- Ann - krzyczała Roza po kilku sekundach znalazła się przy mnie.
- Co się dzieje?
- Peggy napisała artykuł o twojej kłótni z Kastielem - dopiero teraz zauważyłam gazetę w jej ręku.
- Dawaj - rozkazałam wkurzona
Bez słowa mi ją podała. Szminka niezgody taki nagłówek widniał na pierwszej stronie. Pod nim znajduje się zdjęcie przedstawiające Kastiela, który siedzi na ziemi i trzyma się z twarz a ja stałam nad nim i krzyczałam wkurzona. Zdjęcie pewnie musiała zrobić gdy była w kabinie. Akcja odbyła się w damskiej toalecie... to mnie nie interesuje, szybko czytałam wersy. Kastiel dostał w twarz, bo może Ann woli Lysandra? Obok zostało umieszczone zdjęcie moje i białowłosego przy tworzeniu nowej piosenki.
- Bladź, kurwa, suka - syczałam wkurwiona.
Jak ona śmie pisać o moich prywatnych sprawach? Kas przy niej będzie miał lekkie zaczerwienie, tak ode mnie dostanie. W ciągu dwóch minut znalazłam się na drugim korytarzu. Wparowałam do biura tej kretynki. Myślałam, że drzwi wypadną z zawiasów. Oprócz mnie i Peggy w środku był Lysander z Kastielem. Po ich minach wywnioskowałam, że też nie są z tego zadowoleni. Stanęłam przy białowłosym.
- Co to ma kurwa znaczyć? Wytłumaczysz mi to? - krzyczałam wściekła. Rzuciłam jej wypociny na stół.
- To jest moja gazetka a dzięki waszemu wesołemu trójkącie zyskała na popularności - mówiła nie wzruszona. Kastiel zacisnął dłonie w pięść a kolorowooki zacisną usta w wąską linię.
- Trójkącie? - wysyczałam. Zaraz ją rozszarpię. Skoczyłam z rękoma w jej stronę. Ktoś mnie pochwycił w locie, cofnął i odstawił na ziemię.
- To nic nie zmieni - tym ,,ktosiem'' był Lys.
- Masz usunąć ten artykuł - warczałam.
Uśpiłam jego uwagę. Ponowiłam skok i po chwili siedziałam na niej. Uderzyłam ją w splot słoneczny z jej miny wyczytałam ból, nie zdążyłam zadać drugiego ciosu, ponieważ znowu ktoś mnie od niej oderwał. Teraz to był Kastiel rozpoznałam go po silnym uścisku. Wieżgałam rękoma na prawo i lewo a w moich oczach widać rządzę mordu. Mocniej mnie przycisnął do siebie. Uścisk ma mocny, nie zaprzeczę.
- Puść mnie, muszę przemówić tej blaci do rozsądku - warczałam.
- Nie, ty ją możesz zabić.
- I to chodzi - cedziłam.
- Masz to sprostować - mówił Lysander z dużą nutą wściekłości.
- Nie waż się więcej pisać o moich prywatnych sprawach - przyłączyłam się.
- O moich również - dodał Kastiel. Puścił mnie, bo poczuł, że się uspokoiłam.
- Ciesz się, że oni byli. Tak to nie miałabyś dużo szczęścia - powiedziałam na odchodne.
Wyszliśmy całą trójką. Muszę z nimi porozmawiać, tylko, którego wziąć na pierwszy ogień? Dobra, Lys z nim pewnie dużo nie będę miała.
- Lys musimy porozmawiać - powiedziałam do niego. Kastiel odszedł w nie znanym mi kierunku.
- Tak, a o czym?
- Dzisiaj będę opowiadała swoją historię i przydało by się ustalić, o której będziesz- wyjaśniłam.
- Po lekcjach na chwilę wpadnę do Kastiela po nim mogę być u ciebie - o ile nie zapomnisz - Gdzie mieszkasz?
- Na smoczej, cztery ulice dalej. Żebyś nie zapomniał to daj mi swój numer napiszę ci esa z przypomnieniem.
Z kieszeni wyciągnął telefon, podyktował mi numer, zapisałam go następnie puściłam sygnał i poszłam szukać Jade lub Kastiela. Na dziedzińcu nie ma żadnego. Zielonowłosy jest pewnie w ogrodzie a Kas, nie wiem, na dachu? Potem spotkam się z czerwonowłosym. Poszłam do ogrodu, nie ma. Jak nie będzie go w tym boskim miejscu to nie mam pomysłu gdzie go znajdę. Odchyliłam bluszcz i pod drzewem wiśni siedział chłopak i bawił się z królikiem. Odetchnęłam z ulgą. Podeszłam do niego.
- Cześć Jade - przywitałam się.
- Cześć.
- Dzisiaj zabieram ci Darkena - przypomniałam mu i usiadłam obok.
- Tak, wiem. O której kończysz?
- Mam pięć lekcji - odpowiedziałam.
- Dobrze się składa. Poczekasz na mnie w ogrodzie i przewieziemy rzeczy Darkena.
- Mogę go? - zapytałam z nutką błagania.
Oddał mi go, cały czas go głaskałam. Rozmowa zeszła nam na nieistotne tematy. Czas na rozmowę z Kastielem. Pożegnałam się z zielonowłosym i wyszłam z ogrodu. Znowu jest pełno osób na dziedzińcu, czas w tym magiczym miejscu płynie inaczej. Wzrokiem zaczęłam szukać Kastla, nie ma go. Podeszłam do drzewa i po raz trzeci się na niego wspięłam. W glanach miałam trochę gorszy czas, już nie wspomnę o tym, że cały czas musiałam uważać na to, żeby nie spodła mi czapka. Znalazłam się na dachu, bezszelestnie przeskoczyłam barierkę. Czerwonowłosy leżał z zamkniętymi oczami, postanowiłam go zaskoczyć. Popatrzyłam na swój cień i wybierałam drogę, aby zdradzić się nim. Bez najmniejszego dźwięku szłam w jego kierunku, zatrzymałam się gdy byłam wystarczająco blisko. Zawiał lekki wiatr, który poruszył moimi włosami.
- Cześć Ann - odezwał się nie ostwierając oczu.
- Ale jak? - zapytałam osłupiała.
- Po zapachu - odpowiedział.
- Co? - podniosłam jedną brew. Usiadłam obok niego.
- Wyczułem zapach twojego szamponu - wyjaśnił, podniósł się. Powąchał moje włosy - Róże, czekolada i kokos?
- Róże płyn do kąpieli, czekolada żel pod prysznic a kokos to mój szampon. Nie słyszałeś jak szłam?
- Nie, gdyby nie wiatr to bym nie wiedział, że tu jesteś - głupi wiatr.
- Chcę porozmiać o tej nocnej akcji - przeszłam do rzeczy.
- Co chcesz wiedzieć? - zapytał beznamiętnym tonem.
- Skąd wiedziałeś, że nie ma u mnie chłopaków? - no sory Kastiel, ale czeka cię przesłuchanie.
- Mohery raczej nie śpiewałyby o dupie Romana - uśmiechnęłam się, eh uwielbiam ich za to.
- Co ci strzeliło do łba, żeby o pierwszej w nocy grać mi pod oknem?
- Zwykle dziewczyny jarają się tym, że jakiś chłopak gra im pod oknem - uśmiechnął się zawiadacko.
- Nie jestem takie jak wszystkie i tak po za tym to pomieszałeś piosenki. Nie odpowiedziałeś mi na pytanie - upomniałam go.
- Nie mogłem spać z tym pieprzonym uczuciem, że się na mnie gniewasz - powiedział z wyrzutem - Pierwszy raz mi to przeszkadzało.
- Nie mam więcej pytań przerośnięty muchomorze - wyszczerzyłam się. Zdjął mi czapkę, wstał i trzymał ją na krawędzi dachu.
- Przeproś mnie albo twoja czapka znajdzie się na dole - na jego twarzy gościł szelmowski uśmiech.
Wpadłam na lepszy pomysł, wstałam i przeszłam do jego realizacji. Wolno podeszłam do oprawcy mojej czapki, zatrzymałam się parę centymetrów od niego. Wzięłam jego twarz w dłonie i czarowałam go wzrokiem. Jego ręce spoczywają na mojej talii, teraz albo nigdy. Szybko wyrwałam moje nakrycie głowy i wyślizgnęłam się z uścisku. Uśmiechnęłam się z tryumfem.
- Ty jesteś niemożliwa - mruczał. Zaśmiałam się perliście.
W mojej głowie zrodził się następny pomysł. Teraz moja czapka znajduje się na jego głowie, muszę przyznać, że całkiem nieźle w niej wygląda. Natychmiast wyciągnęłam telefon i strzeliłam mu fotkę.
- Wyglądam jak idiota - mruknął. Pokazałam mu zdjęcie. Uśmiechnął się - Podobam się sobie. Nie oddaje ci jej.
- Nie mam mowy - ściągnełam i założyłam ją na swoją głowę. Spojrzałam na czas w swoim telefonie, zaraz skończy się piąta lekcja. Czas schodzić, a właściwie to którędy on tu wszedł? - Weszłeś schodami?
- Nie, wdrapałem się po drzewie - wyjaśnił mi.
- Zostajesz?
- Jeszcze trochę tu zostanę.
- No to cześć - pożegnałam się.
Rozpędziłam się i wskoczyłam na koronę jakiegoś drzewa. Zeszłam z niego, kiedy moje stopy znalazły się na ziemi rozbrzmiał dzwonek obwieszczający koniec piątej lekcji. Swoje kroki skierowałam do ogrodu.
- Cześć Viola widziałaś Jade? - zapytałam gdy ją zobaczyłam.
- Tak, jest tam - ręką wskazała mi jakiś kierunek.
Poszłam kursem jaki mi wyznaczyła. Faktycznie tam był.
- Pomóc ci z przenoszemiem rzeczy Darkena? - zapytałam go.
- Poczekamy aż zacznie się szósta lekcja.
Przytaknęłam i poszliśmy do tego boskiego, gotyckiego ogrodu. Do moich nóg podkicał Darken. Podniosłam go i spojrzałam mu w jego czerwone ślepka.
- Co maluchu? Spędzisz ze mną cały weekend - może mi ktoś wytłumaczyć czemu gadam do królika? Przytuliłam go.
- Poczekaj tu ma mnie z nim pozbieram jego rzeczy - oznajmił właściciel zwierzęcia.
Z kieszeni wyciągnęłam telefon, dzisiejsze zdjęcie ustawiłam jako zdjęcie kontaktu Kastiela. Jak skończyłam przyszedł zielonowłosy z posłaniem, miską i karmą.
- Idziemy?
- Idziemy.
Doszliśmy na parking, jego samochodem okazała się zielona Dacia Duster. Zielona czemu to mnie nie dziwi? Może dlatego, że ma zielone włosy i kocha naturę? Gdy wsiedliśmy wyjaśniłam mu jak do mnie dojechać. Królik oczywiście przez całą drogę leżał na moich kolanach. Znaleźliśmy się przy miejscu mojego zamieszkania. Wysiedliśmy, kierowca wyjął rzeczy Darkena, wpuściłam go przodem.
- Gdzie to położyć? - zapytał
- Gdzie chcesz potem przeniosę - wypuściłam czerwonookiego niech sobie pokica.
- W razie jakiś problemów tu masz mój numer - podał mi jąkąś karteczkę, schowałam ją do kieszeni.
- Dobra.
- Karm go trzy razy dziennie, wypuszczaj do ogrodu - kiwałam głową z każdym jego poleceniem - To tyle do zobaczenia.
- Cześć - wymieniliśmy się uśmiechami i wyszedł z domu.
Napisałam SMS do Lysa
Dzisiaj wpadasz do mnie. Ann
Dostałam odpowiedź
Będę za pół godziny thx za przypomnienie zapomniałbym ;/
Odpowiedziałam mu
Spk czekam
Rozsznurowałam glany, poszłam do kuchni i zaparzyłam sobie kawę. Znalazłam się w salonie, usiadłam przy stole pod oknem. Muszę wymyślić gdzie umieścić posłanie zwierzaka, rozejrzałam się po wnętrzu, powoli sącząc kawę. Podejrzewam, że pod ścianą, która oddziela kuchnię i salon. Odstawiłam kubek, przeniosłam posłanie obok niego postawiłam miskę z żarciem natomiast karmę umieściłam w szafce pod zlewem. Wróciłam do salonu.- Darken - zawołałam królika. Jego głowa wychyliła się zza kanapy. Podniosłam go i włożyłam do posłania - Tutaj będziesz spał.
Zostawiłam go i poszłam się przebrać. Zdjęłam sweterek i top a zamiast nich nałożyłam morski sweter mojej babci, tylko ona jedyna mnie rozumiała. W moim oku zakręciła się samotna łza. Zeszłam na dół, podniosłam kubek i dostałam esa.
Dochodzę na smoczą wyjdź
Nałożyłam jakieś buty i wyszłam z kubkiem w rękach. Z daleka zamajaczyła mi sylwetka Lysandra. Wymieniliśmy się uśmiechami i weszliśmy do środka. Dopiłam kawę, kubek odniosłam do kuchni, Lys w tym czasie zdejmował buty. Przy moich nogach kręciło się czarne zwierzątko. - Bardzo lubię króliki, mogę go na ręcę - spojrzałam Darkena, który nieśmiało wychylał głowę zza moich nóg, schyliłam się i go podniosłam, długouszy wtulił się we mnie, oddałam go w ręce Lysa.
- Chodź do mnie na górę, opowiem ci o sobie.
Nie czekając na jego odpowiedź poszłam do siebie na górę. Usiadłam na łóżku, poczekałam aż zajmie miejsce na przeciwko mnie.
- Mogę mówić nie pokolei - uprzedziłam go. Wypuścił Darkena i ten położył mi się w nogi - Pół roku temu zostałam porzucona, rachunki zawsze są zapłacone, miesięcznie dostaje jakieś 400 złoty i z tego staram się przeżyć każdy miesiąc.
- Rachunki ty płacisz?
- Nie, moja matka je płaci. Nie mam żadnego kontaktu z rodzicami. Zapadli sie pod ziemię, zmienili numer, przeprowadzili się zabrali tylko najpotrzebniejsze rzeczy i mnie zostawili.
- Ale jak to?
- Rano jak poszłam do szkoły to jeszcze byli a jak wróciłam to byłam sama w domu. Zacznę od początku. Jak miałam trzy lata moja mama się rozwiodła, jak miałam cztery lata dostała jakiegoś chopla i zapisała mnie na kurs języka angielskiego. W wieku dziesięciu lat mówiłam biegle po angielsku i przeprowadziliśmy się do Londynu. Żebyś teraz zrozumiał muszę opowiedzieć ci krótką historię mojej matki. Gdy miałam szesć siedem lat moja mama spotykała się z takim jednym Witkiem, myślałam, że coś z tego będzie, ale zdradzał ją na prawo i lewo. Jak miałam z jedenaście lat mama znowu zaczęła się spotykać z jakimś Jankiem, rok później się zaręczyli, ja od początku go nie akceptowałam po prostu nienawidziłam, czułam, że coś z nim jest nie tak. Pewnego razu spił się jak świnia, matka się z nim podarła, zerwała zaręczyny. Mieszkał z nami i musiał się wynosić, zaczął ją bić a gdy wzywałam policję to mnie dusił, ledwo uszłam z życiem, po wezwaniu policji broniłam mamę i we dwie z nim walczyłyśmy. Policja przyjechała na czas, spakowała go i zabrała od nas. Gdy skończyłam trzynastkę matka znowu zaczęła się spotykać ze Sławkiem w grudniu wzieli ślub. Moje życie przewróciło się do góry nogami gdy miałam czternaście lat. Matka zaszła w ciążę - zaczęłam mówić z obrzydzeniem w głosie - I teraz nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. Nie zabezpieczali się - wybrałam te pierwsze i zaśmiałam się gorzko - Całkowicie nie zaakceptowałam tego bachora. Zapewniała mnie, że nie będę na drugim miejscu. Po dwóch miesiącach nie zwracali na mnie najmniejszej uwagi.
- Naprawdę nienawidzisz tego dzieciaka?
- Sytuacja taka matka szuka w lupekesie czegoś co można nałożyć na obcego odpowiedziałam jej, żeby wsadziło to coś do worka foliowego - uśmiechnęłam się gorzko - Półtorej roku temu wróciliśmy do Polski. Kiedy mieszkaliśmy w Londynie podczas wakacji na miesiąc wracaliśmy do Polski. Byłam strasznie zżyta z moimi braćmi ciotecznymi. W Londynie zostawiłam moją paczkę, tam byłam najpopularnejsza w szkole. Uczyłam się razem z innymi anglikami - ukryłam twarz w dłoniach - Nie masz pojącie jak bardzo za nimi tęsknię. Matka w ogóle nie myślała o mnie, tylko o sobie. Robiła wszystko dla tej gówniary, mnie miała w dupie, każdego dnia się kłóciliśmy. Za każdym razem uciekała z płaczem a na mnie wrzeszczał ten stary dziad. Tylko babcia mnie rozumiała, ten sweter co mam na sobie to jedna z kilku pamiątek po niej. Od roku nie żyje, zabił ją pijany kierowca - po policzku spłynęła mi samotna łza - Nie mam nikogo. Zrozumiałeś moją historię? - zapytałam na koniec, nie mogę powstrzymać łez.
Królik spojrzał na mnie smutno, wdrapał mi się na brzuch, przednie łapki oparł na moim dekolcie i wtulił mi się w szyję. Lysander przytulił mnie i pozwolił się wypłakać w ramię, ogarnij się już drugi dzień z rzędu płaczesz. Ale nie mogę, po prostu jestem za słaba. Pomiędzy mną a białowłosym był czarny królik.
____________________________________________________
Ta historia z facetami matki Ann i ciążą jest autentyczna. Przepraszam jeżeli dodałam nudny rozdział :'c Czy komuś nie podoba się akcja w opowiadaniu? Tylko szczerze. Strona, na której jest bluzka i czapka glovestar.pl
Nudny? Ty sobie żartujesz? To jest mega ciekawe, akcja powalająca.. Po prostu zaiste *o*
OdpowiedzUsuńCudne. <3 , no przestań Twoje opowiadanie nigdy nie jest nudne. ;)
OdpowiedzUsuńSuper *-* I muszę zgodzić się z osobami powyżej, twoje opowiadania nigdy nie są nudne :P
OdpowiedzUsuń