14 wrz 2013

Rozdział IV

Skończyła się ostatnia lekcja. Jestem cholernie zmęczona. Nie mam przy sobie kasy na autobus, no to czeka mnie godzinny spacer. Jeszcze nie wzięłam telefonu, tak to bym sobie posłuchała muzyki. Zajebiście, kopnęłam kamyk na chodniku, potoczył się się gdzieś w bok. Usłyszałam silnik motoru, nie pogardziłam bym podwózką. Zaczęłam lekko kręcić biodrami, odwróciłam głowę i uśmiechnęłam się zalotnie do motocyklisty w kasku. Podziałało, zatrzymał się obok mnie.
- Podrzucić cię? - usłyszałam znajomy głos.
- Kastiel? To ty jeździsz tym cudeńkiem?
- No - zdjął kask - To co, podrzucić cię?
- Jeśli to nie kłopot.
- Wsiadaj - i poklepał miejsce za sobą - Gdzie mieszkasz?
- Na Smoczej - powiedziałam gdy usiadłam. Starałam się jak najdalej od niego, dalsze odsunięcie groziło mi spadnięciem.
- Mieszkam jakieś cztery ulice przed tobą.
- To wysiąde i dalej pójdę sama.
- Mam tylko jeden kask. Radzę ci się mocno trzymać, lubię mocną jazdę.
- Ale czego?
- Jesteś taka głupia, czy tylko udajesz - powiedział rozdrażniony. Przyciągnął mnie bliżej - Jak chcesz przeżyć to przytul się do mnie.
- To szantaż? - nie zdążyłam się zapytać, bo czerwonowłosy stanął dęba.
Ledwo się utrzymałam, natychmiast się jego złapałam. Mknęliśmy z niezłą prędkością, jeszcze trochę i byśmy się zderzyli z tirem. Z przerażenia zamknęłam oczy i nie otwierałam ich do końca drogi.
- Jesteśmy na miejscu - usłyszałam, a więc żyje. To jakiś wariat. Odskoczyłam od niego jak oparzona.
- Nareszcie - burknęłam.
- Twarda jesteś - powiedział z cynicznym uśmiechem.
- Nie rozumiem o co ci chodzi - zmarszczyłam brwi.
- Wtedy co jechałem na czołówkę z tirem nawet nie pisnęłaś.
Spojrzałam na jego dom. Duży, dwupiętrowy z szarej cegły i z obszernym balkonem.
- Niezła chata. Jestem zmęczona, będę już szła - oznajmiłam mu i zaczęłam iść, złapał mnie za nadgarstek.
- Czeka,j idę z tobą.
- Nie musisz.
- Ale chce.
Cały czas dręczyło mnie jedno pytanie, jeszcze kilka metrów i nogi odmówią mi posłuszeństwa.
- Zatrzymałbyś się gdybym nie odstawiała tego przedstawienia? - zapytałam nurtujące mnie pytanie.
- Jakiego? - zapytał rozkojarzony.
- Serio nie wiesz o co chodzi?
- Możesz to powtórzyć? - zapytał z szelmowskim uśmiechem.
Westchnęłam, zaczęłam kręcić biodrami i na koniec uśmiechnęłam się do niego zalotnie.
- Te przedstawienie - mruknęłam jak skończyłam.
- Myślałem, że ja tak na ciebie działam.
- Chciałbyś - pod nosem zaczęłam klnąć na ból w stopach.
- Wskakuj mi na barana - westchnął i się nadstawił.
- Co? - zapytałam zdziwiona - Nie mogę, dzisiaj za dużo dla mnie zrobiłeś.
- Możesz, jak nie to ci pomogę.
- Nie, bo będę się dziwnie czuła - powiedziałam i go minęłam.
- Wkurzasz mnie.
Jego ręka znalazła się na zgięciu w moich kolanach a drugą objął moje ramiona i mnie niósł. Nie zostało mi nic innego jak się w niego wtulić. Spojrzałam na jego twarz, gościł na niej uśmiech ale nie cyniczny, zawadiacki ani szelmowski. Tylko taki zwykły, chociaż u niego to jest niezwykłe.
- Co się gapisz? - powiedział gdy spojrzał na mnie swoimi ciemnobrązowymi ślepiami.
- Ty wiesz jak zepsuć miłą atmosferę - burknęłam. Zaczęło się robić chłodno, czego ja się spodziewam w październiku. Zauważyłam swój dom - Możesz mnie postawić, dochodzimy już do mojego domu.
- To dobrze, robisz się strasznie ciężka - powiedział gdy mnie postawił. Walnęłam go w ramie - Za co?
- Za to, że powiedziałeś mi, że jestem ciężka.
- Nie wyrywałaś się, gdy cię niosłem.
- Nic by to nie dało. Jesteś cholernie uparty - wskazałam na dom - To tutaj.
- Starych nie ma? - zapytał a ja grzebałam w paprotce w celu znalezieniu kluczy.
- Porzucili mnie, mieszkam sama od pół roku - powiedziałam gorzko.
- Jak to? - zbulwersował się. Są, otworzyłam drzwi.
- Może kiedyś powiem ci całą moją pojebaną historię.
- Nie zaprosisz mnie?
- Nie dzisiaj, jestem zmęczona i mam cholerną ochotę na długą kąpiel a potem pójdę spać.
- Pomóc ci przy myciu pleców? - powiedział z łobuzerską miną.
- Nie jestem, aż tak zmęczona - trzasnęłam mu drzwiami przed nosem i zamknęłam na dwa spusty.
Poszłam do łazienki przez kuchnie złączoną z obszernym salonem. Odkręciłam kran z gorącą wodę, otworzyłam płyn do kąpieli o zapachu czekolady z pomarańczą. Bosko, uwielbiam ten zapach. Napełniłam wannę do połowy i poszłam do salonu włączyć muzykę. Z wieży zaczęły lecieć piosenki z albumu Three Cheers for Sweet Revenge zespołu My Chemical Romance.
Dźwięk ustawiłam na maxa i poszłam się kąpać. Zostałam w samej bieliźnie, zaczęłam przyglądać się mojemu odbiciu w lustrze. Długie, czarne, gęste włosy sięgające mi do bioder, duże, szmaragdowe oczy, pełne usta, chude nogi, płaski brzuch, piersi miseczka C. Jedyne czego nienawidzę w swoim wyglądzie to nos. Wyszłam po trzydziestu minutach,  nie umiem już tak jak kiedyś spędzić ponad godzinę w wannie. Nałożyłam czarny szlafrok, z niechęcią spojrzałam na biały, porwany top. Wyrzuciłam go do śmieci. Zrobiłam się strasznie senna, wysuszyłam włosy, przebrałam się w piżamę i poszłam spać.

Wiem, że króciutko. Następny będzie dłuższy :D 

7 komentarzy:

  1. Króciutki czemu tak. Mam nadzieję że naprawdę jutro bd dłuższy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak będzie dłuższy ;) Podejrzewam, że jeden dzień Ann będzie w 4-5 rozdziałach i według mnie będzie się działo xD Masz motywację żeby szybciej wstawić rozdział ;P

      Usuń
  2. Ja pitole w poprzedniej części padłam jak przeczytałam te macanie xd Ten też był fajny zwłaszcza akcja z podrywem na motocykliste xd

    OdpowiedzUsuń
  3. Oooo!!! Jakie sweet ^^ Zajebisty blog :D Kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak megi doda u siebie :D Dziękuję za pochwałę =]

      Usuń
  4. http://slodkiflirtpl.blogspot.com/ już dodałam teraz ty :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Super ;] ~Slotkasasa

    OdpowiedzUsuń