
Ledwo dowlokłam się do garderoby, każdy najmniejszy ruch sprawia mi ból. Ciekawe czy Peggy naprostowała poprzedni artykuł o mnie. Aby nie sprawić sobie więcej bólu wybrałam ciuchy jak leci, wyszło na długi, szary top z czaszką i poszarpane legginsy. Żeby pasowało wzięłam jeszcze czarne workery i skórzaną bransoletkę z ćwiekami.
(tylko top i legginsy reszta nie, popsuł mi się program retuszujący i nie poprawiłam zdjęcia :C)
Z wielkim trudem wzięłam torbę i zeszłam na dół. Głodnemu Darkenowi dosypałam karmy i dolałam wody. Zakręciło mi się w nosie i głośno kichnęłam aż poszło metaliczne echo, doturlałam się do szuflady z lekami i wzięłam przeciw bólowy ibuprom. Poczesałam włosy, nałożyłam płaszcz i wyszłam na autobus. Dzisiaj nie dam rady na własnych siłach dojść do liceum, oszczędzam i jadę na gapę. Całe szczęście że nie dostałam kolejnego mandatu, na dziedzińcu dopadła mnie Rozalia ze szkolną gazetką.
- Mam nadzieję, że Peggy sprostowała poprzedni artykuł - powiedziałam do niej.
- Jest jeszcze gorzej - mruknęła.
- Co? - krzyknęłam.
- Sama zobacz - wcisnęła mi gazetę do rąk.
Spojrzałam na nagłówek, który głośno krzyczał Stare i nowe ofiary w sidłach Ann. Pod spodem było zdjęcie moje z Kastielem przy scence z egzorcyzmem. Uwieczniła nas gdy przyłożyłam krzyż do torsu Kasta, chociaż na zdjęciu wygląda jakbyśmy się całowali, następne dwa przedstawiało mnie i Nataniela jak robimy face palma i mnie obejmuje. Przesunęłam wzrok na kolejne zdjęcie tym razem byłam z zarumienionym Lysem wtedy była przy nas białowłosa ale została perfidnie wycięta i na sam koniec ja z Natanem gdy trzymamy się za ręce i się całujemy na pożegnanie. Nigdzie nie widziałam Peggy z aparatem.
- Zaraz zostaniesz moją kolejną ofiarą ale morderstwa - wymruczałam kompletnie wkurwiona.
Nie zważając na ostry ból w plecach w sekundę byłam w biurze tej suki. W środku był wkurzony Kastiel i Lysander, pieprzone deja vu. Rzuciłam torbę w kąt.
- Miałaś to cholera jasna sprostować a nie pisać kolejny kiepski artykuł - wydarłam się i wskazałam na nagłówek dzisiejszej gazetki.
- Miałam i? - wzruszyła ramiona.
- I masz to do kurwy nędzy naprawić - warknęłam z furią. Powyrywam jej kończyny, przyszyję i na nowo oderwę.
- Bo co mi zrobisz? - przewróciła oczami.
Skoczyłam w jej kierunku i ponownie zostałam złapana oraz odstawiona na ziemię.
- Widzisz? Nic mi nie zrobisz - prychnęła rozbawiona, zaraz ci te zęby powybijam i będziesz jadła przez słomkę.
Bez problemu się wyszarpałam, więc to pewnie był Lysander. Pchnęłam ją na ziemię, na oślep biłam po twarzy. Dostała w nos i chyba go złamałam, bo nieźle krwawi, w lewe oko i splot słoneczny dopóki nie zostałam od niej odciągnięta przez Kastiela i trzymana w szczelnym objęciu.
- Wolałbym zobaczyć was jak się bijecie w stroju kąpielowym w basenie kisielu - burknął.
Nie odpuszczę, o nie. Muszę się jakoś się wydostać, spojrzałam na jego buty, kurwa glany. Peggy podniosła się i trzymała za nos. Nie mam szans abym walnęła go z łokcia w żebra. A gdyby tak z nogi w łeb? Jest większe prawdopodobieństwo że sama się walnę i nie jestem rozciągnięta. Mam nadzieje że nic mu się stanie. Z całej siły kopnęłam go w prawe kolano.
- O kurwa - puścił mnie i trzymał się za bolące miejsce.
Biegłam do niej, ale zostałam złapana za włosy i ciągnięta do tyłu. Kopnęłam w drewniane biurko i pod wpływem grawitacji przewróciło się.
- Już mi się nie wyminiesz - podejrzewam że uśmiechnął się cynicznie.
Odwróciłam się w jego stronę i odepchnęłam go nogą celnie trafiając w czułe miejsce znajdujące się na klatce piersiowej czyli splot słoneczny, próbując złapać równowagę uwolnił moje włosy i w spokoju mogłam dokończyć swoje zadanie. Z rządzą mordu w oczach obróciłam się w stronę przerażonej Peggy kopnęłam ją w lewy bok głowy, podcięłam, podniosłam za fraki, dwa razy uderzyłam w splot, bo przecież w oczy i w krocze nie będę uderzać. Zamachnęła się aby uderzyć mnie w brzuch lecz w porę ją zablokowałam. Przygwoździłam do ściany i zaczęłam dusić.
- Masz. Mi. Się. Nie. Wpierdalać. W. Życie - syczałam w przerwach między ciosami.
Zostałam chwycona za ręce i unieruchomiona.
- Uspokój się - kopnęłam w bok osobę, która to powiedziała i mam teraz jedną wolną rękę.
- Ty ja zabijesz - i to chodzi. Tą osobę kopnęłam z obrotu w głowę i druga ręka wolna.
Podeszłam do fioletowowłosej, która na mój widok się skuliła.
- Masz to naprawić za trzecim razem nie będę taka łagodna - oznajmiłam.
Odwróciłam się do chłopaków, Lys siedzi na podłodze i trzyma się za głowę a Kast opiera się o ścianę i ciężko dyszy. Jednak karate się przydaje, opuściła mnie adrenalina i z powrotem zaczęły boleć mnie plecy.
- Zaraz wracam i macie się nigdzie nie ruszać - warknęłam. Odpowiedział mi zbiorowy jęk.
Poszłam do pokoju głównego gospodarza. Zobaczyłam go jak pił sprite z aluminiowej puszki, podeszłam do niego, chwyciłam za węzeł krawatu i powlokłam do biura tej kretynki.
- Co ty robisz? - wykrztusił gdy go ciągnęłam. Ciągnę cię za krawat, nie widzisz?
Rozglądnął się zdziwiony po biurze Peggy, też się rozejrzałam. Widok jak po przejściu huraganu. Wszędzie porozwalane papiery, przewrócone biurko, zakrwawiona dziewczyna pod ścianą, ciężko dyszący chłopak również oparty o ścianę drugi trzyma się za głowę na jego twarzy maluje się wyraźny ból. Podniosłam gazetę, która leżała przy podeszwach moich butów. Powolnym ruchami schyliłam się po nią a jeszcze wolniej się wyprostowałam, moje plecy, ja pierdolę, jaki ból.
- Patrz co napisała - pokazałam blondynowi dzisiejszy artykuł na pierwszej stronie - To jest pierdolony photoshop. Tu - wskazałam na puste miejsce między mną a Lysem - była Rozalia a te dwa - postukałam w zdjęcia z Natem - są zrobione po za terenem szkoły i dotyczą mojego prywatnego życia. Kazałam jej naprostować poprzedni artykuł a że nie tego nie zrobiła to zasłużyła na to.
- Pobiłaś ją? - zapytał zdziwiony.
- Nie, ma autoagresję - powiedziałam sarkastycznie.
- A co im się stało?
- Próbowali mnie zabrać od niej - wyjaśniłam.
- Dres z baseballem przy tobie to mały chłopaczek z patyczkiem - powiedział słabo Kas i podszedł do nas kulejąc akurat na tą nogę co dostał w nią ode mnie - Czemu akurat ja dostałem najwięcej?
- Bo najbardziej się pchałeś - odpowiedziałam mu.
- Ciesz się że nie dostałeś z obrotu w głowę - mruknął Lys.
- Najbardziej poszkodowana jestem ja i nie narzekam - mruknęła Peggy.
- Zasłużyłaś - warknęłam do niej - Zrobimy tak, Kastiel i Lysander do pielęgniarki, Nat napisz potem dla Kastiela zwolnienie z lekcji.
- Nie mowy, nie wypiszę mu zwolnienia - sprzeciwił się.
- Rób jak ci mówi - rozkazał mu białowłosy.
- Nie denerwuj mnie i wypisz te zwolnienie - syknęłam ostrzegawczo.
- Dobra, napiszę te zwolnienie - mruknął.
- Masz jeszcze ją przypilnować żeby napisała ten prostujący artykuł - spojrzałam na poszkodowanych chłopaków - A co wy tu jeszcze robicie? Marsz do pielęgniarki.
Kast poszedł opierając się o Lysa.
- Peggy jest cała zakrwawiona, też musi iść do pielęgniarki - powiedział lekko zmartwiony Nataniel.
- To idź z nią i pilnuj ją z pisaniem. Ja mam dosyć tej pierdolonej szkoły i wynoszę się - chwyciłam torbę i wyszłam po za teren placówki.
Idę do butiku Leonarda, podejrzewam że z tej ulicy na wiktoriańską mam jakąś godzinę drogi, jeszcze te plecy. Ja się zabiję. Zauważyłam, że w ręce nadal ściskam tą nieszczęsną gazetę. Wsadziłam ją do torby, wyjęłam słuchawki, podłączyłam do odpowiedniego gniazda w telefonie, założyłam je i z telefonu puściłam jakąś losową piosenkę. Może jak się skupię na muzyce to uda mi się zapomnieć o bólu? Spojrzałam na tytuł całe całe trzy albumy Green Daya ¡Uno! ¡Dos! ¡Tré! i jest git.
Zgodnie z przypuszczeniami godzinę później byłam na miejscu i gdy się skupiłam na muzyce zapomniałam o krzyżu. Przed wejściem do sklepu spauzowałam muzykę i zsunęłam słuchawki na szyję. W środku były dwie klientki i zmęczony oraz śpiący Leo. Po czym poznałam że jest zmęczony oraz śpiący? Po tym że, zamiast je obsługiwać to siedzi za ladą, oparł głowę o rękę, ma wory pod oczami i same zamykają mu się oczy. Oj, Roza co ty z nim zrobiłaś? Z firmowym uśmiechem podeszłam do jednej niezdecydowanej kobiety.
- Dzień dobry czy pomóc pani z wyborem? - zapytałam grzecznym tonem.
- Szukam kolorowej ale nie za mocno kolorowej bluzki - odpowiedziała zmartwiona.
- Jakieś specjalne życzenia?
- Ciemne z jasnym akcentem.
Rozejrzałam się po rzędzie wieszaków, jakaś pierwsza lepsza bluzka aby ją zbyć. Wyciągnęłam czarną bluzkę przedstawiającą rękę, z której wylatuje żółta róża, nawet ładna.
- Myślę że ta będzie idealna - uśmiechnęłam się i zaprezentowałam ciuch.
- Jest cudowna - zauważyłam radość na twarzy kobiety.
Rozejrzałam się po sklepie, drugiej klientki już nie było. Pierwsza zapłaciła za ciuch i wyszła.
- Już czternasta? - wymamrotał brunet z zamkniętymi oczami.
- Nie, przyszłam popracować rano żeby mieć wolne popołudnie. Idź się przespać, zastąpię cię - ciągnęłam za sobą ledwo przytomnego szefa w kierunku zaplecza, w którym znajduje się kanapa.
- Nie, dam radę - sprzeciwiał się ale nadal za mną szedł.
Władczym ruchem ręki popchnęłam bruneta na kanapę, bez oporów na nią opadł.
- Połóż się i śpij - powiedziałam łagodnie.
- Zobaczysz, nie zasnę - mruczał przy zdejmowaniu butów.
- Zaśniesz.
Z jego rąk zdjęłam poduszeczki z szpileczkami, spojrzałam na nie lekko zdziwiona.
- Płasz i lusterka zdejmiesz sam, ja nie mogę się schylać - oznajmiłam mu.
Bądź przeklęty bólu w kręgosłupie! Odłożyłam poduszeczki na pobliski stolik, gdy podał mi lusterka również je odłożyłam.
- Połóż się - rozkazałam. Leo nie miał innego wyjścia i się położył.
Wyglądało to komicznie. Wysoki facet musiał się gnieździć na dwuosobowej kanapie, kolana ma przy samej brodzie. Odłożyłam torbę i z wyrazem bólu na twarzy zdjęłam płaszcz. Jest wystarczająco długi aby choć trochę okryć szefa. Przykryłam go i z trudem się odchyliłam. Ile bym dała za tabletki przeciwbólowe. Tylko dwadzieścia zeta, bo tylko tyle mam. Ponownie przyglądnęłam się zabytkowej maszynie, skądś ją kojarzę, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd. Chyba taką miała babcia, tak, miała taką samą. Ścisnęło mnie w dołku, gdy przypomniałam sobie nie żyjącą babcię. Tak bardzo mi cię brakuje. Nałożyłam słuchawki, od pauzowałam muzykę i wyszłam z zaplecza. Nikogo nie ma, zrobię jakiś porządek z ubraniami i usiądę za ladą. Przyda mi się taki chwytak co zbiera się nim śmieci, nie dam rady więcej się schylać. Wyzuta z sił opadłam na krzesło za ladą. Chyba pięć minut szukałam pozycji, w której najmniej bolałyby mnie plecy. Wreszcie znalazłam, odchyliłam głowę do tyłu i rozkoszowałam się spokojem. Do sklepu wpadła banda rozchichotanych nastolatek. Nie no, nie no, nie no, kurwa już nie miały kiedy? Spauzowałam muzykę, zsunęłam słuchawki na szyję, schowałam je pod włosami i podeszłam do nich.
- Pomóc w czymś? - zapytałam zmęczonym głosem chociaż starałam się aby zabrzmiał naturalnie.
- Nie, dziękujemy - odpowiedziała jedna z nich.
Usiadłam za ladę i obserwowałam je twarzą bez emocji, wyszły pięć minut później. Wróciłam do przerwanej mi czynności. Dwie godziny później obudził się Leo, w tym czasie obsłużyłam cztery klientki.
- Obudził się książę z bajki - mruknęłam gdy podszedł do mnie.
- Wiem, że jestem przystojny, ale że od razu książę z bajki - powiedział przy przeciąganiu się i potargał mi włosy.
- Gdyby nie to że bolą mnie plecy już byś nie żył - zabrzmiało złowrogo - Masz coś przeciwbólowego?
- Jakiś ibuprom na zapleczu powinien się znaleźć.
Poszliśmy do pomieszczenia, brunet przekopał całą szufladę i z wyrazem tryumfu podał mi opakowanie ibupromu. Rozejrzałam się za jakimś piciem, nie ma. W buzi nagromadziłam dość dużo śliny, włożyłam tabletkę i połknęłam. Skrzywiłam się, na języku został gorzki posmak.
- Mogę wiedzieć czemu nie ma cię w liceum? - zapytał i uniósł jedną brew.
- Wieczorem mam randkę i jak się domyślasz wyszykowanie się na nią trochę trwa - wyjaśniłam.
Spojrzałam na mężczyznę, nie widać już po nim takiego zmęczenia. Worów pod oczami już nie są aż tak widoczne no i nie zamykają mu się ślepia.
- Ach, mam coś dla ciebie - uśmiechnął się tajemniczo.
- I dlatego byłeś taki zmęczony? - poszedł w głąb zaplecza ja w tym czasie próbowałam usiąść na kanapie.
- Może - odpowiedział wymijająco.
Podszedł do mnie i w rękach trzymał jakieś damskie ciuchy. Zatłukę się najbliższą rzeczą jeżeli mam je przymierzyć.
- To jest twój strój firmowy - wskazał mi koralową sukienkę opinającą u góry i luźniejszą u dołu. Na moje oko będzie sięgała mi do kolan - Gdzieś jest jeszcze plakietka z napisem ekspedientka.
- I w zimę mam paradować w sukience - powiedziałam z po wątpieniem i spojrzałam na niego jak na oszołoma.
- Tak - wyszczerzył się. Ty to jesteś demon.
Następnie zaprezentował mi czarną sukienkę bez ramiączek, sznurowaną z przodu, jest obcisła do bioder i ma dwie falbanki sięgające do połowy ud. Ta będzie gdzieś na lato. Była jeszcze tunika w ciemnych barwach, kończyć mi się będzie gdzieś tak w jednej czwartej ud, w komplecie znajdują się czarne spodenki, które gdzie nie gdzie przechodzą w szarość. Ten komplet mogę zabrać do domu na własny użytek.
- I przez ciuchy dla mnie zawaliłeś sobie całą noc? - zapytałam zszokowana gdy skończył prezentację.
- I dzień - mruknął cicho.
- Co? Dzień i noc powinieneś zarywać dla Rozy a nie dla mnie - skarciłam go - Czarną sukienkę, tunikę i spodenki wezmę do domu. Jak przestaną boleć mnie plecy wtedy nałożę sukienkę.
- Spoko - ciuchy zapakował mi w torebkę i położył obok torby.
Swój płaszcz zauważyłam na wieszaku.
- Pomóż mi wstać - wyjęczałam i wyciągnęłam ręce w jego kierunku.
- Stara babcia - powiedział złośliwie gdy pomagał mi wstać.
- I czuje się jak stara babcia - mruknęłam.
Wyszliśmy z zaplecza, wyciągnęłam telefon z kieszeni i sprawdziłam, która godzina. Dochodzi trzynasta, więc mam jeszcze jakąś godzinę pracy a potem będę się szykowała. Mam nadzieję że ból przejdzie przed osiemnastą.
_______________________________
Może i krótki ale gdybym opisała cały dzień Ann to bym się nie pozbierała.
Następny rozdział będzie pisany z perspektywy Ann oraz Natana. Nie bądźcie zbyt surowe, ale mam małe doświadczenie jeżeli chodzi o pisanie z perspektywy chłopaka.
Dziękuję za pomoc przy wymyśleniu stroju :D Nie mogłam się zdecydować, więc użyłam wszystkie =]


Super! rozdział ekstra, Ann taka eee... bojowa XD.
OdpowiedzUsuńcyekamz na kontynuacje i zyczymy powrotu do zdrowia.
Podejrzewam że też byś się wkurzyła gdyby wydrukowali taki artykuł o Tobie ;)
UsuńNiech zgadnę zamiast z jest y a litery z ogonkami i kreskami są pod różnymi znakami? Probowałaś Ctrl + Shift?
tak XD dopiero po napisaniu się zorientowałam... nie chciało mi się zmieniać bo jestem zbyt leniwa :)
UsuńPrzyznaje się, to ja zagłosowałam na lesbijkę Ann xD
OdpowiedzUsuńRozdział mega, a nikt by się nie obraził gdyby Peggy była bardziej poszkodowana 8)
Rozwaliłaś mnie tym głosem xD Kiedy nxt u Ciebie?
UsuńNo wiesz, ja zawsze jestem za głupimi rzeczami xD
UsuńLaptop z drewna, czekam aż się ogarnie i idę coś napisać.
hej miki to ty piszesz nani no tak więc zaproś mnie bo nie mogę czytać tego bloga
UsuńEJ CO JEST! :( Miki nie mogę czytać Twojego bloga, bo nie jestem zaproszona. ;_;
UsuńSprawdźcie teraz, ej ktoś mi się włamał i pozmieniał ustawienia, było że tylko autorzy bloga mogą widzieć, wtf D:
UsuńŁał zaczynam się bać o swoje konto D:
UsuńSuper ;)
OdpowiedzUsuńAnn do boju! Zabić wszystkich którzy staną nam na drodze xd
Rozdział mega, już nie mogę się doczekać ich randki *-*
Nie jesteście ciekawe jak Ann poznała Natana?
OdpowiedzUsuńJesteśmy ciekawe. :D Znaczy ja na pewno. :D
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. ♥
Też gram w siatkówkę, też rozgrywająca, chociaż dużo bardziej lubię przyjmować i uważam, że dużo lepiej mi to wychodzi. :> Czekam na next i życzę powrotu do zdrowia. ;-)
też jestem ciekawa następnej części i też gram w siatke jako środkowa bloku byłam przyjmujacą ale dali mnie na tą niestety ale przyjmująca to lepsza pozycja i lepiej mi wychodzi pisz dalej :D i wracaj szybko do zdrowia:D
Usuńa ja blok, to nie, bo mam tylko 164 cm wzrostu. xD
Usuńja mam 162 to jestem jeszcze niższa niestety
UsuńMam 165 i 14 latek (trochę mało, wiem) i trenerka każe mi skakać i to jest czasami męczące. Przez skoki nadwyrezylam sobie kręgosłup :/ przez to że jestem rozgrywająca nie umiem ścinać, więc na treningach będę się uczyła:) a na ważniejszych meczach znów bd musiała sterczec pod siatką :|
UsuńKamilo miło jest mi czytać komentarze od czytelników, którzy się ujawnili :D
Rozdział piszę, w głowie mam tyle do napisania, że mam ochotę się załamać.
oj nie załamuj się to rób to powoli aż napiszesz fajne to było jak dokopała kastielowi:D
UsuńOkej, będę dla was zarywala noc i ryzykowala zabraniem lapka:D Muszę się zmotywowac i postaram się wstawić rozdział w poniedziałek lub wcześniej :)
UsuńJest już u mnie kolejna część! :P
OdpowiedzUsuńI mój komentarz też :D
UsuńPff... Za szybko czytasz, nawet nie zdążyłam wrzucić na wiki (tam też wstawiam), patrze a tu już twój komentarz xd
UsuńPo prostu jak się zalogowałam to pojawiło mi się powiadomienie, że minute temu dodałaś następną część :D
UsuńPS Zostawiłaś 300 komentarz :)
Pierwsza moja reakcja po przeczytaniu tego rozdziału...WOW! Ale Ann im dokopała :D I to mi się podoba :D Też gram w siate... ale nie mam stałego stanowiska Xd zmieniam się czasami...
OdpowiedzUsuńA propo... nie zagłosowałam... bo nie mogę się zdecydować... na serio... masakra...BARDZO trudny wybór ;(
Chyba lesbijka i zginiecie w pożarze odpada :)
UsuńCzujesz się pewnie jakbyś musiała wybierać pomiędzy ulubionymi słodyczami :] Masz jakieś 30 dni na wybór xD
ja też dopiero wczoraj chyba zagłosowałam, bo nie mogłam się zdecydować. xD
Usuń