8 wrz 2013
Gravity, don't mean too much to me I'm who I've got to be Rozdział I
Dodaję pierwszą część. Druga możliwe, że będzie jutro.
Dzisiaj zostałam w domu, nie chciało mi się iść do liceum. Za piętnaście minut mam spotkanie z chłopakami na dachu jakiegoś biura.Telefon muszę zostawić. Nałożyłam szare aladynki, czarne adidasy, skórzane rękawiczki do wspinaczki górskiej aby nie obcierać sobie dłoni i biały top, który odsłaniał moje dwa tatuaże pod obojczykami. Rysunki były dopiero widoczne, gdy ktoś gapił mi w dekolt. Związałam włosy w kucyk, mam nadzieje, że przez tą grzywkę nie rozbije się na najbliższym budynku. Zamknęłam dom, klucze zostawiłam w wiszącym kwiatku. To niesłychane, że on jeszcze rośnie, rzadko kiedy podlewam kwiaty. Zaczęłam biec, po chwili znalazłam się w parku, na horyzoncie zamajaczyła mi mała, płytka fontanna. Wyczułam moment dwu sekundowej przerwy w dostarczaniu wody i przebiegłam po niej. Usłyszałam szczekanie psa, zaczął mnie gonić, chyba się komuś zerwał, dziad chce mnie ugryźć. Zbliżałam się do końca parku, no dobra koniec tego, raptownie się zatrzymałam i odwróciłam. Spojrzałam z mocą na psa, spotulniał i położył się na plecy w geście "boje się ciebie" na obroży miał napisane Demon.
- Demon? - zwierze spojrzało na mnie nadal leżąc. To już wiem jak się nazywa.
- Demon, tutaj jesteś - to chyba właściciel. No zajebiście zajmuje się psem.
- Poszedł - rzuciłam ostro, zbieg podniósł się, zaskowytał i poszedł z podkulonym ogonem. Odwróciłam się, żeby go ochrzanić. To był zdyszany Kastiel, złapał się kolana i po chwili spojrzał na mnie.
- Ann? - powiedział zdziwiony.
- Nie, duch święty. Tak, to ja. Jesteś cały czerwony na twarzy, jak twoje włosy - odpowiedziałam i założyłam ręce.
- W biegu cię nie poznałem, byłaś za szybka - burknął obrażony.
- Masz jakiś problem? To jest ten pies, co miałeś go mną szczuć?
- Tak i nadal będę go szczuć - uśmiechnął się szelmowsko.
- Patrz i obserwuj - spojrzałam groźnie na Demona, a ten zaskowytał i znowu położył się na plecach i podkurczył ogon.
- Zepsułaś mi pieska - powiedział skrzywdzony.
- Bywa - powiedziałam zadowolona - Muszę lecieć, bo chłopaki się wkurzą.
- A gdzie idziesz?
- I tak tam nie dotrzesz. Na dach budynku.
- Co?
- To.
- A gdzie to? Masz tatuaż? Uprawiasz parkour?- zapytał gdy gapił się na moje piersi. Taa, to było do przewidzenia, że on je zobaczy.
- Gdzieś. Nie, to rysunek, namalowałam go sobie kredką, no i co z tego że skaczę po budynkach?
- Lysander ma większy.
- No to niech ma. Skończyłeś przesłuchanie? Śpieszy mi się - zaczęłam burczeć niezadowolona.
- Ta.
- Na następny raz lepiej pilnuj psa - powiedziałam na odchodne.
Nie czekałam na odpowiedź i pobiegłam na spotkanie, znalazłam się przed budynkiem i zaczęłam się wspinać, słyszałam komentarz małego dziecka:
- Mamo, patrz to pani Spiderman - uśmiechnęłam się i wspinałam dalej, dobra teraz tylko się podciągnąć i będę na dachu.
Chłopaki już są, chyba jestem jedyną dziewczyna, która uprawia parkour. David, Ed, Ashton i Kevin gadali w grupce, Natan patrzył się na panoramę miasta. Każdy z nich był ode mnie starszy. Nat ma ostatni rok a potem na studia, reszta jest starsza o rok.
- Cześć wszystkim, ech nasza stara miejscówka - przywitałam się.
- Siema - odpowiedział David.
- Spóźniłaś się - złajał mnie Kevin.
- No wiem, miałam małe problemy.
- Z chęcią posłucham jakie - wtrącił się Ashton.
- Ja też - do Ashtona przyłączył się Ed.
- Dobra, zejdźcie z niej, każdemu się może zdarzyć - powiedział milczący jak dotąd Natan, poczułam jego umięśniona klatkę na moich plecach i mnie objął.
Ja i Nat jesteśmy tak jakby w związku, tylko nie wiem czy to związek, jesteśmy blisko i tyle. Znamy się od czerwca. Jest wysoki, przystojny, ma dłuższe czarne włosy i piękne lazurowe oczy.
- Ja się tylko przywitałem - mruknął blondyn.
- Mogę wam powiedzieć komentarz jakiegoś małego smarka.
- No to mów - burknął niezadowolony szatyn.
- Ash ogarnij się, już masz pretensje, że Nat zwrócił ci uwagę - powiedział kolorowo włosy Ed, czyli brunet z morskimi końcówkami.
- Tobie też zwrócił - mruknął Kevin, rudy ale wściekle przystojny.
- Dobra zamknijcie się. Wspinałam się na budynek a młody powiedział mamo, patrz to pani Spiderman - każdy się uśmiechnął tylko nie wiem jak Natan, bo był za mną.
- Ocho, ktoś chce odebrać nam miejscówkę - powiedział Nat wskazując na sześcioosobową grupkę.
- Sześć osób - oznajmiłam. Nie wiem czemu ale zaczekam się na nich gapić i szukać jakieś dziewczyny, sami chłopacy.
- Będzie sprawiedliwie - mruknął David. Dwóch blondynów, szatynów i brunetów, mimowolnie się uśmiechnęłam. Wyglądało to nawet zabawnie.
- To nasze miejsce - powiedział jeden z blondynów najprawdopodobniej szef.
- Nie masz pojęcia jak bardzo się mylisz - odpowiedział mu spokojnym głosem Natan.
- Pojedynek parkuru.
Tłumaczenie tytułu rozdziału
Grawitacja nie znaczy dla mnie zbyt wiele
Jestem tym, kim muszę być
Bulletproof Heart My Chemical Romance
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Świetne <3 ~JaramSieSFx3
OdpowiedzUsuńSuper zaiwaniście <3
OdpowiedzUsuńSuper ^^ ~Slotkasasa
OdpowiedzUsuń