- Dwójka najlepszych ode mnie i dwójka najlepszych od ciebie - mówił nadal spokojnym głosem, jak on może być taki opanowany?
- Zgoda, Derek możesz? - do blondyna podszedł brunet. Jestem ciekawa kto będzie u nas.
- Ann, biegniesz ze mną? - zapytał.
- Pobiegnę - jestem w dwójce najlepszych, to miło połaskotało mi ego.
- Ona biegnie? To już miejsce należy do nas - zaśmiał się gburowato jakiś szatyn.
- Jeszcze się przekonamy - prychnęłam, po czym zapytałam blondasa - Gdzie biegniemy?
- Widziałem jakieś liceum, nazywa się Amoris czy jakoś tam, świetny budynek na pojedynek - cholera jasna lekcje się nie skończyły.
Każdy będzie się na nas gapić i każdy zobaczy moje tatuaże, ja pierdole. Chociaż, jeśli będę szybko biegła nikt nie zauważy, mam jeszcze większą motywacje. Oby dyrka mnie nie wywaliła na zbity pysk. A zresztą, zrobię wszystko żeby nie stracić miejscówki.
- Zaraz wrócimy - powiedział Nat i odciągną mnie na stronę - Ty tam się uczysz?
- Tak - grzywka zaczęła mu opadać na paczadła.
- Nic ci się potem nie stanie? - zapytał, spojrzałam mu w oczy, zobaczyłam w nich troskę.
- Zrobię wszystko, żeby nie stracić miejsca - powiedziałam z powagą - I tak po za tym mamy szansę wygrać, nie będę miała problemów z wejściem na dach.
- W każdym razie uważaj - pocałował mnie w nos, a więc jesteśmy razem. Wróciliśmy do tamtej bandy - Jaka jest trasa?
- Przez park, potem wspinamy się na tamten budynek - wskazał na niego, po czym kontynuował - Potem na jakiś mniejszy, znajdujemy się na ulicy i biegniemy do liceum. Kto pierwszy na najwyższym dachu wygrywa. Zrozumiano?
- Tak - skinęłam głową, dam radę.
- Jestem Alan - przedstawił się jasnowłosy.
- Natan - wskazał na mnie - A to jest Ann.
Cała się trzęsłam w środku z emocji, już nie mogę. Kiedy zacznie się pojedynek? Ash dał sygnał startu i ruszyłam jak torpeda na dół. znalazłam się w parku, a Derek wysuwał się na prowadzenie. Na plecach poczułam czyjś oddech, chyba Alana. Cholera gdzie jest Natan? Przeskoczyłam ławkę i kątem oka zauważyłam go, był pięć metrów ode mnie. Nadal nie mogłam się pozbyć ogonu. Dereka już nie widziałam. Kurwa muszę przyspieszyć, bo przegramy. Ogrodzenie parku pokonałam bez przeszkód.
Bez trudności zaczęłam się wspinać na budynek, a rywal utknął. Nat mnie dogonił i razem się znaleźliśmy na dachu. Na nasze szczęście Alan został na samym tyle. Zrównaliśmy bieg i skoczyliśmy na mniejszą budowlę, na chwile odwróciłam głowę. Rywale zaczęli być bliżej nas, za blisko.
- Nat, musimy się pospieszyć, zaraz nas dogonią - powiedziałam, gdy schodziliśmy.
Schody? To będzie dziecinnie łatwe. Skakałam z pietra na piętro. Na dole widzę zamknięty kontener na śmieci. Wyskoczyłam z pół piętra na kontener. Chyba zrobiłam wgniecenie. Dobra, teraz malutki skok, ugięłam nogi w kolanach i miękko wylądowałam na chodniku. Chłopak zrobił to samo, niestety oni też. Zaczęliśmy zostawać w tyle. W biegu byli nieźli, gorzej im szła wspinaczka. Powtórzyłam swoje myśli dla Natana. Na co mi odpowiedział, że zauważył. Mamy jeszcze szansę. Znaleźliśmy się na dziedzińcu, była przerwa, cholera jasna. Oni zaczęli powoli wchodzić na dach. Wokół nich zaczął zbierać się tłum gapiów.
- Nat, zaraz przegramy.
- Nie przegramy, patrz, wybrali złą drogę. Muszą z chodzić na dół i zaczynać w innym miejscu. Pokaż gdzie najlepiej wejść.
- Biegnij za mną - pobiegłam i zaczęłam się wpinać na jakieś wysokie, rozłożyste drzewo.
Po chwili byliśmy już na dachu, wygraliśmy. Sekundę potem pojawili się oni.
- Natan, wygraliśmy - z tej radości pocałowałam zdziwionego chłopaka, za drugim pocałunkiem zaczął mi je oddawać.
- Moje gratulacje, jesteście naprawdę dobrzy - pogratulował nam Alan.
- Dziękuje, macie więcej się na pokazywać na naszym dachu - powiedziałam z pogardą.
- Umowa, to umowa, szczęścia życzę - odezwał się Derek i zaczęli schodzić.
Na dole zauważyłam wkurwioną dyrkę, nauczycieli, którzy chcieli ogarnąć tłum gapiów i czupryny chłopaków. Najbardziej się rzucała Keva. Bezmyślnie do nich pobiegłam. Jak to możliwe, że nie jestem zmęczona? Adrenalina zaczęła mi odchodzić, wykrakałam. Znalazłam się na dole i bokiem przeskoczyłam ławkę. Usłyszałam jakieś oklaski, które mam je w dużym poważaniu. Natan został z tyłu.
- Chłopaki ledwo, ale wygraliśmy - zaczęli mną podrzucać. Kątem oka zauważyłam Amber, która się podwalała do Nata - Dobra postawcie mnie.
- No dobra - powiedział Edek.
Odstawili mnie i poszłam w stronę tamtej dwójki. Byli pod drzewem.
- Odczep się, mam dziewczynę.
- Po co ci ona, skoro ja tu jestem. A nawet jej nie widać - zaczęła Amber i się do niego przysunęła, na co on się odsunął.
- Mylisz się - powiedziałam i stanęłam obok Natana.
Ten mnie pocałował. Kiedy skończyliśmy tej krowy już nie było. Zaczęliśmy iść do chłopaków.
- Ann, chodź tu natychmiast - usłyszałam wkurzoną dyrektorkę. Zatrzymałam się w pół kroku.
- Kurwa, to moja dyrka, idź do chłopaków, potem może do was dołączę - powiedziałam i poszłam do dyrektorki.
- Co to miało być? Nie było cię na większości lekcji, masz teraz zostać i mi wytłumaczyć o co w tym chodzi.
- Dobrze zostanę, walczyliśmy o miejscówkę i tyle - wyjaśniłam jej.
- Nie chcę więcej tego widzieć - poszła sobie i wróciłam do chłopaków po drodze zaczepił mnie Armin.
- To było niesamowite, aż na świeże powietrze wyszedłem - powiedział z podziwem.
- Dzięki, u mnie to norma, spieszę się - nie czekałam na odpowiedź i kontynuowałam swoją drogę.
- Ej, ja muszę zostać na lekcje - powiedziałam, gdy doszłam.
- Masz jakieś kłopoty? - zapytał mnie opiekuńczo Natan.
- Nie, chyba znudziły się jej kary dla mnie - rozpuściłam włosy a gumkę nałożyłam na nadgarstek.
- Dobra my będziemy lecieć, do zobaczenia wpadnę dzisiaj do ciebie.
- Okej, cześć - odeszłam od nich.
~~~~
Wiem, że krótko. Mam tytuł na następny rozdział i nie chciałam mieszać ich razem, bo byłby za długi.
Ok rozumiem, a dodasz dziś, bo naprawdę świetnie się czyta :)
OdpowiedzUsuńNw może? A jak nie, to jutro przed 18.
Usuń:D ~JaramSieSFx3
OdpowiedzUsuńZaiste - IsabelRose
OdpowiedzUsuńBardzo fajne ;D ~Slotkasasa
OdpowiedzUsuń