Obudził mnie alarm w telefonie, poranku mam ci jedno do powiedzenia, nienawidzę cię. Wyczołgałam się z cieplutkiej kołdry, spojrzałam w lustro. Masakra, włosy nastroszone w każdą stronę, w łazience je ogarnę. Nałożyłam czarne, skórzane rurki, motocyklówki z ćwiekami, czarną koszulkę z szarą pajęczyną a na wierzch ramoneskę Kastla. Do pasków w spodniach przypięłam łańcuch z czaszkami. Poszłam do łazienki poskromić włosy, wyprostowałam grzywkę, która zakrywała połowę twarzy, resztę trochę napuszyłam. Teraz czas na makijaż. Zrobiłam mocną kreskę, wydłużyłam i pogrubiłam rzęsy, pomalowałam usta ciemno czerwoną szminką. Spojrzałam na swoje odbicie wyglądam niebezpiecznie i seksownie. Do kieszeni włożyłam telefon, kasę na autobus powrotny. Zgarnęłam klucze i zamknęłam dom. Zaczęłam iść na piechotę do liceum. Dochodziłam do domu Kastiela, błagam, żeby jeszcze spał. Otworzyły się drzwi frontowe a w nich stał on i jakaś szatynka, z którą się obściskiwał. No ta, w końcu to Kast. Oderwał się od niej i spojrzał na mnie. Rzuciłam mu znudzoną minę i nadal szłam dalej.
- Ann, czekaj podwiozę cię - krzyknął do mnie.
- Ale to mnie miałeś podwieźć a nie ją - powiedziała zdziwiona dziewczyna.
Stanęłam i odwróciłam się do nich.
- Nie, wiesz, ja się mogę przejść - mówiłam i szłam do Kastla.
- Zrobisz wszystko co tylko będę chciał, prawda? - powiedział z błyskiem w oku.
- No ta, za pożyczenie kurtki na jeszcze jeden dzień - mruknęłam.
- No więc chcę, żebyś ze mną jechała. Nie sądziłem, że tak kobieco będziesz wyglądała w męskiej ramonesce - powiedział i mnie pocałował w policzek. Szatynka posyła mi wściekłe spojrzenia. Ciekawe kiedy się skapnie, że Kastiel ma ją w dupie - Nie chce ci zmazać szminki.
- I słusznie, nie wzięłam jej ze sobą. Dobra, pojadę, ale jadę w kasku. Nie chce rozwalić sobie fryzury.
- Dla ciebie wszystko, skarbie - uśmiechnął się łobuzersko i zamknął dom na klucz.
- A tak mała prośba - poszłam do jego cudeńka i wzięłam kask do ręki.
- Jaka?
- Nie całuj mnie więcej i nie mów do mnie skarbie itp.
- Kastiel, co ty robisz? Jesteś moim chłopakiem a nie jej - krzyczała histerycznie dziewczyna.
- Masz ładne nogi, zrób z nich pożytek - powiedziałam z szelmowskim uśmiechem.
- Co? - zapytała a ja w tym czasie nałożyłam kask.
- To. Idź sobie - dokończył za mnie czerwonowłosy. I usiadł na motorze a ja za nim.
- Ale, ale ja ciebie kocham - zaczęła się jąkać.
Chłopak ruszył i zostawił dziewczynę za sobą.
- Każde są takie? - zapytałam gdy mknęliśmy.
- Są i gorsze. Ta strasznie mi naprzykrzała. Dzięki Bogu, że szłaś.
- Nie dziękuj Bogu, tylko mi.
- Dzięki - mówił to z wielkimi trudnościami.
- Spoko - mruknęłam.
Już mniej więcej wiem jak jeździ Kas, więc nie muszę się do niego przytulać.
- Minęliśmy liceum - krzyknęłam.
- Wiem, aż tak ci się śpieszy? Muszę załatwić pewną sprawę, a ty idziesz razem ze mną - kretynie, nie mam innego wyboru - A tak po za tym to chce się pochwalić jaką laskę wożę. Jesteśmy na miejscu.
Zatrzymał motor, znajdowaliśmy się przed jakimś opuszczonym magazynem. Pierwszy raz jestem tutaj.
- Gdzieś ty mnie wywiózł? - zapytałam, gdy ściągnęłam kask.
- Chce załatwić porządne papierosy.
- Nie mogliście umówić gdzieś indziej - mruknęłam poirytowana.
- Nie - burknął. Po czym dodał z błyskiem w oku - I chce się tobą pochwalić.
- Powtarzasz się i nie jestem twoją kolejną zabawką - wybuchnęłam.
Weszliśmy do magazynu, w środku było jakiś dwóch chłopaków. Czerwonowłosy szedł pierwszy a ja za nim.
- No Kastiel pochwal się - ten głos, ja go znam. Wyjrzałam za niego i zobaczyłam Michaela.
- Michael, całe wieki się nie widzieliśmy - podbiegłam i się przytuliłam do niego. Obok niego stał jego młodszy brat, Natan.
- Ann, nie widzieliśmy się od września - oderwałam się od niego.
- Cześć kochanie - podeszłam i zaczęłam się namiętnie z Natem. Zniszczyłam cały plan Kastla widzę to po jego kwaśnej minie.
- Ładnie wyglądasz - pochwalił mój strój brunet.
- Dziękuje.
- Nat, masz fajną szminkę - rzucił mu Michael. Chłopak lekko się zmieszał i wytarł szminkę z ust.
- Dobra, dość tego, masz? - zezłościł się Kastiel.
Chłopaki załatwiali interesy, a ja odciągnęłam Nata gdzieś dalej.
- Powinniśmy to sobie wytłumaczyć - powiedziałam.
- Jestem tutaj, bo Michael chciał. A ty?
- Kastiel mnie tutaj zaciągnął podstępem.
- Jakim?
- Miał mnie podrzucić do szkoły.
- Przepraszam, że wczoraj nie wpadłem ale nie miałem czasu.
- Nie szkodzi, z resztą byłam zbyt zmęczona na gości.
- Ann, idziesz, czy zostajesz? - zapytał mnie Kas.
- Musze już iść - pocałowałam go i pobiegłam za czerwonowłosym - Cześć Michael.
- Wpadniemy do ciebie wieczorem, na pewno - oznajmił mi Nat.
- Okej, napisz esa, o której będziecie.
Wyszliśmy z magazynu, Kastiel nie jest w sosie, aby to się nie odbiło na jego jeździe. Ja chce jeszcze żyć.
- Co się stało, że nie jesteś w sosie? - zapytałam go kiedy dochodziliśmy do motoru.
- Natan - warknął.
- Nie będę z tobą rozmawiała, aż ci przejdzie - oznajmiłam mu.
- Czemu?
- Bo mam dosyć twoich humorków, jesteś gorszy niż baba w ciąży i ja kiedy mam PMS razem wzięte - wypaliłam.
- Całą szminkę ci zmazał z ust - powiedział czerwonowłosy zmieniając temat.
- Wiem, była najważniejsza w całym stroju - mruknęłam.
- To czemu nie wzięłaś jej ze sobą?
- Bo mi się skończyła i nie przypuszczałam, że spotkam się dzisiaj ze swoim chłopakiem - zauważyłam jak słowo chłopak, strasznie go poirytowało.
- Wieczorem też - burknął. Ja pierdole jak mnie ten typ wkurza.
- Będzie razem z Michaelem, jak chcesz to też wpadaj.
- Zastanowię się.
- Jedziemy w końcu? - zapytałam zniecierpliwiona, nałożyłam kask i usiadłam na motorze.
- Tak, ale do jakieś drogerii - powiedział i ruszył z piskiem opon.
- Po jaką cholerę? - zaczynam się wkurzać i to porządnie.
- Po szminkę dla ciebie.
- Nie chcę, żebyś wydawał kasę na mnie - szminka to pamiątka po mojej babci, tylko ona jedyna mnie rozumiała.
- Mi to nie robi różnicy.
- Ale ja nie chcę być od ciebie zależna. Wystarczy, że wozisz mnie do szkoły - zaczęłam się na niego drzeć.
- Kiedy masz imieniny?
- Trzydziestego pierwszego listopada - po jaką cholerą mu to?
- Ta szminka to będzie prezent ode mnie na twoje imieniny. Prezentu chyba nie odmówisz - zatrzymał motor przed jakąś drogerią i z niego zszedł.
- Nigdzie nie idę - powiedziałam stanowczo i założyłam ręce.
Westchnął, usiadł na przeciw mnie, zdjął ze mnie kask i odwiesił go na kierownicy. Moje oczy ciskały gromami na prawo i lewo. Spojrzał na mnie łagodnie swoimi czekoladowymi oczami i powiedział
- Proszę, chodź ze mną - to już wiem jak bajeruje dziewczyny.
- Nie idę - i tu go zaskoczyłam, odmówiłam mu.
- Chodź ze mną, albo zrobię ci scenkę i ludzie będę się na nas gapić.
- Już się gapią - burknęłam zgodnie z prawdą.
- Chciałem po dobroci - podniósł mnie i niósł do drogerii.
- Dobra pójdę, tylko mnie postaw - zaczęłam warczeć na niego.
- To zawsze działa - uśmiechnął się zadowolony i po chwili stałam na ziemi.
- Zawsze musisz dopiąć swego? - zapytałam rozdrażniona.
- Tak - złapał mnie za rękę i ciągną za sobą.
- Puść moją rękę - burknęłam.
- Chcę mieć pewność, że mi nie uciekniesz.
- Jesteś cholernie uparty.
Weszliśmy do środka, nadal trzymał mnie za rękę próbowałam się wyrwać, udało mi się za piątym razem. Poszliśmy do stoiska ze szminkami. Każda dziewczyna się na nas gapiła, dla niego to pasowało a mi to wisiało i powiewało. Wzięłam pierwszą lepszą czerwoną szminkę ale on mi ją wyrwał i odłożył.
- Co ty robisz? Podobała mi się.
- Ale mi nie - powiedział nadal szukając idealnej szminki.
- Kastiel, ja się będę nią malować a nie ty.
- Ja ją kupuje i ja decyduje jaki ma mieć kolor.
- Ale to ja się będę nią malować - powtórzyłam.
- Pomaluj się tą - dał mi ręki tester, wzięłam go i wzrokiem szukałam jakiegoś wolnego lusterka. Znalazłam i pomalowałam usta.
- I jak? -zapytałam go.
- Nie podoba mi się.
- Ja się poddaje, pewnie nie pierwszy raz kupujesz szminkę - mruknęłam. Czerwonowłosy lekko się zarumienił, naprawdę dziwny widok.
- Akurat pierwszy raz - odwrócił się i zaczął szukać dalej. Spojrzałam na jego plecy mocno zdziwiona.
Całe szczęście, że przy lustrze były chusteczki, zmyłam szminkę i odłożyłam tester na miejsce. Powtarzałam tę samą czynność jeszcze ze trzy razy i za każdym razem nie podobało mu się. Przy piątym testerze nie wytrzymałam.
- Jeszcze jeden raz i wychodzę - powiedziałam gdy skończyłam się malować. Na moich ustach gościła krwista czerwień.
- Podoba mi się.
- Coś ci się podoba, no bestseller w moim życiu - powiedziałam sarkastycznie. Nic nie odpowiedział, ostro, zgasiłam go - Idź zapłacić, poczekam przy motorze.
Wyszłam ze sklepu i poszłam w stronę motoru. W oczy rzuciła mi się czupryna Kevina.
- Cześć rudy, po farbę przyszedłeś? - zapytałam go ze złośliwym uśmieszkiem.
- Ann, cześć - potargał mi grzywkę - To za nabijanie się z mojego koloru.
- Mam ochotę cię zabić - mówiłam i poprawiałam grzywkę.
- Jak mnie złapiesz - i zaczął uciekać, zachowuję się jak dziecko i dobrze mi z tym. Cały czas się śmialiśmy.
- Wiesz, że Michael jest w mieście? - zapytałam go gdy skończyliśmy się ganiać.
- Widziałaś się z nim?
- Jakąś godzinę temu. Wieczorem wpada razem z Natem.
- Mogę przyjść? Dawno się nie widzieliśmy - usłyszałam błagalną nutkę i zrobił oczy kota ze Shreka. Co jak co, ale on jest w tym najlepszy. Nawet jest rudy.
- Jasne, obyło by się bez tych oczu.
- Nie odwracaj się jakiś napaleniec się na ciebie gapi - cholera, że co?
- Teraz jak mi powiedziałeś to mam ochotę się odwrócić. A skąd wiesz, że akurat na mnie a nie na ciebie?
- Bo chce mnie zabić wzrokiem.
- Jak nie ja, to on - uśmiechnęłam się.
- Żyje na krawędzi, ja chce do mamusi - powiedział z udawanym przerażeniem . Zaczęłam się z niego śmiać.
- Będziesz w programie ochrony świadków - I razem się śmialiśmy.
- Ten czerwony idzie do nas - mówił z powagą.
- Ma czerwone włosy?
- Tak - spojrzał na mnie zdziwiony.
- To pewnie Kastiel.
- Jaki Kastiel? - zapytał ze zmarszczonymi brwiami.
- Kolega ze szkoły.
- I razem spędzacie czas? No nie wiem czy Natan będzie zadowolony jak mu powiem - kręcił głową.
- To tylko kolega nikt więcej, z resztą Nat widział go dzisiaj rano - rzucił mi zdziwione spojrzenie - Po drodze będzie mi robił przesłuchanie, muszę lecieć.
Przytuliłam go i się odwróciłam. Lekko się zderzyłam z Kastem, ała, boli. Co on tam ścianę ma?
- Uważaj - warknął.
- No wybacz, ale nie mam oczu z tyłu głowy - odparowałam mu.
- To już pójdę - powiedział zmieszany Kev.
- Okej, do zobaczenia - odpowiedziałam mu z uśmiechem, kiedy przeniosłam wzrok na Kastla od razu zrzedła mi mina.
- Miałaś czekać przy motorze.
- Miałam, i?
- I kim jest ten rudzielec?
- Nie jesteś moim ojcem, że mam ci się tłumaczyć - odburknęłam i poszłam zła w stronę motoru.
Nałożyłam kask i usiadłam za Kasem. Nie odzywaliśmy się do końca drogi.
Zaczepiste!!! :P
OdpowiedzUsuńA mogło być tak pięknie ;)
OdpowiedzUsuńAle zajebiste!!! :D
Czekam na next'a :D:D:D
Szkoda mi Kasa. ;d Świetna część. <3 ~JaramSieSFx3
OdpowiedzUsuńZajebiste. Mam nadzieję, że w końcu jednak będzie z Kastielem <3 :D :*****
OdpowiedzUsuńTo dopiero cisza przed burzą. Tak będą ze sobą ale to jeszcze kilka rozdziałów przed nami. Więcej nie będę zdradzać ;D
OdpowiedzUsuńCisza przed burzom? Mam się bać? Zaiwaniste, teraz dodaj nexta bo ja już dałam :3 http://slodkiflirtpl.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńSuper, super, super! :D ~Slotkasasa
OdpowiedzUsuń